Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Tożsamość (Identity)

09 Czerwiec 2003, 18:33 
Kompozytor: Alan Silvestri

Dyrygent, orkiestracje: Alan Silvestri

Rok wydania: 2003
Wydawca: Varese Sarabande

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Tożsamość (Identity)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

Alan Silvestri pojawił się na planie nowego filmu Jamesa Mangolda, psychologicznego thrillera Tożsamość, "za pięć dwunasta". Gotowa już muzyka Angelo Badalamenti została odrzucona i reżyser sięgnął po kompozytora, który trzy lata wcześniej stworzył brzmienie do kasowego thrillera Roberta Zemeckisa Co kryje prawda. Czy jednak był to dobry wybór? Nie słyszałem muzyki Badalamentiego, ale gdy 15 kwietniu 2003 roku pojawił się soundtrack Varese Sarabande z prawie 32 minutami muzyki Alana Silvestri odniosłem dziwne uczucie, że ta ilustracja jest po prostu słaba, dużo słabsza nawet od nienajlepszego What Lies Beneath.

Pierwsza rzecz jaka się nasuwa to stwierdzenie, że chyba nie każda muzyka nadaje się na soundtrack (czy ja naprawdę to powiedziałem?). Z pewnością na filmie spisuje się jak należy, ale poza obrazem są spore problemy z jej odbiorem. Ale do rzeczy. Tej muzyki na pewno nie zatytułujemy "made in Alan Silvestri". Klimat jaki spróbował stworzyć kompozytor do Identity bardziej przypominał brzmienie z horrorów podpisywanych "Marco Beltrami". Muzyka jest bardzo ilustracyjna, mało melodyjna i bardzo klaustrofobiczna. Tak jak What Lies Beneath można było pochwalić za minimalne użycie syntezatorów, tak tutaj muzyki elektronicznej, a raczej syntetycznych dźwięków, mamy aż w nadmiarze.

Początek nie był nawet zły. Prologue rozpoczynał się niemal standardowo, prezentacją tematu przewodniego. Brzmiał on mrocznie, niespokojnie i nawiązywał stylowo do klimatu Co kryje prawda. Momentami przypominał on nawet dramatyzm z Kontaktu. Główna melodia rozpisana został na fagot, któremu towarzyszyły spokojnie ciągnące *smyczki i harfa. Ten sam temat pojawił się jeszcze w pełnej krasie w Orange Grove i finalnym Identity End Credits, stanowiącym coś w rodzaju podsumowującej suity (z wokalnymi dodatkami z filmu; osobiście uważam, że zbędnymi). Konstrukcja ta była całkiem przyzwoita, ale obiektywnie patrząc daleko jej do doskonałości. Co ciekawe, biorąc pod uwagę resztę materiału, to właśnie ten temat wybijał się ponad przeciętność.

Dla podkreślenia dramatyzmu kolejnych scen, kompozytor stworzył odrębny temat (Settling In) oparty na *basowym i nieco bluesowym brzmieniu gitary w wykonaniu George`a Doeringa, z którym Silvestri współpracował rok wcześniej na planie Two Soldiers. Stylowo i instrumentalnie przypominało to brzmienie Hansa Zimmera do Helikoptera w ogniu, a nawet Lot Skazańców Trevora Rabina. Było rytmicznie i całkiem znośnie. A jak na kompozytora to nawet lekko nowatorsko. W podobny klimacie utrzymany był Rode`s Secret, choć tutaj Alan użył większej ilości brzmienia *basowego, okraszonego dużą ilością „underscore`u”.

Po Prologu, na scenę wkroczył What Have You Done?, który stanowił jakby zwiastun nowej, ale typowej dla partytury atmosfery. Na tle egzotycznej perkusji, przypominającej nieco nastrój Predatora 2, kompozytor wprowadził ilustracyjny podkład orkiestrowy w stylu Co kryje prawda. Ogólnie, prezentowała się całość nieźle i stwarzało odczucie, że w tym kierunku pójdzie Alan w dalszej części materiału. To był błąd. Dominującym elementem partytury stał się mroczny, atonalny często, agresywny „underscore”, który został stworzony głównie w oparciu o muzykę, a raczej sample elektroniczne, syntetyczną perkusję, nerwowe i zaplątane sekwencje smyczkowe; ogólnie muzyczna ściana atakująca słuchacza bardziej „krzykiem” niż melodią lub klimatem – Lou Is Dead (brzmienie smyczków przypomniało częściową Psychozę Bernarda Herrmana), Bodies Disappear (krótkie frazy smyczkowe zaczerpnięte zostały ze Śmiercią jej do twarzy) i No Second Chance (był to swoisty rodzaj muzycznej anarchii mającej odpowiadać za akcję). Niejednokrotnie pojawiało się brzmienie elektroniki „metalowej:, „gwiżdżącej”, którą kompozytor posługiwał się budując atmosferę izolacji w Otchłani. Teraz posługiwał się podobnym rozwiązaniem w budowaniu napięcia, choćby w May 10th (końcówkę stanowiła syntetyczna imitacja bicia ludzkiego serca) lub Orange Grove.

Z uwagi na panujący na większości albumu muzyczny chaos (nawet muzyka akcja stanowiła agresywną wariację smyczkową rozwiązań z What Lies BeneathShowdown), najbardziej wartościowymi kompozycjami były te spokojniejsze, nie tylko prezentujące temat główny, ale również eksponujące subtelnie nowy temat liryczny oparty na delikatnej sekcji smyczkowej, czerpiącej stylistykę z KontaktuSuicide Jumper i Identity End Credits. Melodia ta dysponowała jednak zbyt słabym ładunkiem emocjonalnym, aby przebić się przez wszechobecną ścianę nut bombardujących słuchacza w niemal przypadkowym porządku. Pewnym pozytywnym "ożywieniem" w stylu Silvestri`ego był It Was An Accident, gdzie możemy powiedzieć iż w pewnym momencie mamy temat akcji z stopniowo nabierającą tempa sekcją orkiestrową, której towarzyszą charakterystyczne werble. Całkiem zgrabny kawałek. Szkoda, że na tym koniec.

Bez wątpienia tą ilustracją kompozytor nie będzie się mógł pochwalić. Jest po prostu słaba. Alan Silvestri praktycznie zabrzmiał tu jak ktoś niezainspirowany filmem lub spieszący się oddać partyturę, która miała być gotowa „na wczoraj”. Przeciętny temat przewodni, zbyt mało linii melodyjnej, w tym słabo wyeksponowany temat liryczny i dramatyczny, niemal zero klasycznej akcji, słabo przygotowana *orkiestracja, za to dominująca anarchia elektroniczna i agresywny „underscore”. Alan Silvestri to świetny kompozytor, ale Identity jest muzyką bardziej pod obraz niż do słuchania.

Sam film kosztował 28 mln dolarów. Zarobił ponad 90 milionów. A więc zwrócił się ponad 3-krotnie. Do nagrania partytury Alan Silvestri zatrudnił 74-osobową orkiestrę (The Hollywood Studio Symphony). Niestety, nie słychać tutaj za bardzo jej potencjału, który ewidentnie rozpłynął się on w mrocznym „suspense””. Istnieje też *bootleg z 33 trackami, trwającymi ponad 54 minuty, ale nie polecam go. Zamiast pół godziny atakowania słuchacza hałasem, będziemy poddani temu procesowi dwa razy dłużej.

Recenzję napisał(a): Szymon Jagodziński   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Prologue - 2:57
2. What Have You Done? - 1:15
3. Settling In - 2:24
4. Lou Is Dead - 3:24
5. Suicide Jumper - 2:13
6. It Was An Accident - 2:29
7. Bodies Disappear - 1:44
8. May 10th - 2:22
9. Rhode`s Secret - 2:39
10. Showdown - 2:20
11. Orange Grove - 2:55
12. No Second Chance - 1:27
13. Identity End Credits - 3:37

Razem: 31:46



Komentarze czytelników:

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

Alan Silvestri ma pecha: wyrzucono go z Piratów Karaibów, i teraz za pięć dwunasta robi muzykę do Tomb Raider 2, więc historia pewnie identyko jak z Identity (nomen omen :)). Silvestri potrafi robić genialną muzykę do thrillerów i w ogóle suspensową ("Predator")-widać przy tym projekcie nie miał zbyt dużo czasu- a tak na pewno się łatwo nie pracuje.

jerry:

Moja ocena:

Fakt, robienie muzyki "za pięć dwunasta" jest nie tylko bardzo trudne, ale i stresujące. Nie każdy dobrze czuje się w tej roli. Choć np. Jerry Goldsmith w podobnych okolicznościach stworzył doskonałą muzykę do "Air Force One". Wierzę w Alana, że i do "Tomb Raider 2" stworzy typową dla siebie muzykę akcji. A co do "Identity". Rzeczywiście Silvestri potrafi napisać fantastyczną muzykę "suspense" ("Predator" jest chyba najlepszym przykładem"), ale ja osobiście nie czuję Alana w klasycznych thrillerach i horrorach. "What Lies Beneath" był taki sobie, ale "Identity", choć podobny do poprzednika, był już wyraźnie słabszy.

Tomek:

Moja ocena:
bez oceny

Tak, masz całkowitą rację, Air Force One zostało tak zrobione, ale Goldsmithowi pomagał też Joel McNeely.Słyszałem, że Silvestri napisał raz w 2 godziny muzyke do filmu "Practical Magic", jak reżyser odrzucił muzykę M.Nymana, a film już prawie trafiał do kin :)

corsito:

Moja ocena:

Ciekawy motyw przewodni, poczym następuje tragedia... Męcząca, nużąca płyta, typowe atakowanie krzykiem, bardzo, bardzo słabo...

Deadringer:

Moja ocena:

Zdecydowanie najgorsza rzecz jaką dane mi było usłyszeć pod szyldem firmy Alan Silvestri. Zastanawiałem się czy to w ogóle możliwe aby był to ten samczłowiek który napisał nieśmiertelne nuty do "Back To The Future" i "Abyss"? Muzyka na płycie jest totalnie niespójna i bezbarwna. Nie ma w niej nic charakterystycznego i swobodnie można by ją zaaplikować do kolejnej części "Koszmaru z ulicy Wiązów" lub jakiejś pokrewnej szmiry. Kupno tej płyty to absolutna strata pieniędzy. Wstyd Panie Silvestri! Jedna gwiazdka chyba tylko za nazwisko, którym przecież firmowanych było kilka bezspornych pereł muzyki filmowej.