Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Opowieści z Narnii (The Chronicles Of Narnia: The Lion, The Witch And The Wardrobe)

10 Styczeń 2006, 13:02 
Kompozytor: Harry Gregson-Williams

Rok wydania: 2005
Wydawca: Walt Disney Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Opowieści z Narnii (The Chronicles Of Narnia: The Lion, The Witch And The Wardrobe)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plNa ekranizację powieści C.S. Lewisa, Opowieści z Narnii szedłem sceptycznie nastawiony. Spodziewałem się infantylnego i tandetnego kina, którego efekty wizualne zupełnie przysłonią urok prozy angielskiego pisarza. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, wszelkie obawy zostały w kinie rozwiane. Reżyser, Andrew Adamson stworzył bowiem niezwykle porywający obraz zrealizowany z wielkim rozmachem i polotem, przy jednoczesnym zachowaniu konwencji stylowej baśni. Nie zgadzam się z ogólną opinią, że jest to jedynie znakomita rozrywka pozbawiona magii książki. Według mnie jej adaptacja udała się nawet lepiej niż „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona, co mnie zresztą nie dziwi. Przecież znacznie trudniej zekranizować wielowątkowe, epickie dzieło literackie, którego siła tkwi w kunsztownym języku, niż w gruncie rzeczy prostą historię dla dzieci, opartą głównie na dialogach. Uważam też, że chrześcijańska symbolika powieści została ukazana w sposób wyraźny i zupełnie wystarczający. Film posiada przepiękne zdjęcia – bajeczne krajobrazy Nowej Zelandii zapierają dech w piersiach – oraz olśniewające efekty specjalne, które co najważniejsze, nie przysłaniają fabuły. Również aktorstwo jest tu pierwszorzędne. Dzieci grające głównych bohaterów, czyli rodzeństwo Pevensie, stworzyły bardzo przekonywujące kreacje, a Tilda Swinton jako czarownica wypadła tak sugestywnie, że śmiało można mówić o najlepszej roli kobiecej roku. Obraz wzrusza, bawi i trzyma w napięciu, a nawet jeśli niektórych wielbicieli twórczości Lewisa nie usatysfakcjonuje, to chyba każdego ujmie jego magia. Magia kina, do której wykreowania w dużej mierze przyczynił się też kompozytor muzyki - Harry Gregson Williams.

W moim każdorazowym zapoznawaniu się z jego kompozycją da się wyróżnić trzy etapy. W pierwszym zupełnie mi się nie podobała, gdyż mocno raziła mnie jej popowa stylistyka, dość tandetne rozwiązania typowe dla dawnej organizacji *Media Ventures oraz wtórność i brak oryginalności. Nie przesłuchawszy nawet wszystkich utworów odłożyłem płytę na półkę. Kiedy zbliżała się data premiery raczej z obowiązku znów po nią sięgnąłem i...diametralnie zmieniłem zdanie. Być może potrzebowałem czasu na zaakceptowanie stylistyki i brzmienia utworów, bo nagle odkryłem w nich coś porywającego. Podczas seansu (czyli w trzecim etapie) przekonałem się, że mam do czynienia z jedną z najlepszych kompozycji roku. Zrozumiałem bowiem, że wszelkie niejasne wcześniej rozwiązania znalazły swoje uzasadnienie w filmie – muzyka znakomicie do niego pasuje. Wprawdzie kompozycja ma pewne wady, lecz rekompensowane są niezwykle „biorącym” klimatem, dzięki któremu obcowanie z muzyką przynosi wiele frajdy.

Owy klimat został uzyskany poprzez użycie specyficznego instrumentarium, a więc pełnej orkiestry symfonicznej z chórem chłopięcym i mieszanym, wzbogaconej elektroniką w postaci syntezatorów i przeróżnych sampli. Pojawiają się też wokalne partie solowe Lisbeth Scott, frazy elektrycznych skrzypiec oraz melodie grane na duduku. Stosowanie tego armeńskiego instrumentu dętego w opinii wielu krytyków stało się przykładem braku pomysłów na komponowanie etnicznych utworów. Rzeczywiście w ostatnich score’ach duduk pojawiał się bardzo często, jednak według mnie do Opowieści z Narnii świetnie pasuje. Za to bardziej może denerwować „mediaventurowska” perkusja – charakterystyczne mocne uderzenia o plastikowym brzmieniu i dużym pogłosie z częstymi *akcentami, również na końcu fraz. Dochodzą jeszcze popowe rytmy oraz banalna harmonia w spokojnych utworach ilustracyjnych...jak widać minusów jest sporo i wskazują na to, że najnowsza kompozycja Gregsona Williamsa jest tandetnym produktem dźwiękowym. Otóż nic bardziej mylnego. Do wymienionych wyżej wad można się szybko przyzwyczaić i docenić inne aspekty tej muzyki.

Zachwyciła mnie swoją różnorodnością, klimatem i swoistą kinową magią. Może to śmieszne, ale słuchając niektórych utworów zapragnąłem wcielić się w legendarnego bohatera i wziąć udział w jakiś niebezpiecznych i fascynujących wydarzeniach. Takie emocje szczególnie rozbudził we mnie chyba najlepszy utwór na płycie, The Battle, który jak sama nazwa wskazuje, ilustruje bitwę. Słyszymy w nim potężne, pełne patosu tematy prowadzone głównie przez instrumenty dęte blaszane bogato uzupełniane przez całą orkiestrę. Olśniewająco brzmi tu chór śpiewający piękne – szczególnie pod względem harmonicznym – partie, które jakby „odświeżają” brzmienie. Z początku irytująca perkusja nadaje muzyce motoryki i po kilkakrotnym wysłuchaniu wydaje się być jej nieodzownym czynnikiem. To niezwykle zróżnicowana ścieżka, a w filmie stanowi jeden z najatrakcyjniejszych elementów sceny. Ciekawa jest również A Narnia Lullaby, w której melodie wygrywa wspomniany duduk, a po chwili dochodzą do niego energiczne, krótko artykułowane *smyczki i śpiew prowadzące do nagłej, potężnej kulminacji. Evacuating London natomiast, w taki ciepły sposób ilustruje podróż głównych bohaterów pociągiem. Podoba mi się rozwiązanie polegające na tym, że podczas gdy pokazywane są dzieci w przedziale, dźwięki spokojnie płyną, a podsyca je tylko delikatna perkusja imitująca odgłos jadącej kolejki i kojący śpiew Lisbeth Scott. Ale kiedy widzimy zdjęcia malowniczych plenerów i pociągu z lotu ptaka, wybrzmiewa wylewny motyw na smyczki i śpiew. Takich elektryzujących miejsc jest jeszcze więcej, ale nie chcę wszystkich opisywać, aby słuchacz mógł sam odkryć ich urok.

W porównaniu z wcześniejszą tegoroczną kompozycją Gregsona Williamsa – Królestwo Niebieskie, Opowieści z Narnii prezentują się równie dobrze. Uważam bowiem, że różnią się jedynie stylem – w Królestwie... słyszeliśmy brzmienia średniowieczne, tu – popowe. Wprawdzie wolę muzykę z filmu Ridley’a Scotta, ale trzeba zaznaczyć, że miała one podobne wady co omawiany soundtrack, tyle że w połączeniu z surowym, poważnym nastrojem wynikającym z tematyki filmu, były znacznie słabiej widoczne. I mimo tych wszystkich minusów, obu kompozycjom nie mógłbym wystawić niskiej oceny. Tegoroczne dzieła Harry’ego Gregsona Williamsa dostarczyły mi bowiem wiele emocji. Polecam!

Kilka słów o dodatkowych wydaniach:

Wytwórnia Walt Disney Records postanowiła mocno wypromować "narnijską" muzykę i wydała jeszcze dwie dodatkowe płyty. Szczególnie zachęcam do zakupu tzw. "Special Edition Soundtrack", który posiada piękną szatę graficzną, obszerną, czterdziestostronicową książeczkę i przede wszystkim płytę DVD z niezwykle ciekawym materiałem dotyczącym powstawania ścieżki dźwiękowej. Myślę, że warto wydać te dwadzieścia złotych więcej, bo przyjemność z posiadania kolekcjonerskiej wersji soundtracku jest znacznie większa. Dostępna jest jeszcze - choć już nie w naszym kraju - płyta zawierająca piosenki inspirowane filmem, czyli tzw. "Music Inspired by...". Wykonują je zespoły mające w repertuarze utwory o chrześcijańskiej treści, co miało podkreślić religijny kontekst filmu. Owych piosenek nie słyszałem, lecz jeśli są tak samo mdłe i bezpłciowe jak te dołączone do score`u, to nie ma czego żałować, że się w Polsce nie ukazały.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. The Blitz, 1940 - 2:32
2. Evacuating London - 3:38
3. The Wardrobe - 2:54
4. Lucy Meets Mr. Tumnus - 4:10
5. A Narnia Lullaby - 1:12
6. The White Witch - 5:30
7. From Western Woods to Beaversdam - 3:34
8. Father Christmas - 3:20
9. To Aslan`s Camp - 3:12
10. Knighting Peter - 3:48
11. The Stone Table - 8:06
12. The Battle - 7:08
13. Only the Beginning of the Adventure - 5:32
14. Can`t Take It In Imogen - Heap - 4:42
15. Wunderkind - Alanis Morissette - 5:19
16. Winter Light - Tim Finn - 4:13
17. Where - Lisbeth Scott - 1:56

Razem: 74:27

Dyrygent: Harry Gregson-Williams
Orkiestracje: Bruce Fowler, Ladd McIntosh, Walter Fowler, Suzette Moriarty, Rick Giovinazzo
Partie solo - wokal: Lisbeth Scott

tworzenie stron www - projektowanie grafiki - drukarnia

Komentarze czytelników:

Neimoidian:

Moja ocena:

To jedna z lepszych ścieżek 2005. Piękna, porywająca i magiczna. Nie razi mnie popowość, jakiej można się dopatrzeć w utworze "Evacuating London" -co więcej wprowadzenie zaskakującego wokalu jak z piosenki (ale o klasę lepszego od przeciętnej poPiosenki) to jak dla mnie ciekawy i oryginalny pomysł (zdecydowanie na plus). Utwór "Blitz(...)" również brzmi o klasę wyżej niż produkcje ze stajni MV (czy nawet action music ostatniego "Batmana", który i tak był lepszy niż młócka "Piratów z Karaibów"). Melodia z "Narnia Lullaby" to jedna z piękniejszych, jaka się pojawiła w roku 2005. Podobnie jak triumfalny motyw słyszany w "To Aslans Camp", "The Battle" i "Only the Beginning of the Adventure". Last but not least, cała pozostała ilustracyjna muzyka, mimo może braku jakiejś oryginalności, nie grzeszy brakiem efektywności i magii. A że to zupełnie inna muzyka niż u Shorea (takie zarzuty słyszę tu i ówdzie)? Może i lepiej. Jest to zupełnie inny świat, inny film i inny odbiorca. Ale dla mnie i tak bomba (może dlatego, że nie znam się na harmonii).

Andy:

Moja ocena:

Jak dla mnie, to The Chronicles of Narnia, poza porywającym motywem przewodnim i świetną ścieżką The Battle, nie oferuje nic więcej. Jestem nieco rozczarowany, ale wszystko się okaże po obejrzeniu filmu...

Andy:

Moja ocena:
bez oceny

Według mnie partytura prezentowałaby się znacznie lepiej, gdyby była całkowicie symfoniczna. HGW mógłby się wtedy "instrumentalnie popisać". Sądzę, że HGW nie przyłożył się zbytnio do tej pracy, a szkoda, bo ma bardzo duże możliwości i jest bardzo dobrze wykształcony muzycznie (dyrygent, orkiestrator). Wciąż jednak pozostaje najlepszym kompozytorem (oczywiście poza HZ) w Stajni Zimmera, w której pełno brudu w postaci m.in. Klausa Badelta...

karcharoth:

Moja ocena:

Harry Gregson-Williams napisał do całego filmu około 150 minut muzyki z czego 1/3 znalazła się na płycie. I po kilkudziesięciu przesłuchaniach tego scoru muszę stwierdzić, że jest to rewelacyjna kompozycja. Na DVD dołączonym do specjalnej edycji są fragmnty z sesji nagraniowej i zostało pokazane dużo świetnej muzyki, która nie znalazła się na krążku. Szkoda, ale nie można mieć wszytkiego :)

karcharoth:

Moja ocena:

Andy posłuchaj nowej kompozycji "THE PROMISE" "brudasa" Klausa Badelta. Myślę, że oczyści się on w twoich oczach :)


  Do tej recenzji jest jeszcze 50 komentarzy -> Pokaż wszystkie