Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Land of the Lost

03 Lipiec 2009, 21:14 
Kompozytor: Michael Giacchino

Orkiestracje: Tim Simonec i in.

Dyrygent: Tim Simonec

Rok wydania: 2009
Wydawca: Varèse Sarabande

Muzyka na płycie:
Land of the Lost

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Na muzykę Michaela Giacchino do filmu Land of the Lost Brada Silberlinga czekałem z pewną nadzieją. Gatunek, który można określić przydługą nazwą przygodowej komedii fantastycznej, oferuje kompozytorowi duże pole do popisu, natomiast Giacchino zwykł takie okazje wykorzystywać. Film, który na nasze ekrany wejdzie w sierpniu, powstał na motywach popularnego amerykańskiego serialu dla dzieci z lat 70., opowiadającego przygodach rodziny Marshallów, która przenosi się do innego wymiaru i trafia do krainy tylko z pozoru podobnej do Ziemi (nawiasem mówiąc, wersja Silberlinga podobno mocno odstaje od telewizyjnego oryginału).

Mimo komediowego charakteru opowieści, muzyka Giacchino brzmi całkiem poważnie i często bliżej jej do ilustracji z serialu Zagubieni niż np. zwariowanego Ratatouille. Co daje się zauważyć już na początku, to duża ilość muzycznego suspensu, poczynając na długich, „zawieszonych” dźwiękach instrumentów smyczkowych i ostrych uderzeniach w klawisze fortepianu, na „tajemniczych” brzdęknięciach wibrafonu kończąc. Nie brakuje tu również bolesnych dla ucha kontrastów, kiedy następuje przejście z bardzo cichej muzyki w bardzo głośną.

Trudno za to zauważyć jakąkolwiek myśl przewodnią. Mamy tu, owszem, kilka krótkich motywów, które przewijają się raz po raz, jednak żaden nie tylko nie brzmi jak temat z prawdziwego zdarzenia, ale też w żaden sposób nie spaja tej ścieżki dźwiękowej. No i wreszcie żaden specjalnie nie zapada w pamięć. Chwała temu, kto podczas pierwszego słuchania odróżni niektóre z nich od pozostałej muzyki ilustracyjnej.

Najbardziej charakterystyczny jest „falujący” motyw smyczkowy (często uzupełniany obco brzmiącą wokalizą), który po raz pierwszy pojawia się w Swamp and Circumstance. W Food Coma for Thought słyszymy natomiast żartobliwą fanfarę na przytłumionych trąbkach i fletach. Ta melodia powraca także w A New Marshall in Town. Tam z kolei pojawia się również motyw liryczny, później rozwinięty w Holly Mad As Sin. Do złudzenia przypomina on podobne utwory kompozytora z Zagubionych i niedawnego Star Treka.

Powyższe przykłady nie wyczerpują listy drobnych (czasem bardzo drobnych) motywów, z których utkana została ta ścieżka dźwiękowa. Pomimo kilkukrotnego słuchania, z wielkim trudem układają się one w jakąś zwartą całość i nawet w zamykającej suicie (End Credits Can Suck It) nie prezentują się szczególnie imponująco, gdyż poza bogatą instrumentacją po prostu nie mają czym zabłysnąć.

W zasadzie to właśnie różnorodność wykorzystywanych środków wyrazu jest jedną z najmocniejszych stron Land of the Lost. Poza tradycyjnym wyposażeniem orkiestry, Giacchino użył między innymi gitarę elektryczną (nadając utworom rockowego charakteru; a także symulując za jej pomocą brzmienie thereminu, instrumentu powszechnie wykorzystywanego w starych obrazach s-f), *banjo (to z kolei ukłon w stronę motywu przewodniego z serialu), rozbudowaną sekcję perkusyjną (podkreślając prehistoryczną egzotykę zaginionej krainy), a nawet... muszle morskie, które, gdy się w nie zadmie, wydają bardzo oryginalny dźwięk.

Z wyjątkowo dużej liczby utworów, która znalazła się na albumie, mało który się czymś charakterystycznym wyróżnia (no chyba, że tytułem, gdyż te są naprawdę przednie). Jednym z wyjątków jest If You Don`t Make It, It`s Your Own Damn Vault. Ta kompozycja, nawiązująca do westernowej twórczości Ennio Morricone, jest niewątpliwie jednym z niewielu melodyjnych utworów na krążku. Warto również zwrócić uwagę na Stakbuster, który rozpoczyna się marszowym rytmem niemal jak Gwiezdnych wojen. Można także posłuchać FIGHT FIGHT FIGHT, który dwukrotnie raczy słuchaczy prostymi, acz bardzo przyjemnie brzmiącymi fanfarami (takimi, których właśnie brakowało mi w muzyce do Star Treka). Osoby, które oglądały serialowy pierwowzór, pewnie rozpoznają też temat przewodni, który Giacchino zawarł w Ready and Will (zabawnym nawiązaniem do niego jest również fragment tytułowej piosenki, który znajdziemy w zamykającym płytę utworze; tu w wykonaniu Willa Ferrella).

Land of the Lost to trzeci pełnometrażowy obraz Giacchino w tym roku, jednak kompozytor miał na głowie jeszcze kilka innych projektów - krótkometrażowe animowane Partly Cloudy oraz etaty przy serialach Zagubieni i Fringe. Taki nawał zajęć aż musiał spowodować zmęczenie materiału i ewidentnie spowodował. Land of the Lost to w większości muzyka, którą zwykło się nazywać „incydentalną” - po prostu zestaw utworów, które zostały dopasowane do poszczególnych ujęć, ale poza tym niewiele sobą przedstawiają. Oczywiście, od kompozytorów filmowych wymaga się właśnie tego, by muzyka dobrze prezentowała się w obrazie. Ten truizm stanowi jednak niewystarczającą okoliczność łagodzącą przy ocenie muzyki na albumie, a ta w tym wypadku wypada najsłabiej w porównaniu z pozostałymi tegorocznymi wydaniami, które są sygnowane nazwiskiem kompozytora. Jest to według mnie również jedna z najmniej zajmujących prac Michaela Giacchino w ogóle. Polecić ją mógłbym jedynie jego największym fanom i tym, którym rzeczywiście spodobała się muzyka, jaką usłyszeli w filmie.

Na koniec dodam, że mi Land of the Lost przywiodła skojarzenia z inną ścieżką dźwiękową, mianowicie Evolution Johna Powella. Obie pochodzą z przygodowych komedii fantastycznych, obie są równie eklektyczne i można w ich kierunku skierować wiele podobnych uwag. Mimo wszystko, to jednak muzyka Powella ma w sobie znacznie więcej atrakcji, w związku z czym słuchacz, mając do wyboru jedną albo drugą, powinien bez wahania sięgnąć po płytę Anglika, natomiast Land of the Lost może sobie zwyczajnie darować.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Swamp And Circumstance - 1:25
2. The Lighter Side Of Archaeology - 1:03
3. Food Coma For Thought - 1:01
4. A Routine Expedition - 0:48
5. The Greatest Earthquake Ever Known - 3:12
6. Matt Lauer Can Suck It - 1:22
7. Chaka Chasedown - :43
8. The Ones That Got Away - 4:17
9. Enik Calls For Marshall - 1:16
10. Sleestak Attack - 2:01
11. Enik The Altrusian - 3:20
12. The Cosmic Lost And Found - 1:34
13. When Piss On Your Head Is A Bad Idea - 3:54
14. A New Marshall In Town - 1:37
15. Pterodactyl Ptemper Ptantrum - 0:42
16. The Crystal Cave - 1:43
17. In Search Of ... Holly - 1:34
18. Undercover Sleestak - 2:18
19. Never Trust A Dude In A Tunic - 4:17
20. If You Don’t Make It, It’s Your Own Damn Vault - 2:40
21. Holly Mad As Sin - 0:50
22. Sleestak Showdown - 0:53
23. Stakbusters - 2:33
24. FIGHT FIGHT FIGHT - 1:27
25. Crystal Clear - 2:31
26. Mystery Cave Reunion - 1:22
27. Ready And Will - 1:36
28. End Credits Can Suck It! - 3:26
29. Pop Goes The Sleestak - 0:16
30. A Routine Expedition (Version 1) - 0:50
31. The Devil`s Canyon Mystery Cave (Version 1) - 2:04
32. Crystal Clear (Film Version) - 2:19

Razem: 60:37



Komentarze czytelników:

Mystery:

Moja ocena:

Muzyka z pewnością ciekawa, mocarny temat przewodni, różnorodne instrumentarium, sporo świetnych utworów, ale co z tego, jak nie idzie tego słuchać. Mimo wielu niezłych momentów, całość już męczy. W obrazie ponoć spisuje się bardzo dobrze, ale to raczej dziwić nie powinno. Jak dla mnie jest to poziom ubiegłorocznych przygodówek Lockingtona, atrakcyjne, ale za długie, przez co nudne. Najsłabsza praca Giacchino w tym roku, a może i nawet w jego całej filmowej twórczości, ale myślę, że wynika to charakteru filmu i konceptu na jego muzyczne opisanie. Sama muzyka w fragmentach bardziej przypomina mi Planetę Małp "Goldsmitha", niż Ewolucję ;) "Willa Ferrera"? - do poprawki :)

Mefisto:

Moja ocena:

Rozczarowanie. Płyta ciężka, toporna i wtórna, jak na Giacchino. Broni się jedynie parę tematów i fantastyczne - jak zawsze - End Titles.

scoreman:

Moja ocena:

Muzyka mało ciekawa, typowo rzemieślnicza i pozbawiona jakiekolwiek elementu przykuwającego uwagę i zachęcającego do ponownego przesłuchania. Według mnie nie odbiega poziomem od innych tegorocznych prac Giacchino, z których żadna mnie nie zachwyciła. Zachowawcze przeciętniactwo i nic więcej.

Neimoidian:

Moja ocena:

"Lost" #4 i "Up" (obie wg mnie zasługujące na 4) są o wiele lepsze od "Land of the Lost" z jego (naprawdę słabą) trójką. Również "Star Trek" wypada znacznie lepiej, więc zupełnie nie rozumiem argumentu o "nie odbieganiu" od poziomu, nawet jeśli żadna z powyższych prac również Ciebie nie zachwyciła.