Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Bond Back In Action II

11 Grudzień 2003, 11:20 
Kompozytor: John Barry
Marvin Hamlisch
Bill Conti
John Altman
Monty Norman

Rok wydania: 2000
Wydawca: Silvascreen

Muzyka na płycie:
Bond Back In Action II

Bond Back In Action to tytuł zaczerpnięty z Goldfingera, bowiem tak nazywa się jedna ze ścieżek z tego, uznawanego za najbardziej klasycznego – zarówno pod względem muzycznym, jak i filmowym – obrazu z serii o agencie 007. Bond Back In Action II jest kontynuacją albumu o tym samym tytule, który wydany został przez kompanię Silvascreen rok wcześniej (1999). Intencją producentów było wyprodukowanie dwóch albumów, na których zaprezentowana zostanie muzyka: z filmów z Seanem Connerym – na pierwszym albumie – i z filmów z Rogerem Moore`m i z Timothy`m Daltonem – na drugiej części. Tak też się stało, aczkolwiek Bond Back In Action II czyni dwa poważne wyjątki: pominięto na nim partytury z Live and let die George`a Martina z 1973 roku i Licence to kill Michaela Kamena z 1989 roku. Powody są dwa: Live and let die nie pasował stylistycznie do pozostałych score`ów, a Licence to kill został już wcześniej nagrany przez Nicholasa Raine`a na płytę The Essential James Bond, a ponadto – jak podano w "książeczce" do płyty – większość kompozycji Kamena było zbyt długich aby je pomieścić w formie suity na albumie. Nie wydaje mi się to wystarczająco przekonującym tłumaczeniem, ponieważ pierwsza część Bond Back In Action liczy sobie 74. minuty i nie stanowiło to absolutnie żadnego problemu aby nagrać wszystkie ważniejsze kompozycje w formie suit.

Bond Back In Action II zaczyna się więc – jak nietrudno się domyślić – od suity, bo w takiej formie są prezentowane kompozycje na tych albumach, suity z The man with the golden gun. Film obiektywnie rzecz oceniając – słaby. Barry miał na skomponowanie całego score`u tylko 3. tygodnie i ten brak czasu odcisnął swe piętno. Choć nie do końca można "zrzucać" winę na ograniczenia czasowe. Pierwotnym powodem jest po prostu niedoskonałość filmu, ponieważ do o niebo lepszego The living daylights Barry musiał napisać muzykę w niewiele dłuższym czasie – zaledwie w przedziale 4. tygodni, a i muzyka ta była doskonała.

Suita z Człowieka ze złotym pistoletem podzielona jest na trzy części, a każda z nich na kolejne partie. Ścieżkę pierwszą tworzą: Kung fu fight, Let`s go get`em, oraz – In search of Scaramanga`s island. Barry – odpowiadając na umiejscowienie akcji (Hong Kong, Tajlandia) – tchnął w swój *score nieco etnicznego brzmienia. Skorzystał z egzotycznych instrumentów, takich jak tam-tam, który otwiera cały album (Kung fu fight) czy *koto oraz *shamisen. Kompozytor został skrytykowany za brak ducha Bonda w tym scorze. Nie mogę się do końca z tym zgodzić. Pomimo, iż rzeczywiście jest utrzymany częściowo w konwencji Mickey Mouse to jednak ma wiele interesujących momentów. Sama ścieżka numer 1. jest przykładem całkiem strawnego miksu muzyki do tego Bonda: Kung fu fight – skomponowany został do zabawnej sceny walki Jamesa Bonda, a raczej – sprytnego uniku konfrontacji. Rozpoczyna się tam – tamem i motywem granym na przez sekcję skrzypiec, a w to wplecione są właśnie te etniczne instrumenty. Potem następuje Let`s go get`em, który jest tak naprawdę James Bond theme przechodzącym w temat główny z The man with the golden gun. I tak jak oryginalna piosenka z tego filmu pozostawia wiele do życzenia – tak jej wersja na orkiestrę ma w sobie siłę i piękno kompozycji made by Barry. In search of Scaramanga`s island jest bardziej ilustracyjna niż melodyjna.
Chew me in grisly land rozpoczyna ścieżkę drugą na tej kompilacji i z powrotem można słuchać w nim koto, na którym wygrywane są pojedyńcze nuty tematu głównego The man with the golden gun po którym następuje krótki James Bond Theme. Hip`s tripoparty jest na repetycyjnej grze sekcji dętej a *sekcja smyczkowa tworzy genialne tło swoją niepokojącą grą – wprowadzając nastrój niepokoju i suspensu. Return to Scaramanga`s fun house rozpoczyna się od tak znanego uderzenia pałeczką w wibrafon i szarpnięcia strun harfy. Potem – zgodnie z atmosferą sceny – napięcie budują mroczne i posępne instrumenty dęte oraz *crescendo sekcji smyczkowej a także flecik. To co mi się chyba najbardziej podoba w tym typowo suspensowym "kawałku" to klimatyczne przejścia sekcji smyczkowej na wysokie tony, powodujące wręcz psychodeliczne odczucia i potrafiące naprawdę przestraszyć. To muzyka stworzona do finałowej sceny z filmu, a więc kończy się kodą.

Slow boat from China to autentycznie piękna wersja tematu głównego z The man... - wersja "miłosna", bo grana naprzemiennie przez urzekający flecik i cudowną sekcję smyczkową. Nick Nack to krótka, ilustracyjna, oparta na kilku prostych nutach kompozycja ilustrująca kuriozalną walkę Bonda z karłem – służącym Scaramangi. Wreszcie – suitę kończy The man with the golden gun w aranżacji bardzo zbliżonej do piosenki, tyle, że bez tej agresywnej gitary elektrycznej, a zagrany po prostu przez orkiestrę, z dodatkiem perkusji.

Ogólnie, wykonanie partytury z The man with the golden gun należy ocenić jako całkiem dobre, aczkolwiek znajdą się i słabe punkty. Na pewno najlepiej prezentuje się ścieżka trzecia zawierająca tę liryczną wersję tematu głównego z filmu.
Intencją producentów albumu oprócz tych, które streściłem na początku mojej recenzji – było również odtworzenie tzw. "unreleased tracks", czyli – mówiąc po polsku: nagranie ścieżek skomponowanych do filmu, ale nie umieszczonych na "original motion picture soundtrack" z powodu...braku miejsca. Tym razem nie popełniam błędu, jak zdarzyło mi się to ostatnim razem przy wystawianiu oceny Bond Back In Action (naprawdę mi wstyd, ale już się z tego wyspowiadałem i dostałem pokutę...) i z całą odpowiedzialnością twierdzę, że nie znajdziecie tych utworów na płytach EMI/CAPITOL! Te "niedostępne" kompozycje to: Slow boat from China i Nick Nack z The man with the golden gun, ale oczywiście i na pozostałej części kompilacji nie brakuje takich niespodzianek.

Do najlepszego w oczach wielu fanów ale i krytyków filmowych Bonda z udziałem rozbrajającego swym stylem bycia Rogera Moore`a – The spy who loved me muzykę napisał Marvin Hamlisch. Ten świetny kompozytor, świeżo opromieniony sławą przez muzykę do musicalu The way we were Sydneya Pollacka (w rolach głównych: Barbra Streisand i Robert Redford) za którą otrzymał od razu dwa Oscary (muzyka i piosenka), znany z aranżacji ragtime`ów Scotta Joplina do The Sting za co również dostał Oscara i na dodatek w tym samym roku co za The way we were – stworzył ścieżkę bardzo nowoczesną jak na owe czasy. Mam na myśli to, iż Hamlisch postawił na brzmienia disco, które aczkolwiek bardzo melodyjne – mogą nieco trącić myszką, gdy słuchamy ich dzisiaj. Co innego, jeśli mówimy o muzyce Bond by Barry – w większości przypadków są to na tyle stylowe i tak zaaranżowane kompozycje, że po kilkudziesięciu latach brzmią nadal interesująco. Aby nie zburzyć właśnie tej konstrukcji, zamysłu, na którym jest oparty Bond Back In Action II, a więc – jednorodności stylistycznej – nagrano na jego(tzn. albumu) potrzeby tylko dwie ścieżki ze Szpiega, który mnie kochał. Dwie, które się do tego nadawały. I muszę przyznać, że Ride to Atlantis z kompletnie fantazyjnej sceny podróży Lotusem pod powierzchnią morza na zwiad tajemniczej konstrukcji – Atlantis - multimilionera Stromberga – brzmi całkiem interesująco. Na pewno jest to zasługą samego Hamlischa, którego talent melodystyczny jest nie mniejszy niż Barry`ego. Pogodna i wciągająca melodia prowadzi nas przez niezbadane otchłanie morskie, tworząc klimat przygody. Dominuje tu naprawdę bogata sekcja smyczkowa, której wtóruje sekcja dęta, wkrada się też delikatny flecik, a stanowiąca znak rozpoznawczy trąbka pojawia się w środku utworu. To jeden z mocniejszych punktów tego albumu. Drugą i ostatnią kompozycją z The spy who loved me jest pompatyczny i przeraźliwie głośny The Tanker. Rozpoczyna się kilkoma nutami James Bond Theme by zaraz przejść w groźny temat, który zaskakuje in plus swoją bogatą aranżacją. Mamy tu prawie wszystko co da się znaleźć w orkiestrze symfonicznej: sekcję smyczkową w pełnym brzmieniu, werble – bo trzeba zaznaczyć, że jest to wyraźnie "militarny" temat, oraz zaznaczające bardzo mocno swą obecność puzony. Muzyka jest oparta na melodii, która uosabia wielkość i grozę – cechy tankowca Stromberga. Dramatyzm sytuacji podkreślają: grająca na wysokich tonach sekcja smyczkowa i przeciwstawiona jej – niska sekcja "dęciaków". Tu również nie można mieć większych zastrzeżeń, ale jest to typowy reprezentant *"action score" w wersji naprawdę ciężkiej.

Moonraker był powrotem Barry`ego do ekipy Broccoli`ego. Ten score jest przez wielu uważany za prekursora tak genialnych melodii jak tych z High road to china ,czy Out of Africa. Rzeczywiście ma w sobie dużo cech romantyzmu, tak charakterystycznego przecież dla okresu w twórczości Barry`ego, w którym powstała ta muzyka, a więc schyłku lat 70.(1979). I tu znów miła niespodzianka – nagrano dwie minuty muzyki z filmu, której nie ma na oryginalnym albumie. Te dwie minuty to ścieżka szósta – suita Arrival at chateau Drax i Freefall. Pierwszy z nich ilustruje scenę przyjazdu Bonda do zamku Hugo Draxa i trwa około 40. sekund, a dominują w nim – sekcja smyczkowa i instrumenty dęte, które na początku wygrywają kilka nut z piosenki tytułowej. Freefall jest rarytasem, ponieważ to muzyka z sekwencji przedczołówkowej, tzw. "teasera" – w której Bond walczy najpierw w samolocie a potem... spadając z niego – w powietrzu. Freefall jest fantastyczną, nową wersją James Bond Theme. Aż kipi w niej od świeżości nowej aranżacji: tempo jest bardzo szybkie, przejścia są łagodniejsze, czuć całkowicie symfoniczne brzmienie. W środku utworu wchodzi inna, nowa melodia – skomponowana na potrzeby sceny walki: wysoko grające skrzypce *unisono, ale i harfa a także wybijająca się na plan pierwszy sekcja dęta. To wspaniała wersja klasycznego tematu bondowskiego, która była przez Barry`ego adaptowana i rozwijana w kolejnych przygodach agenta tajnych służb Wielkiej Brytanii, np. w Octopussy.

Drugą część suity z Moonrakera wypełniają kompozycje liryczne: Miss Goodhead meets Bond i Bond lured to the pyramids. Tutaj znajdziemy znów charakterystyczne tematy miłosne, charakterystyczne dla Barry`ego: fleciki i towarzysząca im sekcja smyczkowa, bez towarzyszenia sekcji dętej. W Bond lured to the pyramids podziwiać możemy cudowną melodię, budującą atmosferę tajemnicy, odkrycia. Przepiękna, powolna melodia prowadzona wyłącznie przez sekcję smyczkową i dodany chór kobiecy mają za zadanie uczynić ilustrowaną scenę podniosłą i trzeba przyznać, że świetnie pasuje to do egzotycznych obrazów z Moonrakera.

Trzecią ścieżkę zajmuje Flight into space. To bardzo długa, bo aż sześciominutowa kompozycja, napisana do sekwencji w przestrzeni kosmicznej. Barry naprzemiennie serwuje nam lekkie i pogodne brzmienie trąbki wespół z optymistyczną sekcją smyczkową oraz "anielskim" chórem kobiecym. W chwilach grozy i odkrywania tajemnicy Draxa – jego olbrzymiej stacji kosmicznej – wchodzą dudniące i pompatyczne, zwiastujące niebezpieczeństwo organy. Czujemy się przez chwilę jak w kościele, ale też i scena, do której skomponowano ten utwór toczy się w... niebie i stąd zastosowanie takich instrumentów. "Efekt podróży" potęgują natomiast charakterystycznie grające trąbki, którym od czasu do czasu pomagają mrocznie brzmiące puzony. Ta bardzo długa i powolna kompozycja ma w sobie siłę i jest naprawdę dobra. Doskonale dawkuje porcje wrażeń, używając właściwych instrumentów, takich jak organy czy dodając żeński chór, aby oddać ogrom kosmosu i zbliżające się niebezpieczeństwo.

Score z Moonrakera jest "powszechnie niedoceniany". To błąd, ponieważ – powtórzę to jeszcze raz – jest to zapowiedź nowego, romantycznego stylu Barry`ego, który dziś mógł się już niektórym "osłuchać", ale wówczas – czyli w 1979 roku, był bardzo świeży i nowy. I właśnie za te przymioty uznaję go za naprawdę dobry "kawał roboty". Muzyka stylowa, z nieodłącznym czarem melodii miłosnych, ale i z uzasadnionym użyciem nowatorskich jak dla serii bondowskiej instrumentów i zabiegów spełnia swoją rolę znakomicie. Również Nicholas Raine nie popełnił błędów – jego wersje brzmią wiarygodnie, bez niepotrzebnego wyróżniania niektórych instrumentów.

Wraz z nadejściem dekady lat osiemdziesiątych Barry znowu – tak jak w 1977 do The spy who loved me – nie napisał muzyki do kolejnego Bonda, którym był For your eyes only. Problemy z podatkami i kontrakty na komponowanie muzyki do innych filmów wyłączyły Barry`ego z sagi o 007 do 1983 roku. Zastąpił go Bill Conti, znany przede wszystkim z muzyki do Rocky`ego z Sylvestrem Stallone. Moim zdaniem muzyka do FYEO nie może się równać z tą, która wychodziła spod pióra Barry`ego. Bazę stanowi piosenka tytułowa, która jest podstawą tematu instrumentalnego zaprezentowanego na Bond Back In Action II. Melodia ładna, choć może trochę za słodka jak na przygody Bonda.

Octopussy to jeden z lepszych obrazów bondowskich, zwłaszcza w dorobku Rogera Moore`a. Połączono w nim ironiczny humor z dobrą akcją. Tym razem John Barry skomponował muzykę i stoi ona na zupełnie przyzwoitym poziomie. Bond Back...II prezentuje zaledwie jedną ścieżkę w postaci suity. Składają się na nią: Bond meets Octopussy, Bond looks alike, The palace fight. Pierwsza wpisuje się w tradycję kompozycji tematów miłosnych z serii filmów o Bondzie, a rozpoznać je łatwo – po konstrukcji Bond meets.... To właściwie piosenka tytułowa, tyle, że w wersji instrumentalnej i z innym rozpoczęciem. Oprócz sekcji smyczkowej, słyszymy harfę, trójkąt, ale - co najbardziej interesujące – zanim wejdzie główny temat – usłyszymy sześć nut granych przez rożek angielski i są one podobne do jednego z tematów skomponowanych przez Alana Silvestri do filmu The Mexican. Oczywiście, kompozycja Barry`ego pochodzi z 1983 roku, a Silvestri napisał muzykę do The Mexican w 2000. Zresztą nie ma mowy o żadnym plagiacie – po prostu wskazuję tylko na podobieństwo kilku nut. Temat główny, który jest zarazem tematem miłosnym - grany przez orkiestrę ma w sobie całą grację i melodyjność, do której zdążył nas przyzwyczaić Barry od wielu, wielu lat. Najbardziej urzekające są te znane i wielbione bogate aranżacje sekcji smyczkowej – tak jest i tym razem: krzyżujące się sekcje, melodia grana przez grupę skrzypiec i altówek, druga melodia – przez wiolonczele...to znak rozpoznawczy Barry`ego – i jego wspaniały talent do tworzenia pięknych, urzekających swym wdziękiem i prostotą kompozycji.

Bond look alike to ścieżka stworzona do sceny początkowej z filmu, sceny akcji i dlatego słyszymy w niej wojskowe werble, dudniącą sekcję dętą i nisko grającą sekcję smyczkową a to wszystko zaczyna się od początkowych nut James Bond Theme. Kulminacyjnym utworem tej suity jest The palace fight z jednej z najlepszych moim zdaniem scen finałowych w historii serii bondowskiej. Tutaj dramatyzm sytuacji podkreśla grająca w szybkim tempie grupa skrzypiec i wchodzące od czasu do czasu głośne "dęciaki". To bardzo złożony utwór z bogatą aranżacją i kilkoma melodiami prowadzonymi jednocześnie. W pewnym momencie zostaje wprowadzony odświeżony James Bond theme w wersji całkowicie orkiestralnej i aranżacja ta bardzo przypomina tę z Moonrakera. Suita z Octopussy zasługuje na pochwałę, ze względu na wierność odtworzenia, dobre tempo i trafny dobór utworów.

A view to a kill był ostatnim filmem o superszpiegu, w którym zagrał Roger Moore. W stylu muzycznym serii dokonała się zmiana – piosenka promująca obraz nie była już "gładka" i "grzeczna" jak poprzednie – ale dynamiczna i nowoczesna (jak na tamte czasy, oczywiście) – napisana przez Barry`ego i członków zespołu Duran Duran. Drapieżna gitara elektryczna dodała tej muzyce zadziorności i świeżości, a Barry skomponował jeden z najlepszych soundtracków w historii Bonda. Bond Back In Action II poświęca tej energetycznej muzyce niecałe pięć minut. Suita składa się z trzech utworów. Pierwszym jest liryczny Wine with Stacey, który jest romantyczną wersją tematu głównego, a role wiodące w nim przypadły rożkowi angielskiemu i flecikowi. Fanfare to pompatyczna i doniosła wersja tematu głównego w formie fanfary. Czuje się tu rozmach i siłę, a dodać trzeba, że jest to utwór z serii "unreleased tracks" – a więc po raz pierwszy do wysłuchania poza ekranem. Nie ma go na najnowszej edycji bondowskich score`ów. Końcowy Snow job to wspaniały przykład muzyki ilustrującej sceny akcji. Barry, oprócz klasycznej już u niego sekcji dętej, dodał mocno brzmiącą gitarę elektryczną, dzięki której scena nabiera energii i żywiołowości. Snow job wykazuje pewne podobieństwo z tematem głównym z On Her Majesty`s Secret Service. Kompilacja Bond Back...II zawiera jednak skróconą wersję Snow job w stosunku do oryginału i jest zagrana w szybszym tempie. Suita z A view to a kill zasługuje na ciepłe słowa, ponieważ jest dobrze wykonana i skonstruowana, jeśli chodzi o kolejność utworów.

Ostatni Bond, do którego Barry skomponował muzykę to The living daylights z 1987 roku. Był to zarazem pierwszy film z nowym aktorem w roli głównej – Timothy Daltonem. Aby podkreślić nowoczesny charakter młodszego od Moore`a odtwórcy Bonda – Barry doprawił swoje klasyczne brzmienie syntezatorami i elektroniczną perkusją ("loopy"). The living daylights wyróżnia się bogactwem tematycznym i umiejętnym połączeniem bondowskiego stylu muzycznego z nową aranżacją. Najlepszym przykładem jest Hercules takes off – to piosenka a-ha w wersji instrumentalnej z dodatkiem elektronicznej perkusji. To bardzo energiczna i mocna interpretacja utworu norweskiej grupy. Koskov escapes oparty jest na sekcji dętej, sekcja smyczkowa praktycznie nie istnieje. Mujahadin/Afganistan plan należy do moich faworytów z The living daylightsMujahadinto prawie całkowicie "smyczkowy" utwór, okraszony egzotycznymi bębnami i wspomagany trąbką i zrównoważoną sekcją instrumentów dętych. Czuje się w nim zapowiedź przygody i niebezpieczeństwa. Afghanistan plan jest podobny w charakterze, z etnicznymi bębenkami, ale różni się dodanym klarnetem i jest oparty na piosence Where has everybody gone The Pretenders. Początkowo spokojny – narasta im bliżej końca i wybucha finalną kodą.
Air Bond/Necros attacks to kolejna suita – tutaj mamy znowu dużo "blachy" i współgrającej z nią sekcji smyczkowej. Necros attacks zawiera w sobie dużo elektronicznego brzmienia, jest instrumentalną wersją piosenki Where has everybody gone. End title z kolei to liryczna, w pełni symfoniczna wersja piosenki If there was a man zespołu The Pretenders. The living daylights stanowi jakby ukoronowanie kariery Johna Barry`ego, jako kompozytora serii bondowskiej – zawiera on bowiem więcej rozmaitych tematów niż jakikolwiek inny Bond, zapowiada nową erę – poprzez umiejętne i rozważne wykorzystanie elektroniki. Mocną stroną są jak zwykle - piękne melodie miłosne jak i rytmiczne ilustracje scen akcji.

Powrót serii o agencie wszechczasów w 1995 roku (Goldeneye) zainicjował współczesny etap w historii sagi. Nowy aktor – Pierce Brosnan, ale i nowy kompozytor – Eric Serra. Zatrudniono go tylko jeden raz. O jeden za dużo. To co wyprawiał z muzyką, te wszystkie eksperymenty z elektroniką (daleko mu do Barry`ego z The living daylights, czy Ruby Cairo ), nowe, kompletnie nieudane wersje James Bond Theme sprawiły, że niezły film został oprawiony kiepską muzyką. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Serra nie miał nic wspólnego z fantastyczną piosenką tytułową, którą zaśpiewała Tina Turner. Tę stylową Goldeneye skomponował Bono z U2. Na krążku Bond Back In Action II jako ostatnia ścieżka figuruje Tank drive around St.Petersburg. Ten przykry, chaotyczny utwór został zaaranżowany przez Johna Altmana – współpracownika Serry. Ilustruje znaną scenę jazdy Bonda czołgiem po Petersburgu, korzysta z James Bond theme ale jest...kulawy. Tak, niestety inaczej nie mogę tego określić. Mamy nagłe przeskoki – niby uzasadnione akcją, ale – naprawdę można stworzyć interesującą muzykę nawet do scen bardzo dynamicznych. To trudne, fakt – ale w filmach o Bondzie powinien być zachowany wysoki poziom muzyczny. Serra zawiódł.

Bond Back In Action II jest drugą i zarazem ostatnią płytą kompilacji o tej nazwie. W 2002 roku Silvascreen wydał jeszcze czteropłytową James Bond Collection, która zawiera suity z wszystkich filmów o Bondzie do 2002 roku (bez fatalnego Die Another Day). Tak naprawdę jest tam umieszczona muzyka z dwóch Bond Back In Action i The Essential James Bond, a nowe wykonania dotyczą tylko filmów Tomorrow never dies i The world is not enough.

Bond Back In Action II to w miarę udana kontynuacja poprzednika o tej samej nazwie. Jakość wydania jest nienajgorsza, choć sądzę, że część pierwsza jest jednak pod tym względem lepsza. Wszystkie utwory zostały wykonane w szybszym lub tylko – nieco szybszym tempie niż oryginały. Najlepiej prezentują się: Moonraker, Octopussy i A view to a kill. Zaletą jest umieszczenie ścieżek, które nie miały szczęścia znaleźć się na oryginalnych albumach, choć i tu czuje się niedosyt – mogłoby być ich trochę więcej. Nicholas Raine wywiązał się ze swego zadania całkiem dobrze, płyty słucha się z przyjemnością – nie ma drażniących przeskoków tematycznych, z jednym tylko wyjątkiem – kompozycją Erica Serry. Oczywiście najlepszym sposobem na studiowanie muzyki Barry`ego do filmów o agencie są płyty EMI/CAPITOL wydane w tym roku, ale Bond Back In Action I i II naprawdę nie są złe. Dobór utworów można przecież zawsze zakwestionować, ale to jest i będzie kwestia dyskusyjna i subiektywna. Obydwie płyty dają pojęcie o kawałku historii muzyki filmowej, jaką jest seria filmów spod znaku 007. Pośród mnóstwa rozmaitych antologii, które przybliżają dziedzictwo muzyczne bondowskiej sagi ta plasuje się w środku stawki. Można ją śmiało uznać za dobrą.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Kung Fu Fight/Let`s Go Get `Em/In Search Of Scaramanga`s Island - 03:53
   The Man With The Golden Gun - Suite (John Barry)
2. Chew Me In Grisly Land/Hip`s Trip/Return To Scaramanga`s Fun House - 04:37
   The Man With The Golden Gun - Suite (John Barry)
3. Slow Boat From China/Nick Nack/The Man With The Golden Gun - 02:59
   The Man With The Golden Gun - Suite (John Barry)
4. Ride To Atlantis - 03:20
   The Spy Who Loved Me (Marvin Hamlisch)
5. The Tanker - 04:10
   The Spy Who Loved Me (Marvin Hamlisch)
6. Arrival At Chateau Drax/Freefall - 02:04
   Moonraker - Suite (John Barry)
7. Miss Goodhead Meets Bond/Bond Lured To The Pyramids - 03:23
   Moonraker - Suite (John Barry)
8. Flight Into Space - 06:06
   Moonraker - Suite (John Barry)
9. Main Theme - 03:06
   For Your Eyes Only (Bill Conti)
10. Bond Meets Octopussy/Bond Look Alike/The Palace Fight - 07:22
Octopussy - Suite (John Barry)
11. Wine With Stacey/Fanfare/Snow Job - 04:49
   A View To A Kill - Suite (John Barry)
12. Koskov Escapes/Hercules Take Off - 02:59
   The Living Daylights - Suite (John Barry)
13. Mujahadin/Afghanistan Plan - 04:12
   The Living Daylights - Suite (John Barry)
14. Air Bond/Necros Attacks - 03:27
   The Living Daylights - Suite (John Barry)
15. End Title (Alternative Version) - 03:02
   The Living Daylights - Suite (John Barry)
16. Tank Drive Around St. Petersburg (Film Version) - 05:57
   Goldeneye (Monty Norman adapted John Altman)

Razem: 65:26



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Druga część z serii "Bond Wraca Do Akcji" uważam za gorszą od pierwszej. Na plus (i to wielki) zaliczam cudowny design samego pudełka, które całe jest w złotej farbie. Do posłuchania na płycie nadaje się tylko "Arrival At The Drax Chateau" i "Freefall" (z "Moonrakera") , "Slow Boat From China" (z "Człowieka Ze Złotym Pistoletem") , "Fanfare" (z "Zabójczego Widoku"). Najgorzej wypadły Panu Nick`owi Raine i Praskiej Orkiestrze Symfonicznej utwory z "W Obliczu Śmierci". A już aranżacja "Necros Attacks" woła o pomstę do nieba! Wiem, że nie wszyscy tak negują przydatność dwóch płyt "Bond Back In Action". Ja to czynię ponieważ nie róbię przeróbek. Dlaczego Nick Raine potrafił genialnie zaaranżować scory Barre`ego (w praktycznie nie zmienionej wersji) w przypadku np. "The Last Valley" , a te dwie bondowe kompilacje mu nie wyszły (dokładniej : przearanżował)? Nie wiem. Mam swoje zdanie. Nie oznacza to jednak wcale że fan Barry`ego mógłby nie mieć tych płyt w swej kolekcji :) Na koniec nie zgodzę się ze słowami kolegi Janusza, że score z Moonraker`a jest "powszechnie niedoceniany". Gdyby score z Moonraker`a został wydany z brakującymi utworami (dokładnie 31 minut brakującej muzyki - wiem bo policzyłem :P) to po "The Living Daylights" i "For Your Eyes Only" byłby na trzecim miejscu wśród moich ulubionych płyt. Ale niestety... Recenzja doskonała. Albumy polecam tylko fanatykom Barry`ego i bondowej muzyki. Pozdrawiam tych którzy mają inne zdanie!

JeRzy:

Moja ocena:

W czasie, gdy większość muzyki z Jamesa Bonda ukazała się w serii "007 Remastered" te dwie składanki okażą się użyteczne dla tych, którzy nie mają cierpliwości do przegryzania się przez siedemnaście albumów (16 soundtracków + 1 CD z piosenkami). Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół, który dodaje tym składankom smaku. Dyrygent Orkiestry Filharmonii Praskiej, Nic Raine był współpracownikiem Johna Barryego przy "A View to a Kill" i "The Living Daylights" - zajmował się orkiestracją tych soundtracków i jak mało kto nadawał się do pracy przy "Bond Back in Action".