Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Człowiek ze złotym pistoletem (The Man With The Golden Gun)

03 Czerwiec 2003, 22:38 
Kompozytor: John Barry

Orkiestracje: John Barry
Dyrygent: John Barry

Rok wydania: 1974/2003
Wydawca: EMI/Capitol

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Człowiek ze złotym pistoletem (The Man With The Golden Gun)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

W pierwszej połowie lat 70-tych seria filmów o agencie 007 przeżywała swój pierwszy poważny kryzys. Metamorfoza, jakiej uległa bondowska konwencja w Diamonds Are Forever nie przysporzyła duetowi Broccoli-Saltzman kokosów, a kolejne filmy z serii nie zyskały przychylności recenzentów. Co prawda Roger Moore, który zluzował zmęczonego rolą Seana Connery’ego na stanowisku agenta 007 już w pierwszych swych kreacjach potwierdził, iż jego wybór był strzałem w dziesiątkę, ale nie mógł on sam ocalić od porażki ani Żyj i pozwól umrzeć ani Człowieka ze złotym pistoletem, będących obrazami słabymi scenariuszowo, infantylnymi i już nie tak ekscytującymi jak poprzednie odsłony serii.

W tym drugim przypadku szczególnie rozczarował jeden z najważniejszych współtwórców kształtu bondowskiej serii – kompozytor John Barry. Opromieniony wielkim sukcesem swego trzeciego musicalu Billy, po namowach zgodził się po raz siódmy oprawić muzycznie przygody Jamesa Bonda i wydaje mi się, iż nie była to dobra decyzja. Barry nie popisał się zarówno jako ilustrator jak i twórca piosenki tytułowej. Po tym jak producenci odrzucili słaby, choć nie pozbawiony „charakterku” numer rockowy Alice Coopera, angielski kompozytor wraz ze swym etatowym autorem tekstów Donem Blackiem postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Ich napisany dla szkockiej wokalistki Lulu (wsławiła się wcześniej faktem, iż była pierwszą brytyjską piosenkarką, która wystąpiła w komunistycznej Polsce) zadziorny jazz-rockowy numer jest co prawda przyzwoity, ale nie do takiego poziomu oboje przyzwyczaili słuchaczy, w przeszłości tworząc takie hity jak Born Free czy Diamonds Are Forever. To było za mało na komercyjny sukces, w dodatku Lulu podczas sesji nagraniowej rozbolało gardło i jej wykonanie dalekie jest od doskonałości. Warto dodać, iż wśród wielu coverów tej piosenki znajduje się także polski rodzynek – kilka lat temu swoją wersję tego songu nagrała Justyna Steczkowska.

Nie lepiej przedstawia się sytuacja z ilustracją muzyczną. Na taki a nie inny efekt końcowy miała z pewnością wpływ niewielka ilość czasu, jaką John Barry dostał na napisanie score’u, ale przede wszystkim na kształt i poziom ilustracji wpłynęło intelektualne znudzenie Bondem, które było już wówczas dla fanów Anglika tajemnicą poliszynela. O ile w piosence tytułowej czuć odrobinę świeżości, to właśnie jej wraz z kreatywnością i ekscytacją najbardziej brakuje w ilustracji dramatycznej Barry’ego. Otrzymujemy tu bowiem najbardziej wtórny i rzemieślniczy spośród wszystkich bondowskich score’ów utytuowanego Anglika z Yorku - muzyczny twór, w którym co krok napotykamy na jakieś zużyte komponenty. I zapewne gdyby nie możliwość wprowadzenia przez kompozytora do ilustracji dobrej, chwytliwej melodii z własnej piosenki tytułowej *score ten pod względem słuchalności plasowałby się bardzo nisko.

Jak to muzyczne opakowanie z recyklingu pasuje do produktu spod ręki Guya Hamiltona? Jeśli idzie o stanowiący jedną z najważniejszych podstaw każdej bondowskiej ilustracji action-score, to niewiele dobrego można powiedzieć o jego funkcjonowaniu w filmie poza tym, że w miarę nadąża za tempem zdarzeń. Są to momentami wątłe popłuczyny po krzykliwej, seksownej muzyce akcji z Diamonds Are Forever. Gdzie indziej muzyka chwilowo zatraca bondowski charakter, gdy Anglik serwuje odbiorcy lekkiej wagi oprawę w azjatyckich klimatach. Recenzowany score różni się od kolejnych dokonań Anglika, tym, iż nazbyt często nakłada na niejednokrotnie dość już zabawne sceny akcji dodatkową warstwę humoru, tworząc nieco irytujące połączenie, a wręcz psując niektóre sceny, jak choćby ta ze słynnym samochodowym obrotem wokół własnej osi. W swoich trzech kolejnych bondowskich pracach Barry już zdecydowanie lepiej wyczuł, jakiego rodzaju muzyka akcji najlepiej sprawdzi się w komediowych odsłonach serii z Rogerem Moorem – będzie ona tam stanowiła tak potrzebny owym obrazom *kontrapunkt.

Jeśli zaś chodzi o pozostałe części składowe ilustracji to pozostawiają po sobie mieszane wrażenia. Muzyka suspense, w której Barry od czasu Goldfingera pokazywał swoją klasę, także i w Człowieku ze złotym pistoletem nie zawodzi – utwory Scaramanga’s Fun House i Return to Scaramanga’s Fun House stanowią najbardziej dopracowane i funkcjonalne fragmenty jego pracy, choć niestety nie grzeszą oryginalnością, będąc w dużej mierze przepierką materiału z On Her Majesty Secret Service. Pod tym względem wyróżnia się jedynie końcówka drugiego z wymienionych utworów zapowiadając nadejście mrocznych, atonalnych dzieł Anglika z drugiej połowy lat 70-tych. Wariacje na temat główny stanowiące sporą część materiału lirycznego cieszą ucho subtelnymi barwami, tajemniczością i zmysłowością, z kolei tam gdzie Anglik wkręca do swej muzyki elementy etniczne (spora część scen ulokowana jest we wschodniej Azji) bezwolnie przenosimy się do przepięknej ilustracji ślubu Bonda z Żyje się tylko dwa razy. Warto jeszcze nadmienić, iż w kompozycji Hip’s Trip brzmi motyw łudząco podobny do melodii z utworu Mindfields zespołu The Prodigy. Czyżby frontman grupy Liam Howlett inspirował się twórczością swojego znamienitego rodaka?

Pomimo tradycyjnej dla bondowskich prac Johna Barry’ego melodyjności, kolorytu i walorów rozrywkowych score ten nie daje słuchaczowi zbyt wielu powodów do wielokrotnego odsłuchu, ze względu na jego przeciętny poziom i niewątpliwą wtórność. Odbiorcy udziela się przez większość czasu wspomniane znudzenie Bondem. Nadworny kompozytor bondowskiej serii odbębnił tym razem pańszczyznę i myślę, że tylko najwierniejszym fanom tego twórcy można polecić efekt jego trzytygodniowej pracy.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. Lulu-The Man With The Golden Gun - 2:37
2. Scaramanga`s Fun House - 4:39
3. Chew Me In Grisly Land - 4:01
4. The Man With The Golden Gun (jazz instrumental) - 2:32
5. Getting The Bullet - 2:45
6. Goodnight Goodnight - 5:23
7. Let`s Go Get`Em - 3:44
8. Hip`s Trip - 3:21
9. Kung Fu Fight - 1:57
10. In Search Of Scaramanga`s Island - 2:31
11. Return To Scaramanga`s Fun House - 6:28
12. End Title: The Man With The Golden Gun - 3:05

Razem: 43:08



Komentarze czytelników:

Rafalski:

Moja ocena:

Fajny tekst, naprawdę z przyjemnością go czytałem; dużo ciekawych szczegółów produkcyjnych, o których nie miałem zielonego pojęcia. Nie jestem tylko pewien czy producentem tych reedycji jest FlmScoreMonthly. Kupuję to pismo i w listopadowym artykule niczego takiego się nie doczytałem, lecz faktem jest, że teksty wkładek do wszystkich wydań, napisane zostały przez Jeff’a Bond’a – głównego dziennikarza FSM.

Damian Sołtysik:

Moja ocena:

Całością dowodził Lukas Kendall, jeden z właścicicieli FS Monthly, przy okazji fan Johna Barryego i 007.Wiadomość nie mogła się pojawić w listopadowym numerze, ponieważ pierwsze potwierdzone szczegóły na temat reedyzji wypłynęły na przełomie listopada i grudnia 2002.

Rafalski:

Moja ocena:

w nr. listopadowym pojawila sie zapowiedz, tzn co i kiedy bedzie wydane, i ile bedzie zawartego materialu dodatkowego. Ale skoro caloscia kierowal Lukas Kendall, to w takim razie na pewno jest to "dzielo" FSM

Adam Krysiński:

Moja ocena:

No wcale nie uważąm że to najgorszy bondowy soundtrack Barrego. Zdecydowanie dla mnie najgorszy jet POZDROWIENIA Z ROSJI - ale to moje zdanie :) A co do "FilScoreMonthly"... czy jest różnca kto wydał skoro i tak nie dodano brakujących utworów - i raczej już nie doda nikt bo podobno taśmy z nagraniami się zawieruszyły...

Mefisto:

Moja ocena:

Całkiem niezła kompozycja, choć zgadzam się z recenzentem, że to już jakby nie to samo. Niemniej jest parę chwytliwych melodii i przyjemnego underscoreu. A i sam album nie jest długi, przez co generalnie może się podobać.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie