Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Gra ich życia (The Game of Their Lives) - Promo

29 Sierpień 2005, 18:54 
Kompozytor: William Ross

Rok wydania: 2005
Wydawca: Promotional Release

Muzyka na płycie:
Gra ich życia (The Game of Their Lives) - Promo

W listopadzie 2002 roku Crusader Entertainment podało do informacji, że Jerry Goldsmith napisze muzykę do sportowego dramatu "The Game of Their Lives", twórcy "Hoosiers" i "Rudy" Davida Anspaugh`a. Nie było w tym nic dziwnego - Goldsmith skomponował muzykę do obu poprzednich dramatów sportowych reżysera "Hoosiers" był o koszykówce, zaś "Rudy" o amerykańskim futbolu. Akcja nowego filmu rozgrywa się w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej: Brazylia 1950, a rzecz dotyczy sensacyjnego meczu reprezentacji USA i Anglii. 30 lipca 2003 roku Jerry Goldsmith oficjalnie potwierdził projekt. Produkcja filmu natrafiała na różne problemy (w tym finansowe), co zaowocowały kilkakrotnym przesuwaniem terminów premiery - grudzień 2003r., styczeń 2004r. (tuż po śmierci Goldsmitha pojawiła się nawet informacja - plotka, że reżyser odszedł z projektu i nie wiadomo, czy zostanie w ogóle ukończony) i ostatecznie kwiecień 2005 roku.

Jerry miał zacząć pisać muzykę w lutym 2004 roku. Sam reżyser ze scenarzystą Angelo Pizzo pokazali kompozytorowi wersję roboczą filmu. Było to 2 miesiące po zakończeniu zdjęć (początek lipca), kiedy film był w fazie "post-production". Goldsmith, mimo że jego stan zdrowia był już wtedy bardzo poważny, zaskoczył wszystkich. Oglądając surowy jeszcze materiał zaczął przygrywać różne kawałki, po czym usiadł do syntezatora i skomponował "na gorąco" demo muzyki do filmu. I to był ostatni utwór jaki Jerry Goldsmith skomponował w ogóle. 2 tygodnie później legendarny kompozytor zmarł.

Oczywiście od razu pojawiły się spekulacje, kto napisze muzykę po śmierci Goldsmitha i czy zostanie użyte jego ostatnie demo? Dopiero w styczniu 2005 roku stało się jasne, kto go zastąpi - William Ross ("Tin Cup", "My Dog Skip", "Tuck Everlasting", "Harry Potter and the Chamber of Secrets", "The Young Black Stallion" i "Ledder 49"). Nie był to więc żaden nowicjusz. Co zadecydowało o jego wyborze? Sam reżyser przyznał się, że nie znał wcześniej Rossa, ale znał muzykę do jego niektórych filmów. Ktoś nawet porównał brzmienie Williama Rossa do młodego Jerry`ego Goldsmitha. A może było to fakt, że współpracował 3 lata wcześniej z samym Johnem Williamsem przy "Harry Potter and the Chamber of Secrets"? Kandydatura Rossa została podsunięta reżyserowi, a ten wyraził zgodę. Zresztą, już po nagraniu partytury David Anspaugh stwierdził, że muzyka brzmi tak, jak życzyłby sobie tego Jerry Goldsmith.

Williams Ross zaprzeczył jakoby w czasie pisania muzyki, ktoś wywierał na niego nacisk w rodzaju - "to musi brzmieć jak Jerry Goldsmith!". Nie wiadomo (ale jest to dość prawdopodobne), że nowy kompozytor miał możliwość odsłuchania demo ś.p. Goldsmitha. Sam reżyser (choć nieoficjalnie) stwierdził, że chciałby, aby muzyka do jego nowego filmu brzmiała jak "Rudy 2". Myślę, że podobne były oczekiwania wobec Rossa kiedy pisał muzykę do drugiej części "Harry`ego Pottera". Reżyser zdradził także, że w czasie nagrywania partytury do "The Game of Their Lives" Ross prowadził 80-osobową orkiestrę, z której większość brała udział 12 lat wcześniej w sesji nagraniowej do "Rudy`ego". Brzmienie, jakie osiągnął William Ross zaskoczyło wszystkich - to był PRAWIE Jerry Goldsmith. Ale tylko prawie.

Kompozytor zastrzegał się, że nie starał się skopiować Goldsmitha i jego "Rudy`ego", ale trudni nie oprzeć się wrażeniu, że tak się stało. Ogólny schemat brzmienia miał mieć z góry określoną konstrukcję w stylu amerykańskim, tzw. słodko - gorzkim. Oczywiście od razu odrzucono nawiązanie do muzyki elektronicznej w rodzaju "Hossiers" (ten styl był już archaiczny). Pozostał do wybory tylko model symfoniczny á la "Rudy". I tak jak Goldsmith w 1993 roku, tak teraz Ross w 2005 roku zrezygnował z użycia dużej orkiestry symfonicznej, która w czasie pierwszych prób nagraniowych, po prostu zbyt dominowała na ekranie, zbyt mocno "bombardowała" widza dźwiękiem, odwracając jego uwagę od obrazu. Dlatego rozmiary orkiestry zostały ograniczone do średnich rozmiarów, a siła jej brzmienia umiejscowiona bardziej w tle. Jak powiedział sam Ross - "moja muzyka zamiast ostrym brzmieniem, broni się nutą emocji".

Na potrzeby filmu William Ross skomponował tylko jeden duży temat przewodni oraz szereg wariacji na jego podstawie. Temat amerykański możemy po raz pierwszy usłyszeć już w pierwszym utworze - "Story of the Hill". Jaki on jest? To bardzo subtelna i dostojna kompozycja, gdzie główny motyw został podany przez elegancko brzmiącą trąbkę z towarzyszeniem podkładu smyczkowego. Zresztą ten ostatni dominuje na całym albumie.

Bardzo ciekawy motyw poboczny Ross napisał w "Funeral Escape". Nie jest to jednak żaden *"action score". To bardzo melodyjny i stonowany kawałek, a przy tym tętniący życiem, gdzie dominującymi instrumentami są rytmiczne *smyczki i "miękka" sekcja dęta. Brzmi to bardzo w stylu Jerry`ego. Podobnie jest z "Uniforms", który stanowi połączenie dwóch wersji wykonania tego samego motywu - najpierw *sekcja smyczkowa wprowadza dłuższy i stonowany prologue z trąbką na czele, a następnie rozwija się pełna orkiestra, gdzie trąbki zastępują *waltornie. Najbardziej "egzotycznym" motywem jest ten napisany dla amerykańskiego piłkarza haitańskiego pochodzenia - Jimmy Jean-Louis jako Gaetjens. Możemy go nazwać motywem karaibskim - "Joe`s First Practice". Wirujące bębenki, różnego rodzaju flety i gitary zupełnie zmieniają klimat płyty. Sam kompozytor powiedział, że praca nad tym utworem dała mu najwięcej zabawy. Inną ciekawostką jest "Bocce Ball". To miła dla ucha melodyjka z obojem, mandoliną i akordeonem w iście francuskim stylu. Te dwa utwory są prawdziwym zaskoczeniem na soundtracku, choć nie rozczarowują bynajmniej.

Nim na albumie nastąpi kulminacja akcji, możemy wcześniej posłuchać pierwszych przymiarek kompozytora do finału. "St. Louis vs. East Coast" to dynamiczna kompozycja z rytmicznym podkładem smyczkowym i motywem na sekcję dętą (waltornie i trąbki), zaś zwieńczeniem utworu jest podanie "main theme" na pełną sekcję smyczkową i "miękkie" dęciaki. "Brookhatten`s Practice" ma bardzo podobny początek (rytmiczne smyczki przypominały mi nieco styl Alana Silvestri), ale reszta kompozycji to już spokojna melodia w typowym dla Rossa stylu - smyczki i "miękkie" instrumenty dęte.

"Gino Want To Play" i "Train Station Goodbyes" to doskonałe przykłady spokojnego, wręcz wyciszonego stylu, jaki kompozytor stworzył do filmu. To bardzo nostalgiczne, wręcz romantyczne (zwłaszcza ten ostatni) utwory. Szczególną rolę ogrywa tu sekcja smyczkowa - w pierwszym z nich jest skromna, jakby bardziej emocjonalna, zaś ten drugi to pełne rozwinięcie brzmienia przez dużą sekcję smyczkową. Tutaj też mamy bardzo wyraźną wariację romantyczną tematu głównego. Niemal styl Goldsmitha! Bardzo dramatyczną, choć wzruszającą kompozycją jest "Rain", gdzie sekcji smyczkowej (jakże by inaczej) towarzyszą delikatne elektroniczne sample perkusyjne. Najbardziej uspokajający jest trochę usypiający "Joe`s Beliefs", który mnie osobiście przypomniał pewne ciche momenty z "Contact" Alana Silvestri.

Najmocniejszą i najlepszą częścią partytury jest muzyka akcji. Nie licząc pewnych "przymiarek" William Ross skomponował cztery utwory "action score". Każdy z nich to monumentalne podanie tematu głównego przez instrumenty dęte (waltornie, trąbki i klarnet) z akompaniamentem sekcji smyczkowej. Całość jest bardzo dynamiczna i żywiołowa. Ta część chyba najbardziej przypomina brzmienie Goldsmitha do "Rudy`ego". Jeden z nich "First Soccer Game" nawiązywał też stylowo do innej pracy Jerry`ego - "Soarin` Over California". Silnie rozbudowany podkład perkusyjny miał "Americans vs. British". Idealnym zakończeniem były dwie ostatnie kompozycje - "Final Game - First Half" i "Final Game - Second Half". Tutaj podobieństwa do Goldsmitha są już niewyobrażalne. Charakterystyczne, krótkie urywane basy, prująca sekcja smyczkowa (bardzo podobało mi się ich brzmienie *basowe), dostojne partie instrumentów dętych z waltorniami w roli głównej w pełni oddają ducha sportowego dramatu. Teraz mogę zrozumieć słowa reżysera, że ta partytura brzmi tak, jakby chciał tego Jerry Goldsmith. Zakończenie albumu jest równie podobne - rozwinięcie tematu głównego przez sekcję smyczkową z akompaniamentem dęciaków.

Pewnym nawiązaniem do pamięci Goldsmitha, raczej niezamierzonym, jest ekipa biorąca udział w produkcji tej ilustracji - *orkiestracjami zajęli się, obok Williama Rossa, Bruce Babcock i... Mark McKenzie (orkiestrator Goldsmitha w latach 2001-2003). Produkcja - William Ross. Na pewno niemiłym "zgrzytem" jest fakt wydania soundtracku, a raczej jego brak. Ukazała się tylko wersja promocyjna. Zawiera ona ok. 36 minut muzyki podzielonej na 15 utworów. Dlaczego się nie ukazała? Być może z tego powodu, że film nie odniósł oczekiwanych przez producentów zysków (budżet filmu wynosił 20 mln dolarów) i stwierdzili po prostu, że soundtrack się nie opłaca . Możemy mieć tylko nadzieję, że za jakiś czas album ten ujrzy jednak światło dzienne, np. poprzez Varese Sarabande. Choć to nie jest i nigdy nie będzie Jerry Goldsmith (ten jest tylko jeden), to jednak William Ross naprawdę godnie zastąpił ś.p. Mistrza.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Story of the Hill - 1:13
2. Funeral Escape - 1:34
3. First Soccer Game - 3:34
4. Gino Wants To Play - 1:22
5. St Louis vs. East Coast - 2:04
6. Bocce Ball - 0:53
7. Train Station Goodbyes - 1:40
8. Brookhatten`s Practice - 1:54
9. Joe`s First Practice - 1:16
10. Americans vs. British - 1:50
11. Rain - 2:52
12. Joe`s Beliefs - 1:51
13. Uniforms - 3:51
14. Final Game - First Half - 3:26
15. Final Game - Second Half - 6:31

Razem: 35:51



Komentarze czytelników:

MaciekG.:

Moja ocena:

"pisał muzykę do drugiej części "Harry`ego Pottera" - Może ja jestem coś do tyłu z wiadomościami, ale nie wydaje mi się aby Ross napisał muzykę do tego filmu. Zajął się aranżacjami i konduktorką jak już.

karcharoth:

Moja ocena:
bez oceny

A ładna ta konduktorka chociaż?

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

zaaranżował czyli wziął stary materiał Williamsa z części pierwszej i przypasował/przyciął go pod drugą część... "Aranżacja" w konteksćie tamtej kompozycji to zgrabny "odpowiednik" ghost-writingu, czego nie trudno się domyślić...

Rafalski:

Moja ocena:
bez oceny

Niestety się Tomku myślisz, ponieważ wszystkie tematy, jakie występują w HP 2, zostały napisane przez Williamsa, natomiast Ross wszystko, jeśli nie zorkiestrował, to z pewnością rozpisał na ilustracyjną muzykę wykorzystując „rdzeń” Williamsa, w postaci materiału z części pierwszej, i nowych tematów skomponowanych do sequela.

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

Wiem i o tym też mówię :) Właśnie dlatego zatrudniono Rossa, gdyż prawdopodobnie Williams był zajęty bardzo pracą nad Catch Me If You Can. Niemniej Ross odwalił czarną robotę, choć otrzymał zasłużony "credit". Może nazywając to "ghost-writingiem" trochę przesadziłem, przyznaję.