Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Skarb narodów – Księga tajemnic (National Treasure – Book of Secrets)

10 Luty 2008, 09:39 
Kompozytor: Trevor Rabin

Dyrygent: Don Harper, Tom Calderaro
Orkiestracje: Gordon Goodwin, Tom Calderaro, Frank Macchia
Muzyka dodatkowa: Don Harper, Paul Linford, Tom Gire, John Sponsler

Rok wydania: 2007
Wydawca: EMI/Walt Disney Pictures iTunes Plus

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Skarb narodów – Księga tajemnic (National Treasure – Book of Secrets)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Benjamin Gates (Nicolas Cage), po odkryciu tajemnicy templariuszy, został najbardziej znanym w USA poszukiwaczem skarbów. Tym razem z ojcem, Patrickiem (Jon Voight), odnajdują 18 zaginionych kart z dziennika Johna Bootha, zabójcy prezydenta Abrahama Lincolna. Okazuje się też (Mitch Wilkinson – Ed Harris), że przodek Gatesów, Thomas, był jednym z uczestników konspiracji, w skład której wchodził Booth. Przyjaciel Bena, komputerowy geniusz Riley Poole (Justin Bartha) oraz piękna doktor Abigail Chase (Diane Kruger), wezmą udział w poszukiwaniu tajemniczego Złotego Miasta, by oczyścić dobre imię rodziny Gatesów.

Reżyser Jon Turteltaub i producent Jerry Bruckhemier zarobili na pierwszej części Skarbu Narodów w samych USA ponad 173 mln dolarów, a na całym świecie ogółem 347,5 mln dolarów. Niezły zarobek jak na 100-milionową produkcję. Trudno się dziwić, że 3 lata później ta sama ekipa stworzyła *sequel. National Treasure – Book of Secrets, czyli Skarb narodów – Księga tajemnic wystartował w kinach 13 grudnia 2007 roku. Kontynuacja w ciągu niespełna 2 miesięcy wyświetlania w Stanach dobiła do 210 mln dolarów, zaś na świecie do chwili obecnej kolejnych 160 milionów. Jerry Bruckheimer zaprosił do zilustrowania muzyką kolejnej odsłony tajemnej historii USA swojego „starego” współpracownika Trevora Rabina, autora oprawy do oryginału. Po bogatym i bardzo pracowitym roku 2006 (5 filmów) kompozytor postanowił nieco odpocząć, ograniczając swoją aktywność zawodową do dwóch produkcji – obok, wysokobudżetówki Bruckheimera, była jeszcze lekka komedia Hot Rod.

Na początku trzeba poruszyć kwestię wydania soundtracku. Przede wszystkim nie ukazał się on na płycie, lecz nakładem EMI/Walt Disney Pictures iTunes Plus został z dniem 18 grudnia 2007 roku udostępniony w wersji cyfrowej - internetowej, zresztą w bardzo okrojonej postaci. Choć w filmie muzyka gra niemal cały czas plus suita na napisy końcowe, na tym wydaniu mamy do czynienia z edycją w stylu promocyjnym, niecałe 23-minutowym. To największa słabość soundtracku. Naprawdę szkoda, że nie dane zostało odsłuchać pełnego wkładu Trevora w swoją pracę, a trzeba uczciwie przyznać, że Rabin naprawdę starał się stworzyć przemyślany sequel z elementami nowymi i nawiązaniami do „jedynki”. Poza tym, utwory nie są poukładane w kolejności chronologicznej; przykładem niech będzie So!, który stanowi muzyczne zwieńczenie filmu. Co do samej muzyki, to musimy pamiętać, że to typowy w swoim stylu Trevor Rabin i typowa dla niego muzyka, zwłaszcza w scenach akcji i momentach triumfalnych – patetycznych, dla filmów ze stajni Jerry`ego Bruckheimera. Nie mogło oczywiście zabraknąć amerykańskiej bazy tematycznej stworzonej do części pierwszej, a więc tematu heroicznego i „poszukującego”.

Z uwagi na skromną ilość kompozycji postanowiłem wyjątkowo omówić ten fragment partytury w niezbyt ulubionym układzie „track by track”. Album inauguruje niezwykle melodyjna i wzniosła kompozycja Page 47 ilustrująca spotkanie Benjamina Gatesa z prezydentem USA w sprawie tajemniczej księgi. Rabin zaproponował tutaj zupełnie nowy temat – kolejnej tajemnicy rządowej, choć sam tytuł utworu bardziej sugerowałby wątek do części trzeciej. Szczególną uwagę zwróciły rytmiczne *pasaże smyczkowe, które stanowiły idealny akompaniament pod niezwykle udaną i świeżą wariację tematu Bena z „jedynki”: Trevor najpierw posłużył się subtelnie brzmiącymi instrumentami dętymi drewnianymi, a następnie wspaniale brzmiącymi solowymi smyczkami. Te ostatnie mogliśmy usłyszeć wcześniej przy Bad Company. Wszystko to nadawało swego rodzaju aury tajemniczości. Centralną część utworu stanowiła patriotyczna i heroiczna wersja tematu głównego w jego charakterystycznej postaci – prowadzące, mocarne *waltornie oraz szybująca w tle *sekcja smyczkowa. Nowość kompozytor pozostawił na finał, oferując nową melodię, pełną radości, optymizmu, swoistego liryzmu – całość rozpisana na *smyczki i instrumentarium dęte drewniane.

Nowy liryczny temat stanowił początek najdłużej na płycie, ponad 5-minutowej kompozycji Cibola, poświęconej kolejnemu w historii Złotemu Miastu. Kompozytor lawiruje tutaj cały czas zmienną tematyką – raz operując tematem lirycznym na dęte drewniane, na sekcję smyczkową lub subtelny fortepian, innym razem zastępując go tematem Bena w aranżacji na solowe skrzypce. Nieustannie jednak uszy słuchacza bombardowane były typową dla Rabina muzyką w stylu akcja / thriller, podobną w klimacie do Piekielnej Głębi lub sequela Piratów z Karaibów. Naprawdę ciekawie brzmiały motywy oparte na kombinacji „ciężkiego” w wymowie gitar elektrycznych, elektronicznej perkusji i solowych smyczków lub „nisko” brzmiącego arsenału instrumentów dętych blaszanych w towarzystwie rytmicznej sekcji smyczkowej. Może troszkę szkoda, że Rabin częściej markował przejście do muzyki akcji, niż faktycznie dokonywał takiej metamorfozy.

Ciekawym rozwiązaniem, choć mało oryginalnym, posłużył się Trevor ilustrując sceny, w których amerykański Skarb Narodów 2 przenosi się do Paryża; idealnie wkomponowała się w całość liryczna odmiana tematu Bena na sekcję smyczkową oraz nowa melodia wykonywana przez akordeon. Nic odkrywczego, ale brzmi naprawdę dobrze, oddając klimat Starego Kontynentu – Spirit of Paris.

Tytułowy City of Gold w pełni oddawał triumfalizm idei poszukiwań skarbów przez Benjamina Gatesa. Kompozytor zawsze umiejętnie podkreślał takie sceny odpowiednią dawką patosu; nie inaczej musiała zabrzmieć heroiczna fanfara tematyczna rodziny Gatesów, ale z drugiej strony zło i niebezpieczeństwo czają się wszędzie, więc i tym razem musiało to znaleźć odbicie w muzyce – temu celowi służyło właściwe użycie sekcji smyczkowej oraz tradycyjnych dodatków: dętych blaszanych, gitary elektrycznej i odrobiny elektronicznych sampli.

Jednym z najlepszych kawałków na płycie jest So!, pochodzący z samego finału filmu. Tutaj po raz pierwszy można usłyszeć zupełnie nowy temat – Riley`a Poole`a. Od początku słychać w utworze optymizm, „happy end” i wyłącznie pozytywne emocje. Z tego względu Rabin podzielił track na poszczególne części, za które odpowiadały poszczególne sekcje instrumentów. Cześć poświęcona Riley`owi to skoczny, rytmiczny motyw smyczkowy, zaś uczucie łączące Gatesa z Abigail do kombinacja smyczków i gitary plus wstawki fortepianowe.

W filmie nie brakowało momentów „poszukujących”, więc nie mogło ich zabraknąć w muzyce. Oczywiście Rabin posługiwał się czasami fragmentem tematu „searching” z części pierwszej, ale równocześnie wzbogacił go o elementy nowe. Najlepiej posłuchać go w ilustracji sceny przeszukiwania gabinetu amerykańskiego prezydenta - Bunnies. Smyczkowe *pizzicato i zróżnicowany akompaniament sekcji smyczkowej – raz pełniący rolę tła, innym razem funkcję prowadzącą, lekka perkusja i stonowane dodatki elektroniczne. Od razu wiadomo, za co odpowiadała ta melodia. Najlepszym utworem, w którym można usłyszeć tajemniczy temat „poszukujący” z charakterystycznym tłem gitar elektrycznych i akompaniamentem sekcji smyczkowej to dynamiczny Gabby Shuffle. Ten kawałek najbardziej nawiązywał stylistycznie do „jedynki”.

Idealnym rozwiązaniem na finał płyty był wybuchowy Franklin`s Tunnel. De facto kompozytor umieścił tu wszystkiego po trochu. Są zarówno momenty liryczne, pełne napięcia i wyczekiwania oraz podkreślające dynamizm toczącej się akcji. Jakkolwiek dwie pierwsze funkcje zostały spełnione należycie, o tyle z akcją sprawa jest dwojaka. Motywy nawiązujące do Piekielnej Głębi, pełne pesymistycznego chóru, pulsującej perkusji, heroicznej, acz pełnej jakiegoś smutku wewnętrznego (Ci, którzy oglądali film, będą widzieli, o co chodzi) sekcji smyczkowej przypominającej brzmienie Armageddon są naprawdę dobre i chętnie do tego wracam. Tyle, że jest inny problem. Innej muzyki, typowo „action” na płycie, w tym wydaniu po prostu nie ma. To stanowi poważną słabość wydania, gdyż w filmie jest jej dużo więcej. Dlatego tak trudno ją tu ocenić.

Oceniając to promocyjne wydanie muszę stwierdzić, że komu się podobała część pierwsza, spodoba się również muzyczny sequel. Trevor Rabin, starannie przygotował połączenie melodii „starych” z nowymi, choć to i tak temat Bena był tym dominującym. Ciekawie zabrzmiały nowe wariacje poprzednich tematów, szczególnie spodobały mi się momenty z użyciem solowych smyczków. Trochę szkoda, że zabrakło tym razem typowych dla szkoły *MV chórów, gdyż poza tradycyjną dla siebie orkiestracją, nie było tu nic mogącego na dłużej przyciągnąć uwagę – fortepian był zbyt rzadkim „gościem”, do gitar elektrycznych już nas kompozytor przyzwyczaił, zaś akordeon był tylko miłym eksperymentem. W przemyślany sposób Trevor podszedł do muzyki potęgującej napięcie i niepewność bohaterów, tworząc drobne motywy, a nie operując „tanimi” środkami, czyli ścianą mrocznej elektroniki. Rozczarowała mnie okrojona bardzo ilość muzyki akcji, którą na dobrą sprawę mogliśmy posłuchać w finałowym Tunelu Franklina. Choć nie brzmiała odkrywczo, tradycyjnie nie rozczarowała melodyką i przyswajalnością. Myślę, że aby najpełniej ocenić tę płytę, należałoby poczekać, aż Walt Disney Records w końcu wyda oryginalny soundtrack, najlepiej w rozszerzonej edycji. Ogólnie: polecam ten album fanom muzyki do „jedynki” i samego kompozytora.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Page 47 - 2:39
2. Cibola - 5:16
3. Spirit of Paris - 2:20
4. City of Gold - 2:13
5. So! - 1:46
6. Bunnies - 2:02
7. Gabby Shuffle - 1:51
8. Franklin`s Tunnel - 4:28

Razem: 22:40



Komentarze czytelników:

Rafalski:

Moja ocena:

najidiotyczniejszy film roku z równie "wspaniałą" muzyką...

Ludi:

Moja ocena:

O ile pierwszą część słuchało się całkiem przyjemnie, o tyle dwójka to muzyka chaotyczna i głośna, zwyczajna papka.

MaciekG.:

Moja ocena:

Mi tam się podoba, nic oryginalnego ale słucha się przyjemnie.

Przemek:

Moja ocena:
bez oceny

film wg mnie to bardzo udana kontynuacja - nic na sile! Soundtracku osobno nie sluchalem, ale pamietam tylko, ze bardzo mnie zniesmaczyl ktorys z tematow powtarzajaych sie przez caly film, brzmiacy identycznie jak Luke and Leia (tak sie to pisze) J. Williamsa... Ciekawostka jest to, ze u nas film wszedl na ekrany w styczniu (dokladnie 4) a np. w Wilkiej Brytani wchodzi dopiero teraz :-)

Mystery:

Moja ocena:

Naprawdę nic godnego uwagi.


  Do tej recenzji jest jeszcze 1 komentarz -> Pokaż wszystkie