Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Hanover Street

08 Październik 2009, 18:01 
Kompozytor: John Barry

Dyrygent: Harry Rabinowitz

Rok wydania: 1979/2009
Wydawca: Varese Sarabande CD Club

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Hanover Street

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Tego albumu miało nie być. Świetnie obeznany w temacie producent muzyczny Ford A. Thaxton przekonywał, że taśmy z sesji nagraniowych zaginęły. Nikt nie miał odwagi zdecydować się na nowe nagranie materiału - argumentowano, że nakłady się nie zwrócą. Ale znów, jak u Hrabala, nieprawdopodobieństwo stało się rzeczywistością. Nagrania zostały odnalezione. 30 lat po nakręceniu melodramatu wojennego Hanover Street, napisana doń ilustracja muzyczna Johna Barry’ego trafiła w ręce słuchaczy - i to sprezentowana przez producenta, na którego fani angielskiego kompozytora już dawno przestali liczyć, a mianowicie Roberta Townsona.

Warto na wstępie rzec trochę o filmie. Hanover Street to rozgrywająca się w czasie II wojny światowej historia romansu zamężnej angielskiej pielęgniarki i kochliwego amerykańskiego lotnika, lekko kiczowata opowieść o honorze i sztuce życiowych wyborów. Reżyser tego obrazu Peter Hyams bardziej niż za swoje umiejętności, ceniony jest w środowisku fanów muzyki filmowej za to, iż współpracował z szeregiem świetnych kompozytorów, od Davida Arnolda począwszy a na Michaelu Smallu skończywszy. Pierwsza w karierze Hyamsa produkcja romantyczna poległa przede wszystkim przez kiepską reżyserię oraz błędy obsadowe - mdła Lesley-Anne Down i nienaturalny Harrison Ford nie sprawdzili się w swych rolach. Powstał film przesadzony, nieprawdopodobny i niezamierzenie komiczny a Hyams po bolesnym policzku od widzów i krytyków raz na zawsze dał sobie spokój z reżyserowaniem melodramatów.

Wśród fanatycznych miłośników romantycznego oblicza Johna Barry’ego Hanover Street uzyskało status dzieła kultowego - nie szczędzono Anglikowi laurek zwłaszcza za sentymentalny temat główny. Czy można jednak nie będąc osobą postronną lub właśnie zaślepionym fanatykiem, uwierzyć w zapewnienia, iż oto angielski kompozytor popełnił prześwietne dzieło? Barry w czasie, gdy powstawało Hanover Street znajdował się w najgorszym okresie swojej twórczości. Przybyły kilka lat wcześniej do Ameryki kompozytor stał się twórcą wypalonym, niemal całkowicie wyzutym z ambicji i zdegradowanym intelektualnie. Przez kilka lat nikt i nic nie było w stanie sprawić, aby znów wspiął się na absolutne wyżyny swych możliwości. Anglik tułał się od romansideł przez kino akcji aż do mrocznych dramatów psychologicznych szukając dla siebie odpowiedniej niszy. Hanover Street mogło być jednak dla Johna Barry’ego filmem szczególnym, tak jak późniejsza o dwie dekady Enigma. Wydaje mi się, iż jego obecność w tej produkcji po części wynikała z chęci zmierzenia się ze swoimi wspomnieniami, od których jeszcze trzy lata wcześniej chciał uciec tworząc jazzowy concept-album Americans. Mając osiem lat Barry przeżył traumę w czasie bombardowań swego rodzimego miasta Yorku w 1942 r., zaś akcja Hanover Street rozgrywa się kilkanaście miesięcy po tym zdarzeniu, m.in. w dewastowanym przez Luftwaffe Londynie.

Zarówno oglądając film i słuchając płyty przyjdzie nam się na wstępie zmierzyć z opiewanym przez „Barrymaniaków” tematem miłosnym. To bardzo dobra melodia, lekko staroświecka jak niemal cały *score i klasycznie elegancka. Niektóre jednak ze stworzonych przez kompozytora tematycznych wariacji są przesadnie ckliwe, inne irytują swą letargicznością. Seans filmowy pokazuje zaś, iż słynny szósty zmysł angielskiego twórcy, czyli umiejętność perfekcyjnego posługiwania się melodiami w obrazie, był w tamtych czasach rozregulowany. Wsparcie, jakiego John Barry udziela swą muzyką filmowym scenom jest dostateczne, acz zdarzają się nieliczne niestety momenty bardzo dobrej harmonii dźwięku i obrazu, gdzie muzyka wywołuje u odbiorcy dość mocny rezonans emocjonalny. Kompozytor wyczarował dla Hanover Street dwa epizodyczne motywy muzyczne słyszalne w scenach, w których ekranowe postacie doświadczają poczucia tęsknoty i straty, gdzie coś zdaje się bezpowrotnie kończyć. W takich właśnie momentach, introspektywnych i statycznych, słyszymy najbardziej interesującą oprawę, to w nich najbardziej czuje się emocjonalne zaangażowanie twórcy.

Gdyby owych chwil było więcej, wówczas być może Hanover Street stałoby się dziełem dumnie górującym ponad zastępami bladych i wątłych wykwitów twórczości przeżywającego kryzys kompozytora, lecz niestety cień na te jasne punkty rzucają niedopracowane wariacje na temat główny a także kompozycje szeroko rozumianej akcji. Z jednej strony mamy tu dość ospałe, niemrawe muzyczne kolosy jak The Bombing, z drugiej mającą ilustrować straceńczą misję w okupowanej Francji całą gamę pompatycznych, prostackich fraz poprzedzanych bezwartościowymi rytmicznymi podrygami perkusji i dętych blaszanych. Barry niemal całkowicie zignorował podskórne napięcie i dramatyzm towarzyszące francuskim sekwencjom, w związku z czym musiał oprawić je na nowo. Poprawione utwory wykorzystujące schematy harmoniczne z wcześniejszych prac Anglika (Głębia, Gra śmierci) maja bardziej złożoną narrację i niepokojącą atmosferę, ich ciemne barwy bardzo dobrze wkomponowują się w filmową przestrzeń, lecz rozległym, mrocznym pasażom trochę brakuje nerwu zaś ilustracjom motocyklowych eskapad również i dynamiki.

Jak fantastycznie można zilustrować filmową ucieczkę angielski kompozytor pokaże kilka miesięcy później w Moonrakerze, w utworze Centrifuge and Corrine Put Down. Bo też John Barry z końca 1979 r. to już inny kompozytor - twórca o jasnym umyśle, świetnie wykorzystujący swe wieloletnie doświadczenie, piszący finezyjnie i z energią, nie mający problemów ze zmobilizowaniem się do wysiłku. John Barry z czasów Hanover Street to minimalista w złym znaczeniu, co niestety odczuje się słuchając muzyki na płycie. Obok licznej obecności chałturniczej muzyki akcji i suspense, drugim głównym problemem tego score’u jest intensywne używanie przez kompozytora tematu miłosnego a sprawę pogarszają jeszcze kolejne wariacje dorzucone przez producentów albumu. Taki obrót spraw czyni Hanover Street płytą głównie dla mało wymagających miłośników Johna Barry’ego i „kompletystów” jego twórczości.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 03:44
2. David Meets Margaret - 01:31
3. The Bombing - 03:15
4. On Hanover Street - 03:25
5. Making Love - 02:08
6. Home Life - 01:37
7. Countryside And Courtship - 01:57
8. Christmas Eve - 01:45
9. Trying To Forget - 03:20
10. Message From Paul - 01:30
11. Change Of Plans - 01:33
12. Direct Hit - 01:59
13. Bail Out Over France - 03:08
14. Gestapo Headquarters - 02:07
15. Cover Blown - 06:03
16. A Resourceful Man - 02:47
17. Motorcycle Chase and Bridge Battle - 04:14
18. Finale - 03:56
19. End Credits - 02:37
20-26 bonus tracks:
20. Chatanooga Choo-Choo (Source) - 02:45
21. Little Brown Jug (Source) - 03:26
22. Finale (Alternate) - 03:58
23. Gestapo Headquarters (Revised - mono) - 02:07
24. Cover Blown (Revised - mono) - 06:01
25. Motorcycle Chase And Bridge Battle (Revised - mono) - 04:24
26. Finale (Revised - mono) - 03:48

Razem: 79:05



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Zdecydowanie za długi album. Warto też wspomnieć, że mało która płyta ze stajni Towsona może pochwalić się takim fenomenalnym designem coverów i książeczki, jak opisywany tu Hannover. IMO.

Koper:

Moja ocena:
bez oceny

Całości nie znam, ale temat główny świetny, a niejaki Hans Z. nie omieszkał z niego zżynać przy okazji innego kiczowatego melodramatu o lotnikach. :D

Rafalski:

Moja ocena:
bez oceny

OMG, no zerżnął po maxie :/ na miejscu Barryego bym mu sprawę wytoczył :/

Mystery:

Moja ocena:

A ja dam 4 - motyw miłosny jest przepiękny, jeden z moich ulubionych od Barryego