Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Nigdy nie mów nigdy (Never Say Never Again)

29 Czerwiec 2004, 18:00 
Kompozytor: Michel Legrand

Rok wydania: 1983/1993
Wydawca: Silva Screen

Muzyka na płycie:
Nigdy nie mów nigdy (Never Say Never Again)

W 1983r podjęto kolejną próbę zdyskontowania sukcesu filmów o agencie 007. Za sprawą Kevina McClory powstał konkurencyjny dla serii produkowanej przez Alberta Broccoli`ego film Nigdy nie mów nigdy. Był to swobodny *remake bonda Operacja Piorun z 1965r. Stworzenie tego obrazu było możliwe, gdyż jego producent Kevin McClory przez wiele lat rościł sobie prawa do ekranizacji Flemingowskiej powieści Operacja Piorun. Procesował się także, ze złym skutkiem o prawa do wszystkich filmów o 007, miał bowiem zamiar stworzyć razem z wytwórnią Sony własną, konkurencyjną serię filmów o Bondzie. Nigdy nie mów nigdy to żałosna i pozbawiona sensu imitacja filmów o przygodach najsłynniejszego szpiega JKM, z Seanem Connerym jako 007, którą spokojnie można nazwać geriatrycznym Bondem. Aż trudno uwierzyć, że coś takiego wyszło spod ręki Irvina Kershnera, reżysera Imperium kontratakuje. Jego film pod wieloma względami wyraźnie przegrywa z oficjalnym bondem z tego roku, czyli Ośmiorniczką.

Skomponowanie muzyki do tego gniota proponowano rzecz jasna Johnowi Barry`emu, ale ten chciał być lojalny wobec producenta serii Alberta Broccoli`ego. Podobno McClory chciał Jamesa Hornera, ale Connery się sprzeciwiał. Z tego co piszą zachodni bondomaniacy wynika, że ponoć producenci odrzucili partytury innych kompozytorów. Ostatecznym wyborem McClory’ego był francuski kompozytor Michel Legrand zapewne z tego powodu, że skomponował w latach 60-tych muzykę do Stacji arktycznej Zebra i Sprawy Thomasa Crowna, udowadniając wówczas, że pisanie muzyki zarówno dla zimnowojennego kina szpiegowskiego, jak i stylowych filmów akcji, nie stanowi dla niego większej trudności. Ale... jak się okazało Legrand A.D. 1983 to niestety już nie ta sama forma i kreatywność co dawniej.

Z oczywistych względów Francuz nie mógł użyć James Bond Theme w swojej ilustracji. (David Arnold słusznie spostrzegł, że film o Bondzie bez James Bond Theme staje się zwykłym filmem sensacyjnym.) Nie tylko to sprawiło, że w tej produkcji nie czuć klimatu Bonda ani w ogóle kina szpiegowskiego zresztą. Legrand chyba nawet nie starał się wytworzyć owej atmosfery dla tego filmu a jeżeli się starał to zupełnie mu to nie wyszło. Powstała tutaj dziwna hybryda, połączenie między innymi symfonicznego stylu, jaki prezentował chociażby w Trzech muszkieterach, akcji rodem ze Stacji arktycznej Zebra, prymitywnego disco, jazzu oraz karaibskich klimatów. Skoro to film o 007 więc musi być piosenka tytułowa. Jest nią popowa kompozycja Legranda, którą śpiewa Lani Hall. To jeden z niewielu mocnych elementów ścieżki dźwiękowej. Niewątpliwie dobry kawałek, choć klasykiem nie został ani nie dorównuje wielu bondowskim piosenkom. Zupełną niespodzianką jest obecność na albumie urokliwej, stylowej ballady Une Chanson D’Amour śpiewanej po francusku przez Sophie Della, która jest również mocnym punktem tego soundtracku.

Numer 3 na płycie to Prologue-Enter 007, który podobno miał być nowym James Bond Theme. Wykorzystuje on frazę z piosenki tytułowej zaaranżowaną na gitarę i fortepian. Jeśli ta sflaczała kompozycja ma oddawać charakter Bonda to dziękuję. Osobom wychowanym na orkiestrowych, przebojowych kompozycjach Johna Barry`ego zapewne sporo frustracji przyniesie odsłuch części kompozycji akcji i suspensu. Niestety Michel Legrand zrezygnował niemal zupełnie z użycia tematów i motywów w kompozycjach akcji, a to była jedna z podstawowych i wspólnych cech action *score w ilustracjach Barry’ego, Martina, Hamlisha i Conti`ego. Francuz w większości utworów postanowił bardzo ściśle dopasować muzykę do obrazu a melodykę zastąpił underscore. Pod wieloma względemi był on tu wyjątkowo niekonsekwentny - jego utwory zdecydowanie napisane są bez głowy, wspólnego dlań charakteru i myśli przewodniej. Najciekawiej prezentują się w Nigdy nie mów nigdy kompozycje akcji z pewną dozą egzotyki, jak Death of Nicole czy The Big Escape (nie użyte w filmie). Takie kompozycje akcji jak Plunder Of A Nuclear Missile, Nuclear Nightmare i Bond To the Rescue wyraźnie przypominają mi jego muzykę ze Stacji arktycznej Zebra, czyli rytmiczna ściana z ksylofonów, kotłów, sekcji dętej i smyczków. Momentami niestety ilustracja Francuza staje się pretensjonalnym, odpychającym tworem muzycznym, w którym artysta bezmyślnie pomieszał archaiczne disco i jazz z symfonicznym chaosem, tworząc ciężką do strawienia papkę, której efektywność w filmie także pozostawia wiele do życzenia. Pomijając piosenki zdecydowanie najlepiej wypada w Nigdy nie mów nigdy tzw. muzyka źródłowa, czyli w tym wypadku jazz, tango i walc. The Big Band Death Of Jack Petachi, czy Tango To The Death pokazują lepszą stronę Legranda i przydają muzyce dużą dawkę polotu i szaleństwa, ale i one nie prezentują jakiegoś rewelacyjnego poziomu.

Never Say Never Again ma więcej wad niż zalet. Jako ilustracja filmu o 007 jest to zupełna porażka, co zresztą słychać w filmie. Jako ilustracja filmu akcji wypada przeciętnie. Legrand nie był dobrym wyborem z obu punktów widzenia. Dobitnie świadczy o tym fakt, że najlepiej w filmie wypadają piosenki i muzyka źródłowa, służąca jako dodatek. Ona ratuje ten soundtrack przed katastrofą i niesłuchalnością. Zdecydowanie odradzam zakup fanom Bonda.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Bond Back In Action - 0:50
2. Main Title - Never Say Never Again (Lani Hall) - 3:10
3. Prologue - Enter 007 - 0:27
4. Fatima Blush / A Very Bad Lady - 3:46
5. Dinner With 007 - 1:08
6. Bahama Island - 2:49
7. Bond Smells A Rat / Nurse Blush? - 1:27
8. Plunder Of A Nuclear Missile - 1:55
9. The Big Band Death Of Jack Petachi - 1:43
10. Bond And Domino - 2:03
11. Fight To The Death With The Tiger Sharks - 4:50
12. Une Chanson D`Amour (Sophie Della) - 4:24
13. Video Duel / Victory - 1:41
14. Nuclear Nightmare - 1:06
15. Tango To The Death - 2:21
16. Bond Returns Home - 0:25
17. The Death Of Nicole / Chase Her - 1:20
18. Felix And James Exit - 0:36
19. Jealousy - 3:15
20. Largo`s Waltz - 1:26
21. Bond To The Rescue - 4:42
22. The Big Escape - 1:19
23. Tears Of Allah - 2:21
24. The Underwater Cave - 4:37
25. Fight To The Death - 2:21
26. Bond In Retirement / End Title - Never Say Never Again(Lani Hall) - 4:53

Razem: 60:55



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Osobiście uważam, że płyta ta nie jest aż taka zła. Moja ocena to 3,5/5. Jasne jest to, że nie brzmi bondowo - bo tak nie mogło być. Poprostu trzeba zamknąć oczy, nie mysleć o żenującym poziomie filmu, i całego zamieszania wokół niego. Muzyka sama w sobie nie jest zła, choć jak wspomniał Damian - w filmie sprawia się niemal katastrofalnie. Dajmy szansę Legrandowi ;-)

Marek W.:

Moja ocena:

Legrand jest jednym z najwybitniejszych kompozytorów ( nie tylko filmowych ) swiata.Zródła jego muzyki tkwią w jazzie.Ma on wyrazny , wypracowany przez lata styl i nie rezygnuje z niego nawet w przypadku karkołomnych wyczynów ( czyt.Kino Hollywodzkie ).Nie inaczej jest tutaj.Muzyka pozornie nie Bondowska , lepsza do słuchania w oddzieleniu od obrazu filmowego.Swietny utwór tytułowy.Jak dla mnie pewna odmiana która przyjałem z otwartymi uszami.

Flaco:

Moja ocena:

Jako że Legrand prezentuje nieco inny typ muzyki co Barry , ta płyta Bondowska musiałabyc niejako szokiem dla fanów serii.Wg mnie Legrand spisał sie znakomicie i zrobił muzyke w swoim stylu , nie małpując na slepo Barryego , co byłoby niewybaczalnym błędem z jego strony.I choc Legrand jest lepszym muzykiem niż Barry , ten Bondowski album wypada dosc blado w porównaniu z tymi Barryego.Z pewnoscią wpływa na to fakt iż przyzwyczaiłem sie do muzyki tego drugiego jesli chodzi o serie Bondowską i z pewnym trudem odnosze sie do pozycji Francuskiego mistrza.Ale i tak jest dobrze.

Przekorny:

Moja ocena:

No i znowu Pan Flaco stara się być nad wyraz oryginalny...Muzyka do Never Say Never Again to naprawdę gniot i tym bardziej jest to dziwne, bo sam Legrand to wspaniały kompozytor. Ale każdy popełnia kiedyś tzw. "chałę" i tutaj akurat padło na Michela Legranda. Dyskusyjne jest to czy Legrand jest lepszym muzykiem niż Barry - obydwaj wywodzą się z nurtu jazzowego, obydwaj są z tego samego pokolenia. Legrand ma oczywiście inny styl niż Barry i bardzo dobrze. Ale nie próbujmy być oryginalni na siłę - Never Say Never Again to przeciętna muzyka. I jeszcze jedno - w filmach o agencie 007 muzyka stanowiła jeden z najmocniejszych punktów obrazu - przyzwyczajono widzów do wspaniałej oprawy muzycznej, a to dzięki Johnowi Barry i jego następcom takim jak George Martin czy Marvin Hamlisch. I dlatego mam prawo żądać od kompozytora tej klasy co Legrand aby tworząc muzykę do - bądź co bądź filmu aspirującego do miana szpiegowsko-sensacyjnego - skomponował coś lepszego. Niestety tak się nie stało.

Flaco:

Moja ocena:
bez oceny

Akurat jesli chodzi o Bondowskie albumy to wyróżniały sie z nich głównie utwory tytułowe z partią wokalną.Reszta była dorzucona by zapełnic czyms album , choc na ekranie odbiera sie to inaczej.


  Do tej recenzji jest jeszcze 10 komentarzy -> Pokaż wszystkie