Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Gra o życie (My Life)

22 Wrzesień 2003, 09:24 
Kompozytor: John Barry

Dyrygent: John Barry
Fortepian solo: Michael Lang

Rok wydania: 1993
Wydawca: Epic Soundtrax

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Gra o życie (My Life)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Gdy Hollywood mierzy się z tematyką umierania, kinomani wiedzą mniej więcej, czego mogą się po takiej próbie spodziewać i że podczas seansu niezbędna będzie paczka chusteczek. Sentymentalna atmosfera, obowiązkowe moralizowanie, wzorcowa przemiana bohatera i mnóstwo łez. Zdarzy się też czasami delikatna krytyka amerykańskiego stylu życia. To wszystko znaleźć możemy w filmie Gra o życie z 1993r, w którym główne role zagrali Michael Keaton i Nicole Kidman. Obojgu nie do końca udało się sprostać powierzonym rolom, dlatego też pomimo całkiem ciekawej idei przedstawionej w filmie (umierający na raka główny bohater, przed śmiercią nagrywa swoje poczynania, dla mającego się wkrótce narodzić syna), stał się on rychło produkcją całkowicie zapomnianą.

Podobne miejsce zajęła niestety ścieżka dźwiękowa skomponowana przez mistrza dramatycznej ilustracji Johna Barry’ego. Wydawał się on być artystą wyjątkowo kompetentnym do zilustrowania tego filmu, w związku z faktem, iż na skutek poważnych kłopotów ze zdrowiem sam stanął kilka lat wcześniej na granicy życia i śmierci. Anglik poza tym uwielbia dzieła filmowe zdominowane przez poczucie straty – to jest bodziec, który wcześniej zawsze mobilizował go do tworzenia wielkich rzeczy. Nie tym razem jednak… Myślę, że niejeden fan kompozytora zadawał sobie pytanie, dlaczego stało się tak a nie inaczej. Jakąś odpowiedź może dać seans filmowy - Gra o życie to nie jest kino najwyższych lotów. Wydaje mi się jednak, że znacznie poważniejszy wpływ miało, kolejno częściowe i całkowite odrzucenie kilka miesięcy wcześniej kompozycji Anglika z Rubinu z Kairu oraz Roku komety a co za tym idzie powiększające się zniechęcenie artysty do Hollywood.

Kontakt z My Life utrwala w takim właśnie przekonaniu. Kompozytor nie zainwestował zbyt wiele w tą ilustrację. Zagrał bezpiecznie, tak aby nie zostać odrzuconym i usatysfakcjonować producentów. Operując sprawdzonymi środkami zapewnił obrazowi Bruce`a Joela Rubina sentymentalną atmosferę, nadał odpowiedniej głębi i wielowymiarowości poszczególnym scenkom. Seans My Life pokazuje, że nawet Barry angażujący niewielkie moce intelektu i szeroko korzystający z gotowych szablonów, dzięki swej dojrzałości i wieloletniemu kompozytorskiemu doświadczeniu posiada wielką władzę nad ludzkimi emocjami. Wystarczy nostalgiczna, fortepianowa melodia przenosząca nas w czasy bezpowrotnie utraconego dzieciństwa czy też harfowo-smyczkowy underscore odmierzający czas do nadejścia nieuchronnego momentu i po policzkach widza zaczynają mimowolnie płynąć łzy.

Prawie cały czar pryska jednak, gdy muzyka zostaje wyrwana z ram dzieła filmowego. Odsłuch albumowy boleśnie obnaża niedostatki kompozycji angielskiego weterana. Gdy brak filmowego kontekstu rzemieślniczy twór, miast inspirować i uwolnić wyobraźnię, doprowadza słuchacza do letargu, przerywanego co jakiś czas kolorowymi, karuzelowymi kompozycjami, gdzie jednak brak jest prawdziwego entuzjazmu, który przeniósłby się na słuchacza. Solidniejsze uruchomienie pokładów twórczych i emocjonalnych kompozytora następuje praktycznie tylko w trzech fragmentach ilustracji – dramatycznym I’m Still In the Game, za sprawą bardzo poważnego wyrazu, mocno odbiegającym od pozostałych utworów, a także dwóch lirycznych kompozycjach: I Used to Hide in There i My Life:Love Theme. Do czarującego, romantycznego kształtu ostatniego z wymienionych utworów przyłożył swą rękę pianista Michael Lang.

W My Life niemal wszystko, łącznie z melodią tytułową brzmi dziwnie znajomo. Co niektóre leciwe pomysły na zilustrowanie scen są adaptowane w niespecjalnie twórczy sposób, w związku z czym fani Anglika z pewnością będą mieli wrażenie słuchania kompozycji sprzed wielu dekad – Pictures from the Past i Nice to Meet You Brian są niemalże dosłownymi cytatami z Marii, królowej Szkotów. I gdyby nie lekkie syntezatory, które od czasu do czasu dodają muzyce Barry’ego eteryczności, można by stwierdzić, iż My Life to archetypiczna ilustracja dramatyczna angielskiego weterana. Tak czy siak, jest to kompozycja w swym albumowym żywocie uciążliwa i nudna, a jej jasne punkty giną w oceanie przeciętności. Dlatego też końcowy werdykt brzmi – album tylko dla najzagorzalszych fanów Johna Barry’ego.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Main Title - 1:37
2. A Childhood Wish - 2:40
3. Pictures from the Past - 1:26
4. I`m Still in the Game - 3:12
5. Love Theme - 1:35
6. The Old Neighbourhood - 1:51
7. I Used to Hide in there - 2:02
8. You`re a Believer - 1:42
9. My Last Trip Home - 1:53
10. Moments -2:58
11. D-Day - 1:53
12. Child`s Play - 2:57
13. The Circus - 2:15
14. Nice to Meet You, Brian - 2:19
15. The Roller Coaster - 2:04
16. End Title - 3:20

Razem: 35:42



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

"My Life" to kolejny score mojego (i Damiana też) Wielkiego Mistrza, który mogę zaliczyć według mnie do jednych z ciekawszych. Mnie w przeciwieństwie do kolegi recenzenta nie przeszkadza to że "Grze o Życie" Mistrz nawiązuje do "Tańczącego z Wilkami". Wydaje mi się również że "My Life" można chyba zaliczyć do jednych z kilku takich "osobistych" partytur Barry`ego. Dlaczego? No bo całość utrzymana jest w przepięknym melancholijnym temacie - cudowna sekcja smyczkowa, romantyczność, nastrój... Ja to przynajmniej tak odbieram i do takiej "kategorii" zaliczam. Album ten bardzo lubię ponieważ uwielbiam tą nostalgię i subtelność w tej muzyce. Fakt że nieraz syntezatory mogą odebrać przyjemność z słuchania tej romantycznej muzyki, ale na szczęście nie są one bardzo uwydatnione. Ogólnie album jest bardzo typowym "Barry`m" (szczególnie typowym w ostatnim 15 leciu). Jest na nim to co ja nazywam "Romantycznym Geniuszem Barry`ego" :) Moja ocena to 4/5. Oczywiście dla wielkich miłośników Mistrza którzy słuchają non-stop jego wielu wielu albumów (jak ja :P) "Gra o Życie" może się wydać lekko schematyczna, ale dla niewtajemniczonych w... że tak powiem "dyskografię" John`a Barry`ego, album "My Life" może się stać doskonałą pozycją. Szczególnie jeśli ktoś w muzyce filmowej nie oczekuje "pompy" i "action-scoru", tylko pięknej, romantycznej muzyki do kolacji przy świecach :))

Caparso:

Moja ocena:

Według mnie "My Life" jest bardzo przeciętnym soundtrackiem. Jest nudny, ciagnie się jak flaki z olejem i praktycznie nie zachwyca niczym, nawet tematem przewodnim choć na tle reszty albumu to własnie on jest najciekawszy. Syntezatory są tutaj okropne- słucha się ich strasznie. "My Life" słuchałem bez wielkiego zainteresowania. Jeśli chcecie przyjemnej romantycznej muzyki to sięgnijcie po inne kompozycje tego kompozytora (np.Somewhere In Time, Out Of Africa), bo ta jest według mnie bardzo uboga i nędzna.

filmmusicfan:

Moja ocena:

Nie zgadzam się z autorem recenzji. Soundtrack jest świetny, niewiele jest takich. "Konstrukcyjnie" i muzycznie nie od najlepszych dzieł tego kompozytora (Niemoralna..., Tańczący..., Pożegnanie....). Śliczny temat przewodni i dużo emocji. Nie prawda, że ta muzyka "nie działa" na widza bez obrazu! No chyba, że ktoś nie posiada wrażliwości i wyobraźni...