Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Igor

19 Listopad 2008, 13:28 
Kompozytor: Patrick Doyle

Orkiestracje: Patrick Doyle, James Shearman, Geoffrey Alexander

Wykonanie: The Bulgarian Symphony Orchestra and Choir, Patrick Doyle (fortepian)

Dyrygent: James Shearman

Rok wydania: 2008
Wydawca: Varèse Sarabande

Muzyka na płycie:
Igor

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Postać Igora, przygarbionego pomocnika szalonego naukowca, to popkulturowa klisza, która swoje korzenie ma jeszcze w niemieckim ekspresjonizmie oraz filmach o doktorze Frankensteinie. Szpetny fizycznie i osobowościowo osobnik idealnie pasował do mrocznych i groteskowych światów posępnych laboratoriów i przerażających eksperymentów. Igor stał się swoistą ikoną, do której nawiązywali liczni filmowi naśladowcy i prześmiewcy. Wystarczy przypomnieć niesamowitą kreację Marty’ego Feldmana z filmu Młody Frankenstein Mela Brooksa.

W podobny sposób podeszli do postaci Igora twórcy tegorocznej amerykańsko-francuskiej animacji, czyniąc ją bohaterem tytułowym swojej historii. Film opowiada o lekceważonym i pogardzanym asystencie laboratoryjnym, który dzięki swojemu talentowi opanowuje sztukę przywracania martwych do życia, czym planuje pochwalić się na dorocznym festynie naukowym. Ku swojemu zaskoczeniu, stworzony przez niego potwór-kobieta, okazuje się istotą na wskroś dobroduszną, co nijak nie licuje z powszechnymi w miasteczku (zwanym uroczo "Malarią") normami.

Ilustrację do Igora przygotował Patrick Doyle, który na koncie ma między innymi Branaghowskiego Frankensteina, w którym umiejętnie zbudował klimat grozy i szaleństwa. Zawiedzie się jednak ten, kto liczy, że znajdzie w Igorze coś atmosfery tamtego filmu. Tym razem mamy do czynienia z mroczną wizualnie, ale jednak bajką, która z założenia nie powinna straszyć swojej publiczności. Zaproponowane przez Doyle’a brzmienie podąża tym torem – na ogół jest stosunkowo wesołe, pełne lekkich, a czasem wręcz skocznych melodii. Już pierwszy utwór – Eva – wita nas zwiewnym fortepianowym motywem, przywodzącym luźne skojarzenia z Debussym. Reprezentuje on postać stworzonej przez bohatera kobiety. Ma swój urok i pozostaje żałować, że w dalszej części płyty nie pojawia się częściej. Następny utwór przypisany jest protagoniście. Melodia, choć nie jest niczym nadzwyczajnym, jest wystarczająco charakterystyczna, by pełnić rolę tematu przewodniego. Ta kompozycja brzmi „bardziej” diabolicznie niż poprzednia, niestety technicznie bliżej jej do Eragona niż Frankensteina.

Melodii i przeróżnych motywów w tej ilustracji nie brakuje i trzeba przyznać Doyle’owi, że brzmią ładnie. Prawie każdy następny utwór – szczególnie w pierwszej części albumu – wprowadza coś nowego, na czym można zawiesić ucho. Niektóre z nich (np. Scamper & Brain, Hi Heidi) utrzymane są w stylu imitującym – jakkolwiek powierzchownie – muzykę dawną (kompozytor wykorzystuje tu m.in. *smyczki, flety i klawesyn...). W Schadenfreude otrzymujemy natomiast rzewną melodię na skrzypce, z kolei w Except the King pompatyczno-komiczną fanfarę. Acting Me Me Me oraz Plucky Eva brzmią jeszcze inaczej – mają bowiem w sobie coś wodewilowo-kabaretowego. Każda z tych melodii jest solidna, ale większość pojawia się najwyżej raz i nie zostaje na dłużej w pamięci, powodując u słuchacza takie poczucie zakłopotania, które pojawia się, gdy nie może sobie przypomnieć, jak brzmiały słuchane przed chwilą utwory. Jednym z wyjątków jest interesująca, romantyczna melodia, która po raz pierwszy wprowadzona zostaje w Opening Night Presents i wraca kilkukrotnie, m.in. w Failing for Director, Let’s Get Evil, Malaria Community Theatre i wreszcie Wistful Thinking w ładnej fortepianowej aranżacji. Nie jest to Chopin, ale słucha się jak najbardziej przyjemnie.

Znacznie słabiej prezentują się utwory epickie. Ani Evil Bone, ani Cliff Chase nie porywają. To samo dotyczy Evil Science Fair. Po raz kolejny kompozytor chwyta po rozwiązania, w których nie ma ani tej techniki, ani emocji, jakie słuchacze mogą znać z jego dawnych prac. Lepiej prezentują się pod tym względem Secret Passage, druga połowa Let’s Get Evil i przede wszystkim całkiem dobre Through the Clouds. Finałowy Evil Annie to mieszanina trafionych i nietrafionych pomysłów. Choć zaczyna się niczym uboższa wersja Shore’owskiego The End of All Things z Powrotu Króla, później jest już dosyć przyzwoicie – momentami utwór rzeczywiście wciąga.

Pomimo niezłej obsady wokalnej i quasi-Burtonowskiego klimatu, Igor nie został przyjęty ciepło. Ani strona graficzna, ani fabuła nie zachwyciły widzów, szczególnie na tle konkurencyjnych produkcji spod znaku Pixara i DreamWorks. Kompozycje Patricka Doyle’a też raczej nie zapiszą się w annałach, choć nadużyciem byłoby stwierdzenie, że muzyka, która przygotował, jest słaba. Mamy do czynienia raczej z typowym średniakiem, który nie jest jakoś szczególnie dobry, ale też nie można o nim powiedzieć, że jest zły. Wśród dwudziestu trzech utworów, które znajdują się na płycie, jest na pewno czego posłuchać i to nie bez przyjemności. Wątpliwe jednak, by ta muzyka pozostała w głowie na dłużej, a i jeśli ktoś tę pozycję przegapi, nie powinien z tego powodu szczególnie rozpaczać.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Eva - 3:07
2. Igor - 4:47
3. Scamper & Brain - 2:30
4. Schadenfreude - 1:39
5. Hi Heidi - 1:05
6. Except The King - 1:41
7. Evil Bone - 3:30
8. Blind Orphans - 1:24
9. Brain Wash - 1:29
10. Oven Bun - 3:05
11. Acting Me Me Me - 1:58
12. Cliff Chase - 2:42
13. Plucky Eva - 3:15
14. Opening Night Presents - 3:45
15. Hot Tub Rub - 3:15
16. Falling For Director - 2:37
17. Evil Science Fair - 3:08
18. Secret Passage - 1:36
19. Through The Clouds - 2:12
20. Let`s Get Evil - 1:17
21. Evil Annie - 6:52
22. Malaria Community Theatre - 2:34
23. Wistful Thinking - 1:51

Razem: 61:19



Komentarze czytelników:

Mystery:

Moja ocena:

Dużo oczekiwałem od tego scoru, a tu taka słabizna.

Koper:

Moja ocena:

Już nie marudźcie, nie jest taka zła. Chyba nie spodziewaliście się po partyturce do takiej animacji dzieła na miarę Frankensteina czy kompozycji do dramatów szekspirowskich? :) Jest lekko, tematycznie i całkiem przyjemnie, nawet jeśli underscore trochę przynudza.

Mefisto:

Moja ocena:

Rzeczywiście, nie takie złe - kilka chwytliwych tematów, parę świetnych aranżacji...niestety całość zdecydowanie za długa, jak dla mnie, a i underscore, choć porządny, to nie pozwala na wystawienie większej oceny.

MaciekG.:

Moja ocena:

Bardzo fajny score. Chwytliwe tematy, miło się słucha.

Mystery:

Moja ocena:

Niegdyś zbyt surowo podszedłem do tej pracy, chyba rzeczywiście liczyłem na drugiego Frankensteina, ale "słabizna" to z pewnością nie jest, piękne, mocne tematy, wybitne wykonanie, ładna liryka, mocna akcja, trochę rubasznych dźwięków i ta unosząca się nad wszystkim nutka klasycyzmu. Klasa.