Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Mission: Impossible - rejected

08 Maj 2006, 19:16 
Kompozytor: Alan Silvestri

Rok wydania: 1996/1999
Wydawca: bootleg

Muzyka na płycie:
Mission: Impossible - rejected

Odtwarzaj / Zatrzymaj

W dyskografii nawet największych kompozytorów pojawiają się projekty, do których muzyka nie znalazła akceptacji u producentów lub reżyserów i została odrzucona, po czym zastąpiona ilustracją kogoś innego. Dotyczy to nawet gatunku kina, w którym dany kompozytor się specjalizuje, np. kino akcji. Dobrym tego przykładem niech będzie ś.p. Jerry Goldsmith i Timeline z 2003 roku. Inny spec od *„action score” w Hollywood – Alan Silvestri (tylko ostatnie tytuły – The Mummy Returns, Tomb Raider 2, czy Van Helsing) też, niestety, ma na swoim koncie taką wpadkę. Mowa tu o klasycznym już filmie akcji w reżyserii Briana De Palmy – Mission: Impossible.

W latach 1968 – 1973 Bruce Geller wyprodukował serial telewizyjny pod tym tytułem (siedem sezonów – 168 odcinków). Autorem głównego tematu przewodniego i dużej części muzyki ilustracyjnej był Lalo Schifrin. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych tematów filmowych miał być również częścią kinowej wersji z 1996 roku. Reżyser nie rozważał zatrudnienia Schifrina do swojego filmu (choć niektórzy twierdzą, że kompozytor odmówił), dlatego De Palma musiał poszukać kogoś innego. Z tym też był problem, gdyż w trakcie rozmów żaden kompozytor nie chciał aranżować „starego” tematu Schifrina, lecz napisać swój własny, oryginalny. Ostatecznie wybór reżysera padł na Alana Silvestri, mającego już na koncie takie filmy akcji jak Judge Dredd, Blown Away, czy Predator 2. Kompromis reżysera z kompozytorem polegał na tym, że Silvestri napisze najpierw swoją część ilustracji, zaś w dalszej kolejności temat główny Lalo Schifrina zostanie przez niego przearanżowany i wkomponowany w całość partytury.

Jak powiedział Brian De Palma, Alan Silvestri skomponował nowy materiał i zaczął go nagrywać. Pięć dni później, podczas prób podkładania muzyki pod konkretne sceny, okazało się, że ilustracja nie pasuje do obrazu. Pojawiła się pilna potrzeba przerobienia ponad połowy partytury. Reżyser postanowił nie dawać Alanowi możliwości zrobienia poprawki. Jak twierdził, współpraca z kompozytorem nie układała się najlepiej. Według De Palmy, Silvestri pisał muzykę po swojemu, bez oglądania się na uwagi reżysera, a następnie przyjeżdżał do studia i wszystko nagrywał. Najbardziej zdziwiła mnie opinia De Palmy, że muzyka Silvestri`ego nie pasowała do filmu, gdyż była… zbyt melodyjna i jakakolwiek korekta niczego by nie zmieniła. Podobno reżyser z montażystą dźwięku Paulem Hirschem zmieniali ilustrację aż czterokrotnie, lecz bez skutku. Kiedy słucham tej muzyki, szukam tego nadmiaru melodii i nigdzie nie mogę znaleźć. Być może powód konfliktu był zupełnie inny. W każdym razie, reżyser postanowił zwolnić Alana Silvestri i zatrudnić nowego kompozytora. Danny Elfman był akurat wolny i nie wyraził obiekcji pracy na tematem przewodnim Lalo Schifrina.

Film zadebiutował w dniu 22 maja 1996 roku z muzyką Elfmana. Tymczasem trzy lata później odrzucona partytura Alana Silvestri „wypłynęła” w postaci *bootlegu wydanego nakładem Concorde Records. Na albumie znalazło się około 29 minut oryginalnej muzyki kompozytora plus specjalny bonus – 32 minuty muzyki do innego filmu akcji Delta Force z 1986 roku w reżyserii Menahem`a Golan`a. Oczywiście recenzja dotyczyć będzie tylko Mission: Impossible – rejected.

Na albumie nie znajdziemy aranżacji tematu Schifrina autorstwa Alana Silvestri. Nie zdążył jej napisać. Mamy wyłącznie oryginalny materiał. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to dominacja bogatego instrumentarium elektronicznego, szczególnie mocno wyeksponowanego w sekcjach imitujących perkusję (słychać podobieństwa do The Clan of the Cave Bear, Delta Force i No Mercy). Na szczęście, nie jest to elektronika „ciężka” w odbiorze, nie są to typowe dla „underscore`u” metaliczne sample (pojawia się on naprawdę sporadycznie – przypomina wtedy styl The Abbys), lecz bardzo rytmiczny akompaniament towarzyszący części klasycznej. I to jest tylko na plus. Słychać tu wyraźnie inspirację przełomem lat 80-tych i 90-tych, gdy muzyka elektroniczna albo dominowała, albo stanowiła główną oś, wokół której obracała się „żywa” ilustracja. Ciekawie brzmią np. syntetyczne flety, mnie przypominające ten charakterystyczny klimat Czarnego Lądu (Congo Jerry`ego Goldsmitha).

Dla potrzeb filmu Silvestri napisał dwa tematy przewodnie – oba o prostej konstrukcji, ale powtarzane są na płycie na tyle często i w różnych aranżacjach, że nie sposób ich nie wychwycić. Patrząc obiektywnie są one wobec siebie dość nierówne. Temat główny, najczęściej eksponowany, jest z pewnością całkiem przyzwoitym w dorobku kompozytora – oraz najmocniejszą częścią partytury zarazem. Stanowi on całkiem zgrabną melodię rozpisaną na sekcję dętą i z charakterystycznymi uderzeniami dzwonów rurowych (klasyczny już instrument w środkach Jamesa Hornera). Można się sobie go nawet zanucić. Silvestri czasami zmienia jego aranżacje, zastępując dęciaki sekcją smyczkową. Brzmi on wtedy bardziej dostojnie – Hunt the Mole. Chcąc z kolei podkręcić tempo, Alan podkłada pod temat rytmiczny akompaniament smyczkowy - Elevator Worries, Damn Gideon i Good Morning Mr..

Drugi z tematów wiodących – tzw. temat gitarowy – to bardzo prosta w budowie konstrukcja, która bardziej pełni funkcję uzupełniającą całość niż samodzielnego tematu. Tutaj się raczej Silvestri nie popisał. Sprawia on wrażenie zrobionego w pośpiechu, taką typową „zapchaj dziurę”. Najczęściej wykonywany jest przez gitarę elektryczną z rytmicznym podkładem elektronicznym. Od czasu do czasu pojawia się akompaniament smyczkowy. Jest on z pewnością bardzo dynamiczny, a raczej agresywny, ale żadną urokliwą melodią pochwalić się nie może. Pojawia się on wszędzie tam, gdzie kompozytor chce podkreślić akcję wszędzie tam, gdy nie używa tematu głównego lub jako element tematyczny towarzyszący szeroko stosowanemu instrumentarium elektronicznego. Dobrym przykładem takiego zastosowania niech będzie Elevator Worries, Hunt the Mole i Good Morning Mr.. W ponad 4-minutowym Bullit Train, gdzie kompozytor zaprezentował cały arsenał akcji, temat ten został zaaranżowany na mocną sekcję dętą z prującym podkładem smyczkowym i jest jedyny moment, gdy został wyniesiony na pierwszy, dominujący plan.

Skoro mamy tu do czynienia z filmem akcji, nie powinno braknąć tak charakterystycznego dla Silvestri`ego brzmienia, jakiego dostarczają wojskowe werble. Nie jesteśmy tu nimi rozpieszczani, ale gdziekolwiek się pojawiają, fani kompozytora mogą odczuwać satysfakcję. Zawsze też towarzyszy im trochę większa orkiestra symfoniczna, choć nawet wtedy akompaniament syntetyczny słychać w tle. Taki dostojny marsz (grzmią dęciaki, *smyczki, kotły, talerze, no i werble) mamy w Langley. Można by go nazwać The Langley`s March. Po głównej prezentacji kompozytor pozostał w jego klimatach, choć drugiej szansy motyw ten już nie dostał. Szkoda, bo zapowiadał się wręcz doskonale. Drugim przykładem, jeszcze bardziej reprezentacyjnym, jest marszowa wariacja tematu głównego w Damn Gideon. Typowy Silvestri – na przemian przewijają się tu instrumenty dęte blaszane i smyczkowe, uderzenia dzwonów i wybijające rytm werble. I tak przez prawie trzy minuty. To są moje dwa ulubione utwory z całej płyty. Nie mogło ich braknąć także na najbardziej dynamicznym utworze akcji Bullit Train.

Najspokojniejszą (i jedyną tego typu) kompozycją na albumie jest Claire. Pierwsza minuta to bardzo wyciszone preludium w postaci ciągnących sennie smyczków i pojedynczych taktów fortepianu. Dopiero z drugą minutą Alan rozwija romantyczny motyw na klarnet z akompaniamentem smyczkowym. To bardzo miła dla ucha melodia, spokojna, nostalgiczna, trochę smutna. Szkoda, że pojawia się tylko raz. Stanowiłaby dobre uzupełnienie reszty (bardziej agresywnej) materiału.

Najsłabszym utworem na płycie jest… utwór tytułowy. Kiedy zobaczyłem tytuł Mission: Impossible stwierdziłem, że oto dostanę nareszcie tak długo oczekiwaną prezentację tematu przewodniego, który będzie się przewijał przez cały czas. Odpaliłem pozycję nr 4 na liście i przez dwie minuty… nie usłyszałem nic. Tylko kolejny syntetyczny, wybijający rytm, wstęp, do którego w końcówce dołączają (ale tylko jako uzupełnienie) smyczki i instrumenty dęte blaszane. Zero tematyki, zero melodii. Typowy utwór ilustracyjny. Tytuł tym bardziej jest mylący.

Po wysłuchaniu całego albumu, mimo iż jestem fanem Alana Silvestri, nie miałem żadnych wątpliwości dotyczących okoliczności odrzucenia tej partytury. Ilustracja Danny`ego Elfmana jest po prostu dużo lepsza. Silvestri nie popisał się tworząc tylko dwa, proste i niezbyt udane tematy przewodnie, które eksploatował później w szablonowych *orkiestracjach, czasami tworząc ich kolejne „kalki”. Temat gitarowy jedynie w Bullit Train zyskał odpowiedni poziom, na reszcie płyty pełnił raczej funkcję uzupełniającą. Nie każdemu też wykonanie tego tematu na gitarę elektryczną musiało się spodobać. Temat główny był już dużo lepszy, ale biorąc pod uwagę cały dorobek kompozytora umieściłbym go gdzieś w dolnej półce. Stanowczo za dużo na soundtracku mamy muzyki elektronicznej, co prawda rytmicznej, ale zbyt często monotonnej i sennej. Na pewno użycie tak dużej ilości sampli syntetycznych wymuszone było ograniczeniem rozmiarów orkiestry. Na albumie dominują klimaty dramatyczne i „suspense`owe”. Orkiestracja też nie rzuca na kolana, np. rozpoczynający utwór Elevator Worries jest bardzo podobny do finalnego Good Morning Mr.. Różnią się głównie czasem trwania. Liryki jest tu bardzo niewiele – na dobrą sprawę tylko raz (Claire). Akcja też nie jest elementem dominującym – poza Bullit Train, w pozostałych utworach akcja miesza się z dramatem. Ciekawie zabrzmiały marszowe aranżacje tematu głównego, ale to za mało na uratowanie ilustracji. Ogólnie, jest to praca niezbyt udana, z kilkoma jasnymi punktami, która spodoba się fanom kompozytora lub osobom zainteresowanym odrzuconą muzyką do Mission: Impossible, mając przy tym możliwość porównania z ostateczną wersją autorstwa Danny`ego Elfmana.

W dniu 11 czerwca 1996 roku odbyła się premiera innego filmu akcji, do którego muzykę napisał Alan Silvestri – Eraser. Ciekawostką niech będzie fakt, że część materiału z odrzuconej wersji Mission: Impossible została przez Silvestri`ego przerobiona i użyta w nowym filmie. Tego typu zabiegi są bardzo częste dla hollywoodzkich kompozytorów. Nawet Ci najwięksi, w ten sposób nie chcą dopuścić do zmarnowania się „niechcianej” muzyki, np. Jerry Goldsmith. Drugą ciekawostką jest to, że muzykę do trailera M:I napisał i zaaranżował Alan Silvestri i William Ross, a nagranie odbyło się w czasie, gdy Silvestri był jeszcze przypisany do projektu. Klasyczny temat Lalo Schifrina nie został w nim użyty.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Elevator Worries – 4:48
2. Claire – 2:32
3. Hunt the Mole – 3:49
4. Mission: Impossible – 1:57
5. Langley – 2:00
6. Damn Gideons – 2:52
7. Bullit Train – 4:20
8. Good Morning Mr. – 6:23

Razem: 29:05

Dyrygent: Alan Silvestri
Orkiestracje: Alan Silvestri i William Ross



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

No muszę się zgodzić, chociaż ocena całej płyty jest na pewno większa, bo Delta Force nie jest takie złe. Oceniając jednak samą MI to będzie tak średnio na jeża. Elfman rządzi

krzaq:

Moja ocena:

"Podobno reżyser z montażystą dźwięku Paulem Hirschem zmieniali ilustrację aż czterokrotnie, lecz bez skutku. Kiedy słucham tej muzyki, szukam tego nadmiaru melodii i nigdzie nie mogę znaleźć. Być może powód konfliktu był zupełnie inny."

Uwagi tego typu mają i zawsze będą miały rangę li tylko spekulacji - ponieważ nie mamy narzędzi żeby zweryfikować słowa reżysera - słuchanie muzyczki z płyty to zupełnie coś innego od rozłożenia jej na czynniki pierwsze na stole montażowym - co mieli możność czynić super profesjonaliści, którzy na tym zęby zjedli, pod okiem reżysera-samego twórcy obrazu. Mogło coś nie pasować do jego wizji a w przypadku braku współpracy ze strony kompozytora możliwość poprawienia tego co jest zawęża się do nic nie znaczącego marginesu.

Nadmieniam, że znam ból twórcy kiedy jego dzieło jest kwestionowane (w moim przypadku nie-muzyczne) konieczność wprowadzania zmian i ingerowania w dzieło przekraczająca jakiś zakres tolerancji w danym jednostkowym przypadku - jest czasem zbyt bolesna i niemożliwa do pogodzenia z ambicjami - i jest to całkiem naturalna sprawa - jak powiedziałem zindywidualizowana dla twórcy, jego sytuacji w danym momencie i określonego dzieła. Mówimy o jakiś formach sztuki, zatem nie ma na to matematycznego wzoru, rzecz jasna.

Nie da się również powiedzieć w jakikolwiek kategoryczny sposób (z poprawką na różne gusta), która muzyka lepiej pasuje (dotyczy to także np. "Troi"), jeśli nie ma się możliwości obejrzenia filmu z dwoma wersjami profesjonalnie zmontowanej muzyki... co jest raczej niemożliwe.

Zatem do odrzuconych OST należy podchodzić z ostrożnością jako ciekawostek i cieszyć się najwyżej jeśli taka muzyka świetnie sprawdza się bez obrazu.

PS. Bardzo mi się podoba motyw przewodni Alana - zwłaszcza w "Tunnel Chase" - gorzej z tymi elektronicznymi motywami - chociaż ich minimalizm jest nawet urzekający. Cóż można tylko sobie wyobrażać jak by to zagrało w filmie - ewentualnie samemu kombinować w chociażby Adobe Premier.

Ja mam wersję, gdzie jest 20 utworów:
1. Mission Impossible Theme
2. The Prague Set-Up / Ethan Escapes
3. The Noc List & Mole Hunt
4. Mission Impossible Theme
5. Langley CIA Heist
6. Max is Targeted / Relying On Luther
7. The Plot & Main Theme
8. Claire
9. Kittridges Trap
10. Mission Impossible Theme
11. High-Velocity Train The Chopper
12. Tunnel Chase
13. End Credits
14. The Impossible Mission Force
15. Lalos Lullabye (The Plot)
16. Mission Accomplished
17. Trailer #1
18. Trailer #2
19. Trailer #3
20. Reprise

Zwłaszcza bonusy są zajefajne.
W przypadku problemów ze znalezieniem: www.peb.pl