Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Yakuza (The Yakuza)

10 Wrzesień 2007, 22:17 
Kompozytor: Dave Grusin

Orkiestracje: Dave Grusin, Leo Shuken, Jack Hayes

Rok wydania: 1975/2005r
Wydawca: Film Score Monthly

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Yakuza (The Yakuza)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

W połowie lat 70-tych Sidney Pollack i Dave Grusin stworzyli jeden z najbardziej znanych tandemów reżysersko-kompozytorskich w Hollywood. Sławny to duet, choć współpraca nie zaowocowała żadnym wybitnym dziełem po stronie amerykańskiego kompozytora. Stworzył on jednakże kilka bardzo dobrych ilustracji filmowych, które zyskały pewną renomę wśród fanów muzyki filmowej, jak Firma czy Hawana. Sidneyowi Pollackowi Dave Grusin zawdzięcza bardzo wiele. Reżyser stawiał przed nim niespotykane dotąd wyzwania, sprawiając, że Grusin przez lata tej współpracy bardzo mocno rozwinął się jako kompozytor filmowy. Pollack sprawił, że amerykański artysta do tej pory tworzący głównie płytkie emocjonalnie i czysto rozrywkowe ilustracje kina obyczajowego w popularnych wówczas stylach muzycznych ukazał światu, że prócz niewątpliwych umiejętności aranżerskich posiada ukryty do tej pory talent dramatyczny. Sidney Pollack potrafił zmotywować Grusina do zaprezentowania swych umiejętności w tej materii na planie pierwszego wspólnego projektu, którym był dramat sensacyjny Yakuza.

Nakręcony w 1975r obraz to osadzona w Japonii stylowa, będąca ucztą szczególnie dla wzroku produkcja łącząca w sobie elementy kina noir i akcji, która jest także bardzo udaną i dojrzałą próbą przedstawienia zachodniemu widzowi japońskiej etyki i obyczajowości. Rewelacyjne kreacje stworzyli tu Takakura Ken i Robert Mitchum, grający głównego bohatera filmu– mającego wielki bagaż doświadczeń życiowych prywatnego detektywa Harry’ego Kilmera powracającego do Tokio, aby uwolnić porwaną córkę swego przyjaciela. Yakuza to jedna z najlepszych pamiątek po tym wielkim aktorze. Mało który amerykański aktor potrafił w tak wdzięczny sposób rzucać riposty, odegrać scenę miłosną czy wreszcie w tak unikalny, zapadający w pamięć sposób zagrać scenę samookaleczenia się w imię honoru.

Postać Kilmera, honor japońskiego mężczyzny, podróż sentymentalna, zderzenie skrajnie się od siebie różniących kultur były elementami, które szczególnie zwróciły uwagę Dave’a Grusina. Owo zderzenie szczególnie mocno zaakcentował on w swej ilustracji, przeciwstawiając ekspresyjnym jazzowo-symfonicznym utworom ascetyczne, utkane z japońskich brzmień etnicznych utwory. Zaskoczyło mnie w jak dojrzały i zręczny sposób Amerykanin potrafił się poruszać na kompletnie nieznanym sobie terytorium muzycznym. Wziął w swe ręce cały arsenał japońskiego instrumentarium, od fletu *shakuhachi po intrygująco brzmiące perkusjonalia i ze sporą efektywnością wykreował beznamiętną, pełną chłodu atmosferę zionącą z kazamatów japońskiej yakuzy czy też nadludzką koncentrację wojowników i uczucie strachu towarzyszące krwawym eskalacjom przemocy w finale filmu. Nie pierwszy i nie ostatni raz Grusin potwierdził tu swą wszechstronność i talent aranżacyjny. Użycie etniki przez Amerykanina jest jednak w Yakuzie trochę nieprzemyślane i niekonsekwentne. Żal także, że nie została ona wykorzystana do pokazania stopniowego przesiąkania postaci Kilmera japońskimi zasadami etycznymi. Warto zwrócić uwagę na bardzo oszczędne w środkach, klimatyczne i dość dyskretne ilustrowanie efektownych scen akcji. Muzyka pozbawiona jest dynamiki, pojawiają się tylko nagłe erupcje dźwięków, a tak artysta skupia się na mozolnym budowaniu napięcia z pomocą przeciągłych dźwięków smyczków i grających ze sporym rezonansem instrumentów perkusyjnych. Nie uświadczymy tu pobudzającej, energetycznej muzyki rodem z Wejścia smoka Lalo Schifrina, bo zbyt mocno gryzła by się z resztą ilustracji dramatycznej.

Elementem, który najmocniej pozostaje w pamięci po spotkaniu z ilustracją Yakuzy jest jednakże nie mroczny underscore ani materiał suspense, lecz liryka – zaskakująco ekspresyjna i poruszająca jak na Dave Grusina, bo wcześniejsze jego kompozycje bądź to były nieco upośledzone emocjonalnie bądź artysta zdawał się ignorować emocje bohaterów. Przepięknie i ze sporą autentycznością został przez Grusina zilustrowany wątek tragicznej miłości Tannera i Japonki Eiko a przede wszystkim powrót zmęczonego życiem detektywa do miejsca największej przygody swego życia. Dave Grusin napisał dla Tannera niezwykle przejmujący i nostalgiczny temat zaaranżowany na saksofon. Ciekawe, w jak podobny sposób spojrzy na Roberta Mitchuma David Shire pisząc kilka miesięcy później muzykę do Żegnaj laleczko z udziałem tego aktora.

Yakuza zdaje się być najdojrzalszą z wczesnych ilustracji filmowych Dave’a Grusina, kompozycją świetną technicznie, tematycznie i aranżacyjnie a także wiarygodną emocjonalnie, która jednakże zatraciła trochę z dużej słuchalności cechującej większość wcześniejszych dzieł Amerykanina, ale niewiele, bowiem liczne na albumie underscore dzięki bardzo sprawnie prowadzonej przez artystę narracji i wciągającej atmosferze budowanej za pomocą wyrafinowanych środków nie odrzuca od siebie słuchacza. Yakuza ma również ten atut, że dzięki odstawieniu na dalszy plan elementów modnych wówczas nurtów muzycznych i pójściu w sporej części ilustracji dramatycznej w kierunku kameralnej orkiestry i japońskiej etniki, *score zyskał ponadczasowość, jakiej nie ma żadne z dzieł Grusina z tego okresu twórczości. Moja ocena albumu byłaby wyższa gdyby nie jego przesadna długość. Tym razem skłonność Lukasa Kendalla do jak najkompletniejszego prezentowania na płycie ilustracji muzycznej przyniosła więcej szkody niż pożytku. Do w zupełności wystarczających 45 minut score dorzucono tandetną piosenkę powstałą na bazie tematu głównego, zupełnie zbędne alternatywne wersje kilku kompozycji, a także muzykę źródłową w postaci lekko nużącego bluesa i jazz-rocka (choć chwała Grusinowi za poświęcenie się i stworzenie kwadransa muzyki, z którego ledwie minuta miała się pojawić w filmie). Mimo tego polecam sięgnąć po Yakuzę, bo niezbyt często można natknąć się na Dave Grusina tak mocno zainspirowanego tematyką filmu i piszącego tak piękne melodie.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Prologue - 02:42
2. Main Title - 03:16
3. Samurai Source - 02:02
4. Tokyo Return - 01:26
5. 20 Year Montage - 03:26
6. Scrapbook Montage / Scrapbook Epilogue - 02:10
7. Kendo Sword Ritual / Alter Ego / Night Rescue / Amputation / Amputation (alternate) - 03:16
8. Man who never smiles - 01:48
9. Tanner to Tono / Tono Bridge / The Bath - 02:26
10. Girl and Tea - 01:32
11. Pavane - 01:09
12. Get Tanner - 01:38
13. Breather / Final Assault - 04:41
14. The Big Fight - 05:50
15. No Secrets - 01:31
16. Sayonara - 02:00
17. Apologies - 02:08
18. Bows / End Title (Coda) - 01:41
19. Shine on - 09:44
20. Bluesy Combo - 06:18
21. 20 Year Montage / Scrapbook Montage (film mix) - 04:58
22. End Title (film version) - 01:08
23. Only the Wind - 02:49

Razem: 69:39



Komentarze czytelników:

Marek:

Moja ocena:
bez oceny

Świetna recenzja, na pewno się za tym albumem rozejrzę, pozdrawiam.

Mystery:

Moja ocena:
bez oceny

To już trzecia recenzja płyty Grusina na tym portalu.
Może by tak jeszcze udało się zrecenzować "The Goonies" ? :)

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Nie planuję zrecenzować kolejnej z płyt Grusina w najbliższym czasie - co za dużo to niezdrowo ;) Co do "The Goonies", jeśli tylko ktoś wreszcie wyda oficjalnie ten score na CD to z pewnością recenzja się u nas pojawi :)

Briian:

Moja ocena:
bez oceny

I kiedy ta recenzja Goonies?