Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Wichry namiętności (Legends of the Fall)

01 Grudzień 2002, 21:33 
Kompozytor: James Horner

Rok wydania: 1994
Wydawca: Epic Soundtrax

Muzyka na płycie:
Wichry namiętności (Legends of the Fall)

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plWichry namiętności to wspaniała epicka historia. Swoją drogą, jeden z bardziej ambitnych filmów kina amerykańskiego. W muzykę oprawił go James Horner, a zrobił to po mistrzowsku.

Jak i film, tak i muzyka jest bardzo dramatyczna i emocjonalna. Horner pokazał się tu z dobrej strony, choć niestety, wiele elementów tego soundtracku jest bardzo charakterystyczna dla tego kompozytora. Muzyka jest tu mocno zróżnicowana, ale prawie wszystkie utwory są mocno melancholijne, często smutne. Jest też dużo utworów dynamicznych i bardzo dramatycznych.

Często pojawia się japoński flet - to prawie że podpis Hornera. Wykorzystał on ten instrument do wzmocnienia przekazywanych emocji w dramatycznych chwilach. Niewątpliwie, świetnie się to sprawdziło. Przenikliwy dźwięk tego instrumentu bardzo porusza.

Jest to muzyka bardzo dobra, świetnie współgrająca z filmem i silnie oddziałująca na słuchacza swoim dramatyzmem. Na minus zaliczam brak wyraźnej odrębności od innych kompozycji Hornera.

Recenzję napisał(a): Łukasz Remi¶   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Legend Of The Fall - 4:12
2. The Ludlows - 5:36
3. Off To War - 5:50
4. To The Boys... - 2:44
5. Samuel`s Death - 8:19
6. Alfred Moves To Helena - 2:55
7. Farewell Descent Into Madness - 8:07
8. The Changing Seasons, Wild Horses, Tristan`s Return - 5:07
9. The Wedding - 3:00
10. Isabel`s Murder, Recollections Of Samuel - 3:53
11. Revenge - 6:16
12. Goodbyes - 3:05
13. Alfred, Tristan, The Colonel, The Legend - 15:03

Razem: 74:07



Komentarze czytelników:

Olo:

Moja ocena:

Zachwycająca muzyka

Marcin Wojtanowski:

Moja ocena:

Przepiękna muzyka. Kiedy się słucha tych utworów to aż się człowiek rozpływa...

Roman Babuch:

Moja ocena:

Nie zgadzam sie z oceną pana Łukasza. Ta płyta zasługuje bez wątpienia na 5 gwiazdek. Stwierzdenie że nie jest ona odrębna od innych dokonań artysty także jest chyba przesadzone. Owszem mamy tu do czynienia z selfplagiatowaniem (cały fragment zaczerpnięty z Czasu Patriotów), ale mimo to płyta ta stanowi ważny krok w kierunku nowego stylu Hornera, stylu lat 90. Warto wspomniec że powstała ona PRZED Braveheartem i Apollo 13. Sądzę że obok Walecznego Serca jest to najlepsza płyta Hornera. Miejmy nadzieję, że kiedyś pan James napisze coś jeszcze wspanialszego

Niezadowolony:

Moja ocena:

Denerwuje mnie troszkę że recenzenci są często nieobiektywni, albo szczodrze dają maksimum punktów dla średnich ścieżek albo inne naprawdę świetne oceniają słabo, szczególnie nieobiektywnie jest oceniana muza J Williamsa prawie zawsze ma maksimum a inni są dyskryminowani. Oki może ja mam inny gust (troszkę spaczony) ale nie wierze ze pan Williams wszystko robi genialnie na 5 gwiazdek, np. dla mnie Harry Poter nie umywa się do Braveheart czy legends Of the Fall .

Rafalski:

Moja ocena:

A dla mnie Horner nie umywa się do Williamsa - i koniec.


  Do tej recenzji jest jeszcze 25 komentarzy -> Pokaż wszystkie