Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Miasto Grzechu (Sin City)

20 Kwiecień 2005, 08:53 
Kompozytor: Robert Rodriguez
Graeme Revell
John Debney

Rok wydania: 2005
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Miasto Grzechu (Sin City)

Czerwiec tego roku zapowiada się bardzo ciekawie dla miłośników ekranizacji komiksów. Właśnie w tym miesiącu na ekrany polskich kin wejdą dwa filmy oparte na historiach obrazkowych jednego z największych ich twórców - Franka Millera. Mowa tu oczywiście o prequelu "Batmana", czyli filmie "Batman - Początek" w reżyserii Christophere`a Nolan`a, a także o "Mieście Grzechu" Roberta Rodriguza. Obie produkcje są również wydarzeniami w świecie muzyki filmowej. Chyba najbardziej oczekiwanym soundtrackiem jest w tej chwili "Batman..." skomponowany przez Hansa Zimmera i Jamesa Newtona Howarda. Nie mniej emocji wzbudza muzyczna ilustracja do "Miasta Grzechu" stworzona przez samego reżysera filmu, Greeme`a Revell`a oraz Johna Debney`a. I właśnie ten *score chciałbym opisać, gdyż został już wydany. Sam obraz wyświetlany jest na razie tylko w amerykańskich kinach i nie dane mi było go jeszcze obejrzeć. Podobnie jak inni kinomani muszę - jak już wcześniej wspomniałem - poczekać jeszcze dwa miesiące.

Być może pisanie recenzji muzyki do filmu bez jego obejrzenia jest mało profesjonalne. Jednak po zapoznaniu się z fabułą "Sin City", sylwetkami bohaterów a także zdjęciami można się domyślić klimatu, w jakim będzie utrzymany. Film, jak mniemam, jest mroczny, ciężki, mocny - i taka też jest do niego muzyka. Kompozytorzy wpletli w nią trochę rocka, jazzu, elektroniki a także motywów opartych na tradycyjnym, symfonicznym instrumentarium. Wszystkie style perfekcyjnie ze sobą połączyli tworząc spójną całość, idealnie oddającą nastrój opowieści. Należy przy tym podkreślić, że mimo iż autorami muzyki są aż trzej artyści, to udało im się do tego stopnia ujednolicić styl, że bardzo trudno rozszyfrować, który z nich napisał kolejny utwór. Po tych pochwałach przyszedł czas wyjaśnić, że mimo wszystko jest to muzyka czysto ilustracyjna. Jednak zaskakująca świeżość i oryginalność nie pozwalają jej postawić obok innych tego typu hollywodzkich kompozycji.

Płyta nie została podzielona na części odpowiadające poszczególnym kompozytorom. Utwory pomieszano, niektóre z nich są autorstwa duetów (Revell - Rodriguez albo Debney - Rodriguez). Największą ich zaletą jest bardzo ciekawe, niekonwencjonalne brzmienie, największą wadą - mała wyrazistość tematyczna. W zasadzie omawiana partytura nie ma tematu przewodniego. Jedyne co można uznać za reprezentatywny fragment, to motyw, który pojawia się już w pierwszym utworze - "Sin City" - i przewija się przez kolejne. Mamy tu motoryczną gitarę basową i perkusję, nagłe, agresywne wstawki syntezatorów i wibrujących smyczków, wreszcie rewelacyjnie brzmiący saksofon, wygrywający niezwykle intrygującą, jazzową melodię. Mocna sekcja rytmiczna nadaje muzyce dynamizmu, *smyczki i syntezatory - dozę niepokoju, saksofon natomiast - tajemniczości. Naprawdę dawno nie słyszałem tak interesujących dźwięków w muzyce filmowej. Kolejne utwory prezentują się równie ciekawie, choć nie mają już tak uporządkowanej formy, przez co gorzej się ich słucha. To wyłącznie muzyka ilustracyjna, której surowy, ostry i chaotyczny styl nie każdemu może odpowiadać. Kto go przyjmie, może przymknąć oko na wszelkie dłużyzny i odkrywać coraz to nowe patenty aranżacyjne kompozytorów. Zatem co jeszcze znajdziemy na ścieżce? Głównie akcję albo groźne, wolne frazy tylko "czekające" na kulminację. Bardzo mało w niej odpoczynku, o lirycznych fragmentach nie wspominając. Do nielicznych tego typu utworów należy z pewnością "Kiss Of Death". Rozpoczynają go jazzowe akordy fortepianu i smyczki prowadzące linię melodyczną. "Podjazdy" skrzypiec do tryli i *progresja akordowa kojarzą się trochę z bondowskimi soundtrackami Johna Barry`ego (sic!). Jednak - jak już wspomniałem - w muzyce dominuje złowieszczy klimat wykreowany dzięki odpowiedniemu doborowi instrumentów. Wiodącymi są na pewno saksofon altowy i *barytonowy a także fortepian preparowany, którego dźwięki wydobywane są przede wszystkim z niskich rejestrów. Do tego dochodzą instrumenty perkusyjne od zestawu jazzowego, przez elektroniczne bity, po rzadko wykorzystywane "przeszkadzajki" występujące w utworach Graeme`a Revella. Gdzieniegdzie znajdziemy oparte na orkiestrze symfonicznej kobiecy wokal oraz elektryczną gitarę. Kompozytorzy bawią się nie tylko brzmieniem ale i rytmem, czego przykładem może być "The Hard Goodbye", w którym smyczki wygrywają trudne do połączenia wartości rytmiczne. W "Sin City" szczególnie podoba mi się pomieszanie stylów. Na soundtracku nie ma ani jednego utworu, który można by zaklasyfikować do konkretnego gatunku muzycznego, co sprawia, że muzyka jest bardzo oryginalna, a o ilustracyjności łatwo zapomnieć.

Na płycie zamieszczono jeszcze dwa utwory skomponowane przez innych muzyków. Pierwszy - bardzo hałaśliwy, rockowo - elektroniczny numer zespołu Fluke, drugi - czysto symfoniczny, napisany przez Silvestre Revueltasa. I tu mamy paradoks. Zwykle jest tak, że to piosenka dodana do score`u do niego nie pasuje. W tym wypadku sytuacja jest odwrotna. Piosenka nie odbiega stylistycznie od całości, natomiast utwór symfoniczny jak najbardziej. To typowa hollywodzka papka, w której nie ma niczego interesującego, wartego opisania.
"Sin City" to na pewno jeden z najciekawszych soundtracków, jakie ostatnimi czasy ukazały się na rynku. Uwagę przyciąga głównie nowatorskimi aranżacjami i pomysłowymi rozwiązaniami brzmieniowymi. Obawiam się jednak, że wielu osobom może się nie spodobać jego klimat i odrzucą go po jednorazowym odsłuchaniu, bo nie jest to muzyka uniwersalna. Dla jednego będzie zwykłym underscorem, dla drugiego nową propozycją artystyczną, przy której będzie mógł spędzać wiele godzin. Warto więc może przed jego zakupem przesłuchać kilku utworów.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Sin City
2. One Hour to Go
3. Goldie`s Dead
4. Marv
5. Bury the Hatchet
6. Old Town Girls
7. Hard Goodbye
8. Cardinal Sin
9. Her Name Is Goldie
10. Dwight
11. Old Town
12. Deadly Little Miho
13. Warrior Woman
14. Tar Pit
15. Jackie Boy`s Head
16. Big Fat Kill
17. Nancy
18. Prison Cell
19. Absurd -
20. Kiss of Death
21. That Yellow Bastard
22. Hartigan
23. Sensemaya
24. Sin City End Titles



Komentarze czytelników:

Thedues:

Moja ocena:

Jak dla mnie to wielie piece of a shit!! pare utworów na poziomie dzieki Debneya i garstka Rodrigueza a reszta to do kosza!! jezeli to ma byc najlepszy komiks i muzyka to ja watpie juz w jakakolwiek ekranizacje komiksowa!!! Soundtrack nie umywa sie do Sky Capitana czy Hellboya! jak ktos ma ochote wyrzucic 60zl w bloto to prosze bardzo... Nie ma tu nic intersujacego! pewnie sam film potwierdzi tez moje slowa!(to ze ktos kreci film w czarno-bialym formacie to nie znaczy to ze mamy doczynienia ze sztuka!) soundtrack jest i moze ogrinalny ale brak jakiekolwiek spojnosci w/w przeze mnie kompozytorów z Revellem... ogolnie beznadzieja!

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

Chyba ktoś tu się nie pofatygował by sprawdzić tak naprawdę jakie przesłanki kierowały Rodriguezem by wynająć dwóch dalszych kompozytorów do napisania muzyki. Wystarczy przeczytać wywiad na soundtrack.net a nie krytykować bezpodstawnie. Muzyka Rodrigueza, Debneya i Revella różni się od siebie, gdyż Rodriguez zlecił każdemu z nich napisanie muzyki oddzielnie pod każdy z 3 epizodów, z których się film składa. Dlatego nie ma spójności. Nie porównujmy też ani tego filmu ani komiksu, ani muzyki do "dzieła", którym był Sky Captain, bo to tak jakby porównywać film na niedzielne przedpołudnie z filmem tylko dla dorosłych...

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

Aha, a kręci w czarno-białym formacie, choć tak naprawdę aktorzy grali na tle blue-screenów, gdyż tak wygląda komiks Franka Millera, którego adaptacją jest ten film.

Thedeus:

Moja ocena:

ok moze masz racje ale to nie zmienia faktu ze te kawalki sa kiepskie:) i oprocz wspomnianego przeze mnie Debneya nikt tam sie nie wywzsza ponad przecietnosc... mi ta muzyka zupelnie nie podszedla. a co do epizodów dodam ze muzyka powinna miec jakas minimalna spojnosc z kazdym z kompozytorow:D a tak niestety nie jest

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

No problem :) Każdy ma prawo do własnego zdania :)Ale wierzę ci na słowo, iż poza Debneyem nikt się nie wywyższył tutaj ponad przeciętność, tym bardziej znając trochę twórczość Graeme Revella... Ale to moje zdanie


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie