Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Szósty stopień oddalenia (Six Degrees of Separation)

09 Kwiecień 2006, 12:36 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1993/1994
Wydawca: Elektra

Muzyka na płycie:
Szósty stopień oddalenia (Six Degrees of Separation)

Jednym z najbardziej interesujących filmów Fred`a Schepisi`ego był dramat komediowy Six Degrees of Separation, oparty na sztuce teatralnej autorstwa John`a Guare`a pod tym samym tytułem. Z pewnością napisanie muzyki do filmu zamkniętego najczęściej w czterech ścianach, gdzie życie skupia się na rodzinie bogatych snobów i kontrastu z nimi człowieka z nikąd, ze społecznych nizin, nie było łatwe. Nie dziwił wybór kompozytora – po The Russia House i Mr. Baseball. Był nim oczywiście Jerry Goldsmith. Tradycyjnie też można się było spodziewać muzyki jazzowej w ilustracji, ale mimo wszystko zastanawiałem się, jakim nowym elementem zaskoczy? Było nim… tango. Ale od początku.

Niestety, zacząć muszę od sprawy niemiłej. Kto miał nadzieję wsłuchiwać się w subtelną partyturę, przez co najmniej pół godziny rozczarował się. Oryginalnej muzyki Goldsmith`a jest na albumie zaledwie 15 minut. To stanowczo za mało. Co ciekawe, tylko tyle napisał Jerry na prośbę reżysera (podobny problem pojawi się 4 lata później przy Fierce Creatures). To dlatego, aby wydać „normalny” soundtrack półgodzinny Fred Schepisi zdecydował się na dwie „reformy” – jedną udaną, a drugą nie. Ta pierwsza polegała na dodaniu do ilustracji Jerry`ego Goldsmith`a muzyki dodatkowej, w tym kompozycji jazzowej Paul`a Grabowsky`ego Give Six (wybiegając naprzód, należy dodać, że od 2001 roku z uwagi na problemy zdrowotne starego weterana, ten australijski kompozytor będzie przejmował niektóre jego projekty – Last Orders, It Runs in the Family i Empire Falls). Od razu też zaznaczę, że nie będzie ona przedmiotem recenzji. Drugi dodatek, to całkowicie chybione dialogi filmowe, które zajmują aż 15 minut albumu.

Od razu trzeba uczciwie powiedzieć, że wydanie soundtracku na pewno nas nie usatysfakcjonuje. Nawet jeśli pogodzimy się z minimalną ilością muzyki Goldsmitha, to i tak została ona rozproszona po całym albumie. Panuje na nim prawdziwy rozgardiasz. Kompozycje Goldsmitha mieszają się z muzyką uzupełniającą i dialogami z filmu. Ale na tym nie koniec. Na płycie mamy jeszcze… innych kompozytorów – piosenkę Cole`a Porter`a Just One of Those Things i klasykę: Kwartet g-moll, Op. 10 Claude`a Debussy`ego.

Nim przejdziemy do owych 15 minut Goldsmith`a, trzeba powiedzieć, że wbrew utartej regule, Fred Schepisi dał kompozytorowi całkowicie wolną rękę w napisaniu muzyki do filmu. Nie było żadnego temp – tracku. Sam film ponadto nie był jeszcze gotowy, więc wszystko zależało od inspiracji samego Jerry`ego. Do nagrania całości Jerry Goldsmith użył The Victorian Philharmonic Orchestra of Melbourne, którą oczywiście poprowadził. Dominujące instrumentarium tej skromnej partytury stanowiły: *sekcja smyczkowa, osobny kwartet smyczkowy, fortepian, perkusja i sekcja instrumentów dętych drewnianych (flet, klarnet, fagot i obój).

Niezwykle charakterystyczny jest temat główny oparty na stylizacji tanga – podobne tempo i *orkiestracja. Jest to niezwykle urokliwa melodia, przy której nie można pozostać obojętnym. Nietypowy Goldsmith, ale ile w tym ciepła i radości. I tu pojawia się pewien problem. Każdy, zafascynowany tango – tematem będzie musiał pogodzić się z faktem, że w pełnej krasie, w tym tempie i stylu usłyszy go tylko dwa razy – na początku w 2-minutowym Ouisa and Flan i finalnym, ale za to aż 5-minutowym No Heart. Omówię go na końcu.

W dalszej części partytury Jerry uruchamia właściwy arsenał jazzowy i od tej pory możemy usłyszeć kolejne wariacje tematu głównego. Najlepszymi przykładami niech będzie żywa, jazzowa aranżacja na fortepian (Safe Trip), czy subtelna odmiana z kwartetem smyczkowym w roli głównej – The Kiss i Both Sides. Ciekawą aranżację tematyczną przynosi nam The Is a God, gdzie spokojny, wręcz „salonowo” brzmiący (idealnie pasujący do domu bogatej arystokracji) takt podaje na przemian – kwartet smyczkowy, fagot, obój, klarnet i flet. Nostalgiczną solówkę na wiolonczelę możemy natomiast usłyszeć w The Blade i No Heart (nie należy pomylić tego niewiele ponad minutowego utworu z finalną suitą pod tym samym tytułem – kolejny błąd wydania). W tym ostatnim wiolonczelę zastępują skrzypce i flet. Należałoby tu jeszcze dodać, że Jerry w utworach tych często stosuje krótkie wstawki fortepianowe jako tło.

Jeśli chodzi o muzyką jazzową, to możemy śmiało odnaleźć pewne inspirację trzy lata młodszym The Russia House, też Schepisi`ego – podobne brzmienie basów, delikatnej perkusji i subtelnych smyczków z kwartetem smyczkowym na czele (The Teacher), pianina i harfy (Not Family) lub trąbki z fortepianem i perkusją w optymistycznym Unknown Track (kolejna wpadka wydawcy – zapomniał nazwać jednego z utworów).

Pięciominutowy No Heart to faktyczna suita i zawiera tak naprawdę podsumowanie tych 15 minut. Składa się z kilku części. Rozpoczyna się subtelną melodią z delikatnymi dźwiękami harfy i basów, po których słychać trochę pesymistyczny fagot z akompaniamentem fortepianu (to te krótkie wstawki), zastąpiony niebawem przez flet i skrzypce, które nabierając tempa przechodzą do tematu głównego – tanga na pełną orkiestrę (bardzo mi się podobają tak charakterystyczne dla rytmiki tanga wejścia werbli). Obok dominującej sekcji smyczkowej, pojawia się także uzupełniający całość fagot. W połowie utworu następuje zmiana – miejsce orkiestry zajmuje wariacja tematyczna na pianino w oprawie jazzowej. Wszystko to bardzo żywe i skoczne. Zaś finał to tradycyjny powrót do tematu - tanga.

Jak można ocenić ten album? Na pewno spodoba się niezwykle oryginalny temat główny stylizowany na tango, choć na soundtracku mamy go w klasycznej orkiestracji tylko dwukrotnie. Reszta utworów stanowi albo zróżnicowane wariacje tematu przewodniego albo też tworzą zupełnie inne klimaty – bardziej ilustracyjne. Na pewno nie ma tu żadnego „underscore`u”; jego rolę przejmują jazzowe kompozycje stylizowane na The Russia House. Brzmienie nie jest potężne, częściej słyszymy wybrane sekcje instrumentów niż całą orkiestrę. Dużym utrudnieniem w słuchaniu kompozycji Goldsmitha jest ich czas – większość waha się od zaledwie pół minuty do maksymalnie dwóch. Jedynym wyjątkiem jest finalna suita. To ona jest najmocniejszym punktem całej partytury. Drugim utrudnieniem jest fakt, że kompozycje Goldsmitha nie są skupione w jednym miejscu, tylko „rozstrzelone” po całym soundtracku, co utrudnia wczucie się w klimat jego muzyki, tym bardziej, iż część utworów jest bardzo krótka (niektóre kończą się zaraz po wstępie). Ten album polecam tylko fanom kompozytora, najlepiej takim, którzy kolekcjonują całą jego dyskografię. Soundtrack został wydany w dniu 1 marca 1994 roku nakładem Elektra Entertainment. Film zadebiutował parę miesięcy wcześniej, tj. 8 grudnia 1993 roku.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Ouisa and Flan* - 1:51
2. Six Degrees of Separation (dialogi) - 1:22
3. Just One of Those Things - Cole Porter - 1:06
4. Sidney Portier (dialogi) - 1:26
5. Give Six - Paul Grabowsky - 2:32
6. Painters (dialogi) - 0:30
7. There is a God* - 1:31
8. Cats (dialogi) - 0:51
9. The Teacher* - 1:40
10. Dream About Painters (dialogi) - 1:09
11. The Blade* - 0:42
12. Imagination (dialogi) - 1:55
13. The Kiss* - 0:57
14. Dream Sequence (dialogi) - 0:44
15. Safe Trip* - 0:45
16. Both Sides* - 0:28
17. Do We Have a Story to Tell You (dialogi) -1:28
18. No Heart* - 1:12
19. You`re an Idiot (dialogi) - 0:44
20. Not Family* - 0:33
21. The Truth (dialogi) - 0:29
22. Quartet in G Minor, Op 10 - Claude Debussy - 1:18
23. Listen to Me (dialogi) - 2:04
24. Unknown Track* - 0:50
25. I Read Today (dialogi) - 2:21
26. No Heart* - 5:09

Razem: 34:12
*muzyka instrumentalna (ok.: 15:38)

Dyrygent: Jerry Goldsmith
Orkiestracje: Arthur Morton



Komentarze czytelników:


Nie ma jeszcze komentarzy. Skomentuj jako pierwszy!