Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Lew w zimie (The Lion In Winter)

03 Maj 2003, 13:44 
Kompozytor: John Barry

Orkiestracje: John Barry
Chór: Voices of Academia Monteverdiana

Rok wydania: 1968/1995
Wydawca: Sony/Legacy

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Lew w zimie (The Lion In Winter)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Ta muzyka otrzymała nagrodę Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plThe Lion In Winter zajmuje bardzo eksponowane miejsce w mojej płytotece. To wspaniałe dzieło darzę szczególnym uczuciem i sentymentem, bowiem rozbudziło we mnie, żywą do dziś fascynację muzyką chóralną. Dzieło to stanowi dla mnie punkt odniesienia przy ocenianiu innych chóralnych partytur. Wysłuchałem już trochę w ciągu swojego życia i mogę śmiało oraz konsekwentnie stwierdzić: The Lion In Winter to najdoskonalsza chóralna partytura skomponowana do filmu (absolutnie nie ujmując nic Omenowi Goldsmitha, który jednak nie jest w takim stopniu oparty na partiach chóralnych).

Film Lew w zimie został przez lata niestety trochę zapomniany, mimo że był swego czasu spektakularnym sukcesem artystycznym i komercyjnym. Opowiadał dzieje króla Anglii Henryka II, jego żony Eleonory Akwitańskiej (szukającej zemsty na mężu za uwięzienie przed laty) i wreszcie ich synów okrutnie walczących o przejęcie sukcesji po ojcu. W rolach głównych wystąpili Peter O`Toole (nominowany do Oskara), Kathryn Hepburn, Anthony Hopkins i Timothy Dalton (przyszły James Bond). Film zdobył 3 Oscary. Otrzymali je: Kathryn Hepburn, James Goldman za scenariusz i John Barry za muzykę. Skomponowanie tej partytury przez Anglika było dla wielu ogromnym zaskoczeniem. Szeroko znany był wtedy głównie z bardzo popularnej muzyki do Bondów i swych jazzowych dokonań. Toteż utrzymany w duchu średniowiecza *score pełen chóralnej muzyki połączonej z bardzo melodyjnymi utworami symfonicznymi zaskoczył wielu, w tym członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy powaleni na kolana, przyznali Barry`emu trzeciego już Oscara.

Opiszę tu oryginalne nagranie materiału, którego Brytyjczyk dokonał wraz z chórami Academia Monteverdiana. Zostało ono wydane na CD w 1995r przez Sony Music. Na rynku dostępne jest również nowe nagranie Nic`a Raine, wydane przez Silva Screen w 2001r. Polecam obie edycje, lecz najpierw rekomenduję kupić oryginał.

Soundtrack otwiera klasyczny już, genialny temat tytułowy. Zaczynając głośnymi, majestatycznymi fanfarami daje nam wyraźnie znać, kiedy toczy się akcja filmu. W tym porywającym, pełnym orkiestralnych fajerwerków utworze, mieszany chór odśpiewuje po łacinie pasjonującą pieśń o władzy i realiach tamtej epoki. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z najlepszych muzycznych otwarć w historii kina - musicie znać. Dodam, że Anglik wykorzystał tu również syntezatory, podobnie jak w Media Vita In Morte Sumus wspomagając nimi perkusję.

Druga, równie wspaniała kompozycja z albumu ilustrująca powrót Eleonory z wieloletniego uwięzienia, rozpoczyna się skromnymi chórami i dzwonami, aby przeistoczyć się w zjawiskową, bezgranicznie melodyjną i piękną pieśń, odśpiewywaną przez męskie i kobiece chóry. Skoczny refren tej pieśni jest wygrywany na trąbce. Następujące potem trzy liturgiczne pieśni a capella: Allons Gai Gai Gai, The Christmas Wine, Eya, Eya, Nova Gaudia to niemal stali bywalcy składanek z chóralną muzyką. Te trzy pieśni z tekstami Jamesa Goldmana zostały zaśpiewane kolejno, po francusku, łacinie i po angielsku. Refleksyjny The Herb Garden wykorzystuje z kolei dzwony i wokalizę przypominającą te wykonywane przez chóry gregoriańskie.

W głębokich, ekspresyjnych God Damn You i How Beautiful You Make Me Barry ponownie skupił się na osobie Eleonory popadającej od skrajności w skrajność i na jej wewnętrznych przeżyciach. W God Damn You rozpoczynając iskrzącymi smyczkami i dęciakami, przechodzi stopniowo do tematu głównego, łagodnie odegranego przez sekcję smyczkową. Zaraz potem mieszany chór wprowadza nastrój zrezygnowania, aby na koniec wraz z instrumentami dętymi gwałtownie eksplodować. W genialnym, wyciskającym łzy How Beautiful You Make Me ponownie chór i *smyczki błagalnym tonem przemawiają do serca i wyobraźni słuchacza.

Najciemniejsze kolory tej epoki znajdziecie w To The Chapel, To Rome i Media Vita In Morte Sumus. W brutalnym i niezwykle surowym To Rome Anglik kolejny raz w popisowy sposób połączył partie chóralne z brzmieniem sekcji dętej. W scenach akcji, dwukrotnie, używając niezwykle głośnych dęciaków, pulsujących fagotów i narastającej perkusji wyzwolił tu nieprawdopodbną energię i wspaniałą aurę. To kolejny majstersztyk. Może nawet bardziej piorunujące wrażenie robi okrutny Media Vita In Morte Sumus. Tutaj sekcja dęta dwukrotnie ciągnie długi i ostry jak sztylet dźwięk a zaraz bardzo płynnie wchodzi w jego miejsce chór. Następnie śpiewak *basowym głosem odśpiewuje Media Vita In Morte Sumus, a po chwili coraz szybciej odśpiewuje tą kwestię męski chór, aby wraz z orkiestrą osiągnąć genialne, przerażające *crescendo. Album kończy równie znakomity We`re Jungle Creatures. Rozpoczynając się delikatnymi, zagadkowymi wejściami chóru i skromnego instrumentarium, przybiera na sile, aby we wspaniały, triumfalny sposób zakończyć ten wybitny, muzyczny spektakl. Czapki z głów, oto geniusz...

Największą zaletą Liona jest... brak wad. To wspaniały, emocjonujący opis związków i interakcji zachodzących między ludźmi walczącymi o władzę, honor i miłość, a przede wszystkim to doskonały muzyczny portret średniowiecza, fantastycznie oddający klimat i charakter tej epoki. Wielkie obrazy mają to do siebie, że na pierwszy rzut oka, nie dostrzegamy ich najważniejszych i najlepszych cech. Tak też jest z tą muzyką. Z każdym następnym przesłuchaniem zaczynamy dostrzegać jej kolejne zalety, doceniać jej doskonałość.

Jak już napisałem sercem tej muzyki są chóry. Błędne byłoby stwierdzenie, że The Lion In Winter to dzieło wielce przełomowe, bo przecież już od dekad chóry były używane jako uzupełnienie symfonicznego brzmienia. Nikt jednak przed Anglikiem nie połączył chórów z symfonicznym brzmieniem w tak olśniewający i perfekcyjny sposób. Barry jak nikt przedtem, pokazał tu przeogromne i szerokie spektrum ich zastosowania, obchodząc się bez tanich sztuczek i żałosnego efekciarstwa, jakie cechuje część współczesnych partytur z użyciem chóru. To niewiarygodne, w jaki sposób ten 34-letni wówczas twórca opanował sztukę posługiwania się tym najdoskonalszym środkiem ekspresji, a przecież było to jego pierwsze chóralne dzieło. Tym bardziej należą mu się głębokie pokłony. Nie mam w zwyczaju zmuszać nikogo do zakupu, ale zrobię wyjątek, bo The Lion In Winter to dzieło wybitne oraz wyjątkowe i dlatego każdy meloman i fan muzyki filmowej musi je mieć. Kupujcie bez wahania.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title/The Lion in Winter - 2:39
2. Chinon/Eleanor`s Arrival - 3:28
3. Allons Gai Gai Gai - 1:50
4. To the Chapel - 1:48
5. The Christmas Wine - 2:44
6. God Damn You - 4:15
7. To Rome - 4:06
8. The Herb Garden - 4:40
9. Eya, Eya, Nova Gaudia - 2:11
10. How Beautiful You Make Me - 3:01
11. Media vita in morte sumus (In the Midst of Life We are in Death) - 2:15
12. We`re Jungle Creatures - 2:46

Razem: 35:43



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Niezaprzeczalnie jedno z najwiekszych osiągnięc typowo ilustracyjnej muzyki filmowej ostatniego pół-wiecza! Na tym albumie nie ma miejsca dla pompatycznych "williamsowskich" kompozycji ala "Star Wars". Niesamowite choralne aranżacje w połaczeniu ze smyczkami... Całośc idealnie pasuje do historycznego filmu. Po prostu sam miód! Oskar dla Johna Barryego zasłuzony w pełni!

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Adam, co ty wypisujesz :-)) Przecież to nie jest muzyka typowo ilustracyjna. `Main Titles` czy `Chinon Arival` `czy nawet pieśni a capella są bezgranicznie melodyjne, a i kilku utworów kontemplacyjnych słucha się z wielką przyjemnością. Ilustracyjny to jest `Omen` Goldsmitha ale nie `Lion In Winter`.

Mefisto:

Moja ocena:

De facto - prawdziwa, dziś lekko zakurzona, perełka muzyki filmowej. Prawdziwa potęga, a jednocześnie prawdziwe piękno.

Mystery:

Moja ocena:

Co tu dużo pisać... ARCYDZIEŁO!
Jedne z najpiękniejszych partii chóralnych jakich dane mi było słyszeć.
John Barry to "Pure Genius" ale to chyba każdy wie :)