Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Skok przez płot (Over The Hedge)

14 Lipiec 2006, 12:36 
Kompozytor: Rupert Gregson-Williams
Ben Folds

Dyrygent: Alastair King
Orkiestracje: Seanine Joyce, Alastair King, Bradley Miles

Rok wydania: 2006
Wydawca: Epic Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Skok przez płot (Over The Hedge)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Która to już wielko budżetowa animacja w tym roku… Mieliśmy Ice Age 2, Czerwonego Kapturka, *remake Madagaskaru ze stajni Disneya czyli The Wild, oraz obecnie głośne przygody samochodów na bezdrożach amerykańskich stepów w Cars także produkcji wspomnianego potentata. Odpowiedz studia DreamWorks na ten skondensowany szturm spod znaku czarnych mysich uszu, to film Skok Przez Płot który moim zdaniem jest jak na razie najciekawszą i najbłyskotliwszą produkcją tegoroczną tego gatunku (choć może nas zaskoczyć jesienny Open Season z dziewiczej stajni Columbii). Oczywiście temat gadających zwierzątek, będący najwyraźniej modny od czasu Madagaskaru, jest także w tym roku mocno eksploatowany, jednak obraz Tima Johnsona i Karey Kirkpatrick przyciągnął mą uwagę najskuteczniej, nie tylko od strony wizualnej ale także fabularnej i muzycznej.

O muzyce za chwile, teraz kilka słów o filme i fabule. Przebieg wydarzeń nie jest skomplikowany i taki być nie może (przecie to kino familijne) wiec całość bazuje na pewnym zatargu postępowego i sprytnego szopa pracza z niedźwiedziem. Wspomniany zwierzak (RJ) próbuje ukraść niedźwiadkowi (Vincent) zapasy jedzenia, co mu się prawie udaje. Lecz jak zapewne wszyscy wiemy, „Prawie” robi różnice. W rezultacie zapasy misia w postaci chipsów, słodyczy, i innych masowych produktów konsumpcyjnych pobliskich miast, przepadają bezpowrotnie pod kołami Tira. RJ chcąc spędzić resztę swego życia z dala od żołądka Vincenta, obiecuje w ciągu tygodnia odzyskać drogocenne fanty spożywcze, niebieską lodóweczkę i czerwony wózeczek. Szop postanawia, więc wykorzystać łatwowierność pobliskiej rodziny zwierzątek (skunksica, żółw, jeże, wiewiórka…), które znalazły się w dość trudnej sytuacji. Ich las został wykarczowany a na jego miejscu stanęło otoczone płotem nowoczesne osiedle. Skrawek zielonego terenu, jaki pozostawiono leśnym mieszkańcom z pewnością nie będzie w stanie zapewnić „dostawy” żywności do spiżarki, wiec postanawiają oni rozejrzeć się po okolicy. Nie jest to łatwe, wiec jakże zbawienne okazuje się pojawienie RJa, który wyjaśnia zwierzątkom tajniki i specyfikę ludzkiego bytu.

Zaskakujące anty globalistyczne przesłanie oraz niestety prawdziwa charakterystyka absolutnie konsumpcyjnego społeczeństwa amerykańskiego (choć myślę że również dotyczy to też tego rodzimego) w połączeniu z fenomenalną animacją i sympatycznymi postaciami, sprawia że film ogląda się dobrze. „Ludzie żyją by jeść, my jemy by żyć” – to cytat z absolutnie genialnie pokazanego 3 minutowego „łańcucha pokarmowego” gatunku „homo-hamburgero-sapiens”, po obejrzeniu którego faktycznie przychodzi do głowy myśl – „no to absolutna prawda, ludzie ciągle coś żrą, jedzą, myślą co zjeść, myślą co kupić aby zrobić jedzenie, jak by tu więcej zarobić by kupić więcej jedzenia, ćwiczą na siłowniach po to by móc zjeść nawet jeszcze więcej”. Że już nie wspomnę o kwestiach karczowania połaci leśnych w celu zastąpienia ich asfaltem, białymi bliźniakami i trawą przyciętą na 4 koma 8 mm. Pod tym względem ironiczna warstwa obrazu oraz pokazanie całej sytuacji oczami zwierzaków rozbawiła mnie momentami dosyć poważnie. Choć nie jestem pewien czy w tej sytuacji powinniśmy się śmiać, czy może raczej płakać, dlatego z pewną dozą politowania patrzyłem na rozbawionych rodziców „turlających” przed sobą w stronę drzwi wyjściowych z sali kinowej swe utuczone pociechy, dojadające resztki popcornu (już wiem dlaczego te wrota są tak szerokie… przecież te dzieciaki kiedyś dorosną).

O oprawę muzyczną Over The Hedge zadbał Williams. Nie, nie John Williams tylko Gregson – Williams. Nie, nie Harry Gregson Williams, tylko jego brat – Rupert. To, że para reżyserów wybrała właśnie Potomka rodu GW nie jest przypadkiem. Tim Johnson był przecież jednym z twórców pamiętnego AntZ oraz Sinbada, natomiast Karey Kirkpatrick „maczał” swe palce w scenariuszu do Chicken Run. Już pewnie wszyscy wiecie, jakie inne nazwisko łączy te wszystkie projekty – no właśnie – Gregson Williams, Harry Gregson Williams. Tak się składa, ze wszystkie trzy wspomniane przeze mnie partytury, stanowią naprawdę niesamowite osiągnięcie w karierze Harry`ego. Poczynając na wprost doskonałej kolaboracji z Powellem w Uciekających Kurczakach oraz równie udanej przy MrówceZ, na solowym majstersztyku przygodowej symfonii czyli Sinbad: Legend of the Seven Seas kończąc. Bardzo cieszy fakt, że kontynuatorem tego stylu jest także Rupert Gregson Williams, który po udanym projekcie pod marką Wallece and Gromit oraz głośnym Hotel Rwanda z coraz bardziej widoczną śmiałością wkracza na „creditsy” coraz większych filmów.

Muzyka, jaka stworzył tutaj Rupert budzi niewątpliwe skojarzenia ze wspomnianymi dwoma projektami jego brata. Słychać tu miejscami bezsporne inspiracje Chicken Run ale chyba najwięcej wspólnych mianowników można znaleźć z AntZ, w szczególności sceny akcji z charakterystycznymi werblami i ostrą sekcją dętą utwierdziły mnie w tym przekonaniu. W tle czasami można usłyszeć szereg syntezatorów, perkusję „miotełkową” oraz elektroniczny *bas (kłania się Shrek).

Na kilka fragmentów polecam zwrócić szczególną uwagę. Po pierwsze znakomity motyw „rodzinny” obecny w tracku The Family Awakes. Wspaniała urocza melodia rozpoczęta przez klarnet i „pociągnięta” dalej przez pięknie rozpisane *smyczki i flety. Znakomite pospieszne aranże smyczków, w tle fagot i delikatny fortepian. Ciepło i urok tego motywu po prostu bije po uszach, choć uważny słuchać z pewnością odnajdzie tu elementy obecne w partyturze „Shrek” pod kierunkiem oczywiście Gregsona Williamsa i Powella (szczególnie jest to dla mnie widoczne w takiej specyficznej zmianie tonalnej jaką usłyszymy między: 0:30-0:55)

Kolejny utwór który przyciągnął mą uwagę równie skutecznie jak scena którą ilustruje, to Hammy Time. Fragment ten jest podkładem wspomnianej na wstępie sceny „łańcucha pokarmowego” społeczeństwa konsumpcyjnego. Cała koncepcja utworu budzi jednoznaczne skojarzenia ze stylistycznym zapędami Edwarda Shearmura, a dokładnie z jego świetnym projektem Johny English (choć delikatne używanie przez Gregsona basu czy swingowej perkusji w pozostałej części partytury, może także podsuwać konotacje z Laws of Attraction). Wracając do fantastycznego Hammy Time, utwór rozpoczyna się leniwym klarnetem, do którego równie leniwie dochodzi pozostała sekcja fletów. Ta spokojna sielanka jednak się kończy a rytm utworu wybijany przez syntezatory, perkusję i sekcje dętą wprowadza tą kompozycję w zupełnie inny wymiar – komiczno – fabryczny. Tak, tempo ewidentnie świetnie ilustrowałoby wnętrze fabryki pluszowych misiów, w tym przypadku równie zabawnie ilustruje konsumpcyjne poczynania mieszkańców miasta, przy genialnym komentarzu RJa. Proszę zwrócić uwagę na świetny fortepian raczący nas błyskotliwymi zestawami czasem jazzowo – bluesowych akordów (ogólnie rzecz biorąc bardzo podoba mi się sposób użycia fortepianu na całym albumie, np. w temacie RJa – RJ Enters The Cave). Świetnie rozwiązania rytmiczne i bardzo ciekawy pomysł sprawia, że jest to melodia do której wracam najczęściej.

Materiał zaprezentowany na płycie obejmuje głównie same sceny akcji, a The Family Awakes można uznać za jedyny spokojny i „pokojowy” fragment. Fakt zamieszczenia ponad 27 minut *score opartego głównie na ilustracjach pogoni lub włamań, może być męczący. Z drugiej jednak strony takie majstersztyki jak szalone przygody żółwia w Lets Call It Steve czy równie szalona pogoń z rottweilerem w roli głównej w Play? nie pozwalają rozpatrywać tak dużej ilości materiału *„action score” jako specjalna wadę. Najbardziej męczące (co nie znaczy złe) mogą być dwa finałowe utwory – 7 minutowy The Inside Heist (zawierający ewidentne nawiązania do AntZ), oraz RJ Rescues His Family.

Score Ruperta Gregsona Williamsa to nie jedyna rzecz jaka spotka słuchacza albumu Over the Hedge. Mamy tu też szereg piosenek, o których niewątpliwie warto co najmniej wspomnieć. Producenci do napisania i zaśpiewania tych kilku utworów zaangażowali Bena Foldsa. Zapewne wasza reakcja jest podobna do mojej, czyli: „Kim u diabła jest Ben Folds”. Wokalista i kompozytor jest to raczej mało znany szerokiej publiczność, a wielka szkoda. Ben Folds to przede wszystkim znakomity pianista, o czym przekonałem się sięgając po jego 4 solowe albumy (z czego polecam Ben Folds Five oraz Whatever & Ever Amen, także bardzo ciekawy jest Rockin` The Suburbs). W jakim stylu obraca się jego muzyka? Jest to na pewno pewnego rodzaju soft rock, z elementami popu a nawet jazzu i bluesa. Pokrewny stylowo zapewne będzie zespół Stereophonics, dawny Oasis, Smash Mouth czy legendarny Paul Weller (zdecydowanie polecam zapoznać się z jego słynnym Stanley Road). Z wymienionej grupy najambitniejszy zdecydowanie jest Weller i właśnie Ben Folds, który operując ciekawym wokalem, raczy słuchaczy momentami wybitnymi i zjawiskowymi kompozycjami.

Bardzo podoba mi się decyzja nie tyle o zaangażowaniu Foldsa, ale o zapewnianiu albumowi (i filmowi) pewnej narracyjnej ciągłości, poprzez właśnie zaproszenie do współpracy tylko jednego artysty. Jest to rzecz rzadko dziś spotykana, ostatnio o ile sobie przypominam miało to miejsce w Brother Bear (Marc Mancina + Phil Collins, jako ciekawostkę napisze że Mark Mancina też miał udział w opisywanym soundtracku – jako producent piosenki Rockin` The Suburbs ). Taki zabieg jest dla mnie dużo bardziej sensowniejszy od wrzucania do filmu (i sountracku także) papki piosenek niemających wiele wspólnego z obrazem (patrz: Shaggy Dog Menkena czy The Wild Silvestriego).

Folds napisał i wykonał 5 utworów, z czego jeden (Rockin` The Suburbs) pochodzi z jego trzeciej płyty pod tym samym tytułem, choć ma zmieniony tekst (wg mnie lepszy niż w oryginale, a zmieniono go ponieważ pierwowzór nie nadaje się zbytnio do kina familijnego) który zawiera wspaniały i zabawny monolog „sąsiedzki” w środku (przyznam się że czasem mam ochotę przeprowadzić podobną rozmową z mymi sąsiadami i ich psami ;) Album i film otwiera Family of Me – I choć jest to bardzo krótki utwór, to stanowi jeden z najciekawszych momentów płyty (uwagę przyciągają przepiękne *orkiestracje w tle). Równie rewelacyjnymi *orkiestracjami pochwalić się może piękna pieśń Still, obecna w dwóch wersjach – krótkiej filmowej, i bardziej epickiej – komercyjnej. Całość „płynie” w takt walca przy udziale fortepianu i zwiewnych smyczków. Wersja kończąca album jest o wiele bardziej zdecydowana i rozbudowana (to co wyprawia orkiestra z zespołem pod koniec tego utworu jeży włos) Zdecydowany highlight całego projektu, i moim zdaniem jest to już nominacyjny pewniak w Oscarowym wyścigu po statuetkę za „Best Song” 2006 roku.

Pozostałe dwie kompozycje Bena Foldsa: Lost In the Supermarket i Heist mimo że nie zachwycają tak bardzo jak wspomniane numery, to też reprezentują sobą cos na tyle interesującego i oryginalnego że bardzo ciekawie się ich słucha (proszę wysłuchać co Folds wyrabia na fortepianie w Lost In The Supermarket od 3:16). Opisywany soundtrack nie pokazuje w pełni potencjału tego zjawiskowego pianisty, więc jeśli zainteresował was Rockin` The Suburbs, Still lub Family of Me to bardzo rekomenduję sięgnąć po solowe nagrania artysty.

Płyta jako całość wywarła na mnie spore wrażenie. Od czasów Shreka nie słyszałem tak udanej partytury utrzymanej w specyficznym stylu Gregsona-Powella. Muzyka Ruperta jest lekka, błyskotliwa i przebojowa. Jako minus rozpatrywać można zapożyczenia z partytur brata, lecz przymykam na to oko ze względu na zaproszenie do współpracy Bena Foldsa. Szkoda że nie zdecydowano się zamieścić ok. 10 – 15 minut więcej muzyki instrumentalnej, o spokojniejszym charakterze. Ocena końcowa w zasadzie powinna wynosić 3+, jednak podwyższam do 4. Równanie: Rupert Gregson Williams + Ben Folds daje zaskakująco satysfakcjonujący wynik, w szczególności w tak przeciętnym towarzystwie The Wild i Cars.

Recenzję napisał(a): Rafał Mrozowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Family of Me - 1:28
2. RJ Enters the Cave* - 4:37
3. The Family Awakes* - 2:33
4. Heist - 3:02
5. Lost in the Supermarket - 3:30
6. Let`s Call it Steve* - 3:40
7. Hammy Time* - 2:28
8. Still - 2:38
9. Play?* - 1:49
10. Rockin` the Suburbs - Over the Hedge version** - 4:57
11. The Inside Heist* - 7:38
12. RJ Rescues His Family* - 4:18
13. Still - Reprise - 6:07

Razem: 48:45
*muzyka instrumentalna (27:07)
**zawiera monolog Williamsa Shaterna



Komentarze czytelników:

Maciej Dwornicki:

Moja ocena:

Po cholerę wypisywac tyle o filmie. Zresztą z błędami. Przecież to recenzja soundtracku, a nie artykuł o całej produkcji!

Koper:

Moja ocena:
bez oceny

Już pal licho film, ale po co te całe refleksje nt. konsumpcjonizmu? A o ścieżce dźwiękowej za wiele się nie dowiedziałem.

Rafalski:

Moja ocena:

oświeć mnie prosze macieju gdzie są te błędy, będę dozgonnie wdzięczny.