Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

I Am Bolt

08 Wrzesień 2017, 18:49 
Kompozytor: Ian Arber

Rok wydania: 2016
Wydawca: Lakeshore Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
I Am Bolt

Usain Bolt. Sportowiec legenda. Człowiek znany na całym świecie. Przez lata najszybszy biegacz na globie, pozostający niedoścignionym wzorem dla innych. Swoją karierą udowodnił, że coś takiego jak ograniczenia nie istnieją. Na zewnątrz, dla fanów, to synonim sukcesu i niespotykanego wręcz automatyzmu w osiąganiu sukcesów. Dla wąskiego grona bliskich i współpracowników to przede wszystkim jednak uosobienie katorżniczej pracy, maniakalnego wręcz uporu i ciągłego dążenia do bycia najlepszym.

Zrealizowany w 2016 roku dokument I Am Bolt jest jak delikatnie uchylone okno, przez które każdy może zerknąć i poznać tę stronę świata jednego z największych atletów, której na co dzień nie widać. Rygorystyczny reżim codziennych ćwiczeń połączony z zaskakująco ludzką i zwyczajną stroną życia daje obraz Bolta pozbawionego blichtru i medialnej otoczki. Wyłania się dużo dystansu do siebie, życzliwości dla innych, szacunku i oddania bliskim oraz pełnej świadomości drogi, jaką skromny chłopak z Jamajki przeszedł, aby stać się ikoną sportu.

I Am Bolt obejrzałem z wielką ciekawością nie tylko z uwagi na głównego bohatera. Moją uwagę przykuła oprawa muzyczna obrazu stworzona przez Iana Arbera, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Ten angielski kompozytor telewizyjny i filmowy, działający głównie na rynku brytyjskim
(z małymi epizodami międzynarodowymi, jak np. współpraca z Joe Kraemerem przy MI5 – Rougue Nation) przygotował kompozycje miłe dla ucha, a jednocześnie niezwykle trafnie wspierające muzycznie całe widowisko.

Score Iana Arbera z pewnością nie jest dziełem wybitnym w swojej konstrukcji. Wręcz przeciwnie. Oparty został na pewnego rodzaju sekwencyjności. Słuchając całości można wręcz odnieść wrażenie osadzenia niektórych pomysłów muzycznych na samplach z sekundy na sekundę zyskujących na bogactwie poprzez nadbudowywanie kolejnych brzmień. Trudno też oprzeć się odczuciu, że wykreowane przez Arbera muzyczne kolory już gdzieś kiedyś zaistniały. Tu i ówdzie pojawiają się skojarzenia np. z Now You See Me B. Tylera (zwłaszcza pierwsza pozycja albumu - Born tu Run) czy 127 Hours zespołu Sigur Ros (szczególnie w No Pain, No Gain). Wszystkie powyższe elementy nie zaburzają jednak przyjemności obcowania z dziełem młodego kompozytora.

Krążek składa się z 15. utworów towarzyszących głównemu bohaterowi w najważniejszych momentach jego kariery. Pojawiają się oczywiście pamiętne igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa świata, ale to, co urzeka najbardziej, to chwile pełne wzlotów i upadków, wypełniające czas między wielkimi imprezami. Arber podszedł do koncepcji warstwy muzycznej jako do tła w najczystszej postaci. Próżno więc szukać w jego kompozycjach wyrazistych linii melodycznych czy zaskakujących wielowarstwowych brzmień. Zamiast tego słyszymy harmonie osadzone na kilku akordach czasami podanych w różnych wariacjach. Wybrzmiewają one albo na instrumentach klawiszowych, w tym głównie na fortepianie (m.in. They Say I’m the Underdog, The Bird’s Nest, Motivation, Crossing the Line), lub wspierane są przez sekcję smyczkową (Ran Asafa!, The Man from The West). Zabieg być może mało wyszukany, ale zdecydowanie trafiony jeżeli chodzi o dopasowanie do obrazu.

O ile wymienione kompozycje nie wyróżniają się niczym specjalnym, to już wprowadzenie gitary w No Pain, No Gain, łamiącej dotychczasowy ton albumu, buduje ciekawy klimat. Pozytywna charakterystyka niektórych kompozycji zostaje tutaj zamieniona na ewidentnie molowe tony. Dalsze prowadzenie frazy w Bouts of Injury wzmacnia jedynie przekaz, któremu obie kompozycje towarzyszą na ekranie. Obserwowanie Bolta walczącego z kontuzją, z czasem, z własnymi słabościami, wymagało właśnie takiego stonowanego, jednocześnie pełnego emocji kolorytu.

Score do I am Bolt nie mógł obejść się też bez utożsamianych z Jamajką, charakterystycznych brzmień. Od czasu do czasu pojawia się więc reggae’owy riff gitarowy (Jamaica’s Hero), rytmiczne
i dźwięczne nuty wygrywane na steel pan (Jamaica Olympic Trails), czy dosyć obszernie wykorzystywane przez Arbera wszelkiego rodzaju *bongosy i konga. Warto zauważyć jednak, że nie znajdziemy w albumie bardziej intensywnej obecności podobnych rozwiązań, a mimo wszystko duch rodzinnych stron Bolta jest wyraźnie słyszalny.

Zdecydowanie najlepszą i zarazem zapadającą w pamięć kompozycją scoru jest natomiast I Am Bolt. Spina ona klamrą muzyczną podróż po życiu Usaina Bolta, proponując zarówno syntezatorową wersję głównego motywu, jak i chilloutowy rytm, połączony z pełną przestrzeni i jamajskiej wolności warstwą harmoniczną. Jest tam spokój pomieszany z dążeniem do wielkości. Myślę, że właśnie dlatego jest tam również dużo wewnętrznej wrażliwości głównego bohatera. Zresztą, sprawdźcie sami.

Praca Iana Arbera z pewnością nie zawojuje rynku. Nie znajdziemy jej także w obszernych zbiorach fanów muzyki filmowej. Można jej zarzucić powtarzalność rozwiązań, prostotę konstrukcji, czy też dużo odniesień do innych, podobnych scorów. Wg mnie ma jednak w sobie dużo pozytywnej energii, dobrze wspiera narrację oraz dodaje obrazowi głębi. Jeżeli o mnie chodzi, to na pewno od czasu do czasu do niej wrócę, zwłaszcza w deszczowe, jesienne dni. Natomiast Arberowi warto przyjrzeć się bliżej, gdyż z pewnością usłyszymy o nim jeszcze wiele dobrych słów.

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Born to Run (3:22)
2. They Say I`m the Underdog (2:41)
3. The Man from the West (1:52)
4. No Pain, No Gain (3:58)
5. Bouts of Injury (2:39)
6. The Bird`s Nest (2:56)
7. Run Asafa! (1:31)
8. Motivation (4:48)
9. The Champion Becomes a Legend (2:46)
10. Jamaica`s Hero (4:32)
11. Jamaica Olympic Trails (4:00)
12. Crossing the Line (1:59)
13. Questions and Answers (2:36)
14. This Is It, Rio! (1:50)
15. I Am Bolt Ian Arber (6:03)



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Przyjemny soundtrack. Filmu nie znam, ale samoistnie to miło spędzony czas. Natomiast nie rozumiem tego (abstrahując od literówki): "jak np. współpraca z Harrym Gregsonem Williamsem przy MI5 – Rougue Nation"?

Piotr SIkorski:

Moja ocena:
bez oceny

Mefisto, aż sam się dziwię skąd mi się HGW wmieszał w ten tekst :) Chyba pomroczność jasna... Oczywiście, że chodzi o Joe Kraemera, a Ian Arber pełnił wtedy rolę kompozytora asystującego. Totalne wprowadzenie w błąd z mojej strony. Poprawka jeszcze dziś pojawi się w tekście. Jeszcze raz dzięki za zwrócenie uwagi! :)