Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu (The Chronicles Of Narnia: The Voyage Of The Dawn Treader)

31 Grudzień 2010, 23:51 
Kompozytor: David Arnold
Orkiestracja/Dyrygent: Nicholas Dodd

Muzyka dodatkowa: Michael Price

Rok wydania: 2010
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu (The Chronicles Of Narnia: The Voyage Of The Dawn Treader)

 Płytę dostarczyła firma:
Sony Music
 Kup tę płytę w:

iTunes za 8.99
Od ekranizacji kolejnych części Opowieści z Narnii C. S. Lewisa nie oczekuję wiele. Po prostu liczę na to, że spełnią one podstawowe kryteria baśni dla dzieci - w ciekawy sposób opowiedzą niegłupią historię i oczarują widza kinową magią. Sztuka ta, moim zdaniem, w pełni udała się na razie twórcom adaptacji pierwszej części sagi - Lwa, Czarownicy i Starej szafy. Podróż wędrowca do Świtu, najnowszy film na podstawie prozy angielskiego pisarza, usatysfakcjonuje już chyba tylko bardzo młodego kinomana (do którego jest wszak skierowany). Pozostałych razić może styl, który uległ zmianie w stosunku do poprzednich części, realizowanych, co istotne, przez inne studio i reżysera. Podróż Wędrowca do Świtu to film konwencjonalny, oparty na utartych schematach, dlatego niespecjalnie atrakcyjny. Niemniej jednak dzięki porządnej realizacji nie wywołuje uczucia zażenowania, jak choćby Książe Kaspian (druga narnijska produkcja), kilka jego scen ogląda się z przyjemnością, a niektóre obrazy zapadają w pamięć – na przykład okręt holowany przez smoka na spokojnym morzu.

Muzyka autorstwa Davida Arnolda idealnie wpisuje się w stylistykę narracji Podróży Wędrowca do Świtu. Słuchając jej – zarówno w trakcie seansu, jak i na płycie – odniosłem wrażenie, że taki był właśnie cel kompozytora, pewnie na polecenie reżysera Michaela Apteda, z którym - dodajmy – stale współpracuje. Utwory muzyczne barwnie korespondują z obrazem i spełniają w nim liczne funkcje ilustracyjne, co jest przede wszystkim zasługą orkiestratora Nicholasa Dodda. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby muzyka wnosiła do opowieści coś więcej albo wyraźnie współtworzyła magiczny świat Narnii. Schematyczność fabuły odbiła się niestety na kompozycji Arnolda. Bo chociaż artysta stworzył kilka tematów o wyraźnie baśniowej poetyce, które tchnęły ducha w pojedyncze sceny, to nie wyszedł on poza utartą konwencję ilustrowania obrazu, wyczuwalną zarówno w formie, jak i ogólnym brzmieniu utworów. Trudno tu uniknąć porównań z oprawą muzyczną poprzednich części Opowieści z Narnii. Ich twórca Harry Gregson-Williams zdecydował się na kontrastującą popową stylistykę, która zaskakująco efektownie zagrała z obrazem, a przede wszystkim wniosła do opowieści charakterystyczne brzmienie i dużo świeżości. Należy przy tym zauważyć, że Williams miał do czynienia z bardziej inspirującym materiałem filmowym (przynajmniej w Lwie, Czarownicy i Starej Szafie.

Chociaż kompozycję Arnolda uważam za mało oryginalną i przewidywalną, to niewątpliwie posiada ona cechy, które spodobają się części miłośników muzyki filmowej, zwłaszcza entuzjastom tradycyjnych ilustracji fantasy. Mam na myśli przede wszystkim wyrazistą melodykę z chwytliwym tematem przewodnim na czele. Artysta stworzył szereg ciepłych, pogodnych fraz, które dość silnie oddziałują w sekwencjach opisowych, a i w oderwaniu od obrazu dają przyjemne wrażenia estetyczne. Moją uwagę zwrócił na przykład pogodny utwór Reepi Cheep z bardzo sugestywną wdzięczną i lotną frazą smyczków (urokliwie ornamentowaną przez flety), ilustrującą radosny dryf pluskających syren. Z kolei scena z Łucją w niewidzialnym dworze zyskała na fantastyczności, dzięki finezyjnemu połączeniu motywów czelesty, eterycznych smyczków i zwiewnej, wirtuozowskiej wręcz partii fletu (Lucy and The Invisible Mansion). Podobnych w charakterze utworów jest w omawianej kompozycji więcej i moim zdaniem są one jej najmocniejszą stroną.

Szkoda, że nie kontrastuje z nimi równie interesująca muzyka akcji oraz underscore efektownie podkreślający wydarzenia rozgrywane na ekranie. Utwory tego typu są w omawianej kompozycji napisane w sposób sztampowy, przez co ani szczególnie nie oddziałują w filmie, ani nie przyciągają uwagi na płycie. Ale ponieważ stoją na wysokim poziomie warsztatowym i mają elementy, które nieustannie ekscytują fanów muzyki filmowej, mogą zyskać niemałe grono wielbicieli.

Reasumując: soundtrack Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu polecam przede wszystkim miłośnikom tradycyjnej konwencji ilustrowania obrazu. Pozostali również znajdą w nim kilka ciekawych i zwyczajnie pięknych utworów, do których chce się wracać, ale ogólnie kompozycją Arnolda mogą być rozczarowani.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Opening Titles (01:07)
2. The Painting (02:28)
3. High King and Queen of Narnia (01:33)
4. Reepicheep (00:58)
5. Land Ahoy (01:43)
6. The Lone Island (01:51)
7. Lord Bern (01:01)
8. The Green Mist (01:16)
9. Market Forces (01:53)
10. 1st Sword (01:17)
11. Eustace on Deck (01:11)
12. Duel (01:45)
13. The Magician’s Island (04:30)
14. Lucy and the Invisible Mansion (05:24)
15. Coriakin and the Map (02:58)
16. Temptation of Lucy (01:16)
17. Aslan Appears (00:49)
18. The Golden Cavern (02:04)
19. Temptation of Edmund (01:58)
20. Dragons Treasure (02:53)
21. Dragon Attack (02:30)
22. Under the Stars (02:56)
23. Blue Star (01:04)
24. Aslan’s Table (02:32)
25. Liliandil and Dark Island (01:30)
26. The Calm Before the Storm (01:49)
27. Into Battle (11:03)
28. Sweet Water (02:06)
29. Ship to Shore (03:52)
30. Time to Go Home (02:46)

Razem: 71:52



Komentarze czytelników:

bladerunner21:

Moja ocena:

Recenzja dobra, ale ocena za płytę zdecydowanie za wysoka. Owszem jest tu kilka miażdżących utworów jak Into Battle. Bardzo lubię również The Painting, Dragon Attack i Ship to Shore. Płyta za długa, niezbyt dobrze wydana, w tym roku to naprawdę jakaś plaga. O głowę gorsze od Kaspiana i od jedynki jednak też. Choć gdyby skrócić płytę do 40 minut to bym się zastanowił, bo wolę mniej popowy charakter ilustracji muzyki filmowej. Powinna być dwója, ale te utwory, które wymieniłem potrafią sprawić naprawdę wiele przyjemności, dlatego ostatecznie 3. Mam nadzieję, że Arnold, o ile Gregson nie wróci, poprawi się w następnej części.

Mefisto:

Moja ocena:

Ostatecznie 3,5 - filmu nie znam, więc trudno tak do końca ocenić. Na płycie brzmi nieźle, ale często nic się nie dzieje, a całość jest za długa. Niemniej przyjemna ścieżka z pomysłem.

JZ:

Moja ocena:

Ode mnie 4. Dobrze sprawdza się w filmie. Ładne motywy. Magia jest. Nie oczekuję więcej od muzyki do tego typu filmu. Zadanie dobrze wykonane :)

bladerunner21:

Moja ocena:

Jaka Magia ? jaki Pomysł o czym Wy w ogóle mówicie :D ?

scoreman:

Moja ocena:

Udany score, magię i charakter filmu czuć od samego początku. Gatunkowa muzyka w trochę starym stylu, co akurat zaliczam na plus. Choć filmu nie widziałem, charakter wielu scen mogę sobie wyobrazić bardzo łatwo dzięki takiej a nie innej oprawie. Kilka utworów to istne perełki. Arnold wykonał kawał dobrej roboty i łapie się z tą pracą do czołówki już minionego 2010 roku.


  Do tej recenzji jest jeszcze 8 komentarzy -> Pokaż wszystkie