Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Która z nominowanych do Oscara ścieżek dźwiękowych powinna otrzymać nagrodę?

"Jackie"
"La La Land"
"Lion. Droga do domu"
"Moonlight"
"Pasażerowie"

Głosuj

[ Wyniki ]




Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Relacja z drugiego zjazdu redakcji portalu Soundtracks.pl

03 Wrzesień 2005, 11:02

Jak widać czas leci i za nami już drugie redakcyjne spotkanie. Tym razem dłuższe, o niebagatelnej porze i w niebagatelnym miejscu. No bo Festiwal Filmowy w Zwierzyńcu to już poważna sprawa :) Przed Wami dość obszerna relacja. Zapraszamy do czytania...



„6 Letnia Akademia Filmowa” we wspomnianym, przepięknym Zwierzyńcu trwała od 6 do 15 sierpnia 2005 roku. Zjazd redakcji (jak się okazało tym razem bez Damiana, Janusza i Olka – których pozdrawiamy!) postanowiliśmy zorganizować w najciekawszym momencie Festiwalu – w ostatnich jego dniach. Powód? Bardzo prosty – najlepsze i najciekawsze filmy (choć z tym to czasami się trafić nam nie udało ;-)

Zanim nasza ekipa spotkała się w docelowym miejscu trzeba było zebrać ekipę. I tu miłe zaskoczenie – wreszcie poznaliśmy Szymona :) Szymon i Łukasz zwiedzili dodatkowo dwa miasta ;-) Szymon dzień wcześniej zawitał do Rafała i Jego rodzinnej Warszawy. Natomiast mnie przypadł zaszczyt goszczenia w moich rodzinnych, krakowskich włościach naszego kochanego pana naczelnego Łukasza, oczywiście też dzień wcześniej hehe :D Łukasz do Krakowa, jak i Szymon do Warszawy, co ciekawe, przywieźli ze sobą też pogodę. Cały tydzień deszcze, a tu piękne niebo nagle ;-) Dzień przed zjazdem (wtorek, 9 sierpień) minął nam na zwiedzaniu miast. W Warszawie podobno księgarnie (szczególnie militarno-wojskowe) miały nalot, bo Szymon ostro buszował po półkach ;-) A w Krakowie? No cóż, nie wyróżnialiśmy się z Łukaszem z tłumów, które zawsze namiętnie nawiedzają krakowski rynek. Odwiedziło się parę „branżowych sklepów” tych oficjalnych i tajnych (co tygrysy soundtrackowe lubią najbardziej :P) no i klasyczne zabytki. Pod wieczór ja z Łukaszem przeszliśmy odwiedzić Piotrka, który o rzut kamieniem ode mnie mieszka. Trzeba było pozamykać sprawy jutrzejszego, rannego wyjazdu.

Środa, 10 sierpień – Dzień pierwszy : „Zaćmienia Drogowe i Muzyczne” :

Dzień rozpoczął się wcześnie – około 9 rano dwie ekipy ruszyły samochodami do Zwierzyńca. Rafał z Szymonem, wiadomo z Warszawy, natomiast Ja z Łukaszem i Piotrkiem z Krakowa. Od razu muszę wspomnieć, że podróż była przednia i komfortowa ;-) Z Warszawy trasa jest łatwa, także koledzy szybko zajechali na miejsce, i zmuszeni byli na nas czekać, i to chyba z półtorej godziny ;-) Szkoda, że z Krakowa dojazd taki trudny do tego Zwierzyńca :P Za Stalową Wolą podróż wyglądała nam mniej więcej tak : droga (asfalt pamiętał chyba jeszcze czasy powojenne)... 15 km las po obu stronach... parę domów na krzyż... no i się błądziło troszkę, bo na mapach pustki – białe plamy.. normalnie cast away :) Po przejechaniu prawie 260 km, po pięknych nizinach i przejezdnym odwiedzeniu takich miejscowości jak Sandomierz, Pacanów (Koziołek Matołek jest tam rzeczywiście popularny, bo go sobie nawet dali do miejskiego herbu :P) czy Biłgoraj zajechaliśmy do Zwierzyńca. Była godzina 14.


Karczma młyn – nasz dom

Zwierzyniec to mała (nawet bardzo), piękna miejscowość. Położony jest w zachodniej części powiatu zamojskiego, 30 km od Zamościa i około 95 km od Lublina. Mieszkańców ma mało bo niecałe 3500. Dookoła Roztocze... Nieprzebrane lasy, i o rzut kamieniem Roztoczański Park Narodowy. Oaza spokoju i nieskazitelnej przyrody z charakterystycznym zabytkiem – Kościółkiem Na Wodzie. W centralnym punkcie miasteczka – Karczma Młyn. Był to nasz hotel, i jak się potem ku miłemu zaskoczeniu okazało, całkiem przyjemny i bardzo przystępny. Co było jednym z pierwszych zaskoczeń? Szymon... Ale on wielki :)  Po rozlokowaniu się w przytulnych pokoikach, przyszedł czas na jakiś obiadek. No więc nie zostało nam nic innego, jak spróbować specjalności Karczmy – wszelkich odmian pizzy, i to całkiem smacznej...

  

Let the game begin... Tak, zaczęliśmy od mocnego filmowego uderzenia... “Kino Salto”, mieszczące się na czas Festiwalu w Miejskiej Szkole Podstawowej na sali gimnastycznej, o godzinie 17 zaserwowało nam film Agnieszki Holland – „Całkowite Zaćmienie”. Obraz opowiada historię przyjaźni dwóch słynnych poetów francuskich. Rok 1871 : siedemnastoletni Arthur Rimbaud przybywa do Paryża, odwiedza poetę Paula Verlaine`a. Rodzi się przyjaźń, która szybko nabiera dwuznacznych podtekstów... Co z filmu się zapamiętuje? Specyficzny klimat, świetne zdjęcia no i ponadprzeciętną rolę boskiego Leo DiCaprio. Nie można nie wspomnieć też o muzyce Jana A.P. Kaczmarka, dość ... hmm.. osobliwej, na pewno nie dla każdego słuchacza do przyjęcia... Na domiar tego muzyka w filmie ma dość duże „podbicie” głośności, więc jak ktoś nie lubi bardzo specyficznych smyczków, może nie być zadowolony ;-) Wydaje mi się, że każdy z nas czekał w tym dniu jednak na inny film...

Zanim się go doczekaliśmy udaliśmy się z „wejściówkami dla vip-ów” na próbę Rafała Rozmusa ;-) Rafał w Zwierzyńcu zaprezentował na żywo muzykę do rosyjskiego filmu niemego z 1916 roku – „Dama Pikowa”. Skromna orkiestra do upadłego powtarzała wejścia w salce mieszczącej się pod centrum prasowym Festiwalu. Sala wyłożona profesjonalnie dźwiękoszczelną makulaturą z jajek, wiadomo, nie każdy by zniósł taką muzykę ;-) Po filmik z próby i wieczornego występu na żywo, oraz po zdjęcia zapraszam na naszą oficjalną stronę Rafała, tam umieściliśmy szczegóły. Natomiast opis filmu znajdziecie tutaj - http://www.filmweb.pl/Film?id=167476.


Po próbie, która przynajmniej dla mnie była ciekawym, pionierskim doświadczeniem, udaliśmy się do „Kina Nocnego” (mieszczącego się w zakładzie Browaru Zwierzynieckiego), gdzie o godzinie 22 rozpoczęła się prawie dwu i pół godzinna westernowa epopeja Kevina Costner`a – „Bezprawie”. Na wstępie – piękna muzyka ś.p. Michaela Kamen`a (ostatni Jego score). Praska Orkiestra Symfoniczna po raz kolejny pokazała klasę. Przepiękne liryczne tematy, wtopione w piękne, plenerowe  zdjęcia Jamesa Muro... Byłem (i koledzy chyba też) zachwycony, bo na ten film tego dnia czekaliśmy najbardziej.

Gdy czas było spać, ja z Rafałem, z którym dzieliłem pokój na poddaszu przypomnieliśmy sobie o tej stercie niewybuchów, które w pokoju na półkach leżały :| Granaty, łuski od pocisków, zamki od pistoletów, bagnety, naboje do kałasza... Ehh było ciekawie i zasnąć nie było siły ;-)

Czwartek, 11 sierpień – Dzień drugi : „Dzień Joanny” :

Taaak... Ten dzień przebił wszystko... Przyćmił chyba nawet wieczorny koncert muzyki filmowej Rafała Rozmusa ;-)

Wszystkim zaczął się wcześnie... O 9 rano w Karczmie czekało na nas gości śniadanie... Jajeczka, serki, kiełbaski, kawusia.. Normalnie cud, miód i orzeszki :) Jednym z tegorocznych haseł festiwalu było kino węgierskie i tureckie, dlatego nie omieszkaliśmy zobaczyć takowych filmów.  Na początek, o godzinie 10.15 „Kino Skarb” (jedyne „prawdziwe” kino w mieście) zaprezentowało węgierski film „Nadjechał Autobus”. Konkretnie było to pięć mini-filmów (i to bardzo zakręconych, niezależnych i nietypowych) : „No Comment” (Historia jak ze snu, umiejscowiona gdzieś na przedmieściu Budapesztu, na przystanku autobusowym, w letnią deszczową noc. Młody człowiek nie może dostać się do zatłoczonego autobusu. Czeka więc w nieskończoność na kolejny, luźniejszy pojazd. W tym samym czasie podgląda z ukrycia parę uprawiającą seks, która po chwili ratuje go przed epilepsją... Fajne prawda...) , „Buty” (Przypadek zetknął ze sobą troje ludzi – znudzoną sprzedawczynię w sklepie obuwniczym, klientkę poszukującą nowej pary butów oraz czyściciela szyb zawieszonego na zewnątrz biurowca. Gość spada z liny i zabija się. Obraz ukazywany jest od stóp do kolan bohaterów – też inspirujące), „Szaman” (najbardziej śmieszny i absurdalny z tej serii filmów – inspirowany komiksem o Spidermanie i Supermanie, ale w gruncie rzeczy nawiązywał do mitu o Dedalu i Ikarze. Dedal mieszka w Budapeszcie a jego Ikarami są autobusy „Icarus”, które lecą w stronę słońca na skrzydłach by się zemścić – niezły ubaw), „Kwadrans” (Facet mieszka w Budapeszcie przy jednym z placów. Całe dni spędza na podglądaniu, fotografowaniu i dokumentowaniu na papierze życia sąsiadów. Jest tylko rejestratorem, nie ingeruje w to co oni robią. Typowy społeczniarski film ;-) , a na koniec „Święta Joanna” (Bohaterką jest współczesna młoda kobieta, która nie rozumie dlaczego wszyscy nazywają ją świętą. Film dość wulgarny, przesiąknięty „soft-porno”, żeby ukazać iż bohaterka jednak świętą nie jest :)...

Po projekcji, udaliśmy się na małą wycieczkę, do Zamościa... Zamość to bardzo ładne miasto, rynek piękny, choć atmosfera taka stonowana, nie ma takiego przepychu i tłumów jak w Krakowie na rynku czy w Warszawie na Starówce, w ogóle miasto jakieś takie puste, opustoszałe. W Zamościu zwiedziliśmy ogród miejski, wspomniany rynek i ratusz miejski (z zewnątrz) i bunkry po części ;-) Na rynku skosztowaliśmy też regionalnych potraw – naleśniki z czymś tam (podobno bardzo dobre – tak koledzy mówili) - ja nowinek techniczno-smakowych nie lubię, więc jadłem pizze ;-)


Po prawie trzech godzinach spędzonych w Zamościu, wróciliśmy do Zwierzyńca, na seans... Pewien seans, który był ewenementem na zjeździe, dostarczył tony śmiechu (Łukasz to po powrocie do hotelu charczał i tarzał się na łóżku ze śmiechu :P) i ogólnej dyskusji – dlatego też, jak widać wyżej, był to „Dzień Joanny”. Tak się złożyło, że rano mieliśmy mini-dokument o współczesnej Joannie, wiec wybraliśmy się na dokument o starej Joannie :) „Proces Joanny D’Arc” to film podobno legendarnego reżysera – Roberta Bressona, nakręcony w 1962 roku we Francji. Jest to film obrazujący „spektakl” procesu Joanny D’Arc. Napisałem spektakl, ponieważ całość jest niemiłosiernie sztuczna – aktorka grająca Joannę na pytania sędziów i księży, odpowiada po sekundzie długimi, wierszowanymi zdaniami, wszystko ma gotowe ułożone w głowie – „węzłowe kwestie osaczających pytań biskupa Cauchona, i nieskalanie szczerych odpowiedzi, wygłaszanych bez chwili zastanowienia przez czcigodną Joannę”. Przy scenach spalenia na stosie w kadr wchodzi pies, patrzy na bohaterkę i szczeka – normalnie padaczka ze śmiechu :D O dziwo film dostał nagrodę Jury na festiwalu w Cannes w 62 roku... Nie wiem(y) za co. Widać kiedyś ludzie inaczej odbierali filmy, albo my, dzisiejsza młodzież nie potrafimy odbierać takich „dzieł” :) Jednak nie to było najbardziej dobijające... Muzyka to popis na całej linii. Choć użycie słowa „muzyka” jest tu obrazą nie tyle dla wszystkich żyjących i zmarłych kompozytorów, lecz dla wszystkiego co się z tym słowem wiąże, również dla samego słowa :]

  
Szymon popatrz jak czadowo się nazywa to studio filmowe – „Buc-Film” :) Blleee siostro... To pieczywo jest czerstwe! No wiesz co Adam, nie przesadzaj...

„Muzyka” w tym filmie wygląda następująco – kilka uderzeń, co przypomina parę wystrzałów z KBKs`u i cztery „pierdnięcia” na trąbce – na początkowych napisach mało ludziom na sali bębenki w uszach nie poszły, nie mówiąc, że parę osób mało z krzesła nie spadło. Atak serca prawie pewny, gdyby jakaś starsza babcia na sali była... Koszmar, horror i atak śmiechu... Najlepsze to było jak na napisach się pojawiło „La Musiqe” - „warto” nazwisko zapamiętać... Jakiś „boski” Francis Seyrig. Zapraszamy do wysłuchania tematu z tego filmu, ale prosimy usilnie – dopiero po przeczytaniu całej relacji :P (rekonstrukcja tematu tytułowego - mimo usilnych starań nie jest w stanie dorównac oryginałowi)    Przykre jest to, że był to chyba jedyny film na którym byliśmy, z którego ludzie dość licznie wychodzili jeszcze przed końcem seansu, co chyba jednak świadczy, że ów obraz dziełem nie jest, albo inaczej nie jest dziełem które wytrzymało próbę czasu :] Oczywiście nasza dzielna ekipa do końca wytrwała :P Kłóci się to też z wychwalającą, napisaną w samych superlatywach recenzją w katalogu Festiwalu, no ale to już inna historia...

Co było dalej łatwo się domyślić :D  Ledwo obiad mogliśmy zjeść, nie krztusząc się... Wieczorem, czekał nas kunszt Rafała Rozmusa. Bardzo ładna i ciekawa muzyka do „Damy Pikowej” – na marginesie film niestety też baaardzo słaby. Zresztą, siedząc w ostatnim rzędzie krzeseł, po swojej prawej mieliśmy orkiestrę więc siedzieliśmy bokiem do ekranu :P Rozmus ma wielki muzyczny potencjał, muzyka została przyjęta owacjami na stojąco, a orkiestra na bis zagrała temat główny jeszcze raz.

Piątek, 12 sierpień - Dzień trzeci : „Najpoważniejszy?” :

Dzień zaczął się ponownie królewskim śniadaniem o 9 rano. Tym razem nawet gorąca czekolada z bitą śmietaną była i to z repetami ;-) Dlaczego zatytułowałem po prostu „Najpoważniejszy”? Ponieważ zobaczyliśmy wtedy najpoważniejsze filmy. Na początek, o godzinie 11 w „Kinie Dzięcioł” (mieszczącym się w Technikum Drzewnym) uraczono nas oskarowym DZIEŁEM Clint`a Eastwood`a – „Za Wszelką Cenę”. Rewelacyjny film, rewelacyjne, w pełni zasłużone oskarowe role, zdjęcia i klimat. Do tego ładunek emocji i pełnego wzruszenia... Cudo... Jak dla mnie najlepszy film jaki widziałem od paru miesięcy, i żałuję że widziałem go dopiero teraz... A ile osób się wzruszyło hehe ;-)


Pochód...

Po doskonałej dawce filmowego kunsztu Eastwood`a, Freeman`a oraz Hilary Swank, udaliśmy się na turecki film „Obcy w Berlinie”. W przerwie był jeszcze obiadek oczywiście – pizze, rosołki, filety, ziemniaczki itp. :) Tureckie kino, jak już pisałem, było jednym z tematów tegorocznej akademii, dlatego postanowiliśmy się na niego wybrać, tym bardziej, że opis był zachęcający... Zresztą po „Joannie” już nas nic nie mogło zaskoczyć chyba :D

„Obcy w Berlinie” to najbardziej kasowy film turecki 1993 roku, nagrodzony kilkoma ważnymi nagrodami, m.in. na festiwalu w Moskwie. Jest to opowieść o dramacie i życiu tureckich emigrantów, pracujących, w większości na czarno w Niemczech. Film też momentami dość zakręcony. Dramaty i problemy emigrantów usiłujących w Niemczech rozpocząć nowe życie ukazane są jako konfrontacja postaw bohaterów o odmiennej mentalności i tradycji. Film zaczyna się jak sensacyjny dramat i romans, by stać się obserwacją socjologiczną i studium psychologicznym. Fabuła jest pozornie prosta, miejsce akcji, jak łatwo wywnioskować – Berlin. Turek Mahmet ma ładną żoną Dilber, która przynosi mu posiłki na budowę. Inżyniera Thomasa, który nadzoruję prace Mahmeta, urzekła uroda żony podwładnego. W wolnych chwilach Thomas z ukrycia robi zdjęcia Dilber, na ulicy, na zakupach... Zaczął uczyć się tureckiego by móc do niej coś powiedzieć. Dilber nie reaguje na zaloty, ale zdjęcia są przyczyna dramatu, gdy odkrywa je Mahmet. W szarpaninie, przez przypadek ginie. Brat Mahmeta, który też jest swoją bratową zauroczony wpada w szał gdy dowiaduje się o Thomasie. Honorowa zemsta jest mu na rękę – pomści brata, przez przypadek zabitego przez Thomasa i jednocześnie pozbędzie się rywala o względy Dilber. Uliczny pościg za Thomasem kończy się w mieszkaniu zabitego Mahmeta, gdzie Thomas uciekł przed pościgiem. Żyje siedząc cały czas w przedpokoju, i obserwując rodzinę. Babcię która stale się modli i czyta Koran, brata Mahmeta, który za ścianą w sąsiednim pokoju stale dość głośno zabawia się z prostytutkami, dziadka, który stale na kanapie ogląda mecze na zepsutym telewizorze... Taka zakręcona opowieść :) Mnie się film naprawdę podobał (osobiście zdradzę, że uważam go za najciekawsze doświadczenie filmowe podczas zjazdu, po filmie Eastwood`a), choć momentami dość śmieszny i niezbyt realny, pokazywał ciekawe wartości, szczególnie w finałowych scenach... Zresztą koledzy też się o nim wypowiadali całkiem pozytywnie :)

Na zakończenie dnia postanowiliśmy zaznajomić się co nieco z twórczością osławionego i modnego ostatnio Pedro Almodovar`a. I tak w „Kinie Salto” o godzinie 17 z zainteresowaniem (większym lub mniejszym) obejrzeliśmy jego ostatnie dzieło... „Złe Wychowanie” jest filmem dość znanym, więc nie będę się tu rozpisywał nad fabułą, zainteresowanych odsyłam do polskich portali filmowych, gdzie można poczytać szczegółowe recenzje czy analizy. W skrótowej formie fabuła przedstawia się następująco : na początku lat 60’ dwaj chłopcy, Ignacio i Enrique, odkrywają w katolickiej szkole miłość, kino i strach. Ojciec Manolo, dyrektor szkoły i nauczyciel literatury jest świadkiem, a zarazem częścią tych odkryć. Te trzy osoby spotkają się jeszcze dwukrotnie - pod koniec lat 70’ i w latach 80’ Spotkania te zaważą nie tylko na ich życiu, ale i śmierci. Do studia Enrique, młodego reżysera szukającego w brukowcach pomysłu na nowy film, przychodzi mężczyzna przedstawiający jako Ignacio. Jest aktorem w drugorzędnej trupie teatralnej, ale nie przychodzi tylko z prośbą o rolę. Zostawia Enrique opowiadanie oparte częściowo na ich szkolnych przeżyciach. Reżyser czyta tekst i dostrzega, że ich wspólna historia to właśnie gotowy scenariusz, którego rozpaczliwie szukał. Postanawia nakręcić film, ale Ignacio stawia jeden warunek: musi w nim zagrać główną, najtrudniejszą rolę. Między oboma mężczyznami rozpoczyna się pełna zaskakujących zwrotów gra o spełnienie własnych ambicji, zemstę i poznanie prawdy. Historia filmowana na planie przeplata się z odkrywaniem przez Enrique kim jest i co dotychczas robił Ignacio - a raczej człowiek, który się za niego podaje.

I tak zakończył się dzień, a „Złe Wychowanie” było ostatnim filmem, który widzieliśmy na Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu.

Dzieci wojny... :-)

Sobota, 13 sierpień - Dzień czwarty : „Powrót”

Dzień ostatni, dzień wyjazdu i pożegnań. Rano jak zwykle królewskie śniadanie, a potem mozolne przygotowanie do wyjazdu. Pakowanie, porządki itp... Tuż przed wyjazdem natomiast udało się nam wytargować mniejszą należność za pokoje – miłe z nich chłopy były, że się aż tak targować dali :D  O godzinie 11 dwa samochody wyjechały ze Zwierzyńca...

  
 ...a ja przedwczoraj oglądałem DragonBalla, a wy nie. Noo to rispekt Szymon... Stosy płyt

Spotkanie redakcji było bardzo ciekawe. Przede wszystkim dało nam satysfakcję, ponieważ mogliśmy zobaczyć filmy, których prawdopodobnie nigdzie indziej byśmy nie zobaczyli, baaa nawet nie wiedzielibyśmy pewnie że takowe istnieją... Każdy się kulturalnie dokształcił, a to też cenne ;-) Oczywiście muzykę filmową postanowiłem zostawić na koniec... Nie było zbyt dużo czasu na słuchanie... I tak zarzynaliśmy bumboxa w przerwach między projekcjami filmów, obiadem, a najwięcej wieczorami, gdzie żywo prowadziliśmy dyskusje co fajne a co nie :) Ja z Łukaszem chcieliśmy Rafała, Piotrka i Szymona troszkę przekabacić na twórczość Michała Lorenca, a z kolei Szymon z Piotrkiem niepodzielnie serwowali nam Goldsmith`a... A Rafał, wiadomo, highlight`y Williams`a nam zapodawał, ku mojej pełnej aprobacie :P Hitem był też kawałek Krzesimira Dębskiego ze „Starej Baśni”.. Mianowicie „Atak Cieci”... eeee znaczy „Kmieci” – utwór rewelacyjny, aż tak, że nawet Szymon z Rafałem się nim zachwycili i słychać tylko było wyrazy uznania :D  Niekwestionowanym królem zjazdu była jednak składanka z Star Trekami :) Najlepsze utwory z większości filmów, wszystkich kompozytorów... Płyt było masę, na fotkach widać, ale oczywiście nie dane było każdej posłuchać. W międzyczasie każdy opowiadał tam jakieś historyjki z życia, co porabia itp...Jak zwykle, trzeba napisać, że warto było jechać. Spotkanie dało nam wszystkim dużo pozytywnej energii, no i gdzie moglibyśmy spotkać takich świrów muzyki filmowej, jak nie tylko na redakcyjnym zjeździe ;-) Pozdrawiamy wszystkich nieobecnych Redaktorów, naszych wiernych Czytelników... i do następnego zjazdu!

Relację skomponował : Adam Krysiński
Fotkami uświetnili : Rafał Mrozowski i Łukasz Remiś

Podziękowania : dla Łukasza i Rafała (za zapewnienie transportu), dla Karczmy Młyn (za suchutki i cieplutki dach nad głową) i dla całego Zwierzyńca (za ten Wasz Festiwal). Dziękuje(my)!

  
  





Łukasz Remiś, Rafał Mrozowski, Piotr Rachwaniec, Szymon Jagodziński, Adam Krysiński



Projektowanie stron internetowych


Szymon Jagodziński:

"Dzień Joanny" - to brzmi dumnie. Ale nie ma co ukrywać. "Potężna" partytura do tego filmu i nieprzerwany "action score" zmieniły moje życie na zawsze. Już nigdy nie spojrzę na muzykę filmową tak jak kiedyś. Muszę mieć ten soundtrack - nawet zastawię dom (jest tego wart). A teraz na poważnie. Adam, gratuluję świetnego artykułu. Przeczytałem za jednym zamachem i nawet rzuciłem pilną robotę, aby się dorwać do relacji ze Zwierzyńca.

Janusz Pietrzykowski:

Widzę, chłopaki, że mieliście moc wrażeń...Zwierzyniec naprawdę bardzo ładnie położony, a sam festiwal całkiem interesujący. Tylko relacja troszkę długa...ale trudno:) Pozdrawiam!!!

MaciekG.:

Kurcze, a byłem w Zwierzyńcu 8 i 9 sierpnia :) hehe, szkoda że nie później. :)

Olek Dębicz:

Ale Wam dobrze! Specjalnie Adam napisał taką relację, żebym jeszcze bardziej zazdrościł obecnym na zjeździe redaktorom i żałował, że nie mogłem na nim być!

Rafalski:

Relacja rewelacyjna i wcale nie długa :-) dodam tylko że bardzo żałuję że nie zobaczyliśmy znakomitego Szwedzkiego obrazu "zło" (miałem "ochotę" na ten film od baardzo długiego czasu), natomiast znakomite "złe Wychowanie" nie było ostatnim filmem jaki zobaczyliśmy, ponieważ Łukasz, Piotr i ja poszliśmy jeszcze na nominowane do Oscara "Bliźniaczki" produkcji chyba Duńskiej, jednak żałuję że poświęciliśmy projekcję prawdopodobnie znakomitego "Zła" na rzecz tak nudnawego i wybitnie babskiego obrazu jak "Biźniaczki" (które skończyły się kilkanaście minut przed początkiem obrazu ze Szwecji, wiec na miejsca w kinie nocnym nie było szans"). Ogólnie było super (ach, muzyka z Joanny po prostu zmieniłą moje spojrzenie na... nowe sposoby podkładania dźwięku pod karabin maszynowy :P:P:P


Soundtracks.pl

© 2002-2017 Soundtracks.pl - muzyka filmowa.
Wydawca: Bezczelnie Perfekcyjni