Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Titanic

16 Kwiecień 2006, 10:31 
Kompozytor: James Horner

Rok wydania: 1997
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Titanic

Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plChyba każdemu kinomanowi znany jest katastroficzny film Jamesa Camerona z 1997r. Titanic. Ekranizacja pierwszej i ostatniej podróży słynnego angielskiego transatlantyku stała się jednym z najdroższych a jednocześnie najbardziej dochodowych przedsięwzięć w dziejach kina. Złożyły się na to rewolucyjne i naprawdę imponujące efekty specjalne oraz poruszający wątek miłosny ubogiego artysty i kobiety z wyższych sfer. Różnica pozycji społecznej nabiera szerszego znaczenia w chwili katastrofy, kiedy decyduje o pierwszeństwie wstępu do łodzi ratunkowych. Wyraźnym przesłaniem filmu jest teza, że nigdy nie można bezgranicznie zaufać technice i wobec sił przyrody trzeba zawsze zachować pokorę. Film całkowicie zasłużenie otrzymał szereg najważniejszych nagród, w tym aż jedenaście Oscarów – również dla Jamesa Hornera za muzykę.

Na początku Cameron zaproponował jej skomponowanie irlandzkiej wokalistce Enyi. Kiedy ta odmówiła, reżyser zaangażował Hornera, z którym był skłócony od czasu współpracy przy filmie Alians. Artystę przekonały jednak ostatnie sukcesy amerykańskiego kompozytora – Wichry Namiętności, Apollo 13 czy głośny Braveheart – dzięki którym znalazł się w czołówce hollywoodzkich ilustratorów. Wybór okazał się trafny. Muzyka Hornera w dużym stopniu wzbogaciła film o emocje, nadała mu specyficzny nastrój oraz stała się jednym z jego najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych elementów. Zasługa w tym przede wszystkim bardzo dobrych, chwytliwych tematów, a także krytykowanej przez wielu recenzentów elektronice – co może dziwić, gdyż to właśnie ona nadaje oryginalny klimat całości. Kompozycja jest przy tym perfekcyjna pod względem technicznym, o czym świadczą doskonałe *orkiestracje samego kompozytora i dodatkowo Dona Davisa, którego styl słyszalny jest zwłaszcza w muzyce akcji. Ale po kolei.

Sukces i popularność kompozycji Hornera należy zawdzięczać dwóm znakomitym tematom, które chyba każdy zapamiętał po obejrzeniu Titanica. Są one bowiem melodyjne, łatwo wpadają w ucho, oddają filmowe emocje i mogą się tak samo podobać na płycie, jak w połączeniu z obrazem. Ale przecież takich tematów w historii muzyki filmowej było mnóstwo, co zatem sprawiło, że zyskały tak ogromną popularność, nawet wśród ludzi, którzy dotąd na muzykę w filmie w ogóle nie zwracali uwagi? Odpowiedź jest prosta – stylistyka. Dwa główne tematy, a zwłaszcza miłosny, są utrzymane w popowym stylu – mają charakterystyczną dla łzawych piosenek harmonikę i sposób budowania napięcia: typową melodykę i poprzedzone *modulacjami kulminacje. Nic więc dziwnego, że zyskały rzesze wielbicieli. Oczywiście nie każdemu mogą przypaść do gustu – ja niezbyt lubię ich słuchać – ale trzeba przyznać, że bez nich film wiele by stracił. Nadały mu swoistą romantyczną aurę i odpowiednią dozę patosu. Słychać je zwłaszcza w temacie przewodnim, który się pojawia już w pierwszym utworze – Never an Absolution. Rozpoczyna go w niezwykle intrygujący – a charakterystyczny dla Hornera - dźwięk dud, zapowiadający początek niesamowitych wydarzeń, po nich wchodzi delikatny, lekko spreparowany elektronicznie śpiew norweskiej wokalistki SISSEL, wprowadzający do muzyki wrażenie przestrzeni i głębi. Główną linię melodyczną w *unisonie z SISSEL gra też flet, a inne instrumenty dęte drewniane prowadzą *kontrapunkty. Akompaniują spokojne kontrabasy z kotłami, stanowiące królewską podstawę brzmieniową, a całość dopełniają subtelne syntezatory. Piękny, nietuzinkowy i intrygujący początek, idealnie oddający majestat i piękno oceanu. Temat przewodni przewija się przez cały *score w różnych aranżacjach, podobnie zresztą jak miłosny. Ten jest zapewne wszystkim znany, ponieważ w całości została na nim oparta piosenka śpiewana przez Celine Dion, My Heart Will Go On, jeden z największych hitów lat 90, w dodatku uhonorowany Oscarem. Love Theme jest ładny, ale kiczowaty, cudownie ilustruje miłość głównych bohaterów, lecz w oderwaniu od obrazu razi jego wyraźny popowy styl. Zdecydowanie najkorzystniej prezentuje się w utworze Rose, ponieważ wybrzmiewają w nim interesujące elektroniczne dźwięki – szczególnie miłe dla ucha przebiegi syntezatorów, imitujące dźwięk harfy – oraz pełne brzmienie smyczków, grających dość poruszające współbrzmienia. Chcąc być w pełni obiektywnym, nie powinienem obniżać noty za styl tego tematu, bo przecież doskonale wkomponowuje się w obraz i niejednemu się może podobać, ale jednak oceniamy również materiał na płycie, a skoro w nim miłosna melodia przeplata się tak często, mogłaby prezentować nieco wyższy poziom artystyczny.

Według mnie najmocniejszą stroną tej kompozycji są utwory czysto ilustracyjne, a także porywający „temat Titanica”, który ilustruje jego uroczyste wypłynięcie z portu i rejs. Horner w dużym stopniu wykorzystał tu syntezatory, w tym wygenerowany z nich chór o oryginalnym, lekkim brzmieniu, którego nie dałoby się uzyskać od „żywych” muzyków. Cała ta elektronika wcale nie brzmi sztucznie i mocno kojarzy się z kompozycjami Vangelisa, takimi jak Rydwany Ognia czy 1492 Wyprawa do Raju (charakterystyczne motoryczne pulsowanie w podstawie). Temat w całej swej okazałości występuje w utworach Southampton, Leaving Port i Take Her To Sea, Mr. Murdoch. Ten ostatni jest zdecydowanie najciekawszy, bo możemy w nim usłyszeć dodatkowe melodie o niezwykłym, przygodowym charakterze, przywodzącym na myśl williamsowskie ilustracje filmów dla dzieci, zwłaszcza E.T. Całość jest bardzo optymistyczna, tryumfalna – klimat niemal identyczny jak w temacie przewodnim wspomnianej Wyprawy do Raju Vangelisa, który, nawiasem mówiąc, ilustrował podobne sceny.

Muzykę ilustracyjną możemy podzielić na dwa rodzaje: spokojną, idylliczną, opartą na pasażach syntezatorów i syntetycznym chórze oraz bardzo dynamiczną i mocną, ilustrującą dramatyczne wydarzenia ostatniej części filmu, a więc katastrofę statku. Ta pierwsza występuje rzadko, bo właściwie tylko w dwóch utworach: Distant Memories i An Ocean of Memories. Na początku jest tajemnicza, przywodzi na myśl głębiny mórz, by potem *tremolem kotłów uwolnić pełen mocy i radości temat orkiestry. Z kolei muzyka akcji jest bardzo dramatyczna. Dużą rolę odgrywa w niej sekcja instrumentów dętych blaszanych, w której słyszalna jest ręka orkiestratora Dona Davisa. Często słyszymy w tle motoryczny rytm werbla oraz pełne ekspresji szybkie motywy smyczków. Dynamizm podkreślają jeszcze motoryczne, krótko artykułowane dźwięki fortepianu w niskich rejestrach oraz ostre uderzenia talerzy. Co ciekawe, od czasu do czasu pojawia się tu też temat miłosny grany raz przez *smyczki, raz przez instrumenty dęte - i właśnie w tej aranżacji i tempie brzmi najlepiej, jest bowiem wolny od popowej maniery, dzięki czemu może prawdziwie poruszyć. Do najlepszych utworów akcji mogę zaliczyć The Sinking i The Death of Titanic, gdyż łączą w sobie wszystkie wspomniane wyżej elementy.

Całość w podniosłym tonie kończy Hymn To The Sea o nastroju i aranżacji podobnej do utworu pierwszego. To rzeczywiście prawdziwy hymn – jest dostojny i pełen nadziei – cudowny koniec pięknej historii.

Uważam, że Titanic zasługiwał na Oscara. Konkurenta miał tylko jednego – Johna Williamsa, który napisał równie znakomity score do filmu Amistad. Jednak muzyka twórcy Gwiezdnych Wojen, mimo że zawierała cudowny temat, nie dodała filmowi tylu emocji, co muzyka Hornera Titanicowi, a przecież to jest dla Akademii najistotniejsze. Poza tym soundtrack Hornera, podobnie jak sama piosenka, w ogóle się nie zestarzał i z pewnością jeszcze wielu, podobnie jak ja, do niego wróci. Bo ta muzyka nie zatonęła i chyba nie zatonie.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Never An Absolution - 3:03
2. Distant Memories - 2:24
3. Southampton - 4:02
4. Rose - 2:52
5. Leaving Port - 3:26
6. "Take Her To Sea, Mr. Murdoch" - 4:31
7. "Hard To Starboard" - 6:52
8. Unable To Stay, Unwilling To Leave - 3:57
9. The Sinking - 5:05
10. Death Of Titanic - 8:26
11. A Promise Kept - 6:03
12. A Life So Changed - 2:13
13. An Ocean Of Memories - 7:58
14. My Heart Will Go On - Celine Dion - 5:11
15. Hymn To The Sea - 6:26

Razem: 72:23

Dyrygent: James Horner
Orkiestracje: James Horner, Don Davis
Partie solo – wokal: Sissel Kyrkjebø



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Zgadzam się z Olkiem, z ostatnim akapitem szczególnie. Może ocena ciut za wysoka, ale coś jest w tej muzyce...

Rafalski:

Moja ocena:

Generalnie bardzo przekonałem się do tej partytury, lecz nie wychwalałbym jej aż tak. Kundun Glassa czy Amistad Williamsa (który oferuje o wiele więcej niż tylko „cudowny temat”) – to były zdecydowanie ciekawsze (przynajmniej „artystycznie”) kompozycje które naprawde zasługiwały na statuetkę "złotego chłopca". Nie zmienia to faktu że Tytanica posłuchać powinien każdy, a czy się spodoba to już kwestia indywidualna. Generalnie mnie denerwują tu syntezatory i „syntezatorowe” chórki, natomiast sceny „akcji” są `pierwsza klasa`. Tak patrząc z dystansu - nierówna to kompozycja.

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Zgadzam się, że "Amistad" ma w sobie znacznie więcej niż tylko temat, ale tylko on tak mocno oddziałuje w filmie.

MaciekG.:

Moja ocena:

świetna recenzja, zgadzam się całkowicie z Olkiem. Album jest bardzo słuchalny, mimo upływu wielu lat od jego premiery bardzo lubię wracać do tej płyty. Czekam na recenzje "Back To Titanic".

Mefisto:

Moja ocena:

Ja również się zgodzę, ale tak na 4 bardziej. Amistad lepszy


  Do tej recenzji jest jeszcze 24 komentarzy -> Pokaż wszystkie