Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Rubin z Kairu (Ruby Cairo)

31 Marzec 2004, 18:28 
Kompozytor: John Barry

Orkiestracje: Greig McRitchie

Rok wydania: 1992
Wydawca: Prometheus

Muzyka na płycie:
Rubin z Kairu (Ruby Cairo)

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plRuby Cairo to film pochodzący z 1992 roku, a wyreżyserowany przez Graeme Clifforda (Frances). Wielu nic to nie mówi i nie jest to dziwne, ponieważ obraz ten nie zawojował ekranów kin i tak naprawdę stanowi kalkę wielu innych produkcji przygodowych. W Polsce mieliśmy go okazję oglądać nawet kilka razy w telewizji publicznej... i tylko w niej, bo inne, komercyjne stacje, pomimo swego niewątpliwie popularnego i schlebiającego złym gustom charakteru – nie zdecydowały się na zakup tego filmu.

Przetłumaczony wiernie na Rubin z Kairu film ten jest typowym thrillerem przygodowym z obowiązkowym wątkiem miłosnym. Pomimo gwiazd w obsadzie: Andie McDowell, Liama Neeson`a i będącego dziś "na topie" Viggo Mortensena, pomimo ciekawych zdjęć, malowniczych scenerii – obraz ten jest naprawdę jednym z wielu, które tylko "przelatują" przed oczami i zapomina się o nich już następnego dnia... Prawdę mówiąc – jeśli chodzi o mnie – obejrzałem go tylko z konieczności i zmotywowany byłem w rzeczywistości muzyką Johna Barry`ego. Został on wybrany do napisania score`u ze względu na charakter filmu, w którym najważniejszym wątkiem jest rozwiązywanie przez główną bohaterkę Bessie Fargo(Andie McDowell) tajemniczej śmierci swego męża (Viggo Mortensen). Na drodze do rozwiązania tej zagadki stoi wiele przeszkód i wielu przeciwników, bo sekretem są... duże pieniądze. Niespodziewane odkrycia, bezustanne podróże i rozgoryczenie Bessie po poznaniu prawdy – tak oto prezentuje się fabuła Rubina z Kairu. Myślę, że Barry został zatrudniony po to, żeby dodać trochę czaru temu przeciętnemu filmowi i tchnąć w niego nieco życia. I rzeczywiście – muzyka w wielu kluczowych momentach stwarza odpowiedni nastrój, choć pozostanę przy swoim zdaniu, że ten film to średniak.

Historia soundtracku do Ruby Cairo jest bardzo ciekawa. Film nie odniósł sukcesu – zarówno w Europie jak i USA (tam był wyświetlany pod tytułem Deception). Oznaczało to, że "original movie soundtrack" niestety nie zostanie wydany. Został jednak wyprodukowany – i to nawet w roku produkcji filmu – czyli w 1992 – ale... w Japonii!!!! Ta niezwykle egzotyczna lokalizacja jest bardzo enigmatyczna, ale wszystko staje się jasne po przeczytaniu "listy płac" – czyli producentów filmu, reżysera i całej reszty ekipy tworzącej obraz: producentem wykonawczym Ruby Cairo był Japończyk. Stąd – soundtrack był wydany tylko w Japonii. Nakład był niewielki i wyczerpał się stosunkowo szybko. Obecnie można kupić muzykę do tego filmu dzięki małej belgijskiej wytwórni Prometheus, która specjalizuje się w produkcji niskonakładowych serii kompozycji filmowych wielu wybitnych twórców( jak np. Jerry Goldsmith, czy Ennio Morricone). Wysoka jakość dźwięku, nierzadko bardzo bogate w materiał muzyczny płyty, grube "książeczki" traktujące o filmie i związanej z nią muzyką – tak potrafią dopieścić fanów soundtracków właściciele Prometheusa. Można u nich znaleźć przede wszystkim "zaginione skarby muzyki filmowej". I takim właśnie jest Rubin z Kairu, który w ten sposób doczekał się swojego drugiego wcielenia – tym razem w limitowanej serii 3000 egzemplarzy.

John Barry podobno nie wspomina najmilej czasu, gdy tworzył muzykę do Ruby Cairo. Nie dziwi mnie to – trudno tym obrazem naprawdę zainspirować, to bardziej film dla "rzemieślników" w gronie kompozytorów muzyki filmowej. Reżyser skorzystał z pomocy znanego już sobie ilustratora głównie dzięki znajomości zadzierzgniętej przy filmie Frances z 1982 roku z nominowaną do Oscara dramatyczną rolą Jessicy Lange. Prawdę mówiąc – muzyka Johna Barry`ego stanowi jeden z niewielu jasnych punktów Rubina z Kairu – o ile nie jedyny...

Ruby Cairo to muzyka bardzo melodyjna – jak zwykle u angielskiego kompozytora. Zdecydował się on oprzeć swój *score na jednym temacie, który jest wielokrotnie przetwarzany. Całe szczęście dla autora i dla słuchaczy – tak zwinnie i różnorodnie, że całość nie nuży powtarzalnością. Dla podkreślenia egzotycznych klimatów w filmie, John Barry zaprosił do współpracy, wówczas będącego u progu swej kariery – wspaniałego niemieckiego gitarzystę flamenco – Ottmara Lieberta. Jego gra rozpoczyna album. To Ruby Cairo Theme – Flamenco. Początkowo wolny – rozwija się w połowie w pełny improwizacji i energii temat wiodący filmu. To dowód na nieco inne niż zazwyczaj oblicze Johna Barry`ego. Główna rola przypadła tu Ottmarowi Liebertowi, który wypełnił swoje zadanie znakomicie, co szczególnie udowodnił wyśmienitą solówką pod koniec utworu. Kompozycja Barry`ego – wykonanie Lieberta: połączenie prawie doskonałe.

Po nim następuje Opening Theme – temat główny, otwierający film. Niestety, John Barry nie miał szczęścia do producentów i tym razem (choć nie on jeden tylko zna to uczucie, gdy całkiem dobra muzyka zostaje odrzucona...) – ta intrygująca wersja tematu głównego nie zagościła w filmie. Została zastąpiona piosenką The Secrets Of My Heart w wykonaniu Kristiny Nichols, która wygrała również z Closing Theme. Tak naprawdę jest to utwór oparty na tym samym temacie, ale... kompozycja czysto instrumentalna jest lepsza. Opening Theme dzięki ciekawym efektom syntezatorowym i przeciwstawionej im grze orkiestry zaaranżowanej typowo dla Barry`ego tworzą nastrój przygody, tajemnicy i stanowi to najlepsze wprowadzenie do filmu. Słyszymy nuty tematu głównego grane na syntezatorze, a towarzyszą mu nowoczesne efekty perkusyjne – są to elektronicznie generowane "grzechotki" – podobny efekt Barry zastosował dwa lata później w Specjaliście dla zaakcentowania atmosfery niebezpieczeństwa i naśladował tymi dźwiękami tykające bomby. Nie brakuje tu oczywiście dużej sekcji smyczkowej, która nuta w nutę gra temat główny razem z syntezatorem. To zapowiedź kolejnych soundtracków Barry`ego z ostatniej dekady XX. wieku. Banco de Cortez urzeka swoim lirycznym podejściem do leitmotiwu filmu: słychać flecik a la Barry, który wnosi lekkość i jak zwykle jest używany przez kompozytora do scen miłosnych, albo – symbolizuje kobiecość. Cairo, Kentucky rozpoczyna się niezwykle mocną grą samej orkiestry: dominują skrzypce, które są wspaniale wzmocnione sekcją dętą, a w pewnym momencie wchodzi syntezator, który wygrywa kilkanaście początkowych nut tematu głównego. Jeśli chciałbym pokusić się o jakieś porównania to najbliżej mi do krewniaka, jakim jest Niemoralna propozycja, do której partytura napisana została przez Barry`ego w rok później.

W Ruby Cairo miłość przeplata się z suspensem i dla takich momentów Barry również musiał stworzyć ilustrację. Utwory: Veracruz Encounter, który jest oparty głównie na minimalistycznym brzmieniu syntezatora, czy fantastyczny, narastający Come, We Must Hurry oraz pochodzący z finału filmu Carnival Chase przywodzą na myśl klasyczne bondowskie kompozycje Anglika, a w szczególności A View To A Kill i The Living Daylights. Dużo w nich niskich akordów fortepianowych, ciemnego brzmienia wiolonczel, dramatycznych wejść skrzypiec, groźnej "blachy", elektronicznych perkusji a nawet bębenków na których coraz to szybciej jest wybijany rytm, podkreślający dramatyzm sytuacji... Wyśmienita robota. Co ciekawe, Barry użył w kilku miejscach również elektronicznego chóru (Come, We Must Hurry, czy Pyramid Of Cheops).

Najbardziej soczyste pod względem brzmienia na całym albumie są Berlin Fashion z sekcją dętą nadającą tempo jak lokomotywa i Raking It In. W obydwu tempo jest całkiem szybkie, co zadaje kłam, jakoby Barry już od dawien dawna zatracił zdolność do komponowania muzyki żwawej, pulsującej, żywej. To najlepszy dowód na jego talent muzyczny. Kombinacja rytmicznej perkusji i "krwistej" gry sekcji smyczkowej, grającej – a jakże – temat główny – jest tak urzekająca, że bez chwili wahania, już po pierwszym przesłuchaniu stała się moją faworytką z tego albumu. Mowa o Raking It In, który – zwłaszcza w końcowej partii, gdzie wiolonczele zamykają kompozycję - przypomina temat z Swept From The Sea Barry`ego z roku 1997.

Spokojne chwile z muzyką jest nam dane przeżyć, słuchając Fergus Lamb , który jest zdominowany przez grę Ottmara Lieberta na gitarze, a za tło służy "płaszczyzna muzyczna" sekcji smyczkowej. W podobnym The Last Time orkiestra ma miejscami więcej do powiedzenia niż w Fergus Lamb, bo i scena, do której została skomponowana jest bardziej dramatyczna. Na uwagę zasługuje jeszcze Pyramid of Cheops, z jego podniosłym chórem elektronicznym i grą sekcji smyczkowej, która doskonale ilustruje chwilę, w której zdobywana jest piramida Cheopsa: oddaje radość, szczęście i ogrom wrażeń, jakie dane jest przeżywać głównym bohaterom. Przychodzą od razu na myśl szerokie krajobrazy, malownicze wschody słońca, czysta egzotyka... Carnival Chase przenosi nas w dramatyczny klimat pogoni, symbolizowanej tu przez kołatki i bębny, który kończy się ciekawym i nietypowym połączeniem dla Barry`ego fleciku i elektronicznego chóru, tworząc nieco niesamowity efekt, jakby ilustracji do filmu o duchach...

Ruby Cairo to ewidentny przykład dobrej, dopasowanej muzyki, która zasłużyła na lepszy film. Na szczęście – ma to do siebie, że jest tak skomponowana, że nieważne czy widzieliście film czy też nie – słucha jej się jednakowo dobrze. Jest dowodem naprawdę niezłej formy Johna Barry`ego z początku lat `90. Ruby Cairo, obok Chaplina był projektem który ujrzał światło dzienne jako następny po epokowym Tańczącym z Wilkami. Miesza się tu romantyzm (temat główny grany przez sekcję smyczkową) z tajemnicą i zagadką ( symbolizowaną przez syntezator i elektroniczne perkusje i kołatki) a także latynoskim brzmieniem (gitara Ottmara Lieberta). Jeden temat – mnóstwo wariacji, jeden temat – różne tempa, jeden temat – rozmaite instrumenty. Wszystko oparte o prostą, ale jakże urzekającą kompozycję. W Ruby Cairo słychać echa The Living Daylights – ostatniej ścieżki dźwiękowej napisanej przez Barry`ego do sagi o Bondzie i to zarówno w tematach stworzonych do zilustrowania malowniczych krajobrazów, jak i scen pogoni, "śledztwa" prowadzonego przez główną bohaterkę.

Ten score, pomimo, że monotematyczny – zaliczam do najlepszych osiągnięć Johna Barry`ego z minionej dekady. Sprawił to niewiarygodnie mocno brzmiącą sekcją smyczkową i pomysłowym użyciem syntezatorów i innych elektronicznych "cudeniek" – ale z nimi nie przesadził, co poczytuję mu za duuuuży plus. Jestem pewien, że gdyby inny kompozytor napisał ten soundtrack, byłoby o nim o wiele, wiele głośniej...

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Ruby Cairo Theme - Flamenco - 03:54
2. Opening Theme - 03:04
3. Banco De Cortez - 02:12
4. Cairo, Kentucky - 02:25
5. Veracruz Encounter - 02:04
6. Pyramid of Cheops - 03:10
7. Fergus Lamb - 02:19
8. Berlin Fashion - 01:22
9. Come, We Must Hurry - 03:34
10. Raking It In - 02:21
11. Discovery - 02:00
12. The Last Time - 03:19
13. What Do You Want From Me? - 02:03
14. Carnival Chase - 03:19
15. Closing Theme - 04:58
16. The Secrets Of My Heart - 04:19

Razem: 46:23



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Soundtrack strasznie monotematyczny (podobnie jak "My Life") ale temat główny jest wspaniały. W ogólnej dyskografii średniak to jest według mnie, ale wyróżnia się doskonałym wydaniem i dużą liczbą użytych w scorze etnicznych elementów. Ciekawostką jest to że wydanie ma dwie przednie okładki - wystarczy zamienić (przełożyć) horyzontalnie książeczkę :)

Adam Krysiński:

Moja ocena:

O znalazłem duży błąd!:P Ten soundtrack NIE jest wydawnictwem limitowanym. Owszem wydany jest przez firmę słynącą z tego typu limitów ale ta konkretna płyta NIE jest limitem :)

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Obejrzałem film i stwierdziłem, że skretyniali producenci usunęli 75% muzyki Barryego. To co słychać w filmie to chaotycznie dobrane, tandente etniczne kompozycje, które nawet nie oddają charakteru scen do których je wrzucono, są tylko wskazówką dla nierozgarniętych widzów, pokazującą gdzie też dzieje się akcja filmu. Wstydźcie się, panowie producenci. W filmie znalazłem może z 4 kompozycje Anglika. Poza filmem to naprwdę świetny score, jeden z moich faworytów. Bardzo podoba mi się ta połączona zagadkową atmosferą mieszanka syntetycznych brzmień; uroczej, emocjonalnej liryki ala Barry oraz naprawdę świetnego suspensu i akcji - ci którzy uważają, że Barry oduczył się ilustrować tego typu sceny, powinni posłuchać wyśmienitych "Carnival Chase" i "Come We Must Hurry". Mimo, że "Ruby Cairo" to score częściowo oparty na jednym temacie to można go słuchać praktycznie w nieskończość, Barry dokonał dużej rzeczy z wyśmienitym tematem tytułowym. Muzyka jest fantastyczna w obiorze, niezwykle melodyjna, po prostu perfekcyjna na deszczowe jesienne wieczory. Polecam!!

JazzO:

Moja ocena:

Tak. Zgadzam się z Panami. Muzyka bardzo dobra, choć nie rewelacyjna. Jednak każdy znajdzie tu coś dla siebie. Co do filmu - średniak.

Mefisto:

Moja ocena:

Ładne granie, ale nie tyle monotematyczne (choć to też), co zwyczajnie wtórne. Zresztą Barry w latach 90 jechał już na jedno kopyto i gdyby nie tytuły, to co poniektórych prac nie szłoby rozróżnić - i takie jest właśnie Ruby, ładne, ale do bólu ograne i niczym nie zaskakujące.