Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Rycerz króla Artura (First Knight) - Promo

13 Czerwiec 2005, 18:16 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1995/1997
Wydawca: Camelot Records

Muzyka na płycie:
Rycerz króla Artura (First Knight) - Promo

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plGdy Jerry Zucker kręcił w 1995 roku (premiera odbyła się w lipcu) swoje epickie widowisko o królu Arturze - "First Knight" muzykę do jego filmu miał napisać... Maurice Jarre. Ta jednak nie spodobała się reżyserowi, który postanowił zatrudnić innego weterana, mającego już na koncie podobną produkcję, czyli "Lionheart" Franklina J. Shaffnera (1987). Był nim Jerry Goldsmith. Ciekawostką niech będzie fakt, że Goldsmith po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch lat zastępował Jarre`a - po raz pierwszy miało to miejsce w 1994 roku na planie "The River Wild" Curtisa Hansona. Teraz Jerry Goldsmith skomponował jedną ze swoich najbardziej klasycznych i najlepszych partytur, która na stałe zapisała się w filmografii kompozytora.

"First Knight" odbił się dość mocno na twórczości kompozytora. Od tej pory każda następna partytura epicka i przygodowa była porównywana do niej - styl, instrumentacja, klimat, tematy przewodnie, kino akcji oraz użycie chóru. Na rynku ukazały się dwa soundtracki z muzyką z filmu. Edycja wersji komercyjnej nastąpiła 4 lipca 1995 roku nakładem Epic Records. Album ten zawierał około 40 minut muzyki ilustracyjnej. Jak na klasę tej muzyki było to stanowczo za mało. Na szczęście dwa lata później ukazała się wersja rozszerzona; prawie dwukrotnie dłuższa (Camelot Records)- "Promo". Na soundtracku umieszczono aż 78 minut "original score". Obok dodatkowej partii muzyki na albumie tym znajduje się także specjalna skomponowana suita z filmu.

Omówienie całości materiału zacznę od albumu komercyjnego. Biorąc pod uwagę całość materiału muzycznego na wydaniu podstawowym znalazła się ta lepsza część. Na "start" Goldsmith od razu rzucił swój majestatyczny i niezwykle melodyjny temat przewodni, który będzie przewijał się przez cały album - "Promise Me". Zarówno "Promise Me", jak i "A New Life" zaaranżowane są w postaci fantastycznego marszu z dynamicznym podkładem werbli, kotłów i dzwonków (ten ostatni). Poprzedziły go triumfalne fanfary na monumentalną sekcję dętą, jakże pasujące do średniowiecza - "Arthur`s Fanfare". Następna kompozycja to następny temat wiodący, tym razem romantyczny (rozpisany na harfę, flet i sekcję smyczkową) - "Camelot" i "Village Ruins". Trzy lata później Goldsmith nawiąże stylowo do tego brzmienia w temacie romantycznym "Star Trek: Insurrection".

Dominującą jednak częścią albumu jest muzyka akcji. To typowe (w tym najlepszym rozumieniu tego słowa) kompozycje *"action score" autorstwa Jerry`ego Goldsmitha. Tym brzmieniem Goldsmith pokazał, że istnieje jeszcze spora luka w tego rodzaju muzyce między nim, a jego następcami. Z głośników prują sekcje smyczkowe, mocarne dęciaki, ciężkie basy, energiczna sekcja perkusyjna oraz cała gama innego rodzaju instrumentów. Specjalnie na jej potrzeby Jerry napisał dwa nowe motywy przewodnie - temat "mrocznego bohatera"; tzw. "Malagant`s Theme" i główny "action theme"; dużo jaśniejszy i optymistyczny w stylu. Najlepszymi przykładami takich "eksplozji" są "Raid on Leonesse", "To Leonesse" i "Night Battle".

Kolejną "perełką" soundtracku jest jego zakończenie. To tutaj znajduje się jeden z najlepszych utworów kiedykolwiek napisanych przez kompozytora. Potężna i dynamiczna prezentacja partii chóralnych a la Carmina Burana prowadzonych przez Paula Salamunovicha - "Arthur`s Farewell". Przez ponad 5 minut Goldsmith bombarduje nas pełną orkiestrą w mnóstwem kotłów, trąbek, *waltorni i sekcji smyczkowych, no i ten niesamowity chór - raz kobiecy, raz męski, a jeszcze innym razem połączony w niesamowitą ścianę dźwięku. Idealne jest zakończenie albumu, a raczej filmu. Nostalgiczna aranżacja tematu przewodniego, zaczynająca się stopniowo od cichej sekcji dętej, przechodząca następnie w pełne rozwinięcia na *smyczki, aż do finalnej kumulacji orkiestry i chóru - "Camelot Lives". Niesamowite! To jeden z najlepszych finałów Goldsmitha.

Niezwykłe uzupełnienie tej niemal doskonałej partytury przynosi rozszerzony niemal dwukrotnie album "Promo". Co jest w tych prawie 30 minutach dodatkowej muzyki? Pamiętam, że uwagę moją zwróciły pierwsze sekundy filmu, gdy w trakcie wstępu narracyjnego pojawił się niesamowity, choć tylko minutowy podkład - "Prologue". Spokojny, lecz majestatyczny temat przewodni na sekcję dętą z szybkim finałem na trąbki. Już wtedy wiedziałem, że na pewno się nie rozczaruję. Zwłaszcza muzyką akcji. A dosłownie wcisnęła mnie w siedzenie dynamiczna 5-minutowa kompozycja z tzw. "Malagant`s Theme" - "Ambush". Czego tu nie ma? Dramatyczny i zwiastujący coś niepokojącego początek, potężne kotły i werble, prężne sekcje dęte i smyczkowe, a całość w tempie ekspresowym. A to dopiero początek. Następne "action score" to dynamiczna wariacja tematu heroicznego z niesamowitym marszem w stylu wojskowym (werble, podkład smyczkowy i waltornie) - "The Gaunlet", "Abduction of Guinevere" z szalejącą orkiestrą prezentującą nową wariację "action theme" z rytmicznym tematem wiodącym w finale, "Lancelot in Pursuit - The Cave" (znowu ten fantastyczny temat heroiczny na sekcję dętą, a następnie temat Malaganta z mrocznymi dęciakami i kotłami), oraz potężny marsz z kotłami, tłem smyczkowym i wiodącą sekcją smyczkową - "Malagant Intrudes Camelot". Na albumie promocyjnym jest oczywiście więcej muzyki akcji, obecnej także na wersji komercyjnej. Dla przykładu niech będzie to niemal 6-minutowa bitwa Artura z Malagantem, którą w niesamowity sposób opisał muzycznie Jerry Goldsmith - całość utrzymana jest w rytmie typowego rycerskiego marszu z werblami, kotłami i całą orkiestrą - "Night Struggle". To jeden z tych utworów, w których kompozytor nie daje muzykom ani chwili oddechu. Innym świetnym przykładem niech będzie ponad 4-minutowy "Main Titles / Raid on Leonesse" z dynamicznym pokazem (po raz pierwszy w filmie) tematu "czarnego bohatera". Także tutaj orkiestra rozpędza się po 20 sekundach, a zwalnia dopiero przy 4:14 (cały utwór trwa 4:28). Finał akcji stanowi oczywiście chóralna "perełka" tutaj pod tytułem "Fight for Camelot". Mało jest w filmografii kompozytora albumów, gdzie występowałaby taka ilość i na tak wysokim poziomie muzyki akcji.

Obok akcji Jerry Goldsmith stworzył dla potrzeb filmu także część miłosną, do której skomponował jeden ze swoich najsłynniejszych tematów romantycznych, w których dominuje niezwykłej urody *sekcja smyczkowa z akompaniamentem dętych instrumentów drewnianych - idealnych, by podkreślić uczucia między głównymi bohaterami. Typowymi przykładami niech będą "Promise Me", "Lancelot and Guinevere" i "Brother to Brother - The Wedding" (druga część kompozycja to już typowy marsz "First Knight" z niesamowitymi waltorniami, werblami i cymbałkami) i "The Kiss".

Inną formą tematu romantycznego są utwory bardziej podniosłe, wręcz majestatyczne, zaaranżowane w formie wojskowego marszu. Tutaj zmienia się już brzmienie tych kompozycji - częściej słyszymy sekcje dęte oraz podkład rytmiczny z werblami i kotłami - "Arthur Welcomes Guinevere" i "Camelot". To jedne z lepszych utworów na soundtracku. A skoro o kompozycjach podniosłych to należałaby wspomnieć o fantastycznym "Arthur`s Fanfare" - tylko 45 sekund niesamowitych fanfar na trąbki, waltornie i kotły. Perełka!

Na płycie nie brakło także małych "przerywników" między głównymi kompozycjami. Występują tutaj dwa ich rodzaje. Pierwszy to model melodramatyczny. Są one najczęściej delikatne i subtelne, opierając się na głównym temacie romantycznym i z instrumentacją obejmującą spokojne sekcje smyczkowe i "miękki" podkład dęty - "A World with Oswald", "The Lady of Leonesse", "Lancelot Leaves" i "Riding Lesson". Drugi to model podniosły, bardziej dramatyczny, z przebijającą się solidną sekcja dętą i rytmiczną - "A Gentleman" (to nieco inny "przerywnik", dużo bardziej dynamiczny z całą orkiestrą; szkoda, że taki krótki), "Knights of the Round Table" (jest to utwór swego rodzaju oficjalny, poważny i monumentalny - też tylko 39 sekund) i "The High Council Advises" (kolejny przykład dramaturgii, tym razem z towarzyszeniem wszędobylskich trąbek, pobrzmiewających tutaj jak na planie "Patton", czy później "Executive Decision" i "Small Soldiers"). Bardzo długim "przerywnikiem", mrocznym, powolnym i dramatycznym tematem miłosnym jest "Leonesse in Ruins". Trzeba też szczerze powiedzieć, że nie są to żadne muzyczne "wypełniacze". To pełnowartościowe kompozycje z tematem wiodącym (romantycznym), aczkolwiek stanowią one swoistą klamrę z utworami tzw. głównymi.

Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Są tu jeszcze dwie cudowne kompilacje najważniejszych motywów wiodących z filmu - "End Credits" i ponad 8-minutowy "First Knight Suite". Nie oferują nam one co prawda nowego materiału (poza małymi wyjątkami, o których za chwilę), lecz niezwykłej urody wariacje całego klimatu muzycznego filmu - tematy przewodnie króla Artura, triumfalne fanfary, temat miłosny Lancelota i Ginewry oraz trochę militarystyki. Jeśli chodzi o te wyjątki to mowa tu m.in. o nieco innych aranżacjach tematów przewodnich w suicie końcowej oraz... pewien element nowy, choć nie był to żaden motyw - był to ponad minutowy pokaz solidnej instrumentacji perkusyjnej w rytmie marszowych, ale bez linii melodyjnej. Naprawdę niezłe! A kończy się fanfarami Arthura!

Na pewno "First Knight" reprezentuje tę samą ligę klasyków, jak "The Wind and the Lion" i "Lionheart". Zwłaszcza ten ostatni. Obejmuje te same elementy składowe. Rewelacyjne tematy przewodnie - triumfalne, wiodące, romantyczne i akcji. Całość rozpisana na potężną orkiestrę symfoniczną i towarzyszący mu chór. Bez wątpienia to nie tylko jeden z najlepszych albumów kompozytora w latach 90-tych, ale jeden z najlepszych w ogóle. Nikt nie będzie się nudził w czasie tych prawie 80 minut. Niejednokrotnie zarzucano np. muzyce do "The 13th Warrior", że brakuje jej elementów stonowanych (choć mnie osobiście taki "action *score non-stop" wcale nie przeszkadzał). Tutaj mamy wszystko, a całość podana jako epicka partytura z dominującą wszędzie linią melodyjną. Na pewno "First Knight" stanowił punkt wzorcowy, gdy Goldsmith pisał muzykę do "Mulan" (1998), "The 13th Warrior" (1999) i "Timeline" (2003).

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Prologue - 0:59
2. Main Title / Raid On Leonesse - 4:26
3. A Word With Oswald - 0:39
4. The Ambush - 4:58
5. Rescued By Lancelot - 0:52
6. The Lady of Leonesse - 1:22
7. Promiss Me - 2:02
8. Arthur welcomes Guinevere - 2:18
9. Camelot - 2:38
10. Arthur`s Fanfare - 0:45
11. The Ganntlet - 1:15
12. A Gentleman - 0:49
13. Lancelot Leaves - 0:34
14. Riving Lesson - 0:51
15. Knights Of The Round Table - 0:39
16. The High Council Advises - 1:05
17. Abduction Of Guinevere - 2:04
18. Lancelot In Pursuit / The Cave - 2:13
19. Escape - 3:25
20. Lancelot And Guinervere - 1:28
21. Brother To Brother / The Wedding - 4:55
22. NIght Struggle - 5:38
23. Leonesse In Ruins - 3:19
24. The Kiss - 1:53
25. Malagant Intrudes Camelot - 1:21
26. Fight For Camelot - 5:25
27. Arthur`s Farewell / Pyre At Sea - 5:40
28. End Credits - 4:32
29. First Knight Suite - 8:28

Razem: 77:53

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje: Alexander Courage



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Fenomenalna płyta! Jedna z moich ulubionych płyt Jerry`ego. Nie znam zbytnio jego dyskografii (szczególnie tej z lat 50-70), jednak śmiem twierdzić, że mimo tego i tak "First Knight" jest jedną z Jego najlepszych partytur. Doskonała słuchalność i spójność. Do tego film również bardzo dobry. Absolutna rekomendacja!

karcharoth:

Moja ocena:

Tak, jedno z najwybitniejszych dzieł Jerrego Goldsmitha. Fenomenalne bogactwo tematyczne i wspaniały klimat. Podejrzewam, że nikt nie zawiedzie się na tym albumie (oczywiście w wersji PROMO).

Dark Funeral:

Moja ocena:
bez oceny

Tak dla jasności, wydanie Camelot Records to nie promo, tylko bootleg.

karcharoth:

Moja ocena:

No w sumie tak, ale całość wydana jest w takiej formie, że wygląda jak autentyczne promo. No ale nie zmienia to faktu, że to rasowy niemiecki Bootleg :)

Rafalski:

Moja ocena:

(świetny text!) płyta jest rewelacyjna, prawdziwy klasyk Goldsmitha!. W wydaniu bootlegowym zaskoczyła mnie całkiem niezła jakość dźwięku. Grzechem jest nie przesłuchanie tej pozycji :]


  Do tej recenzji jest jeszcze 9 komentarzy -> Pokaż wszystkie