Od czasu nakręcenia drugiej części komedii sensacyjnej Godziny szczytu upłynęło już sporo czasu i wydawało się, ze producenci oraz reżyser Brett Ratner dadzą już sobie spokój z kręceniem kolejnych *sequeli. W Hollywood tymczasem powstała trzecia odsłona zwariowanych przygód detektywa Cartera (Chris Tucker) i inspektora Lee (Jackie Chan). Choć twórcy zaserwowali widzom odgrzewanego kotleta wg starej receptury niespodziewanie film odniósł w USA oszałamiający sukces i pewnie powstaną kolejne części. Jedną z osób, które z pewnością ucieszył sukces Godzin szczytu 3 jest autor muzyki do tego filmu Lalo Schifrin. Współpracującemu z reżyserem filmów z tej serii Brettem Ratnerem kompozytorowi bardzo trudno jest znaleźć zatrudnienie w Hollywood i gdyby nie ten twórca, lista ilustracji argentyńskiego artysty z ostatniej dekady byłaby znacznie uboższa.
Za swe kompozycje z poprzednich części Godzin szczytu Argentyńczyk nie został szczególnie skomplementowany w środowisku fanów muzyki filmowej, były to bowiem zupełnie przeciętne stylistycznie kompozycje, niczym nie wyróżniające się spośród dziesiątek hollywoodzkich ilustracji komedii sensacyjnych. Już od razu zaznaczę, że w przypadku Godzin szczytu 3 mamy do czynienia z identyczną sytuacją, nie znaczy to jednak, że Lalo Schifrin stworzył kompozycję bliźniaczo podobną stylistycznie do poprzedników. A wypełnione zostały one m.in. bardzo dynamicznym i kolorowym miksem symfoniczno-syntetycznej muzyki akcji i azjatyckiej etniki. Dodatkowo w Rush Hour 2 Argentyńczyk dorzucił do muzyki dramatycznej garść smakowitego i chwytliwego lounge music. Schifrin od początków swej muzycznej kariery znany był z dwóch obliczy swej twórczości. Z jednej strony komponował wysublimowaną, dostarczającą wielkiej przyjemności muzykę jazzową a z drugiej bezkompromisowe, awangardowe kompozycje symfoniczne. Ta bezkompromisowość cechowała przez lata jego muzykę akcji i pozostała w niej do dziś, o czym przekonują wszystkie trzy ilustracje z Godzin szczytu. Action-score argentyńskiego kompozytora cechują przede wszystkim agresywność i frenetyczność, zaś obecność materiału tematycznego i motywicznego jest wyraźnie zminimalizowana. Kompozytorowi zależy przede wszystkim na maksymalnym zdynamizowaniu sekwencji akcji oraz perfekcyjnym zgraniu ilustracji muzycznej z każdą sceną filmu. Można się domyślić, jakie skutki przynosi to podczas odsłuchu albumowego. W Godzinach szczytu 3 najefektowniej prezentują się te momenty, w których Schifrin w efektowny sposób pręży muskuły w zdominowanych przez sekcję dętą Dragon Lady czy Hospital Gunfight wspierając ją pobudzającymi,dzikimi perkusyjnymi rytmami. Szkoda tylko, że zdarza mu się też zabawić się idiotycznym, archaicznym "mickey-mousingiem" i doprowadzającą na samym końcu albumu do irytacji symfoniczną kakofonią.
Słuchając Godzin szczytu 3 miałem wrażenie, że twórca chciał się przede wszystkim popisać przed słuchaczem swym warsztatem kompozytorskim. Że ogarnęła go obsesja udowodnienia sobie i fanom muzyki filmowej, iż pomimo zaawansowanego wieku wciąż potrafi tworzyć muzykę szalenie złożoną, wyróżniającą się techniczną maestrią. Ok, mnie przekonał, mógł jednak przy tym postarać się także o śmiałe odświeżenie formuły zaprezentowanej w dwóch poprzednich częściach trylogii Ratnera. A tymczasem Schifrin odarł ją w najnowszym ogniwie, z co ciekawszych elementów, w efekcie czego ostał mu się jeno rdzeń każdej z jego poprzednich ilustracji w postaci hałaśliwej muzyki akcji wspartej skromnymi partiami etnicznymi. Zabrakło tym razem szerokiej obecności melodyjnego jazzu, stylowej liryki jak i syntetycznej akcji. Jeżeli już Lalo Schifrin serwuje nam etnikę i muzyczne ubarwiacze związane z lokacjami filmu to tylko w postaci niedługich wtrąceń pojawiających się między kolejnymi wyczerpującymi utworami akcji. Pozostając przy wadach kompozycji Argentyńczyka muszę jeszcze wspomnieć o wyraźnym braku inspiracji, jaki odbija się mocno w jego pracy. Można odnaleźć już nie pierwszy raz czytelne odniesienia do wcześniejszych ilustracji Schifrina z filmów o Brudnym Harrym i serialowej wersji Planety Małp. W muzyce akcji widoczna jest także inspiracja kompozycjami Davida Arnolda z ostatniego Bonda Casino Royale i to w zasadzie jedyne novum w trzeciej części Godzin szczytu. Tradycyjnie już w ilustrację dramatyczną zostaje wpleciony temat główny nawiązujący do kultowej ilustracji Schifrina z Wejścia smoka. (Jej wielkim fanem jest Brett Ratner, który nawet zażyczył sobie umieszczenia w pierwszej części trylogii tematu przewodniego z tej słynnej produkcji). Tym razem jednak temat ten niebyt mocno zostaje eksploatowany w pracy Argentyńczyka, a szkoda, bo niewątpliwie dodało by jej to atrakcyjności.
Byłoby wielce niesprawiedliwe uznanie tej kompozycji Lalo Schifrina za bezwartościową papkę i zignorowanie dużego wysiłku artysty w nią włożonego, jednakże wady, jakimi jest ona napiętnowana bardzo zawężają krąg osób, którym mogę ją polecić. Godziny szczytu 3 to przykład wyraźnego przerostu formy nad treścią. Z tego powodu muzyka nie potrafi przytrzymać na dłużej przy sobie słuchacza, ma na to wpływ także jej rażąca schematyczność i wtórność. Schifrinowi zdarzają się naprawdę absorbujące ilustracje scen akcji (zwłaszcza ów muskularny action-score), lecz jego kompozycja została zarżnięta poprzez umieszczenie na albumie końskiej dawki asłuchalnego action-score. Po dwóch kwadransach słuchanie tego albumu staje się bolesną torturą, której oprą się jedynie najwierniejsi fani Argentyńczyka i słuchacze, którym odpowiada taka muzyczna formuła zaprezentowana już w poprzednich częściach Godzin szczytu. Lalo Schifrin to wciąż profesjonalista i rzemieślnik wysokiej klasy, lecz jego ostatnie wyczyny można docenić głównie podczas seansów filmowych a kupowanie albumów takich jak Abominable i Godziny szczytu 3 to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik (Inne recenzje autora)
Lista utworów:
1. Main Title — Rush Hour Theme - 01:27
2. The World Court - 02:10
3. Chasing the Assassin - 04:19
4. Su Yung Returns/Dojo Arrival - 02:11
5. Giant Kung Fu - 02:34
6. Hospital Gunfight - 02:47
7. Hiding Su Yung/Two Americans In Paris - 01:49
8. Dragon Lady - 01:55
9. Bikers - 02:48
10. In the Sewers - 02:52
11. Reynard’s Plea - 01:39
12. With Genvieve - 03:10
13. Shi Shen - 02:17
14. Eiffel Tower Meeting - 04:27
15. Swordfight - 04:32
16. Farewell to Kenji - 02:35
17. The Return of the Triads - 02:35
18. Parachute Down - 02:14
19. Rush Hour Theme Remix - 02:35
Razem:50:56 |
Przeczytaj także:
|