Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Lekcja przetrwania (The Edge)

30 Wrzesień 2007, 22:07 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje: Jerry Goldsmith i Alexander Courage

Rok wydania: 1997
Wydawca: RCA Victor

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Lekcja przetrwania (The Edge)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Kiedy Lee Tamahori zaczął kręcić swój pierwszy film akcji; przygodowy thriller, rozgrywający się na odludziu Alaski, gdzie parę głównych bohaterów (Anthony Hopkins i Alec Baldwin) czekać miały bliskie spotkanie trzeciego stopnia z potężnym niedźwiedziem – ludojadem, wybór kompozytora nie pozostawiał złudzeń co do intencji reżysera. Jerry Goldsmith z tak bogatym dorobkiem zawodowym i umiejętnością przenoszenia klimatu filmu na zapis nutowy, dawał pełną gwarancję, że The Edge, czyli Lekcja przetrwania zyska odpowiednią ilustrację, która podniesie nie tylko jakość obrazu, ale też sprawdzi się jako autonomiczna partytura na płycie. Premiera filmu odbyła się w USA 26 września 1997 roku, zaś cztery dni później RCA Victor wydało soundtrack z prawie 40 minutami muzyki ilustracyjnej.

Od razu należy zwrócić w jej przypadku uwagę na trzy cechy charakterystyczne. Po pierwsze, temat przewodni nie stanowi wizytówki żadnego z bohaterów filmu. Ani człowieka, ani zwierzęcia. To nieokiełznana przyroda, lasy Alaski zasługują na oddanie im hołdu przez kompozytora. Dlatego temat ten stanowi muzyczny opis Natury, reklamując szerokie panoramy gór i lasów oraz bezkresne przestrzenie. Po drugie, reżyser zażądał od Jerry`ego, by ilustracja była w możliwie w czystej postaci klasyczna, symfoniczna, bez dodatków elektronicznych, dlatego Goldsmith (na prośbę Tamahori`ego) razem z Alexandrem Courage`m zajął się osobiście orkiestracją partytury. Po trzecie zaś, po zakończeniu sesji nagraniowej, pozostało trochę wolnego czasu. Aby go spożytkować, Maestro za zgodą reżysera napisał specjalną, jazzową wariację tematu głównego, który w formie bonusa stanowił zwieńczenie albumu – The Egde. Jego ocena to kwestia wyboru. Kto lubi jazz, ten uzna ów eksperyment za porządny dodatek, reszta… na pewno rozczaruje się brakiem odpowiedniego klimatu, która ta kompozycja narusza. Tym bardziej, że nie ma jej w filmie. Przypomina nieco styl Wydziału Rosja i Zniknięcie, zaś za wykonanie odpowiedzialni byli: Mike Lang na fortepianie, Chuck Domenico na basie i Steve Schaefer na perkusji.

Temat główny stanowił (Lost in the Wild) podstawę ilustracji do filmu. Jako temp-track została tu użyty przewodnia melodia z Ostatniego Mohikanina Trevora Jonesa z 1992 roku. Goldsmith, według mnie, skomponował bardziej interesujący temat, idealnie opisujący bezkresne przestrzenie dziewiczej Alaski. Słuchając go nie ma się odczucia znudzenia, czy zbędnej wtórności. To podstawowy, muzyczny narrator całej historii. Jego *orkiestracja jest typowa dla stylu kompozytora. Potężnie *waltornie opisują dziką naturę, zaś płynne i wyraziste w wymowie sekcje smyczkowe dodatkowo uzupełniają go o wątek człowieka, jego relacje międzyludzkie i stosunek do siły otaczającej go przyrody. Czasem Jerry używał tematu głównego do zupełnie innej roli – lirycznej, podkreślającej dramatyzm emocjonalny bohaterów – wtedy miejsce waltorni zastępowały klarnet i flet, nadające mu tego bardziej intymnego charakteru (The River i Rescued). Temat Natury w pełnej krasie mogliśmy usłyszeć w Mighty Hunter, The River i Rescued. Poza tym, właściwy balans użycia środków wyrazu potrafił zmienić temat główny w dramatyczną, bardziej indywidualną jego wersję, np. Birds. Naturalnym zakończeniem tematu przewodniego była swoista rekapitulacja emocjonalna głównego bohatera w finalnym Rescued, gdzie Jerry powrócił do stylistyki Reakcji Łańcuchowej, opierając się na stonowanym brzmieniu sekcji smyczkowej, dostojnych i spokojnych waltorniach, delikatnemu obojowi i prowadzącej melodii solowej trąbce, która stanowiła łącznik z tematem głównym.

Ponieważ głównym „ciemnym” bohaterem jest Grizzly – ludojad, Jerry nie omieszkał się opisać go trochę rodem z horroru. Temu celowi służył prosty, ale niezwykle sugestywny, mroczny, wręcz przerażający motyw Niedźwiedzia (Stalking). Jego podstawę stanowiła przeciągła fraza nisko brzmiących dęciaków nadających tego surowego, barbarzyńskiego charakteru. Idealny motyw dla określenie naturalnej, brutalnej siły. Motyw ten używany był także w roli prowadzącego motywu w scenach akcji, nieco tylko zmieniony, z towarzyszeniem mocarnie brzmiącej orkiestry, z agresywną sekcją perkusyjną. Nadawało to muzyce akcji jeszcze większego dramatyzmu. 2 lata później, Goldsmith stworzył podobny motyw ilustrujący złowrogich Wendolów w 13 Wojowniku.

A skoro już o akcji mowa, to oczywiście nie mogło jej tu zabraknąć, choć nie stanowiła ona elementu dominującego. Pisząc ją, Jerry chciał, aby odzwierciedlała surowy, brutalny świat naturalnej konfrontacji człowieka i przyrody. Bez żadnych zbędnych fajerwerków, triumfalnych marszy itp. Tylko desperacka wola przetrwania. Siłę tego przekazu potęgował dodatkowo fakt, że nawet w muzyce akcji nie było syntetycznych ozdobników, co nadawało jej większej naturalności i agresywności. Najlepszym przykładem takiej „zwierzęcej furii” był The Ravine, ilustrujący pościg Grizzly za głównymi bohaterami, co skończyło się dramatyczną przeprawą przez zalany wąwóz. Złowieszczo brzmiąca sekcja dęta blaszana z „wnoszącymi” waltorniami i *kontrapunktującymi smyczkami stworzyły osobny temat akcji z odpowiednio serwowanym motywem Niedźwiedzia, pulsującą perkusją i niskimi tonami fortepianu. Aby jeszcze bardziej podkreślić dramaturgię sceny, Jerry posłużył się *glissando wykonanym na smyczkach tworzącym niesamowity efekt wiatru, dmącego w lesie; symbolizującego izolację człowieka i jakby sojusz sił natury przeciwko niemu. W podobny sposób Goldsmith emanował siłą i dramatyzmem ilustrując kolejne sceny akcji, jak choćby Birds, przedstawiający moment katastrofy lotniczej nad jeziorem po kolizji ze stadem ptaków lub kulminacyjną scenę pojedynku z Ludojadem w mrocznym i przerażającym Stalking i Deadfall. Przypominało to trochę połączenie ataku goryli – zabójców w Kongo i lwów – ludojadów w Duch i Mrok oraz egzotykę Wiatr i Lew. Czysta, zwierzęca furia!

Sama przeprawa głównych bohaterów przez leśne odstępy Alaski zyskała prosty, ale adekwatny temat Wędrówki, który często był uzupełniany tematem głównym opisującym otaczającą ich przyrodę. Świetnie w tej roli sprawdzało się połączenie *pizzicato na smyczkach z regularnymi uderzeniami werbli i „niskiego” fortepianu oraz prowadzącą melodią na obój. Wszystko to oddawało ducha opisywanej sceny – wyczerpującego marszu i wszechobecnej izolacji. Oczywiście, Jerry nie byłby sobą, gdy nie stosował różnych aranżacji tego tematu, np. zastępując obój, płynnie brzmiącą sekcją smyczkową – Bitter Coffee lub Stalking. Z oczywistych względów, nie mogło zabraknąć w partyturze elementów odpowiadających za „suspense”; z uwagi na symfoniczny charakter konstrukcji Jerry stworzył orkiestrowe odpowiedniki motywów Oczekiwania i Zagubienia. Ten drugi (opierający się na smyczkach i klarnecie w niskich rejestrach lub flecie – piccolo) przypominał stonowane i subtelne fragmenty z późniejszego o 2 lata Nawiedzonego – początek Mighty Hunter, Stalking i The River. Niejednokrotnie uzupełniały je solowe wtrącenia oboju. Oczekiwanie i niepewność zostały z kolei stworzone przeciągłymi frazami smyczków, towarzyszącymi im w podobnym tonie instrumentami dętymi drewnianymi oraz podkreślającymi nastrój mrocznymi wejściami dętych blaszanych – Stalking i Deadfall. Oba motywy dobrze spisywały się w filmie, ale na płycie brzmiały nieco jednostajnie i mogły lekko nudzić mniej cierpliwego słuchacza.

Na pewno ilustracja ta jest dla każdego, kto chce usłyszeć jeden z najlepszych tematów wiodących kompozytora w latach 90-tych (porównać go można do klasyków Zagadka Powdera i Star Trek: Pierwszy kontakt), a przy okazji posłuchać partytury, którą Goldsmith osobiście orkiestrował od czasu długiej przerwy – od 1976 roku na planie Mostu Kassandry. Z drugiej strony, nie należy oczekiwać wszechobecnej akcji i bogactwa tematycznego. Brutalna, pełna dramatyzmu akcja pojawia się tam gdzie powinna, bez zbędnego emanowania nią przy każdej okazji. Tematy i motywy poboczne uzupełniają całość, dodając jej klimatu zagrożenia, samotności i niepewności jutra; jednak żaden z nich nie wybija się ponad przeciętność. Mimo wszystko, partytura ta zasługuje na uznanie, staranną orkiestracją pozbawioną elementów elektronicznych oraz doskonałym wyczuciem balansu między pokazaniem bezkresu, ale i piękna przyrody, jak też jej ciemnej strony.

p.s. 1. Temat główny został niemal „żywcem” skopiowany przez Klausa Badelta do późniejszego o 5 lat Wehikułu czasu. Zresztą, pełnił tam funkcję temp-tracku.

p.s. 2. Lee Tamahori i Jerry Goldsmith współpracowali razem jeszcze raz – na planie thrillera W sieci pająka z 2001 roku.

p.s. 3. Tytuły robocze Lekcji przetrwania: The Wild i The Bookworm.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Lost in the Wild - 3:02
2. The Ravine - 4:38
3. Birds - 2:24
4. Mighty Hunter - 1:33
5. Bitter Coffee - 3:03
6. Stalking - 5:46
7. Deadfall - 6:15
8. The River - 2:21
9. Rescued - 6:04
10. The Edge - 2:53

Razem: 38:03



Komentarze czytelników:

Łukasz Remiś:

Moja ocena:

Znakomita ścieżka! Prosta ale efektowna, ze znakomitym tematem. Ta "surowa" muzyka akcji również znakomita. Lubię wracać do tej płyty - po prostu dobra rozrywka. Szkoda, że tak krótka.

Rafalski:

Moja ocena:

jazzowy utwór na końcu jest rewelacyjny (przepiękne aranżacje fortepianu), jest o wiele ciekawszym pomysłem od powtarzania głównych tematów w napisach końcowych. Szkoda że Goldsmith częściej nie aranżuje swoich gł. melodii na jazzowo. A płyta ogólnie bardzo ciekawa, po prostu pożądnie napisany action-score w tradycyjnym, Goldsmithowskim stylu.

Koper:

Moja ocena:

Soundtrakc przyzwoity, ale nie rewelacyjny. Brakuje większej liczby ciekawych tematów. Ten przewodni nienajgorszy, ale słyszałem lepsze (zżynka Badelta z tego w "The Time Machine" fjaniejsza :)) także w kompozycjach Goldsmitha. Ogólnie fachowa robota, ale bez rewelacji. A mój ulubiony soundtrack Goldsmitha to "Uzdrowiciel z tropików" ("Medicine Man") - polecam.

Mefisto:

Moja ocena:

Heh, kolejna recka z serii "myślałem, że już to opisaliście" :D
Sam score dla mnie za krótki i brak mu większej wyrazistości. Ale to Goldsmith, więc słucha się dobrze.

Koper:

Moja ocena:

A ja myślałem, że już tę reckę komentowałem... jakieś dwa lata temu. :P Deja vu? :D


  Do tej recenzji są jeszcze 3 komentarze -> Pokaż wszystkie