Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Blade Runner 2049

04 Grudzień 2017, 19:06 
Kompozytor: Benjamin Wallfisch, Hans Zimmer

Rok wydania: 2017
Wydawca: Epic Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Blade Runner 2049

Kiedy wracam pamięcią do początków mojej fascynacji muzyką filmową, za każdym razem we wspomnieniach pojawia się ten sam zestaw ikonicznych już dzieł. Nigdy nie zapomnę nieskończonych odsłuchów kaset magnetofonowych z ulubionymi soundtrackami, poprzedzanych długim wyczekiwaniem na pojawienie się wymarzonych plastikowych pudełeczek na sklepowych półkach. Zapewne nie będę oryginalny pisząc, że miłość do kinowych partytur wzbudzona została m.in. przez Zimmera, Williamsa, Hornera, Goldsmitha czy Morricone. Natomiast nie do końca oczywistym może być score, dzięki któremu wsiąkłem w ten specyficzny świat. The Rock, bo o nim mowa, bez względu na szmat czasu jaki upłynął od momentu pojawienia się pierwszy raz w słuchawkach walkmana, nadal działa na mnie równie elektryzująco.

Podobnie, choć nie aż tak intensywnie, było w moim przypadku z oprawą muzyczną Blade Runnera z 1982 roku. Dla chłopaka wychowanego na skądinąd klasyczno-rockowych brzmieniach pomysły wykreowane przez Vangelisa były początkowo niezłym szokiem. Z czasem jednak, wraz z coraz silniejszym i bardziej świadomym doświadczaniem wizji R. Scota, stały się integralną częścią mojego indywidualnego kanonu muzyki filmowej.

Ostatnie lata przygody z kinowymi brzmieniami to natomiast coraz większy wpływ na mój gust muzyczny takich kompozytorów jak Mansell, Martinez, Holkenborg i Jóhannsson. Zwłaszcza Islandczyk zdołał w niezwykle skuteczny sposób zaskarbić sobie moją uwagę. Prisoners, Sicario oraz Arrival regularnie wybrzmiewają w moim domu, za każdym razem przyprawiając o ciarki na całym ciele. Siła ich oddziaływania nie byłaby jednak aż tak znacząca, gdyby nie Denis Villenevue, reżyser wszystkich wymienionych obrazów.

Współpraca obu panów spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem widzów i krytyków na całym świecie zwłaszcza po rewelacyjnym Arrival. Nie mógł więc szczególnie dziwić fakt angażu tego duetu przy wyczekiwanym przez wielu „nowym” Blade Runnerze. Charakterystyczny dla Kanadyjczyka sposób opowiadania połączony z niesamowitą wrażliwością muzyczną Jóhannssona niemalże gwarantował dzieło mogące jak równy z równym stanąć w szranki z legendą.

W życiu bywa jednak czasami tak, że plany ulegają mniejszym lub większym modyfikacjom. Tak było w przypadku wspomnianej produkcji i zaskakującej dla wielu (w tym także dla mnie) zmianie na stanowisku kompozytora. Z powodu rozbieżności koncepcyjnej z reżyserem, Jóhannsson ustąpił miejsca Benjaminowi Walfischowi i… nikomu innemu jak Hansowi Zimmerowi. Ruch ten miał sprawić, aby klimat oprawy muzycznej był bliższy pierwowzorowi Vangelisa oraz w większym stopniu dopasować się do ogólnej wizji, którą kierował się Villenevue. Zimmer, z uwagi na swoje ówczesne zaangażowanie w tournée światowe nie mógł poświęcić zbyt dużo czasu na pracę nad obrazem, dlatego zrozumiałe stało się wielkie oczekiwanie na to, co faktycznie wniesie do projektu Walfisch. Mój zapał związany z premierą Blade Runner 2049 nieznacznie jednak zmalał. Benjamin Wallfisch co prawda bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoim A Cure for Wellness oraz orkiestracjmi do tegorocznego IT, jednak chęć ponownego przekonania się o mocy oddziaływania tandemu Villenevue-Jóhannsson była niezwykle silna.

Blade Runner 2049 to wizualne dzieło sztuki. Zachwyca pod względem pracy kamery, wyboru ujęć, szaty kolorystycznej oraz konstrukcji świata. Poszczególne kadry zwłaszcza na wielkim ekranie robią piorunujące wrażenie i działają na widza kapitalnie. Niestety oprawa muzyczna już tak wysokiego poziomu nie trzyma. Nie tylko daleko jej do klimatu wykreowanego przez Vangelisa (może poza charakterystycznym syntezatorowym brzmieniem), ale nie do końca też poradziła sobie z towarzyszeniem temu co dzieje się na ekranie. Nie oznacza to bynajmniej, że pomysły stworzone przez Walfischa i Zimmera są zupełnie nietrafione. *Score do najnowszego filmu Villenevue jest bez wątpienia dziełem dobrym. Według mnie to jednak zdecydowanie za mało.

Tym, co w największym stopniu wpływa na moją dosyć wstrzemięźliwą opinię jest zbyt mała różnorodność brzmień zaproponowanych przez kompozytorów. Otwierająca album kompozycja 2049 i następujące po niej Sapper’s Tree oraz Flight to LAPD tworzą solidną konstrukcję narzucającą styl obecny aż do ostatniego utworu. Muszę przyznać, że słucha się tego niezwykle przyjemnie, zwłaszcza po seansie filmu. Mało jest tutaj radości i wolności, a zdecydowanie dominuje pewnego rodzaju mrok i niepewność. Zamykając oczy można bardzo szybko przenieść się do świata przyszłości wykreowanego przez Villenevue. Pozostałe pozycje jednak (z wyjątkami w postaci świetnych piosenek Sinatry, Presleya i Daigle) zamiast potęgować emocje i rozbudowywać narrację muzyczną, w nazbyt intensywny sposób niestety opierają się na powtarzalności harmonii i instrumentarium.

Dodatkowo, trudno nie zauważyć, że są w filmie sceny z niekoniecznie trafnie dobranym tłem muzycznym. Nie chcę w żaden sposób spoilerować więc ograniczę się tylko do ogólnego opisu. Mam na myśli niezwykłe pod względem wizualnym fragmenty w których główny bohater przechadza się po mieście, lub kiedy porusza się po jego przestrzeni powietrznej. Akurat wtedy oczekiwać należałoby oprawy brzmieniowej wzmacniającej nastrojowy, refleksyjny niemalże przekaz. Otrzymujemy w zamian intensywną i atakująca uszy ścianę agresywnych tonów. Rozdźwięk między obrazem, a sferą audio jest w tych momentach mocno zauważalny.

Ciekawie muzycznie robi się natomiast wszędzie tam, gdzie twórcy zdecydowali się wykonać wyłom w futurystycznym opakowaniu. Kiedy w Rain otrzymujemy delikatnie poprowadzone, melodyjne frazy syntezatorowe, w Mesa słyszymy fortepianowe wprowadzenie do motywu przewodniego, a Joi i Pilot oferują nam umiejętne połączenie wysublimowanego nastroju z podskórnym dronicznym basem, można tylko żałować, że tego typu nastrojowości jest w Blade Runner 2049 zdecydowanie za mało.

Wyłączając z soundtracku te kilka wyróżniających się kompozycji otrzymujemy kilkudziesięciominutowy set, raczej nie mający potencjału do zawojowania serc fanów muzyki filmowej. I o ile jestem przekonany, że fragmenty takie jak Sea Wall, Hijack czy Wallace trafią ze swoją estetyką w gusta smakoszy ostrzejszych muzycznych rozwiązań, to jednak nadal będzie to raczej mniejszość, niż większość. Dla pozostałych, nie mających możliwości spędzenia ponad 90 minut z muzyczną stroną nowego filmu kanadyjskiego reżysera, zdecydowanie polecam przesłuchanie przedostatniej kompozycji na krążku. Blade Runner to niejako suita zawierająca w sobie przekrój wszystkich pomysłów Wallfisha i Zimmera, przez co w umiejętny sposób zamyka całość.

Jestem zarówno po seansie filmu oraz wielokrotnym przesłuchaniu scoru i mogę jednoznacznie stwierdzić, że wiele bym dał, aby móc przekonać się jak z zadaniem poradziłby sobie Jóhannsson. Wallfish przy udziale Zimmera stworzył dzieło poprawne, ale pozostawiające dojmujące uczucie niedosytu. Mam nadzieję, że po krótkim rozstaniu Denis Villenevue ponownie zdecyduje się na współpracę z Islandczykiem, i kolejny raz oczarują wszystkich swoją umiejętnością wspólnego opowiadania elektryzujących historii. A ja, póki co, wracam do Blade Runnera w wydaniu Vangelisa.

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. 2049 (03:37)
2. Sapper`s Tree (01:36)
3. Flight To LAPD (01:47)
4. Summer Wind (02:54) - Frank Sinatra
5. Rain (02:26)
6. Wallace (05:23)
7. Memory (02:32)
8. Mesa (03:10)
9. Orphanage (01:13)
10. Furnace (03:41)
11. Someone Lived This (03:13)
12. Joi (03:51)
13. Pilot (02:17)
14. Suspicious Minds (04:22) - Elvis Presley
15. Can`t Help Falling In Love (03:02) - Elvis Presley
16. One For My Baby (And One More For The Road) (04:24) - Frank Sinatra
17. Hijack (05:32)
18. That`s Why We Believe (03:36)
19. Her Eyes Were Green (06:17)
20. Sea Wall (09:52)
21. All The Best Memories Are Hers (03:22)
22. Tears In The Rain (02:10)
23. Blade Runner (10:05)
24. Almost Human (03:22) - Lauren Daigle



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Słaby produkt, kiepska podróbka. Twór dobry chyba tylko do klimatycznego puszczania sobie w tle różnorodnych czynności - ot, taka tapeta w całej krasie definicji. W dodatku widzę, że przyczyniła się do chochlika na stronie głównej ;)

Piotr Sikorski:

Moja ocena:
bez oceny

Mefisto, pełna zgoda. A chochliki polubiły chyba pliki graficzne z okładkami... :) mam nadzieję, że uda nam się z nimi skutecznie zawalczyć :)