Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Duch i Mrok (The Ghost and the Darkness)

02 Czerwiec 2007, 00:14 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje:
Alexander Courage

Rok wydania: 1996
Wydawca: Hollywood Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Duch i Mrok (The Ghost and the Darkness)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plW roku 1896 do Kenii przybył irlandzki inżynier John Patterson, by przejąć nadzór nad budową mostu na rzece Tsavo. Budowa ta pochłonęła 130 ofiar śmiertelnych. Sprawcą tej tragedii były dwa lwy – ludojady, nazwane przez tubylców Duch i Mrok. By pokonać bestie, Patterson poprosił o pomoc zawodowego myśliwego Charlesa Remingtona. Na tych wydarzeniach został oparty film Duch i Mrok. Postać grana przez Michaela Douglasa, Charles Remington, jest fikcyjna, natomiast John Patterson (Val Kilmer) w rzeczywistości zabił obydwa lwy. Ciekawostką niech będzie fakt, że tylko jedna scena w filmie została nakręcona przy użyciu sztucznego lwa-robota. W pozostałych ujęciach brały udział dwa prawdziwe lwy o imionach Bongo i Caesar.

Reżyserii tego kosztującego 55 mln dolarów thrillera przygodowego podjął się Stephen Hopkins. Choć do tej pory jego nadwornym kompozytorem był Alan Silvestri (Predator 2 z 1990 roku, Judgment Night z 1993 roku i Blown Away z 1994 roku), na prośbę Michela Douglasa, pełniącego także funkcję producenta, muzykę do filmu miał skomponować jeden z jego ulubionych twórców – legendarny Jerry Goldsmith. Premiera filmu odbyła się 11 października 1996 roku, zaś trzy dni wcześniej Hollywood Records zaprezentowało soundtrack zawierający około 40 minut muzyki ilustracyjnej oraz 13 minut muzyki źródłowej – etnicznej.

Maestro miał już doświadczenie z tego typu ilustracjami, by nie wspomnieć choćby skomponowane rok wcześniej Kongo. Jednak mimo pewnych podobieństw, tym razem Goldsmith stworzył zupełnie inną partyturę, w której miało dojść do spotkania dwóch kręgów kulturowych – europejskiego i afrykańskiego – zaś Stary Kontynent został dodatkowo przedstawiony muzycznie z podziałem na kulturę angielską i irlandzką. Kongo było bez wątpienia partyturą znacznie cięższą w wymowie, bardziej dramatyczną niż Duch i Mrok, w którym Jerry postawił na klimat, lekkość i przestrzeń, choć nie zapomniał też o mrocznej stronie filmu. Słuchając tej ilustracji ma się nieodparte wrażenie, że mimo wieku (kompozytor miał wtedy 67 lat) nic nie stracił na twórczej inwencji, przypominając sobie klasyczny Wiatr i Lew z 1975 roku.

Theme From „The Ghost and the Darkness” idealnie oddaje charakter całej partytury. Fenomenalny temat przewodni został stworzony na bazie trzech motywów idealnie się uzupełniających. Pierwszy z nich – irlandzki – niezwykle melodyjny, subtelny, a przy tym niepozbawiony optymizmu i żywiołowego uroku irlandzki, w którym główna melodia została wykonana przez flety. Drugą część tematu tworzył dostojny i wzniosły motyw angielski – kolonialny, którego „wizytówką” są potężne *waltornie, mające rychło zdominować całą kompozycję. Całość konstrukcji została wzbogacona o rytmiczne i etniczne perkusionalia, w tym podające wyraźny puls kotły (odzwierciedlało to kulturę tubylczą – Afrykę i Indie), zaś nad całością unosiły się wstawki wokalne w języku Swahili. Temat ten stanowił podstawę całej partytury; jednak nie był on ani jedyny, ani też nie powracał ciągle w tych samych aranżacjach (triumfalny First Time, pełen smutku Lions Reign oraz oddający charakter przygotowań do walnej konfrontacji Preparations i Prepare for Battle). W idealny sposób podkreślał natomiast różnice między pewnymi siebie, wręcz aroganckimi Europejczykami, a spokojnymi i szczęśliwymi „barbarzyńcami” z Afryki i Indii.

Jerry Goldsmith bardzo chciał, aby muzyka tchnęła Afryką. Aby to było coś więcej niż proste walenie w bębny. Dlatego postanowił użyć 30-osobowego afrykańskiego chóru wyśpiewującego w tle krótkie teksty. Goldsmith i Bruce Botnick miksowali muzykę i tekst, aż Jerry uznał, że się doskonale uzupełniają. Nie było to takie proste, ale w końcu udało im się wstrzelić z chórem w tempo gry orkiestry. Wszystko, co później słychać to efekt tego miksowania. Ciekawostką niech będzie fakt, że sam kompozytor przyznał się później, iż nie wiedział, co ten afrykański chór naprawdę śpiewa!

Drugi temat przewodni odzwierciedlał emocjonalne i uczuciowe relacje oraz tęsknoty między Jonem Pattersonem przebywającym na Czarnym Lądzie, a jego żoną Heleną, w dodatku spodziewającą się dziecka. Tę rolę odgrywał temat miłosny, który po raz pierwszy słychać w The Bridge. To, tradycyjnie u Goldsmitha, stojąca na wysokim poziomie melodia, pełna pozytywnych emocji, a równocześnie podkreślająca uczucie rozłąki miedzy ukochanymi. Akompaniament pozostał bez zmian – etniczna, lecz subtelna perkusja i delikatne wstawki wokalne, zaś główny temat został rozpisany na „miękką” sekcję smyczkową. Najlepszą jednak wariację tematu lirycznego można było usłyszeć w Catch a Train, gdzie Jerry przy pomocy romantycznej kombinacji klarnetu i sekcji smyczkowej wzbił się na wyżyny miłosnej liryki. Nie zabrakło go również w cudownej suicie finałowej Welcome to Tsavo, gdzie towarzyszył kulminacji tematu głównego.

W filmie o afrykańskiej przygodzie nie mogło zabraknąć akcji, do której Jerry zawsze mistrzowsko tworzył muzykę. Nie dość, ze jest tu ona niezwykle dramatyczna i mroczna w wymowie, to jeszcze trzyma etniczny klimat oraz standardową u kompozytora linię melodyjną. Cała moc i urok *„action score” opierała się na rozbudowanej sekcji dętej blaszanej (to ona tworzyła przerażający temat „lwów – ludojadów”), nieodzownych smyczków, dudniącej perkusji w afrykańskim stylu i nerwowymi męskimi wokalizami. Dobrymi przykładami są Lions Attack, Starling`s Death i Final Attack. Nikt, tak jak Jerry Goldsmith nie potrafił osiągnąć takiego ideału rytmu, melodyki i dynamiki w muzyce akcji.

Temat akcji w Lions Attack zakończył się wprowadzeniem jeszcze jednego tematu wiodącego – pożegnalnego, ilustrującego momenty tuż po zakończonym ataku obu lwów, kiedy przychodziło po podliczenia krwawych ofiar. Po raz drugi usłyszeć go można było po śmierci Angusa Starlinga (chrześcijańskiego misjonarza) – Starling`s Death - i zabiciu Charlesa Remingtona - Remington`s Death. Jerry posłużył się tutaj smutną i pełną pustki po odejściu wartościowego człowieka elegią, której elementy stanowiły naprzemiennie delikatne wejścia instrumentów dętych drewnianych, subtelnie brzmiąca elektronika, stonowane perkusionalia etniczne z wstawkami wokalnymi, a w końcu dostojna i pełna żalu, ale też bezsilnego na razie gniewu, melodia na sekcję smyczkową oraz waltornie i puzony..

Ostatnich 13 minut płyty stanowi muzyka źródłowa, a ściślej 5 piosenek etnicznych autorstwa George`a Acogny`ego, w wykonaniu afrykańskiego zespołu muzycznego The Worldbeaters, z prowadzącym głosem pakistańskiego wokalisty Nusrat Fateh Ali Khan (stanowiło to pewną odmianę od „wszędobylskiego” w tego typu produkcjach Lebo M). Są one zarówno melodyjne i lekkie, jak też emanujące swoistą urodą Czarnego Lądu. Klimat przede wszystkim. Słucha się ich naprawdę dobrze, ale przyznam się szczerze, że wolałbym, aby te 13 minut zostało spożytkowanych na dodatkowy materiał ilustracyjny Jerry`ego.

The Ghost and the Darkness to bez wątpienia najlepsza „afrykańska” partytura, jaką Jerry Goldsmith kiedykolwiek skomponował. Oczywiście, obok The Wind and the Lion. Prócz bogactwa tematycznego, uzupełnianego przez ich kolejne wariacje, niezwykłej melodyjności i płynności klimatycznej (od horroru, przez pole bitwy i afrykańskie plenery aż do liryki), partytura ta stanowiła także doskonały przykład mistrzowskich kompilacji Maestro – połączenia orkiestry symfonicznej z instrumentarium etnicznym, wstawkami elektronicznymi i partiami wokalnymi. Ta płyta jest niemal pozbawiona wad. Każdy z jej 12 utworów prezentował następny temat przewodni lub jego aranżację. Praktycznie nie ma tu utworów słabych. Naprawdę rzadko się zdarzają tak „równe” płyty. Jakość dźwięku jest fenomenalna, w czym duża zasługa wzorowego wykonania muzyki przez The National Philharmonic of London. Jedyny minus – tylko 40 minut „original score”. Przydałoby się kolejnych 15. Jerry Goldsmith w najwyższej formie!

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Theme from “The Ghost and the Darkness” – 2:11
2. The Bridge - 4:09
3. Catch a Train - 2:02
4. Lions Attack - 5:18
5. First Time - 2:00
6. Starling`s Death - 5:57
7. Lions Reign - 2:40
8. Preparations - 2:46
9. Remington`s Death - 2:31
10. Prepare for Battle - 2:00
11. Final Attack - 2:53
12. Welcome to Tsavo - 4:59

Wykonanie – The Worldbeaters
Wokalista - Nusrat Fateh Ali Khan
13. Hamara Haath („Our Hands Unite”) – 3:05
14. Dueling Chants, Part I: “Jungal Bahar” – 3:20

Wykonanie – The Worldbeaters
15. Safari Ya Bamba („Journey To Bamba”) – 2:32
16. Terere Obande – 2:42
17. Iye Oyeha – 2:13

Razem: 53:18



Komentarze czytelników:

Koper:

Moja ocena:

Jedna z moich ulubionych partytur Jerryego. Kapitalnie oddaje klimat filmu i afrykańskiej sawanny w ogóle. Tylko te afrykańskie piosenki na końcu, jak dla mnie zbyteczne. Ale i tak świetna płyta i niestety już spory rarytas.

Zuczek:

Moja ocena:

Klasyczny juz action score maestro, melodyjne tematy plus elegancki klimat trzymajacy w napieciu.

nat:

Moja ocena:

Goldsmith czuł Afrykę, jak nikt inny. Tyle emocji jest w tej muzyce. Absultny klasyk!

jerry:

Moja ocena:

Genialny score (bez tych piosenek na końcu- od czego jest komputer), film też doskonały.

KUSY:

Moja ocena:

Swietny score tylko te piosenki.Zawsze jak słucham tej płyty to kończe po skoże Goldsmitha.Jak się dobże przysłuchać to CATCH A TRAIN jest troszke podobny do HOME COMING z RAMBO FIRST BLOOD,co mi się podoba.Najbardziej hyba podobają mi się PREPARATIONS,LIONS ATTACK i PREPARE FOR BATTLE polecam nie tylko fanom kompozytora.


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie