Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Predators

11 Listopad 2010, 17:05 
Kompozytor: John Debney

Dyrygent: Pete Anthony
Orkiestracje: Brad Dechter, Frank Bennett, Jeff Atmajian, Andrew Kinney, Tim Simonec, Mike Watts

Muzyka dodatkowa: Alan Silvestri (tematy)

Rok wydania: 2010
Wydawca: La La Land Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Predators

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Alan Silvestri tworzy w latach 1987-1990 niezwykle sugestywny i charakterystyczny klimat oraz muzyczny język dla dwóch części słynnego kosmicznego łowcy – Predatora. W 2004 roku świat Drapieżcy powraca z ekranizacją Obcy kontra Predator. Niestety, muzyczna kontynuacja pierwowzoru nie zaistniała w nieudanej próbie stworzenia „czegoś nowego” autorstwa Haralda Klosera. Na rzemieślniczej poprawności się kończy. Producenci dostrzegają jednak błąd „odchylenia” i w 2007 roku Brian Tyler dużo częściej już sięga po tematykę Alana Silvestri w *sequelu AvP, aczkolwiek dość skutecznie przygniata ją swoją typową, gęstą ścianą *„action score”. Gdy 12 października 2009 roku ruszają zdjęcia do kosztującej „tylko” 40 mln dolarów trzeciej części Predatora (ostatni „klaps” pada 18 grudnia), reżyser Nimród Antal (autor m.in. Motelu i Opancerzonych) i producent Robert Rodriguez postanowili, że autor muzyki tym razem musi nawiązać do pełnej palety tematycznej i stylistycznej Alana Silvestri, a nie podejmować próbę stworzenia własnej wizji muzycznej filmu. Robert Rodriguez, twórca m.in. dwóch części Małych agentów, Rekina i Lavy lub Miasta Grzechu nie ma wątpliwości kto się tego podejmie – John Debney, tym bardziej iż autor muzyki do oryginału jest w tym czasie zajęty tworzeniem oprawy do *remake`u Drużyny A. Nieco wcześniej Debney ilustruje kontynuację blockbustera Iron Mana Jona Favreau`a; teraz przychodzi kolej na zmierzenie się z jedną z ikon kina s-f.

Film debiutuje 9 lipca 2010 roku i w niecałe 2 tygodnie zwraca się całkowicie. Soundtrack z niemal 70 minutami „original score” zostaje wydany 21 lipca nakładem La-La Land Records. Na to czekali fani Predatora – jak zabrzmi muzyczny świat Gwiezdnego Łowcy po 10 latach przerwy, bez Alana Silvestri na pokładzie? John Debney niejednokrotnie już udowodnił, że potrafi doskonale wczuwać się w różne style i sprawnie „wchodzić w cudze buty”, twórczo inspirując się „językiem” innych kompozytorów; zawsze jednak dodając coś od siebie, nie tworząc tylko bezmyślnych kalek. I to był główny kierunek, w którym miała pójść partytura Debneya do trzeciego Predatora – im bliżej oryginału, tym lepiej.

John Debney uważnie przeanalizował bazę tematyczną Alana Silvestri z dwóch pierwszych części. Jest tu większość z melodii wiodących lub lejtmotywów klimatycznych, aczkolwiek nie każdy temat zostaje „żywcem” wycięty i wklejony do nowej odsłony. Brakuje m.in. słynnej elegii pożegnalnej na solową trąbkę, a także wyraźnego elementu podkreślającego dramaturgię akcji, czyli brzmienia fortepianu w niskich rejestrach (tak często kojarzonego z stylem Jerry`ego Goldsmitha). A tak poza tym, odświeżona została cała paleta brzmienia, która kreuje świat Predatora, a więc werble i etniczne bębenki, agresywne *pasaże smyczkowe i mocarna sekcja dęta blaszana. Podobieństwa są wyraźne, ale mimo wszystko słychać, że nie jest to „czysty” Alan Silvestri, zwłaszcza że John Debney wzbogaca całość konstrukcji własną „domieszką”: nieco inną, a przy tym bardziej zróżnicowaną i częściej eksponowaną elektroniką (We Run We Die i Take Me To The Ship) oraz gitarowymi riffami, którymi Alan nie posługiwał się w ogóle, zaś u Johna brzmienie ich często podkreślać miało siłę „action score”, choćby w Królu Skorpionie lub Iron Manie 2, który zostaje ukończony niedługo przed podjęciem prac nad trzecim PredatoremCages / Trip-Wire, Predator Attack czy Edwin And Isabelle Captured.

Ponadto, kompozytor urozmaica asortyment orkiestrowy, dodając do niego nowe instrumenty dęte, jak tybetańskie rogi, które w połączeniu z dudniącymi perkusonaliami, podkreślają agresję niektórych scen akcji, znamionujących dzikość nieziemskiej fauny i flory – Single Shooter i Hound Attack. Dość mocno słychać było w nich „barbaryzację” ilustracyjną w stylu Planety Małp Jerry`ego Goldsmitha z 1968 roku lub remake`u Danny`ego Elfmana z roku 2001. Na płycie pojawia się także chór. Jednak, po pierwsze, nie jest to twór nowy, gdyż wokalizy przewijały się regularnie u Silvestri`ego w sequelu z 1990 roku, a po drugie, pełni on raczej funkcję uzupełniającą niż wiodącą – Meet Mr. Black, Stans` Last Stand i Predator Fight / Royce Runs. Niektóre tematy i lejtmotywy „Alanowskie”, w tym masywna konstrukcja akcji zostają tak wplecione w film i soundtrack, że „niewtajemniczony” może mieć kłopot, co John Debney włącza do obiegu bez zmiany stylistycznej, a co zostaje „podrasowane” – typowe przykłady wszechwładnego na płycie „action score” w Free Fall, Smoke, Nikolai Blows i Royce Vs. Predator, czy też „suspense`owy” klimat w This Is Hell. Niestety, są również melodie i ich wariacje, gdzie zwartość brzmieniowa zostaje zbyt mocno naruszona, a niektóre zabiegi Debneya (np. gitarowe) nawet psują oryginalny fundament sprzed 10 lat – They See Our Traps, She`s Paralyzed i stanowiący połączenie „starego z nowym” finał w Theme From "Predator".

John Debney tworzy także dla potrzeb narracji własny, osobny temat dramatyczny, który odpowiada za znalezienie właściwej atmosfery toczącej się akcji, na planecie Predatorów – Not Of This Earth, bogaty w japońską stylistykę Hanzo`s Last Stand, smyczkowe *adagio w Leg Trap lub orkiestrowe podsumowanie w Let`s Get Off This Planet, nieco w klimacie Haralda Klosera z AvP i z „Alanowskimi” perkusjonaliami. Nie jest to konstrukcja, która miała się stać nową wizytówką trylogii, lecz rodzajem luźnego łącznika serii.

Predators to dobry przykład jak powinien wyglądać remake. John Debney nie popełnia błędu poprzedników – nie próbuje tworzyć zupełnie nowej ilustracji, oderwanej od wzorca, który nierozerwalnie wiąże się z oryginałem. Debney robi to, co do niego należy – pisze partyturę, której rdzeń stanowią bardziej lub mniej wierne odwołania do tematyki Alana Silvestri. Nowy temat to tylko symboliczny wkład kompozytora nr 2, bardziej dla podkreślenia własnej odrębności. Debney dba również o adekwatność brzmienia, w czym duża zasługa aż 6 orkiestratorów – czasem nowe dodatki brzmią świeżo i oryginalnie, czasem zmiany te są niepotrzebne lub przerysowane; ale te ostatnie są w mniejszości. Ogólnie rzecz biorąc – John Debney wykonał kawał dobrej roboty, potwierdzając swój talent „muzycznego kameleona”.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Free Fall * - 3:06
2. Single Shooter * - 2:08
3. This Is Hell * - 4:09
4. Cages / Trip-Wire - 3:51
5. Not Of This Earth - 2:50
6. Hound Attack - 4:08
7. We Run We Die - 4:39
8. Predator Attack * - 1:46
9. Meet Mr. Black - 1:14
10. They See Our Traps * - 2:26
11. Over Here - 2:23
12. Smoke * - 2:37
13. Nikolai Blows * - 2:09
14. Stans` Last Stand - 1:49
15. Hanzo`s Last Stand * - 3:08
16. Leg Trap - 2:22
17. Take Me To The Ship - 2:04
18. Edwin And Isabelle Captured * - 1:33
19. Predator Fight / Royce Runs - 3:14
20. Twisted Edwin / Royce Returns - 3:25
21. She`s Paralyzed * - 6:04
22. Royce Vs. Predator - 2:39
23. Let`s Get Off This Planet - 3:00
24. Theme From "Predator" * - 1:45

Razem: 68:39

* temat główny Alana Silvestri z filmu „Predator” z 1987 roku.



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Miłe zaskoczenie roku. Zachowany klimat Silvestriego. A i film nawet daje radę. Dla mnie zasłużona czwórka, choć płyta mogła by być z 10 min krótsza.

Mefisto:

Moja ocena:

<------- I tyle w temacie.

karcharoth:

Moja ocena:
bez oceny

Panie Debney, idź Pan w ****.