Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Dżungla (The Wild)

22 Maj 2006, 18:29 
Kompozytor: Alan Silvestri

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: David Slonaker

Rok wydania: 2006
Wydawca: Walt Disney Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Dżungla (The Wild)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Płytę dostarczyła firma:
EMI Music Poland
Animowana komedia The Wild Steve`a Williamsa (to jego debiut reżyserski) ze studia Walt Disney Pictures stanowiła odpowiedź dla analogicznej produkcji Dreamworks Animation – Madagascar. Niektórzy zastanawiali się – skoro Madagascar debiutował 27 maja 2005 roku, to po co „rzucać mu rękawicę” dopiero 14 kwietnia 2006 roku. Z rocznym opóźnieniem. Odpowiedź na to pytanie da dopiero czas, jaki minie od premiery Dżungli, ale jedna rzecz jest już jasna. Z muzyką Madagascar przegrał z The Wild na całej linii. Hans Zimmer (z pomocą swoich kolegów z *Media Ventures) nie znalazł w sobie dość inspiracji dla tego typu produkcji. Czyżby czasy klasycznego już The Lion King minęły bezpowrotnie? Disney zawsze miał „dobrą rękę” do wybierania kompozytorów do swoich filmów – Alan Menken, John Debney, James Newton Howard czy Joel McNeely. Teraz szansę potwierdzenia swojej klasy dostał Alan Silvestri, który powrócił po prawie półtorarocznej przerwie (od grudnia 2005 roku). Muzyka kompozytora do filmów tego gatunku nigdy nie była infantylna. Zawsze brzmiała „na serio”, przygotowana z dużą dbałością o szczegóły, a przy tym niepozbawiona nieodzownej melodyki, bogatej orkiestracji, zróżnicowanej tematyki i dynamicznej muzyki akcji. Tak dokładnie brzmi The Wild.

Alan Silvestri podpisał się pod projektem już 3 czerwca 2005 roku, gdyż premiera była pierwotnie przewidziana na sierpień. Z różnych przyczyn (technicznych i organizacyjnych) była ona przesuwana, aż ostatecznie ustalono ją na 14 kwietnia 2006 roku. Kompozytor miał więc sporo czasu na dopracowanie partytury. Jej nagranie rozpoczęło się 12 grudnia 2005 roku z udziałem 94-osobowej orkiestry. Wszystko szło zgodnie z planem, a nawet lepiej. Nagranie zostało bowiem ukończone 1,5 dnia przed terminem. Na 11 kwietnia 2006 roku Walt Disney Records zaplanował premierę soundtracku. Znalazło się na nim m.in. prawie 32 minuty oryginalnej muzyki skomponowanej przez Alana Silvestri

Ponad 15 minut materiału zawartego na płycie stanowią piosenki. A właściwie 5 piosenek. To już chyba norma w wydaniach tego typu muzyki. Ich jakość jest bardzo zróżnicowana. Dwie z nich, a właściwie jedna, tylko z dodatkową wersją, idealnie pasują do konwencji filmu - Really Nice Day i Really Nice Day (Finale). Obie aranżacje niezbyt się od siebie różnią (w wersji finalnej mamy bardziej wyraźny akompaniament smyczkowy), więc pozostaje pytanie – po co obie upychano na krążek? Starczyłaby jedna z nich – (Finale). Są bardzo krótkie – raptem 2 minuty. Pasują jednak na otwarcie i zamknięcie albumu. Ich instrumentarium w pełni oddaje ducha Czarnego Lądu – mnóstwo tu egzotycznej perkusji i afrykańskich wokali. Przypomina to trochę klimaty z dwóch afrykańskich filmów Jerry`ego Goldsmitha – Congo i The Ghost and the Darkness oraz najbardziej zbliżonego stylem The Lion King Hansa Zimmera. Autorami piosenki są twórcy legendarnej już formacji „Monty Python”. Oni też odpowiadali za jej wykonanie. Pozostałe 3 piosenki są już takie sobie, nie wnoszą nic specjalnego. Mamy tu spokojną popową balladę Good Enough w wykonaniu Lifehouse, Really Wild Child Everlife (bardziej ostrzejszy kawałek z elementami rockowymi) i Big Dad Voodoo Daddy z Big Time Boppin` (Go Man Go) - reprezentantem rock `n` roll`a. Żadna z tych piosenek nie jest zła, ale niezbyt pasuje do całej konwencji soundtracku. Ballada popowa nie psuje jeszcze relacji z symfoniczną partyturą Alana Silvestri i dwoma afrykańskimi piosenkami ex Monty Pynthon`ów, ale rock i rock `n` roll trochę wybijają z rytmu.

Dla potrzeb filmu Alan Silvestri skomponował aż 14 tematów głównych i przewodnich. Niektóre z nich będę regularnie przewijać się przez album, inne zaś pojawią się dwa lub trzy razy, a niektóre tylko raz zaznaczą swoja obecność. Do tego będzie dochodził równie bogaty wybór mniejszych motywów wiodących, idealnie uzupełniających tematyczną część partytury. Pierwszy rodzaj tematu, który bije po uszach od pierwszych sekund to temat – fanfary, a właściwie trzy takie tematy. Oczywiście charakterystyczną ich cechą jest triumfalne brzmienie mocnej sekcji dętej z dominującymi trąbkami lub kolejno wkraczającymi sekcjami *waltorni, puzonów i trąbek. Pierwszy z nich przypominał styl muzycznej reklamówki, którą Silvestri napisał dla Walt Disney Pictures `2005 – Coming Home (na marginesie ta suita dla Disneya była jedyną pracą kompozytora w 2005 roku). Pojawił się on na płycie tylko raz – na otwarcie (Tales From The Wild). Drugi temat fanfarowy przypominał nieco dynamiczną kompozycję akcji Boat Race w Stuart Little. Słyszymy go w You Can`t Roar i Found Our Roar oraz fragmenty, a raczej wstępy w The Legend In Action i The Ritual. Najbardziej żywiołowym i rozbudowanym tematem tego typu są fanfary inspirowane The Polar Express z niezwykle potężną sekcja dętą. W Tales from the Wild mamy go w pełnej krasie aż dwukrotnie, zaś wariacja na waltornie zdominowała ów temat w You Can`t Roar. Z pewnością duża obecność optymistycznych fanfar bardzo pozytywnie wpłynęła na melodyjność i dynamiczność brzmienia, no i… słychać ten soundtrack z daleka.

A skoro jesteśmy już przy muzyce dramatycznej to nie należy zapominać o dwóch elementach – temacie „suspense” á la Predator 2 i motywach afrykańskich. Ten pierwszy możemy usłyszeć w pełnej krasie w Lost In The City. Najpierw mamy swoisty zwiastun w postaci jakże charakterystycznego brzmienia smyczków, które od razu kojarzą się z Gwiezdnym Łowcą. I znowu mamy pytanie: co w filmie dla dzieci robi Predator? A potem idzie już w górki. W drugiej części utworu Silvestri rozwija cały motyw nim inspirowany, gdzie na przemian słyszymy tą typową „predatorowską” wariację na sekcję smyczkową z (na przemian) dętą, zaś nad całości rytmu czuwały niezawodne werble. Choć komuś może się nie podobać takie podobieństwo, to i tak klimatu odmówić nie można. A skoro The Wild jest filmem o zwierzętach rodem z Czarnego Lądu, więc w miarę regularnie kompozytor wprowadza stosowne brzmienie – są to afrykańskie bębny (połączenie kotłów z syntetykami), które stanowią jedynie fragmenty podkreślające klimat, stosowane w różnych aranżacjach: w Tales From The Wild nakłada się na nie motyw na waltornie, w Lost In The City słyszymy tylko elektroniczny *beat, chór i agresywna „wkładka” sekcji dętej towarzyszy syntetycznym bębnom przy The Mythology Of Nigel, w The Ritual znowu mamy połączenie – bębny i dęciaki, zaś w Found Our Roar instrumenty dęte blaszane przypominają w brzmieniu jakby „nawoływanie”. Na albumie pojawiają się też elementy „lekkiego „suspense`u”, ale w tym przypadku mamy do czynienia z bardziej pasującymi do komedii aranżacjami á la Lilo & Stitch, np. The Legend In Action i The Ritual.

Klasycznie już w komediach Alana Silvestri wszechobecnym elementem jego partytur będzie “Mickey – Mousing” i liryka. Nie inaczej jest tutaj. Jednak w tej partyturze Silvestri poszedł dalej i dla każdego z nich stworzył po minimum dwa osobne tematy przewodnie. Niektórzy nie tolerują muzyki w stylu „Mickey – Mousing”, ale jednego nie można jej odmówić – zróżnicowania instrumentalnego. Praktycznie każda komedia familijna lub animowana w dorobku kompozytora nie może obejść się bez niej. Możemy tu usłyszeć każdą sekcję instrumentów z osobna; najczęściej partie smyczkowe, *pizzicato na *smyczki, wstawki *basowe na wiolonczele lub kontrabas, całą gamę instrumentów dętych drewnianych – flet, klarnet, obój oraz blaszanych – trąbka, waltornia, puzon i tuba. Muzyka ma zarówno charakter uzupełniający tematy główne, ale też często wychodzi na plan pierwszy. Silvestri stworzył w oparciu o niego dwa tematy wiodące. Pierwszy z nich (tzw. familijny) przypomina klimaty Mouse Hunt i Stuart Little; tutaj też mamy największą różnorodność użytych „barw”. Ma on też typowy wydźwięk optymistyczny. Temat ten pojawia się w prawie w każdym utworze; on też nadaje klimatu całej płycie. Często też daje się słyszeć stylizowany na marsz temat komediowy, w którym obok jazzowo brzmiącej trąbki i reszty instrumentów klasycznych, rytm wybijają werble i tamburyn. Nadaje to tematowi stylizacji bardziej familijnej, a mniej wojskowej. Podawanie tytułów utworów jest zbędne, gdyż Silvestri eksponuje go praktycznie cały czas. Na tym jednak nie koniec – w To The Wild możemy usłyszeć zupełnie nowy temat familijny, w którym mamy dynamiczny pokaz siły całej orkiestry w komediowym „ubraniu” Mouse Hunt. Ale i to jeszcze nie koniec. W końcówce The Legend In Action słyszymy żywiołową kombinację orkiestry i jazzu, co z pewnością przypominało inspirację Who Framed Roger Rabbit.

Na zakończenie należałoby przybliżyć najbardziej romantyczną część partytury, czyli dwa tematy liryczne – pesymistyczny i optymistyczny. Instrumentacja jest bardzo zbliżona – rozbudowana *sekcja smyczkowa (to już tradycja) i partie instrumentów dętych drewnianych. Jest to nieodzowny składnik kina familijnego i komedii, przy czym tutaj Silvestri oferuje dwa jego „odcienie” – smutny i wesoły (stąd takie nazwy). Ten pierwszy jest częściej obecny na albumie – słyszymy go w You Can`t Roar, Alien Shores (w tym słyszymy oba tematy liryczne obok siebie), The Legend In Action, The Mythology Of Nigel i finalnym Found Our Roar. Stuart Little jest w tym przypadku doskonałym źródłem inspiracji. Nawet tu Alan aranżował go na dwa sposoby – wersję skromną z ograniczoną ilością instrumentów oraz na wersję z całą sekcją smyczkową. Wspaniały temat „miłosny” gdzie prym wiodą smyczki z podkładem waltorni to z kolei To The Wild i Alien Shores. Oba te przykłady tylko udowadniają, jak niezwykły talent melodyczny posiada kompozytor. Z pewnością tematy te nie są niczym odkrywczym, ale brzmią doskonale i prezentują „podręcznikowy” szablon w twórczości kompozytora (w tym pozytywnym znaczeniu tego słowa), zaś temat optymistyczny brzmi nawet lepiej niż w Stuart Little plus *sequel i Lilo & Stitch.

Biorąc pod uwagę tylko te tematy, do których kompozytor powrócił więcej niż raz, można ich ilość określić na (i tak imponującą cyfrę) dziewięć – dwa fanfarowe, trzy akcji, dwa familijne i dwa liryczne. Alan Silvestri doskonale wykorzystał dane mu pół roku na staranne przygotowanie tej partytury. Nie zabrakło tu dosłownie niczego – mamy przebogaty wybór klimatów i orkiestracji. Piękne melodie, wyraźne tematy przewodnie, zróżnicowany „Mickey – Mousing” pełniący rolę „underscore”, wzruszającą lirykę, trochę afrykańskich barw, dynamiczna muzyka akcji, a całość rozpisana na niemal 100-osobową orkiestrę. Wszyscy Ci, którzy szukają w projektach tego typu oryginalności, tutaj znajdą sporo zapożyczeń lub inspiracji innymi partyturami kompozytora. Zresztą, w mało której ilustracji (nie tylko Silvestri`ego) nie można stwierdzić – „gdzieś to już słyszałem” lub „to mi przypomina…”. Jeśli przejdziemy obok tego, dostaniemy jedną z najlepszych komedii w filmografii Alana Silvestri, która mogłaby się spokojnie równać choćby z Chicken Run duetu John Powell i Harry Gregson – Williams. Dla kogoś, kto nie przepada za muzyką kompozytora lub „Mickey – Mousing” w różnym „ubraniu” ze studia Disneya lub Dreamworks, ten soundtrack będzie tylko przyzwoitym średniakiem. Dla każdego innego - pół godziny muzyki Silvestri`ego to stanowczo za mało. Kto chciałby posłuchać połączenia Stuart Little z Van Helsing i The Polar Express to The Wild jest dla niego stworzony.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1.Real Wild Child - Everlife - 3:16
2.Good Enough - Lifehouse - 5:11
3.Big Time Boppin` (Go Man Go) - Big Bad Voodoo Daddy - 2:59
4.Really Nice Day - Eric Idle / John Du Prez - 2:00
5.Tales From The Wild - 3:56
6.You Can`t Roar - 3:54
7.Lost In The City - 3:30
8.To The Wild - 4:14
9.Alien Shores - 2:59
10.The Legend In Action - 3:32
11.The Mythology Of Nigel - 3:21
12.The Ritual - 3:24
13.Found Our Roar - 2:47
14.Really Nice Day (Finale) - Eric Idle / John Du Prez - 2:02

Razem: 47:28 (score: 31:40)



Komentarze czytelników:

Olek Dębicz:

Moja ocena:

Jak dla mnie to czyste rzemiosło. Perfekcyjna orkiestracja i tyle...

Babuch:

Moja ocena:

Jak dla mnie też. Wynudziłem się setnie słuchając tego albumu. Nigdy więcej nie zamierzam poń sięgać. Żal że wydają takie scory.

Tomek Goska:

Moja ocena:

Fiufiuuuuu! Szymon przyszalałeś. :] Takiej przeżutej do granic możliwości partytury Silvestriego (istna kompilacja Expresu Polarnego, Helsinga i kilku innych) dawno nie słyszałem u niego. Sorry Dżizus ale na więcej niż 2,5 Dżungla nie zasługuje. ;p Pozdrawiam

karcharoth:

Moja ocena:

Choć zaczynałem od Silvestriego i mam darze go wielkim szacunkiem, to jednak o tj kompozycji nie mogę powiedzieć zbyt wiele ciepłych słów. Strasznie wiele zapożyczeń, szczególnie z takich partytur jak Siegfried & Roy, Predator czy Lilo & Stich. Średniak.

Rafalski:

Moja ocena:

super film w ogóle hehe koala normalnie rozwala :) Muza pod czas projekcji - na 4, na płycie troche gorzej jest, ale nie jest źle.


  Do tej recenzji jest jeszcze 8 komentarzy -> Pokaż wszystkie