Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Nagi instynkt (Basic Instinct)

26 Marzec 2004, 14:17 
Kompozytor: Jerry Goldsmith

Rok wydania: 1992
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Nagi instynkt (Basic Instinct)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Ta muzyka była nominowana do Oscara
SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plW załączonej do płyty Nagi instynkt (Basic Instinct, 1992) książeczce reżyser przypomina słynny tandem reżysersko - kompozytorski: Sergiej Eisenstein - Sergiej Prokofiew. Pomijając fakt, że Goldsmith to nie Prokofiew, a Verhoeven nie ma nic z Eisenstaeina, jest to relacja podobna, tyle że w wersji hollywoodzkiej.

Verhoeven pisze, że podczas pracy nad filmem Goldsmith korzystał z 10 syntezatorów podłączonych do komputera, co miało ułatwić prezentację efektu, jaki osiągnie partytura po dokonaniu pełnej orkiestracji. Niewątpliwe wszystkie te próby odnalezienia właściwego idiomu dźwiękowego dla drapieżnej historii Joe Eszterhasa nie poszły na marne.

Wróćmy jeszcze na chwilę do współpracy Prokofiewa z Eisensteinem. Zaowocowała ona dwiema dużymi partyturami - do filmów Aleksander Newski oraz Iwan Groźny. Były to w zasadzie pierwsze w historii kina kompozycje, w których rola muzyki nie została umniejszona do funkcji wspomagająco - dekorującej. Zasługą Prokofiewa było uwolnienie muzyki od ciężaru obrazu i nadanie jej dużej autonomii. Kompozytor zestawił nawet z partytury do Aleksandra suitę, którą następnie objął oficjalną numeracją opusową. Tym samym muzyka powstała w służbie obrazu awansowała do elitarnej grupy kompozycji muzyki współczesnej.

Jerry Goldsmith jest jednak kompozytorem, który, poza nielicznymi przypadkami, zajmuje się wyłącznie muzyką filmową. Jego zadaniem jest po prostu uzupełnienie filmu muzyką. Wywiązuje się z tego zadania dobrze, ale najlepsze lata ma już za sobą. A te najlepsze lata to właśnie czas powstania Nagiego instynktu.

Oprawa muzyczna filmu Verhoevena to fascynująca kompilacja wszelkich stylów. Jest to duża partytura, wzmocniona o rozbudowaną sekcję instrumentów dętych oraz perkusyjnych - od dzwonków do tam-tamu. Jej siła opiera się przede wszystkim na niezwykłej zmysłowości, w nieco impresjonistycznym duchu. Bujnie rozwijające się melodie, niespokojna aura, a przede wszystkim często pojawiające się flety, klarnety, oboje budują takie właśnie skojarzenia. Są także eleganckie frazy, są pyszne momenty orkiestrowych uniesień, jest wreszcie czytelna ekonomia doboru środków muzycznego wyrazu. Bo chociaż Goldsmith lubi angażować orkiestrę doprowadzoną do wykonawczego ekstremum, nie wypada by realistyczny kryminał zyskiwał oprawę w duchu ekletycznego romantyzmu.

Album zawiera ponad 45 minut muzyki i jest to w zasadzie cała ścieżka dźwiękowa filmu zgodnie z jej oryginalnym brzmieniem a nawet kolejnością. Płytę otwiera elegancka kompozycja na *smyczki, harfy klarnety i flety dopełnione przez dyskretne dźwięki elektroniczne. Jest w niej coś z tęsknego Mahlerowskiego adagia z jego V symfonii. Jest także pewien zdrowy minimalizm i powściągliwość. I mniej więcej taka jest połowa utworów na płycie. Natomiast tam, gdzie akcja filmu wyraźnie przyspiesza, Goldsmith jest w sowim żywiole. Nikt chyba lepiej niż on nie zilustrował pościgów, gonitw i wszelkich wypadków. To muzyka bardzo energiczna, podana w szybkim *metrum. Rytm staje się równie istotny jak melodia. Odkrycie kompozytorów sprzed ponad 80 lat wreszcie trafia do hollywoodzkiej muzyki filmowej. To wyraźne uprzywilejowanie rytmu nadaje albumowi dużej autonomii wśród stek płyt, które co roku opuszczają fabrykę snów. Goldsmith używa wszelkiego rodzaju perkusji, która energicznie podaje tempo.

Całość sprawia bardzo dobre wrażenie; 45 minut to rozsądna racja muzyki dla dwugodzinnego filmu. W filmie Goldsmithowska partytura spisuje się wspaniale, na płycie sprawia dużą przyjemność. Powtórzenie tytułowego motywu na początku i końcu albumu, zgrabną klamrą spina kompozycję, ubarwioną przez orkiestrowe szaleństwa. Szkoda, że z roku na rok Jerry`ego Goldsmith`a opuszczają dobre pomysły. No, ale na każdego przychodzi kiedyś koniec. Może jednak Goldsmith jeszcze nas zadziwi?

Recenzję napisał(a): Samuel J. Nowak   (Inne recenzje autora)



Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 2:15
2. Crossed Legs - 4:50
3. Night Life - 6:03
4. Kitchen Help - 3:59
5. Pillow Talk - 5:00
6. Morning After - 2:29
7. The Games Are Over - 5:36
8. Catherine`s Sorrow - 2:41
9. Roxy Loses - 3:17
10. An Unending Story - 7:56

Razem: 44:21



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ta płyta to swoisty orgazm muzyczny :) Doskonały score! Ciekawe jest to, że filmy tego typu nigdy nie były domeną Goldsmith`a. Udało Mu się zrobić cudeńko. Za miesiąc w sprzedaży pojawi się oficjalnie wreszcie (nie tam żadne bootleg`i) wersja Complete Score, trwająca ponad 75 minut. Cena około 20$. Już ją można zamawiać w niektórych sklepach internetowych. Ta wersja dopiero uwydatni w całości genialność tej muzyki! Ja jestem ciekawy jakby wyglądał ten score gdyby skomponował go Maestro John Barry (czy byłaby to analogia do rok młodszej "Niemoralnej Propozycji" ?) Nie wiem... I nigdy się tego nie dowiem, no chyba że ktoś wymyśli wehikuł czasu ;-) A "Nagi Instynkt" Goldsmith`a trzeba usłyszeć!

Damian Sołtysik:

Moja ocena:
bez oceny

John Barry skomponował coś takiego w 1981r. To coś to `Body Heat`(przedtem było jeszcze `Night Games`(1980)). O `Nagim Instynkcie` Goldsmitha mówi się że to odpowiednik `Body heat` w latach 90-tych. Oba dzieła wywarły podobny wydźwięk w Stanach. Wystarczy obejrzeć kilka amerykańskich produkcji telewizyjnych z lat 80-tych, żeby dostrzec jak duży wpływ wywarło to dzieło Barryego na niektórych twórców.

Samuel:

Moja ocena:
bez oceny

Drogi Damianie, Twój favoryt, owszem napisał Body Heat, ale czy ktoś to jeszcze pamięta? z resztą Barry należy raczej do grupy kompozytorów spod znaku Williamsa - duża nut, mało treści :-)

Adam Krysiński:

Moja ocena:

No tu się z Samuelem (częściowo) i z Damianem (też częściowo) nie zgodzę. Barry nie jest Williamsem i mówienie że Jego muzyka nie ma treści jest śmieszne (czy "Tańczący z Wilkami" , "Pożegnanie z Afryką" , "Przez Ocean Czasu" , "Długa Droga Do Chin" , "Podnieść Titanika", "Gdzieś w Czasie" czy "Gra w Serca" i parę innych ogólnie uważanych scorów za dzieła NIE ma treści???). A z Damienem sie nie zgodzę bo znowu chciał przyporządkować wszystkie zasługi dla Barry`ego :P Owszem "Żar Ciała" jest super, ale daleko mu do "Nagiego Instynktu" i nie ma tu znaczenia co było wcześniej. Ale to moje zdanie tylko i rozumiem że każdy maniak ma prawo uważać inaczej. Ale Samuela tu musiałem wyprostować bo miał chwilową zaćmę (tak myślę bo tego serio chyba nie pisał ;-)

samuel:

Moja ocena:
bez oceny

na retoryczne pytanie Adama, odpowiadam: nie. z resztą o co my sie kłócimy? wszyscy kompozytorzy hollywoodzcy to wyrobnicy, a ich partytury to piszą najczęściej pomocnicy. nie zpaominajmy, że nie dystkutujemy o prawdziwej muzyce. pozdrawiam wszystkich. PS: nie miałem zaćmy, ale niektórzy chyba wciąż ją mają.


  Do tej recenzji jest jeszcze 25 komentarzy -> Pokaż wszystkie