Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Samotność w sieci

27 Wrzesień 2006, 11:55 
Kompozytor: Ketil Bjornstad
Bugge Wesseltoft

Rok wydania: 2006
Wydawca: Universal Music

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Samotność w sieci

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
Universal Music
„Najwspanialsza historia miłosna naszych czasów” – takim sloganem promowana jest adaptacja bestsellerowej powieści Janusza L. Wiśniewskiego, „S@motnść w Sieci”. Moja reakcja na takie słowa jest jednoznaczna i natychmiastowa – łapie się za głowę i wołam ”Litości!”. Jakie to czasy nastały; totalne gnioty fabularne nazywane są dziełami uniwersalnymi, kultowymi, o zgrozo – inteligentnymi (!); podczas gdy, jak słusznie zauważył redaktor „Newsweeka”, piękne wnętrza i wspaniałe stroje aktorów, niczym w bollywoodzkim blockbusterze, stanowią w zasadzie jedyną atrakcję filmu, przysłaniając jego warstwę fabularną. Tak nieudolnym i żenującym przedsięwzięciom mówię zdecydowane i stanowcze NIE.

Powiem szczerze – z projekcji wyszedłem zdruzgotany. I bynajmniej nie siłą wyrazu dzieła, lecz tym idiotycznym i bezsensownym zmarnotrawieniem taśmy filmowej. Powieści Wiśniewskiego nie przeczytałem świadomie, sądząc, że film Witolda Adamka będzie co najmniej dobry. Dobry nie jest… Słów brakuje by opisać to, co przez prawie dwie godziny dzieje się na ekranie. Już sam scenariusz, setki razy wałkowany przez amerykańskich wyrobników, powinien zmusić producentów do zastanowienia się nad sensem jego realizacji. Tak więc – On (Chyra), samotnik, pracuje w monachijskim instytucie genetycznym, stracił ukochaną (Adamek jej śmierć pokazał tak … komicznie, że aż mnie brzuch rozbolał od śmiechu). Ona (Cielecka) – pracowniczka biura, nieszczęśliwa i wiecznie cierpiąca mężatka. Przypadkowo spotykają się w globalnej sieci, korespondują aż w końcu (i tu zaskoczenie) .. taaak spotykają się. Po drodze dotyka ich kilka rewelacji, podróżują (w sumie bezsensownie, choć dla błyskotliwych scen z pracownikiem hotelu w Paryżu warto dotrwać). W międzyczasie Cielecka paraduje po wnętrzach swego mieszkania/pokoju hotelowego rozmyślając o swej egzystencji i przy tym, niczym w tanim pornosie, coraz bardziej się rozbiera. Natomiast Chyra popija whisky w barach, odpędza się od nachalnie podrywającej go pracowniczki niemieckiego biura i zrzuca magiczne kapcie z nóg, które w cudowny sposób, w następnym ujęciu znów pojawiają się na jego stopach. Film stara się mówić o sprawach ważnych i istotnych, jednak przez nieudolną realizację wyłania się z tego wszystkiego czysta farsa. Ciężka, monotonna, snująca się, banalnie i momentami nawet żenująco zagrana (Chyra jeszcze w miarę się broni, natomiast wypociny Cieleckiej wołają o pomstę do nieba). Widz może zaobserwować nieudolną próbę podrobienia stylowych obrazów Nory Ephron, która ma tylko kilka ciekawych elementów (niezłe zdjęcia, niestety trochę zmarnowane złym montażem) oraz ciekawe efekty cyfrowe. Uwagę powinna zwrócić również muzyka, ale aby ją dobrze poznać, należy wysłuchać płyty.

Od razu trzeba powiedzieć, że do „Samotności w sieci” muzyka nie została napisana specjalnie. Reżyser sam wybrał utwory z twórczości dwóch skandynawskim muzyków jazzowych – Ketila Bjornstada i Bugge Wesseltofta. Ten pierwszy jest ważną postacią norweskiej sceny jazzowej, kompozytor i pianista, wykorzystujący niekonwencjonalne środki ekspresji, związany z legendarną już wytwórnią ECM. Podobnie Wesseltoft, który z kolei stara się łączyć skandynawską powściągliwość z nowoczesnymi odmianami jazzu, zwłaszcza nu jazzem. Warto dodać, że współpracował ze słynnym Janem Garbarkiem, prowadzi też własną wytwórnię płytową Jazzland Records. Brzmi intrygująco, ale czy omawiany soundtrack rzeczywiście może zachwycić?

Wspomniałem o współpracy Bjornstada i Wesselrofta z kultowym ECM-em, monachijską wytwórnią Manfreda Eichera. Kultową, bo posiadającą swój własny styl, a nawet muzyczny język, wypracowany przez wybitnych artystów, z którym teraz utożsamiają się inni znakomici muzycy. Ów styl charakteryzuje się właśnie swoistym skandynawskim introwertyzmem, chłodem, przestrzenią, specyficzną liryką. Doskonale oddaje to Eicherowskie określenie – „jeden stopień powyżej ciszy”. Dla ECM-u nagrywają takie znakomitości jak: Keith Jarrett, Dave Holland, Jan Garbarek czy Tomasz Stańko, i naprawdę duża większość ich płyt wywołuje w słuchaczu niezwykłe doznania artystyczne. Znów zadam pytanie: czy tak jest w przypadku „Samotności w sieci”?

Absolutnie nie! Nastawiałem się na niezwykłe przeżycie estetyczne, a otrzymałem nędzne popłuczyny po Jarrettcie i Garbarku. Chociaż utwory Bjornstada i Wesseltofta są przyjemne w odbiorze, to porównując je z kompozycjami wymienionych wyżej jazzowych gigantów jawią się jako ich karykatury. Być może nie powinienem robić takich zestawień, ale tak samo nie mogę oceniać soundtracku z „Samotności w sieci” w kategoriach muzyki filmowej, bo, tak jak powiedziałem, jest to reżyserska kompilacja, a nie materiał stworzony od zera specjalnie do filmu.

Na płycie dominują solowe utwory na fortepian, skomponowane i wykonywane przez Ketila Bjornstada. Artysta w swych improwizacjach wyraźnie nawiązuje do stylu Jarretta, ale nie w sposób twórczy. Słyszymy marne podróbki, uproszczone pod względem harmonicznym i dźwiękowym. Brzmienie wydobywane przez pianistę jest dość twarde, suche co często razi. Gdzież mu do wysmakowanych, dopieszczonych w każdym calu improwizacji naszego fenomenalnego, młodego pianisty Marcina Wasilewskiego (lider Simple Acoustic Trio i pianista kwartetu Stańki – ECM). Nie powiem – utwory są ładne, ale jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej, niż tylko niezobowiązującego tła, nie będzie usatysfakcjonowany.

Lepiej prezentują się utwory zespołowe, autorstwa Bugge Wesseltofta. Oprócz fortepianu słyszymy w nich gęstą dźwiękową mgłę, wykreowaną przez syntezatory, która stanowi podstawę brzmieniową, motoryczną, elektronicznie pogłębioną perkusję, a także zmysłowy wokal. Taka muzyka może niejednego zaintrygować, ale od razu radziłbym sięgnąć po ostatnią płytę Garbarka - „In Praise of Dreams”, utrzymaną w podobnym klimacie, jednak znacznie oryginalniejszą i nieporównywalnie lepiej wykonaną.

„Samotność w sieci” jest niewątpliwie ciekawą płytą na soundtrackowym rynku, lecz zapewniam, że w takim gatunku muzycznym znajdzie się mnóstwo innych płyt o znacznie wyższym poziomie artystycznym. Choćby jedno z ostatnich wydawnictw ECM-u – genialne „Lontano” kwartetu Tomasza Stańki.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz i Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Shimmering * - 5:03
2. Prelude 19 * - 3:27
3. The Memory * - 4:25
4. Prelude 13 * - 6:34
5. Existence ** - 5:27
6. Days in Paris * - 4:54
7. You Might Say ** - 6:28
8. Pianology 1 * - 9:24
9. The Sea Part II * - 7:26
10. Blue Man * - 6:08
11. Lovers` Infiniteness * - 6:46

Razem: 60:06

* - kompozycje Ketila Bjornstada
** - kompozycje Bugge Wesseltofta



Komentarze czytelników:

MaciekG.:

Moja ocena:

Ja nie wiem jaki jest sens wydawania takich płyt, nie jest to oryginalna muzyka napisana specjalnie do filmu, dziwny ten nasz kraj, gdy pojawia się film z interesującą muzyką to o ścieżce można tylko pomarzyć, a kiedy wogóle nie powstaje oryginalny score to płyta jest wydawana. paranoja. Co do tej płyty to nie jest to nic ciekawego, przynajmniej dla mnie, w sklepach można znaleźc dużo lepszych płyt o podobnym stylu.

Dżasmina:

Moja ocena:

A dla mnie ta muzyka jest przepiękna i doprawdy nie rozumiem recenzentów. Film również mi się podobał - piękna miłość!

kk:

Moja ocena:
bez oceny

w zyciu takich bzdur nie czytalem. w recenzji wyczuwam totalny brak profesjonalizmu i wiedzy. wstyd.

Rafalski:

Moja ocena:

a ja wyczuwam szturm fanów tej bardzo `ambitnej` książki i jeszcze bardziej `ambitnego` filmu

MaciekG.:

Moja ocena:
bez oceny

tak BARDZO "ambitnej" książki i tak BARDZO "ambitnego" filmu ze świecą szukać :))


  Do tej recenzji jest jeszcze 10 komentarzy -> Pokaż wszystkie