Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Podróż do Nowej Ziemi (The New World)

30 Sierpień 2006, 13:27 
Kompozytor: James Horner

Rok wydania: 2005
Wydawca: New Line Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Podróż do Nowej Ziemi (The New World)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Apoteoza piękna i natury – tak można określić Podróż do Nowej Ziemi, ostatni film jednego z najbardziej intrygujących amerykańskich reżyserów, Terrence`a Malicka. To olśniewająca wizja pierwszego spotkania angielskich odkrywców z Indianami na ziemi Nowego Świata, świata dziewiczego i odrealnionego. Pozbawione jakiejkolwiek sztuczności zdjęcia Emmanuela Lubezki`ego nadają całemu dziełu metafizyczny wymiar, a Ameryka i Anglia ukazane są przez Malicka w taki sposób, że widz sam czuje się ich odkrywcą. Fascynujące. Osnową fabularną filmu jest znana z disnejowskiej baśni piękna miłość między indiańską księżniczką Pocahontas a kapitanem Johnem Smithem. Wątek bardzo poruszający głównie dzięki doskonałemu aktorstwu zjawiskowej Q`Orianki Kilcher i wyjątkowo sugestywnego Colina Farrella oraz muzyce, o której za chwilę. Jedynym mankamentem obrazu są, podobnie jak w Cienkiej Czerwonej Linii, zbyt często wypowiadane filozoficzne kwestie z offu. Narracja obrazem jest tu na tyle czytelna, że nie potrzebuje wspomagania słowem.

Nie od dziś wiadomo, że dla reżysera Podróży do Nowej Ziemi bardzo istotnym czynnikiem kształtującym emocje jest muzyka. Tym razem jej skomponowanie Malick powierzył Jamesowi Hornerowi, ale od razu powiem, że to nie jego utwory odegrały w filmie największą rolę. W scenach, w których muzyka miała być szczególnie ważnym środkiem wyrazu, kompozytor posłużył się utworami mistrzów epoki klasycyzmu i romantyzmu – Adagiem z 23. Koncertu Fortepianowego A-dur Wolfganga Amadeusza Mozarta oraz Preludium ze Złota Renu Ryszarda Wagnera. Efekt piorunujący! Już dawno nikt tak genialnie nie wykorzystał klasyki w kinie. Moment nawiązania kontaktu między Smithem a Pocahontas oraz innymi Indianami, poznawanie przez kapitana łagodnego usposobienia ludu nowego kontynentu, wspólne zabawy czy w końcu miłość są w filmie tak wzruszające właśnie dzięki drugiej części koncertu Mozarta. Niewinność Indian podkreśla skromna, delikatna linia melodyczna fortepianu, a międzyludzką więź - bogata pod względem harmonicznym partia orkiestry. Z kolei majestatyczne wagnerowskie Preludium ilustruje malownicze plenery: lasy, rzeki i długie ujęcia statków skąpanych w świetle zachodzącego słońca; gloryfikuje w ten sposób naturę.

Jaką więc funkcję pełni w Podróży do Nowej Ziemi partytura Jamesa Hornera? Na pewno nie wpływa na emocje w takim stopniu, jak dzieła wspomnianych wyżej mistrzów. Została raczej zepchnięta do roli tła, kreującego nastrój i klimat opowieści. Trzeba powiedzieć, że amerykański kompozytor wykazał się na tym polu doskonałą intuicją i zrozumieniem wizji reżysera. Perfekcyjnie oddał egzotykę Nowego Świata poprzez wysunięcie na pierwszy plan czynnika kolorystycznego, tym samym mocno nawiązując do muzyki impresjonistycznej. *Harmonika niektórych utworów oraz specyficzna arabeskowa *faktura wszechobecnego fortepianu przywodzą na myśl dzieła Claude`a Debussy`ego. Swoistej przestrzeni brzmieniowej nadaje znany z Titanica syntetyczny chór a także śpiew nowozelandzkiej wokalistki Hayley Westenra`y.

Wszystko to odnajdziemy w otwierającym płytę The New World, który rozpoczyna śpiew ptaków. Po kilkunastu sekundach do kojących odgłosów natury przyłącza się migoczący fortepian i, jakby z oddali, śpiew Westerna`y. Przez chwilę muzyka rozwija się w takim jednostajnym, naturalnym ruchu dźwięków, lecz zaraz nowy wątek otwierają, niczym *róg myśliwski, dwa wyraźne interwały sopranu, zwieńczone ciepłym *tremolem talerza i spokojnym pociągnięciem smyczka kontrabasów oraz wiolonczel. Wraz z pojawieniem się sucho brzmiącego syntetycznego chóru brzmienie ulega zagęszczeniu i na takie baśniowe tło nakłada się piękny temat przewodni, prowadzony przez skrzypce. Jest on dość wylewny i można powiedzieć, że niejako trzymają go na wodzy stojące dźwięki instrumentów dętych blaszanych. Idylliczny nastrój panuje aż do ostatniej kulminacji, będącej jednocześnie wprowadzeniem do tematu granego już przez sam kwintet smyczkowy. Impresjonistyczna aura ulega hollywoodzkiej wylewności, ale konsekwentnie wprowadzonej i utrzymanej w dobrym guście. Utwór jest naprawdę bardzo piękny, bogaty w ciekawe rozwiązania brzmieniowe i jednocześnie klarowny pod względem formalnym.

Ciekawie prezentują się też utwory o budowie ewolucyjnej, kojarzące się z Cienką Czerwoną Linią Hansa Zimmera, takie jak First Landing czy A Flame Within. Słyszymy w nich nakładające się na siebie, narastające warstwy kwintetu smyczkowego i chóru, które jakby popycha motoryczny, tajemniczy motyw fortepianu, grany w wysokim rejestrze. Szczególnie intrygująco brzmi to w A Flame Within, ponieważ omawianą strukturę uzupełniają jeszcze osobno nagrane i scalone partie Hayley Westenra`y, nadające utworowi mistycznego, a nawet sakralnego charakteru.

Według mnie, w kompozycji Hornera paradoksalnie najciekawszy i najprzyjemniejszy w odbiorze jest materiał ilustracyjny, w którym tematyka schodzi na dalszy plan. To tu odnajdziemy zabawę kolorami, artykulacją, barwą. Przykładem niech będzie zniewalający utwór Of the Forest, charakteryzujący się piękna harmoniką, subtelnie i inteligentnie zastosowaną elektroniką w postaci syntezatorów a także tłem wykreowanym przez ptaki. Właśnie w underscorze występują najciekawsze rozwiązania. Jednym z moich ulubionych i najczęściej powtarzanych jest *arpeggio fortepianu w niskim rejestrze, które rozładowuje napięcie wytworzone przez królewską melodię *waltorni (np. Journey Upriver). Do takiej muzyki chce się wracać.

Niestety zdecydowanie gorzej prezentuje się część melodramatyczna, na szczęście prawie w ogóle nie użyta w filmie. Na tej płaszczyźnie Horner ujawnia swą największą słabość – brak pomysłów na nowe melodie. Problem ten rozwiązuje w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli najzwyczajniej kopiując tematy ze swoich poprzednich dzieł, zwłaszcza z Bravehearta. Przy współpracy z Malickiem nie dało się tego zatuszować, gdyż hollywoodzka stylistyka tematów kompletnie nie pasowała do nietuzinkowo przedstawionego wątku miłosnego, i reżyser zastąpił je Mozartem. Również słuchając płyty odczuwa się nieprzyjemny kontrast pomiędzy orkiestrowymi impresjami a dość banalną liryką. To skłoniło mnie do obniżenia oceny. Trzeba też powiedzieć, że niektórym może przeszkadzać długość albumu - aż osiemdziesiąt minut w gruncie rzeczy powtarzalnego materiału.

Istotne wady Podróży do Nowej Ziemi nie przyćmiewają jednak faktu, że muzyka ta prezentuje wysoki poziom artystyczny i pod tym względem plasuje się w czołówce wszystkich kompozycji Jamesa Hornera.

P.S. Jeśli na widzu zrobiło wrażenie Adagio z 23. Koncertu fortepianowego A-dur Mozarta, polecam znakomite nagranie wybitnego pianisty Murray`a Perahia`i z towarzyszeniem English Chamber Orchestra (Sony Music). Jeśli chodzi o Wagnera, warto zaopatrzyć się w całą czteroczęściową operę Pierścień Nibelunga, nagraną przez festiwalową orkiestrę z Bayreuth pod dyrekcją Karla Bohma (Philips).

P.S. 2 Ocena muzyki w filmie dotyczy wyłącznie oryginalnej partytury Jamesa Hornera.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The New World - 05:22
2. First Landing - 04:45
3. A Flame Within - 04:05
4. An Apperation in the Fields... - 03:42
5. Journey Upriver - 04:16
6. Of the Forest - 06:55
7. Pocahontas and Smith - 03:41
8. Forbidden Corn - 11:01
9. Rolfe Proposes - 04:31
10. Winter/Battle - 08:28
11. All is Lost - 08:14
12. A Dark Cloud is Forever Lifted - 09:55
13. Listen to the Wind - 04:35

Razem: 79:29

Dyrygent: James Horner
Orkiestracje: James Horner, Jon Kull
Wokalne partie solowe: Hayley Westerna



Komentarze czytelników:

MaciekG.:

Moja ocena:

Dla mnie to świetny soundtrack, idealny przed snem, wprowadza taki bajkowy klimat. Temat też przypadł mi do gustu. Polecam.

Neimoidian:

Moja ocena:

Pomimo rzeczywistych wad wymienionych w recenzji, również uważam, że jest to bardzo udana produkcja. Nie znam wystarczająco dobrze tworczości Hornera, by wiedzieć jak bardzo nieoryginalna jest ta muzyka, niemniej słuchanie jej sprawia mi dużą przyjemność. Wmiksowany ptasi świergot to pomysł iście rewelacyjny - będę musiał puścić to sobie na dworze w zimie :D

Mefisto:

Moja ocena:

Horner wciąż kopiujący i chwilami nudny, ale ta płyta jest akurat bardzo dobra w odsłuchu.

tom:

Moja ocena:
bez oceny

Muzyki nie znam, ale recenzja świetnie napisana. widać, ze Olek wie, o czym pisze. Gratuluję.

Babuch:

Moja ocena:

Z recenzją Olka mogę się zgodzić ale tylko połowicznie. Nie ulega bowiem wątpliwości że stosunkowo słaby film Malicka ma świetną, ba, wręcz genialnie wykorzystaną muzykę źródłową (w tym wypadku klasyczną). Tak jak piszę redaktor Dębicz istna poezja. Zupełnie zatem nie rozumiem zachwytów, nad w mojej opinii nad wyraz przeciętną (ach co będziemy się bawili w eufemizmy, nazywajmy rzecz po imieniu – cholernie słabą) partyturą Hornera. Rozumiem, że Olek, jako muzyk-praktyk zachwyca się wartościami formalnymi. W moim jednak przekonaniu nie ma w nich nic artystycznego, ani co gorsza nic nowego. Nawet ów wprowadzony dźwięk ptaków to przecież sztandarowy zabieg twórców "new agowskich" (że podam tylko ostatnią moją miłość muzyczną – Diane Arkenstone). Jeśli chodzi o fakturę muzyczną to tutaj Horner również prochu nie wymyśla. Owszem zgodzę się z Olkiem, że jest to wysoki techniczny poziom, ale nie zapominajmy, że twórca Titanica to świetny orkiestrator i bardzo uzdolniony dyrygent, niemniej jednak tak jak pisałem wszystkie pomysły zastosowane w tej kompozycji (nawet te wychwalane pod niebiosa impresje) możemy odnaleźć we wcześniejszych dziełach twórcy (Spitfire Gril, Braveheart, The Missing, i The Beautiful Mind)- choć może nie tak wyraźnie wyartykułowane. New World to taki zlepek wielu pomysłów, połączony dużym talentem aranżacyjnym Hornera, zlepek w dodatku niesłychanie nudny (po co u diabła 80 minut???). Poza tym nie rozumiem, aż tak wysokiej oceny muzyki w filmie. Jeśli partytura Hornera dostaje aż 4 to ile musiałaby dostać Wagner , Mozart i Camille Saint Saens??? Chyba z 7. W filmie muzyki twórcy Bravehearta zupełnie nie czuć, a jeśli już ją odnajdujemy, to odczuwamy irytacje jej prymitywizmem zupełnie nie konweniującym się z płynnymi kadrami Emanuella Lubetzkiego (Winter – Battle, to przykład podkładu wręcz żenującego na poziomie najgorszych elektronicznych "wpadek" Vangelisa). W odróżnieniu od Olka wolę hornerowską tematykę. Co z tego, że niemal zawsze ociera się ona o kicz (Braveheart i Titanic wcale nie są tu wyjątkami), jeśli jest to kicz prawdziwy. W The New World jak słusznie pisze recenzent, tematyka jest kiczowata i bardzo nieoryginalna, ale to ona trzyma ten album. Gdyby nie "All is Lost", "The Forbidden Corn" etc… mielibyśmy nużąca wariację pokroju The Flightplan (tylko w wydaniu relax a nie action). Żeby już podsumować w mojej opinii Podróż do Nowej Ziemi to kiepski film i równie kiepska muzyka oryginalna. Nie znaczy to jednak, że płyta nie znajdzie swoich fanów, którym James skutecznie zamydlił oczy… Pozdrawiam i proszę się nie obruszać za słowa krytyki gdyż nie dotyczą one recenzji, która skądinąd jest ciekawa, lecz raczej samego dzieła pana Hornera. Pozdrawiam.


  Do tej recenzji jest jeszcze 18 komentarzy -> Pokaż wszystkie