Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Opowieści z Narnii: Książę Kaspian (The Chronicles of Narnia: Prince Caspian)

01 Czerwiec 2008, 20:10 
Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok wydania: 2008
Wydawca: Walt Disney Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Opowieści z Narnii: Książę Kaspian (The Chronicles of Narnia: Prince Caspian)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Ekranizacja pierwszej części Opowieści z Narnii - Lwa, czarownicy i starej szafy - zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, bo miała w sobie dużo swoistej kinowej magii, coraz rzadziej wyczuwalnej w podobnych produkcjach fantasy. Z filmowej adaptacji Księcia Kaspiana, drugiego tomu słynnej baśni C. S. Lewisa, owej magii już niestety sporo uleciało. Głównym tego powodem nie jest źle napisany scenariusz, który moim zdaniem trzyma się kupy, a strasznie sztampowa reżyseria, zwłaszcza scen mówionych. W prawie każdej z nich widzimy bowiem teatralnie ustawionych aktorów, wypowiadających kwestie nieraz tak banalne, że aż groteskowe (zły Miraz!). Zawsze też po serii nienaturalnej wymiany zdań następuje kabotyński zwrot – ktoś coś nagle odkrywa, robiąc przy tym hollywoodzką minę, raptem wkracza nowa postać itp. Wszystko to ze szkodą dla młodych aktorów, w których drzemie niewątpliwy potencjał (z wyjątkiem drewnianego Bena Barnesa w tytułowej roli) – wciśnięci w teatralny gorset nie mogli rozwinąć skrzydeł. Dlatego też paradoksalnie najbardziej przekonująco wypadają bohaterowie animowani – zwierzęta. Lew, borsuk i przede wszystkim zabawne waleczne myszy wzbudzają sympatię i trzymają widza w zaciekawieniu. W Księciu Kaspianie spore wrażenie robią wspaniale zainscenizowane i zrealizowane sceny akcji, będące najmocniejszą stroną filmu. A jak tym razem prezentuje się muzyka Harry’ego Gregsona-Williamsa?

Według mnie gorzej w porównaniu z pierwszą częścią Opowieści z Narnii. Nie ma już tego polotu, uroku, magii. Dominuje niestety orkiestrowo-elektroniczna młócka, miejscami żenująco bliska stylistyce grupy Remote Conrol (dawnej *Media Ventures). Oczywiście Gregson-Williams miał stworzyć muzykę ilustracyjną i trudno wymagać, żeby nie dostosowywał się do charakteru filmowych scen. Tylko czemu tak silnie podkreślił ich reżyserską sztampę? Sposób budowania napięcia (śmieszne *progresje i sztuczne crescenda na prostych, żeby nie powiedzieć, prymitywnych, rytmach), pompatyczna *harmonika i melodyka, nie mówiąc już o groteskowym chórze, potęgują niesmak.

Nie mam jednak na myśli wszystkich utworów. Raid on the castle, ilustrujący kapitalną scenę najazdu Narnijczyków na zamek Miraza, bardzo efektownie buduje napięcie i tak plastycznie łączy się z obrazem, że może tym u niejednego wywołać zachwyt. Co ciekawe, kompozytor zastosował tu podobne środki, jak w utworach, do których mam mocno krytyczny stosunek, jednak zachował odpowiedni umiar, dzięki czemu przynoszą one pożądany efekt (niepokojące, energetyczne *smyczki, pulsujący rytm). Zwraca również uwagę druga połowa The Duel, w której kompozytor po raz kolejny ujawnia skłonności do rozrywki (dyskotekowy rytm chropowatych, podrasowanych brzmieniowo wiolonczel i kontrabasów) oraz delikatny, a przy tym bardzo sugestywny Journey To The How z kropelkami fortepianu oraz szarpanych instrumentów strunowych.

Wymienione wyżej jasne strony kompozycji angielskiego artysty dobrze brzmią w filmie, ale na płycie - okropnie. Tu dochodzimy do kwestii sposobu nagrywania muzyki filmowej. Do Księcia Kaspiana nie nagrywano od razu całego zespołu orkiestrowego, lecz osobno pojedyncze sekcje. Taka praktyka dla słuchaczy, na przykład, nagrań dzieł klasyki może wydać się dziwaczna, ale ma swoje uzasadnienie. Ponieważ muzyka do takich produkcji, jak Opowieści z Narnii nie ma specjalnych ambicji artystycznych, to kompozytorowi zależy przede wszystkim na jej funkcjonalności. Każdy element partytury można więc odpowiednio wzmocnić, aby przebił się przez potężną warstwę filmowych efektów dźwiękowych i spełnił swoje zadanie ilustracyjne. Nagrywając każdą sekcję osobno, łatwiej ją później podrasować na stole mikserskim. Problem polega na tym, że o ile w kinie tak nagrana muzyka brzmi efektownie, tak na płycie niesamowicie sztucznie i plastikowo. Nienaturalnie selektywne smyczki (komputerowe wręcz *tremola!) albo śmiesznie odseparowany flet mogą wywołać wstręt nie mniejszy niż wieńcząca film kiczowata piosenka The Call.

Istnieje wiele kompozycji filmowych, które zostały nagrane w sposób wyżej opisany (choćby poprzednia część Opowieści z Narnii), a należy im się wysoka ocena. Bronią się jednak poziomem i na ich irytujące brzmienie można przymknąć oko. W przypadku Księcia Kaspiana jest ono nie do zniesienia.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Prince Caspian Flees - 04:33
2. The Kings And Queens of Old - 03:26
3. Journey To The How - 04:39
4. Arrival At Aslan`s How - 02:53
5. Raid On The Castle - 07:00
6. Miraz Crowned - 04:42
7. Sorcery And Sudden Vengeance - 06:15
8. The Duel - 05:51
9. The Armies Assemble - 02:17
10. Battle At Aslan`s How - 05:14
11. Return Of The Lion - 04:10
12. The Door In The Air - 07:50
13. The Call (Perf. by Regina Spektor) - 03:07
14. A Dance `Round the Memory Tree (Perf. by Oren Lavie) - 03:38
15. This Is Home (Perf. by Switchfoot) - 03:58
16. Lucy (Perf. by Hanne Hukkelberg - nie pojawia się w filmie) - 04:31

Razem: 74:04



Komentarze czytelników:

Ele:

Moja ocena:

Zgadzam się. Troszkę się rozczarowałem nowym scorem do Opowieści z Narnii. W filmie owszem, muzyka robiła swoje. Szkoda tylko, że kompozytor nie pokusił się o nowe motywy, zamiast tego serwuje nam stare (np. Battle at Aslans How). W tym zestawieniu nie ma żadnego utworu, który mógłby zapaść na dłużej w pamięć, takiego jak "The Battle" z poprzedniej części, albo "The Battle of Kerak" z Królestwa Niebieskiego. Jedynym ciekawym utworem jest tutaj tylko "Prince Caspian Flees.

Anonim:

Moja ocena:

beznadziejna recenzja. Jestem muzykiem i nie doszukalem sie tych sztucznosci nagraniowych, o ktorych mowa. Filmu jeszcze nie widzialem, ale muzyka na plycie robi naprawde duze wrazenie. A jesli irytuja Cie proste rytmy, smieszne progresje i groteskowy chor to sam napisz cos lepszego, wpadajacego latwo w ucho. I jeszcze postaraj sie zeby wykorzystano to w jakims filmie. Pianisci to jednak straszne zrzedy...

Mefisto:

Moja ocena:

Zgadzam się. Permanentna trója i to nawet z minusem - kompozycja ta w ogóle mnie nie ruszyła.

Mystery:

Moja ocena:

Gregson-Williams się tym razem nie popisał. Strasznie plastikowe brzmienie i praktycznie zero nowych motywów. Nie za ciekawie się tego wszystkiego słucha i gdyby nie świetne aranżacje starych tematów, kompletnie było by ubogo. Słabiutka trójka tym razem.

Pokemon:

Moja ocena:
bez oceny

Bardzo lubię muzykę z pierwszej Narnii. Tak jak pisze Olek, miała ona jakąś taką fajną, magiczną atmosferę. Z tym większym smutkiem mówię, że Kaspian mnie zawiódł. I szczerze mówiąc nie miałem nawet siły dojśc do końca albumu. Stąd też nie oceniam, może jeszcze uda mi się przebic przez całośc płyty.


  Do tej recenzji jest jeszcze 20 komentarzy -> Pokaż wszystkie