Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Gang z boiska (Gridiron Gang)

22 Październik 2006, 18:52 
Kompozytor: Trevor Rabin

Orkiestracje: Trevor Rabin, Steve Kofsky, Gary May

Rok wydania: 2006
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Gang z boiska (Gridiron Gang)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Trevor Rabin nieuchronnie kojarzy się z kinem akcji. Nie jest to znowu błędne podejście. Większą część jego filmografii 30 filmów stanowią tytuły związane z *„action score”. Od pewnego czasu jednak kompozytor stara się nieco zmienić to podejście. Nie chodzi tu o żadną rewolucję w rodzaju – „Już nigdy nie napiszę muzyki do filmu akcji”, ile o wzbogacenie swojego dorobku także o inne tytuły. Dobrym przykładem niech będzie dramat sportowy. Pierwszy krok w tym kierunku Rabin wykonał podpisując się pod projektem Rememeber the Titans, ale dopiero od dwóch lat kino sportowe zaczyna stanowić mocny punkt jego twórczości – Coach Carter, Glory Road i najnowszy Gridiron Gang. Tematyka tych filmów jest dwutorowa (przynajmniej na razie) – amerykański futbol i koszykówka.

Ten pierwszy stanowi treść Gridiron Gang (tytuł polski – Gang z boiska) w reżyserii Phila Joanou`a. Młodociani i nieletni przestępcy przebywający w areszcie (izbie zatrzymań) pod kierunkiem swojego adwokata (w tej roli Dwayne „The Rock” Johnson jako Sean Porter) zyskują poczucie własnej wartości grając w amerykański futbol. Tyle w kwestii – o czym jest ten film? Premiera kinowa w USA odbyła się 15 września 2006 roku, zaś w Polsce przewidywana jest na 29 grudnia. Soundtracki Trevora Rabina do filmów sportowych zawsze były traktowane po „macoszemu”. Remember the Titans i Glory Road w oficjalnym wydaniu zawierały tylko pojedynczą suitę, zaś Coach Carter zupełnie nic. Istnieje co prawda promocyjne wydanie Remember the Titans z ponad 25 minutami „original score”, ale dostępność tej płyty jest bardzo problematyczna. Gdy 12 września 2006 roku Varese Sarabande Records wydało album Gridiron Gang, po raz pierwszy ukazała się normalna partytura sportowa kompozytora, bez żadnych piosenek; nawet czas trwania ilustracji zwracał uwagę – to nie 30 lub 35-minutowa ścieżka, lecz ponad 55 minuty muzyki ilustracyjnej.

Moje oczekiwania w stosunku do soundtracku były naprawdę wysokie – styl Rabina do tego gatunku kina dawał wyobrażenie, czego możemy się spodziewać: triumfalne tematy przewodnie, elektryzująca i pełna życia muzyka akcji w scenach boiskowych, a na dodatek melodyjne tematy uzupełniające z dramatem i liryką na czele. Od razu powiem, że już po pierwszym odsłuchaniu albumu moje oczekiwania uległy nadwerężeniu, czego nie poprawiły kolejne sesje domowe. W jednym zdaniu mógłbym powiedzieć – coś tu nie zaiskrzyło do końca.

Pierwszym problemem jest… czas trwania soundtracku. Prawie godzina muzyki to w tym przypadku po prostu za dużo. Tradycyjna wersja 35-minutowa byłaby w sam raz. Jednym z głównych czynników odpowiadających za chęcią skrócenia czasu odsłuchu jest ograniczona tematyczność partytury. Po pierwsze, temat główny jest eksploatowany do maksimum, w różnych aranżacjach (stopniowo powtarzających się) i praktycznie w każdym utworze. Nie ma co ukrywać – po przysłowiowym 10 razie zaczyna po prostu powszednieć, a nawet nudzić. Po drugie, jego jakość i oryginalność też nie stoją na zbyt wysokim poziomie – brzmi jak zwykle melodyjnie i wzniośle, ale za każdym razem nasuwa mi się skojarzenie, że temat ten brzmi jak alternatywa dla Deep Blue Sea. Na nim też opiera się cały „score”.

Jako uzupełnienie Rabin stworzył jeszcze jeden temat, o bardziej lirycznej wymowie, który „podpatrzył” w Bad Company i National Treasure – nisko brzmiąca *sekcja smyczkowa nadawała rzeczywiście subtelnego, a przy tym lekko wzruszającego tonu – Junior. Wielka szkoda, że nowy temat nie był dość często używany – pozostał jeszcze Celebration Epilogue. Na pewno dodałoby to urody tej trochę monotematycznej partyturze. I to tyle w kwestii nowych tematów wiodących.

Pewną część partytury zajmuje muzyka typowo ilustracyjna. Wbrew obawom, nie jest ona atonalna, pełna *dysonansów, czy ciężkiego, elektronicznego brzmienia. Rabin posłużył się tutaj bardziej stonowanymi barwami sekcji orkiestrowych i syntezatorów, ale… nie ma w nic specjalnie pociągającego. Sytuację poprawiają na szczęście fragmenty części tematycznej. Brzmi jak poprawne dopełnienie obrazu, ale im więcej mamy do czynienia z tymi klimatami, tym większą obojętność odczuwamy. Dobrym przykładem niech będą Roger`s Dead. Inne tracki zawierają odpowiednio porcjowane dawki „underscore`u”.

Muzyka akcji stanowi znany już standard kompozytora – rytmiczne sekcje smyczkowe, wzniosłe dęciaki, podkład werblowy, syntezatory, a czasem także perkusyjno-popowy akompaniament i gitary elektryczne. Oczekiwałem jednak czegoś więcej. Nie przeszkadzały mi nawiązania do Armageddon, Remember the Titans i National Treasure, jednak chciałem usłyszeć jakiś nowy motyw prowadzący, który dodałby „action score” wigoru i elementu rozpoznawalnego z daleka. Nie ma jednak co jej krytykować. Gdy się pojawia, słychać ją z głośników (szkoda tylko, że nie zanucimy sobie żadnej melodii) – A Baddington Game i Mustang Challenge. Można by nawet stwierdzić, że tym razem Rabin poszedł na „auto-pilot”. Najlepszą częścią partytury jest trzyczęściowy pokaz dynamicznej muzyki akcji w scenach boiskowych – We`re Better Than This. Możemy tutaj usłyszeć typowe elementy stylu kompozytora, są nawet momenty, gdy chcemy się poderwać z kanapy lub fotela, a nawet sobie zanucić. Przebija się również przez całość temat główny. Te 13 minut w pewnym stopniu rekompensują bardziej dramatyczny charakter albumu. Mimo wszystko, Rabin pisał lepszą muzyką tego typu.

Także *orkiestracja jest nieco odmienna niż zwykle – duża orkiestra pojawia się tylko od czasu do czasu, większą część ilustracji prowadzą kolejne sekcje smyczkowe i dęte, które nie tworzą jednak żadnej przysłowiowej ściany dźwięku, spory jest także udział elektroniki, choć nie brzmi ona w żadnym razie agresywnie, czy hałaśliwie. Dużą rolę odgrywa także fortepian, dodający subtelności przy każdym tracku – słychać tu inspirację Deep Blue Sea i National Treasure, np. Training Day, Rap Up, Flowers, Calvin Gets Shot i Forgiveness. Z jednej strony tworzy on jakby osobny klimat liryczny (moglibyśmy wychwycić nawet kolejny, czasem pojawiający się temacik – nie ukrywam jednak, że z trudem), zaś z drugiej wycisza niektóre elementy tematyczne partytury. Już dawno nie słyszałem takiej częstotliwości występowania tego instrumentu u Rabina.

Połączenia różnych klimatów dają bez wątpienia poczucie zróżnicowania. Camp Kilpatrick – podzielony na trzy wyraźne części: ilustracyjną, tematyczną (główny) i akcji. To daje pewien przedsmak charakteru całej płyty. Temat przewodni podany został w nim w stylu triumfalnym. Inaczej było np. w Sorry, Football Is Over, gdzie Rabin posługiwał się główną melodią o charakterze pesymistycznej elegii, której towarzyszyła dynamiczna muzyka akcji w rodzaju Armageddon. Ciekawe połączenie. Podobnie nostalgiczną wersję tematu usłyszeć można w Rap Up – nie ukrywam, ze słuchając jej, nasuwało mi się jedno skojarzenie: U-571. Letter Writing Montage: najpierw temat w aranżacji na trąbki, potem akcja i na koniec liryka na fortepian. Pokaz różnych aranżacji tematu głównego, od wzniosłej, przez dynamiczną, aż do subtelnej i lirycznej, mamy przy Celebration Epilogu – tutaj Rabin może rzeczywiście pochwalić się użyciem szerokiej palety instrumentów smyczkowych, dętych blaszanych i drewnianych oraz fortepianu. Także dwie ostanie kompozycje albumowe stanowią swoistą suitę tematyczną – Junior Returns i Mustang Challenge. Nie ma co ukrywać, że w takich rozwiązaniach stylistycznych, Trevor Rabin czuje się naprawdę dobrze.

Fani Trevora Rabina na pewno znajdą tu coś dla siebie. Kto szukał kolejnego wcielenia Remember the Titans powinien jednak podejść to tej ilustracji z większą ostrożnością. Zwraca uwagę długość albumu, przez co możemy obracać się zarówno w klimatach dramatycznych, lirycznych i akcji. Ta ostatnia nie jest wszechobecna, nie jest też zbyt oryginalna, ale tam gdzie się pojawia spełnia swoja rolę. Pochwalić trzeba Rabina na ograniczone użycie instrumentarium elektronicznego i gitarowego, zaś z drugiej strony za „danie szansy” subtelnym brzmieniom fortepianu. Minusem jest z pewnością słabe przygotowanie partytury pod względem tematyczności – tylko jedna, w kółko powtarzana, melodia, nie najwyższych lotów. Dwa tematy poboczne rozpływają się gdzieś w całości. Pewna monotonia brzmienia jest również punktem obniżającym jakość. Ogólnie miałem od początku do końca wrażenie braku inspiracji kompozytora dla tego projektu. Oczywiście, Rabin nie powinien rezygnować z dramatu sportowego, gdyż daje on mu spore możliwości. Może jednak czas, staranniej dobierać kolejne filmy, albo robić sobie dłuższe przerwy – w ostatnich dwóch latach napisał muzykę do trzech ”sportowców”. Na szczęście Trevor Rabin zaczyna też odkrywać uroki kina wojennego. To bez wątpienia dobry krok.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:


  1. Camp Kilpatrick - 5:29
  2. We`re Better Than This (Part 1) - 1:27
  3. Sorry, Football is Over - 3:40
  4. Roger`s Dead - 1:37
  5. A Baddington Game - 2:07
  6. Training Day - 3:07
  7. Rap Up - 3:25
  8. Flowers - 2:42
  9. Letter Writing Montage - 1:19
  10. Good Job - 0:44
  11. Junior - 1:37
  12. Celebration Epilogue - 3:49
  13. We`re Better Than This (Part 2) - 5:28
  14. Calvin Gets Shot - 3:23
  15. We`re Better Than This (Part 3) - 6:15
  16. Forgiveness - 3:13
  17. Junior Returns - 2:25
  18. Mustang Challenge - 3:26


Razem: 55:13



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Recka, jak i płyta, trochę niepotrzebnie rozciągnięta, ale zgadzam się z nią. Przydałoby się tylko poprawić 1 zdanie 5 akapitu ;)

Mefisto:

Moja ocena:
bez oceny

No, od razu lepiej :) Przy okazji widzę, że zmieniacie layout - na razie pozytywnie to wygląda :)

niokn:

Moja ocena:
bez oceny

Wie ktoś może jak jest tytuł kawałka lecącego pod koniec trailera "Gangu z boiska"??

Biskup:

Moja ocena:
bez oceny

to jest Danger Mouse & Jemini - Ghetto Pop Life