Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Star Trek: Nemesis

11 Luty 2003, 13:18 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 2002
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Star Trek: Nemesis

Punktem wyjścia do recenzji jest kwestia – jak jest muzyka do kolejnych *sequeli z tej serii? Jerry Goldsmith i jego Star Treki Jest ich w filmografii aż pięć i każdy jest inny. The Motion Picture (1979) to prezentacja jednego z najsłynniejszych tematów przewodnich, The Final Frontier (1989) był już dużo bardziej romantyczny, First Contact (1996) to powrót do klimatów mrocznych i dramatycznych, zaś Insurrection (1998) to powrót do kina akcji w rodzaju U.S. Marshals. A jaki jest Nemesis (2002)?

Cały materiał możemy podzielić na dwie części – pierwsza połowa jest bardzo dramatyczna i klimatyczna, choć każda kompozycja ma coś do zaoferowania: Remus – prezentujący klasyczne fanfary Star Trek Alexandra Courage`a, po czym pojawia się marszowy temat Picard`s Theme z dominującymi *waltorniami i sekcją perkusyjną nawiązującą do brzmienia The 13th Warrior; bardzo mroczny, wręcz przerażający The Box utrzymany w stylu Deep Rising; My Right Arm, oferujący nowy temat romantyczny na oboje. Szkoda, że zaledwie jedna minuta. Temat ten pojawia się także w najdłuższym, prawie 6,5-minutowym, Repairs, z nostalgicznymi nutami jak w ST: The Motion Picture. Niewiele ponad 2-minutowy Ideale to prezentacja nowego tematu przewodniego z dominującymi obojami i sekcjami skrzypcowymi. Szkoda tylko, że znowu tak krótko. Jedynie The Knife nie wnosi nic nowego, a przypomina „suspense” klimaty z Hollow Man. Całość części pierwszej przypomina bardzo dramatyczne motywy z poprzednich filmów reżysera – Executive Decision (1996) i U.S. Marshals (1998), jest tu nawet coś z The Edge (1997). W pełni poprawne, choć nie tak dobre jak oryginał.

Eksplozja kina akcji następuje w drugiej części. To dlatego Nemezis jest najbardziej agresywnym ze Star Treków. „Action score” uderzy w nas już przy utworze Odds and Ends, gdzie mamy typową dla Goldsmitha dynamiczną kompozycję obrazującą scenę pościgu na pustynnej planecie. Przypomina to bardzo styl z U.S. Marshals. The Mirror to z początku połączenie brzmienia typowego dla thrillerów z mnóstwem basów i elektroniki, by nagle eksplodować sekcjami waltorni, smyczków i basów oraz agresywnej perkusji. Coś w rodzaju ST: The Final Frontier. Są tu także romantyczne odwołania do klasyków z lat 70-tych (ostatnio, coraz częściej), jak np. Capricorn One (1977); słychać nawet ksylofon. To dopiero początek. The Skorpion kontynuuje te klimaty, tym razem w formie marszu ze smyczkami i werblami. Jeżeli jest coś w czym kompozytor jest niepokonany to muzyka akcji. Nie ma tu ani chwili odpoczynku. Lateral Run to mroczny marsz Star Trek w stylu Deep Rising. To nie koniec. Engage to następny marsz, tym razem w wojskowej tonacji The Sum of All Fears. „Final Flight” to fanfary Star Trek w tchnącej akcją kompozycji z dominującymi waltorniami, smyczkami, basami i sekcją perkusyjną.

A New Friend to nareszcie odpoczynek. Mamy tu piękny temat romantyczny z poprzednich Star Treków, stanowiący kombinację elektroniki, fortepianu i sekcji smyczkowych. A New Ending to już rytuał. Marsz Star Trek + nowy temat przewodni i suita na zakończenie.

Pierwsza część to dwie gwiazdki, ale druga to już cztery i pół. W sumie ocena na trzy i pół gwiazdki, czyli na dobrą czwórkę.

Ogólnie: Star Trek: Nemesis to dobry soundtrack, ale nie arcydzieło. Poprzednie Star Treki były wyraźnie lepsze. Tutaj coś nie do końca zaiskrzyło. Zabrakło pewnej świeżości. A po kompozytorze takim jak Jerry Goldsmith można się było spodziewać czegoś więcej. Największą chyba bolączką Nemesis był niedostatek tematów wiodących, które tym razem nie były wiodące, a raczej pełniły rolę uzupełniającą. Na soundtracku dominuje typowa dla Goldsmitha mroczna muzyka akcji, uzupełnione klimatami „suspense”. Kto oczekuje takiego brzmienia nie rozczaruje się. Kto jednak czeka na kolejny klasyczny Star Trek z pięknymi tematami przewodnimi, to tutaj ich nie znajdzie. Film zadebiutował na ekranach kin 13 grudnia 2002 roku, zaś Varese Sarabande Records zagwarantowało nam niemal 50 minut muzyki ilustracyjnej.

p.s. Dla szczęściarzy mających dostęp do wersji rozszerzonych mamy prawie 82-minutowy
„complete” z 40 utworami.

Recenzję napisał: Szymon Jagodziński


Odkąd Jerry Goldsmith powrócił jako seryjny kompozytor serii Star Trek, jej fani niewątpliwie wiele zyskali pod względem muzycznym. Ale nieodparcie nachodzi mnie myśl, że wiele straciliśmy, gdy producenci odsunęli Dennisa McCarthy po Star Trek: Pokolenia. Podobnie jest przy najnowszej produkcji z tej serii: Star Trek: Nemesis.

Pierwsza myśl jaka mi się nasuwa na temat tego soundtracku, to: silnie elektroniczny - nawet jak na Goldsmitha. W sporej części płyty to właśnie dźwięki elektroniczne dominują nad orkiestrą. Goldsmith jednak zawsze dba aby jego syntezatory brzmiały nowatorsko i niepowtarzalnie. Niestety to nowatorstwo kończy się właśnie na syntezatorach. Co do orkiestry, to miałem wrażenie, że została poprowadzona raczej w stylu z lat `50. Podobnie jak i w poprzednich Star Trekach kompozytor zaserwował nam potężne militarystyczne brzmienie, wprowadzając wiele werbli, bębnów i instrumentów dętych w wykonaniu Hollywood Studio Orchestra.

Tematy przewodnie Star Treka, Goldsmith ograniczył raczej do ozdbników. Ale sposób ich wprowadzania jest dokładnie taki sam jak w poprzednich dwóch filmach. Jedynie w ostatnim utworze zaserwował nam dłuższy fragment z tym właśnie tematem - ale i ten utwór nie zmienił się prawie zupełnie w stosunku do poprzednich dwóch produkcji. Ponieważ soundtrack ten jest bardzo mroczny, a chwilami smutny, to powplatane tematy przewodnie Star Treka, ze swoim optymizmem, mają charakter światełka nadziei.

Podsumowując, jest to muzyka dobra, ale od Jerrego Goldsmitha należałoby oczekiwać czegoś więcej, więcej nowatorstwa. O ile soundtracki do dwóch poprzednich filmów zaliczam do bardzo dobrych, to niestety tym razem przejadł mi się Trekowy styl tego kompozytora. Odsuniecie tematu przewodniego Star Treka na rzecz drugorzędnych tematów staje się sztampowe, zwłaszcza, że te drugorzędne tematy nie są najlepsze. A niektóre utwory zaczynają przypominać wcześniejsze kompozycje Goldsmitha, jak choćby do Pamięci Absolutnej czy nawet do Rambo II.

Tak jak napisałem, jest to muzyka dobra, ale ostatecznej oceny nie uratuje nawet fakt, że jestem fanem Star Treka. Myślę, że Dennis McCarthy lepiej by się sprawił.

Moja ocena: (3/5)

Recenzję napisał(a): Łukasz Remi¶   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Remus - 1:58
2. The Box - 2:20
3. My Right Arm - 1:02
4. Odds and Ends - 4:37
5. Repairs - 6:26
6. The Knife - 3:09
7. Ideals - 2:15
8. The Mirror - 5:21
9. The Scorpion - 2:21
10. Lateral Run - 3:54
11. Engage - 2:12
12. Final Flight - 3:47
13. A New Friend - 2:36
14. A New Ending - 6:08

Razem: 48:31

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje: Mark McKenzie, Conrad Pope
Wykonanie: The Hollywood Studio Symphony Orchestra



Komentarze czytelników:

Al-karnak:

Moja ocena:

Heh moim zdanie muza do Nemezisa jest jedną z lepszych w karierze Goldsmitha (zaraz po Rambo i Mumii). Po prostu nie widzę niczego do czego można by się było przyczepić w tej muzyce. Może wydanie nie jest za wygodne więc proponuję posłuchać sobie Complete Score tej muzyki, a może wtedy zmienicie zdanie... a może i nie...

corsito:

Moja ocena:

Tradycyjnie, jak w całej serii Star Trek występuje tutaj świetny motyw przewodni. Następnie jest juz przeciętnie, "słuchasz i zapominasz", przeciętna muzyka ilustracyjna.