Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Harry Potter i Zakon Feniksa (Harry Potter and the Order of the Phoenix)

08 Sierpień 2007, 22:18 
Kompozytor: Nicholas Hooper

Dyrygent: Alastair King
Orkiestracje: Geoff Alexander, Julian Kershaw, Bradely Miles, Simon Whiteside

Rok wydania: 2007
Wydawca: Warner Brothers Becords

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Harry Potter i Zakon Feniksa (Harry Potter and the Order of the Phoenix)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Powiedzmy sobie szczerze – krytyka nie zostawiła na najnowszej filmowej ekranizacji Harryego Pottera suchej nitki. Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego, ponieważ dzieło Davida Yatesa, pomimo kilku minusów, prezentuje bardzo przyzwoity poziom. Nie jest to na pewno totalny galimatias, jaki zaprezentował Newell w Goblet of Fire. Film jest konsekwentny w tworzeniu klimatu, a kilka dłużyzn rekompensuje naprawdę znakomity i emocjonujący finał w piwnicach Ministerstwa Magii. W moim osobistym rankingu, to najlepszy film spod znaku „HP”, zaraz po znakomitym Prisoner of Azkaban.

Ale dość o filmie, naszych Czytelników zapewne najbardziej interesuje muzyka. Do roli kompozytora nie powrócił Patrick Doyle i patrząc na to, co artysta zaprezentował rok temu, to chyba dobrze. Twórca oryginalnych tematów, John Williams, też już kategorycznie pożegnał się z magiczną serią. Yates zaprosił do współpracy praktycznie nieznanego brytyjskiego kompozytora Nicholasa Hoopera. Zaproszenie to nie dziwi – panowie stale współpracują ze sobą od dobrych kilku lat.

Muzyka Pana Hoopera jest mieszana z błotem przez krytykę równie intensywnie, co film, z którego pochodzi. Przyczyna tego stanu rzeczy również jest dla mnie wielce zastanawiająca. Czemu? Ponieważ partytura Hoopera to klimat, świetna motoryka scen akcji i całkiem niezła tematyczność. Rzecz, którą artysta stworzył w filmie brzmi wręcz perfekcyjnie. Na płycie gubi ją trochę kiepskie ułożenie utworów i brak sporej ilość interesującego materiału – z ponad 2 nagranych godzin na oficjalnym wydaniu posłuchamy nieco ponad 50 minut. Zdecydowanie mało, jak na materiał z tak atrakcyjnym potencjałem.

Przewodnią myślą tego całego muzycznego przedsięwzięcia jest temat profesor Umbridge, czyli takiej potterowskiej wersji naszego rodzimego Giertycha (reformatorskie zapędy obu postaci są zaskakująco podobne :). Melodia ta nie należy jednak do mocnych stron albumu, choć całkiem trafnie oddaje infantylność i śmieszność Dolores Umbridge. Przewodzą w nim irytujące *smyczki i słodziutka *czelesta, które po zwiewnym wstępie przemieniają się w bardziej dobitną i "bezczelną" wersję z puzonami, *akcentującymi wolno kroczący rytm. Temat jest wielce irytujący, i zapewne o to kompozytorowi chodziło (pewne podobieństwa do Aunt Marge`s Waltz z Więźnia z Azkabanu są do zaobserwowania)

Dużo bardziej w pamięć zapada rewelacyjny wręcz motyw, który słyszymy w otwierającym album Fireworks. Fenomenalne, irlandzko brzmiące smyczki, ksylofon, cudownie mijające się z dęciakami. Epickości dopełniają potężne *waltornie i świetna sekcja bębnów. Trochę mina mi zrzedła, gdy moje uszy potraktowała agresywna gitara elektryczna, która wdziera się (a może powinienem napisać „wydziera się”) w połowie utworu. Poraża tu przebojowa motoryka, ilustrująca trochę bezsensowną scenę filmu. Zdecydowany mocny highlight partytury, przypominający dawne czasy, gdy Williams taśmowo „produkował” takie perełki.

Szczególną uwagę polecam zwrócić na dwa inne utwory. Dubeldore’s Army oraz Room of Requirements. Pierwszy, po spokojnym wstępie na flecie, prezentuje przepiękny i pogodny motyw doskonale pasujący do poczynań młodych rebeliantów. Fenomenalnie brzmi tu motoryka sekcji smyczków oraz wymiana motywu między fletem, waltorniami a smyczkami. Drugi utwór zachwyca swoją budową. Nieśmiałe dzwoneczki wraz z czelestą wprowadzają „Hookowsko” brzmiący temat. Po chwili dołączają flety, smyczki, ksylofon, kontrabasy i wreszcie dęciaki, które obdzierają tę miniaturę z resztek nieśmiałości. Często powracam do Hall of Prophecies, czy The Death of Sirius głównie ze względu na naprawdę wyborną końcówkę, która wyciska ze smyczków absolutnie wszystko (i pokazuje, jak prawidłowo wykorzystywać pauzy w muzyce akcji, czego jeden z naszych rodzimych kompozytorów chyba nigdy nie pojmie).

Co z klasycznym tematem Harryego Pottera? - zapytają niektórzy. Spokojnie, usłyszymy go też i w tej części (np. w Another Story, Journey to Hogwards), lecz zauważyć trzeba, że w filmie pojawia się on zdecydowanie częściej w kluczowych momentach, co na płycie ewidentnie nie zostało uchwycone. Do najciekawszych części albumu zaliczę również przejmujące Posession, zwiewny i delikatny Kiss (bardzo ładny „falujący” motyw), czy nieco podobny do Room of RequirementsThe Ministry of Magic.

Prace Pana Hoopera ocenić trudno. Z jednej strony momentami ciężki underscore, mała spójność z resztą serii i brak zapadających w pamięć motywów, niczym przepowiednie prof. Trelavney – nie wróżą nic dobrego (plus kilka mało profesjonalnych aranżacji, jak np.: prostacki motyw fortepianu z połowy Another Story). Jednakże przy każdym kolejnym wysłuchaniu odkryjemy w niej coś ciekawego. To jedna z tych płyt z podwójnym dnem. Nie brakuje tu kilku naprawdę imponujących motywów, błyskotliwych orkiestracji, rozwiązań rytmicznych. Kompozycji tej najbliżej jest do Prisoner of Azkaban (będącą jak na razie najbardziej dojrzałą partyturą serii), pomieszanej z elementami „Hooka”. Jest to bardzo miłe zaskoczenie, po jakże rozczarowującej adaptacji Doyla. Nic przełomowego, ot po prostu dobrze się słucha.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Fireworks - 1:51
2. Professor Umbridge - 2:37
3. Another Story - 2:43
4. Dementors in the Underpass - 1:47
5. Dumbledore`s Army - 2:44
6. The Hall of Prophecies - 4:29
7. Possession - 3:22
8. The Room of Requirements - 6:11
9. The Kiss - 1:58
10. A Journey to Hogwarts - 2:56
11. The Sirius Deception - 2:38
12. The Death of Sirius - 4:00
13. Umbridge Spoils a Beautiful Morning - 2:42
14. Darkness Takes Over - 3:00
15. The Ministry of Magic - 2:50
16. The Sacking of Trelawney - 2:17
17. Flight of the Order of the Phoenix - 1:36
18. Loved Ones & Leaving - 3:16

Razem: 52:58



Komentarze czytelników:

Neimoidian:

Moja ocena:

Ciekawa recenzja. Coś w tym jest, że ten album zyskuje przy bliższym poznaniu, szczególnie po obejrzeniu filmu. Z drugiej strony z pewnością nie jest to najciekawszy score serii. Powiem więcej, osobiście bardziej lubię pracę Doylea niż Hoopera, choć może to się jeszcze zmienić po paru przesłuchaniach. Po prostu czegoś mi w tej najnowszej odsłonie brakuje, czegoś, co pozwoliłoby mi przykuć swoją uwagę na dłużej. Owszem temat Umbridge czy motyw armi Dumbledora dają dużo radości, podobnie jak rebelianckie Fireworks, jednak gdzieś w trakcie płyta traci rozpęd a kolejne tracki wypadają z głowy dość szybko. Nie przekreślam pracy pana Hoopera, uważam, że zrobił solidną robotę, ale od serii, która zaczęła z wysokiego C trzema scorami Johna Williamsa oczekiwałbym czegoś więcej. Do następnego filmu muzykę również będzie robił Hooper. Myślę, że może mu to dać okazję do ciekawego rozwinięcia obecnych pomysłów, czego mu z resztą życzę. Z drugiej strony nie mogę uciec od myśli, że jest tylu innych świetnych twórców, którzy prawdopodobnie poradziliby sobie z tym zadaniem o wiele lepiej (Broughton, Howard...)

Piotr M:

Moja ocena:

Dziwię się autorowi tej recenzji, kiedy pisze on, że muzyka lepiej brzmi w filmie niż na osobnym soundtracku. Dokładnie odwrotne wrażenie odniosłem po obejrzeniu filmu: całkowicie zgubił on ducha tej wspaniałej ścieżki dźwiękowej - i trudno się temu dziwić. Słuchając samej muzyki można domyślać się, że film będzie spokojnie rozwijał główne wątki powieści i akcja potoczy się normalnym tempem. Tymczasem okrojenie na wielką skalę fabuły sprawiło, że hooperowskie smyczki wydają się poganiać akcję do przodu. Zabójcze tempo produkcji sprawia, że magiczny nastrój pryska.

Moim zdaniem więc, muzyka Hoopera nie nadawała się do tego filmu. Prawie 1000 stron powieści w 2,5h - nie sposób w takim filmie zbudować spokojnego i pięknego nastroju z "Kamienia filozoficznego".

(ocena niżej - motyw przewodni był najsłabszy ze wszystkich dotąd w serii)

MaciekG.:

Moja ocena:

motyw przewodni to chyba we wszystkich częściach był taki sam :) co do muzyki to dla mnie kawał dobrej roboty, bałem się że Hooper nie da rady a jednak pozytwynie mnie zaskoczył. Mocne 4.

mich:

Moja ocena:

Popieram autora, mimo że nigdy nie byłem fanem harrego, bo zawsze ten sam temat, tak teraz było bardzo pozytywnie. Muzyka jest bardzo przejmująca i starannie dopasowana zwłaszcza Possesion zasługuje na pochwałe (niczym I am not merciful-Hansa Zimmera). Po kiepskiej Czarze Ognia dostaliśmy muzyke na poziomie Williamsa. Sam film na mnie też zrobił wielkie wrażenie, wbrew recenzją.

Wawrzyniec:

Moja ocena:

W sumie dobra recenzja, ale mimo wszystko jednak za wysoka.
Nie pozwolę się zgodzić względem filmu, który jest najgorszą z dotychczasowych ekranizacji przygód małego czarodzieja.
Sama muzyka zaś jest zdecydowanie lepsza od samego filmu, ale nigdy nie oceniłbym prawie tak wysoko jak muzykę do Więźnia Azkabanu Johna Williamsa.
Muzyki Hoopera dobrze się słucha, ale brakuje jej naprawdę sporo do muzyki Johna Williamsa, szczególnie do Więźnia Azkabanu.
Hooper radzi sobie w wesołych, pogodnych tematach, ale zupełnie nie wychodzi mu tematyka mroczna, a ponoć ta część miała być taka mroczna.
Nie słyszy się też szerokiego wykorzystania orkiestry jak to czyni John Williams, czy także krytykowany tutaj Patrick Doyle.
Muzyki rzeczywiście dobrze się słucha, ale po świetnym Wieźniu Azkabanu oczekuję czegoś wiecej. I się raczej nie doczekam, gdyż Nicholas Hooper na 90% pozostanie kompozytorem do filmów o Harrym Potterze do końca.


  Do tej recenzji są jeszcze 4 komentarze -> Pokaż wszystkie