Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Która z nominowanych do Oscara ścieżek dźwiękowych powinna otrzymać nagrodę?

"Jackie"
"La La Land"
"Lion. Droga do domu"
"Moonlight"
"Pasażerowie"

Głosuj

[ Wyniki ]




Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Dziewczyna z portretu (The Danish Girl)

21 Listopad 2016, 01:38 
Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok wydania: 2015
Wydawca: Universal Studios

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Dziewczyna z portretu (The Danish Girl)

Trafnie przetłumaczony na polski, tytuł filmu Dziewczyna z portretu, w oryginale The Danish Girl opowiada dramatyczną historię duńskiego małżeństwa artystów. Akcja oparta na faktach, rozgrywa się w latach dwudziestych ubiegłego wieku, a główni bohaterowie to artyści z krwi i kości – para utalentowanych malarzy, stanowiących zgrany małżeński duet. Początkowo niewinna historia bardzo szybko przeistacza się w dramat, a jego źródłem jest kryzys tożsamości. Film Toma Hoopera, obsadzony został gwiazdami – fenomenalna Alicia Vikander i brawurowy „kameleon” Eddie Redmayne, bo to oni tworzą tutaj najważniejsze role małżonków, którzy przechodzą transformację uczuć – jest niezwykle ciekawym obrazem. To film traktujący o nośnym od kilku(nastu) lat problemie transseksualizmu. Einar Wegener, uznany malarz, spełniony zawodowo i prywatnie, potrzebuje zaledwie iskry, delikatnej sugestii, żartu sytuacyjnego, aby jego wewnętrzne, długo skrywane prawdziwe „ja” zaczęło gotować się do pełnego objawienia. Ten niezwykle dobrze nakręcony film, porusza przede wszystkim odwieczny, stary jak świat temate niespełnionej miłości ale i trudny społecznie problem transseksualizmu. Otoczka sytuacyjna fabuły pozwala na łatwe „przełknięcie” niezmiernie trudnej emocjonalnie dla głównego bohatera transformacji płciowej: malarz początkowo pozuje w zastępstwie za kobietę do obrazu malowanego przez Gerdę – jego oddaną żonę, traktując swoją nową rolę jako zabawę. Jednak ta zabawa, z początku niewinna i traktowana jako artystyczny wybryk, w pewnym momencie wymyka się spod kontroli… Rozpoczyna się wewnętrzna walka pomiędzy Einarem i nową osobą… Lily… Całkowicie odmienia to życie pary malarzy, jaką dotąd tworzyli Wegenerowie – Gerda i Einar…

Film, który nieodparcie nasuwa skojarzenia z innymi dwoma fabułami w warstwie poruszanego problemu – Skóra, w której żyję w warstwie czysto technicznej, formalnej – dotyczącej przemiany fizjologicznej głównego bohatera (tam wbrew woli osoby przechodzącej transformację, a tutaj – z jego własnej) oraz Godziny w warstwie psychologicznej, odnoszącej się do „weltschmerzu”, przywołuje również skojarzenia z estetyką ilustracji muzycznej. Zwłaszcza w odniesieniu do drugiego z wymienianych wyżej filmów, czyli Godzin.

Alexandre Desplat, uznany i wręcz rozchwytywany w ostatnich latach, uzdolniony ilustrator wszelkiej maści filmów, wydawał się wręcz perfekcyjnym wyborem. Moim zdaniem nie zawiódł, chociaż tematyka obrazu, choć bardzo trudna, to jednak opleciona miłością dwojga głównych bohaterów, dała mu pole do popisu. Jak sam Desplat przyznał w wywiadzie dla amerykańskiego Variety – nie uległ pokusie bezpośredniego sięgania do klasyków epoki z lat dwudziestych, bo zakłóciłoby to i wręcz zakłamało obraz relacji pomiędzy Gerdą i Einarem. Dlatego skłonił się ku klasycznej muzyce ilustracyjnej. Jak jednak oddać za pomocą nut rodzące się nowe „ja”, nową tożsamość, inną płeć…? I tutaj daje się poznać talent francuskiego kompozytora, bowiem to, co serwuje nam jako akompaniament muzyczny, współgra wręcz perfekcyjnie z malarskimi zdjęciami i ujęciami Danny`ego Cohena (momentami odnosi się wrażenie, że oglądamy serię obrazów mistrzów holenderskiego malarstwa).

Alexander Desplat, osławiony ilustracjami do Harryego Pottera, Godzilli, Operacji Argo, Grand Budapest Hotel czy Autora Widmo, skomponował małe arcydzieło. Zachwyty nad jego wieloma partyturami są i tutaj jak najbardziej na miejscu. Użyte instrumentarium – gdzie na pierwszy plan wysuwa się fortepian i temat Einara/Lily, z *pasażami w tempie *allegro, idealnie wręcz ilustruje pulsujący niepokój, ale zarazem i coś nowego wewnątrz, co fascynuje Einara. Desplat czerpie tutaj pełnymi garściami z estetyki Philippa Glassa do Godzin, ale i z typowych ilustracji do baśni, takich jak chociażby Finding Neverland Jana A.P. Kaczmarka. Do scen typowo dramatycznych, traktujących o wewnętrznej i zewnętrznej przemianie głównego bohatera, zmienia tempo, wspomaga się *glissandami na harfie, subtelnym tłem tworzonym przez sekcję smyczkową, trójkątem czy dzwonkami. To partytura niekorzystająca z sekcji dętej, tutaj wszystko opiera się o *smyczki, fortepian i harfę – w końcu dwoje głównych bohaterów reprezentuje kobiecą wrażliwość, pomimo oczywistego faktu tworzenia pary małżeńskiej w pełnym tego słowa znaczeniu.

Desplat stworzył dwa ważne tematy – jeden słyszymy już na początku w tytułowym The Danish Girl, drugi zaś – bardziej smutny i typowo refleksyjny to Gerda. Desplat dopasowuje za każdym razem tempo, tam, gdzie trzeba – przyspiesza, tam, gdzie wymaga tego sytuacja – z rozmysłem zwalnia. To bardzo klasyczny score, zarówno pod kątem doboru instrumentarium, jak i kompozycji melodii. Dla wielu jest to zapewne „typowy, przewidywalny Desplat”, ale moim zdaniem to wspaniała porcja melancholijnej melodyki podana w dystyngowanej orkiestrowej formie. Prawie godzinny soundtrack jest idealnym wręcz kompanem do jazdy samochodem, w strugach deszczu, jako towarzysz dobrej lektury albo wreszcie – jako umilenie wieczoru przy świecach. Tak, to ten typ muzyki, obecnie nieco zapomnianej i wręcz – niemodnej.

Komponowanie dobrej muzyki filmowej jest zawsze wyzwaniem dla ilustratora praktycznie każdego obrazu fabularnego. Jak zachować balans pomiędzy funkcją służebną wobec obrazu, jednocześnie będąc atrakcyjnym dla ucha przeciętnego słuchacza? Jak sprawić, żeby soundtrack był również pozycją, na którą z zainteresowaniem spojrzy klient iTunesa albo Empiku? Alexandre Desplat ma ten zmysł i uderza we właściwe struny, bez względu na to, czy jest to mocno ilustracyjna, brutalna Godzilla, orientalny i pulsujący Argo czy wreszcie klasyczna do bólu Dziewczyna z portretu. Ale chciałbym takich soundtracków więcej, nie mam nic przeciwko. Klasyka zawsze się obroni. Zawsze. The Danish Girl jest tego najlepszym przykładem.

Recenzję napisał(a): Janusz Pietrzykowski   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. The Danish Girl
2. Lily’s Dream
3. Watching Ulla
4. Gerda
5. Make-up & Costume
6. Watching
7. The Mirror
8. Einar Returns Home
9. To Dresden
10. Aggression
11. Radiation
12. Gerda In The Rain
13. Fonnesbech
14. Schizophrenia
15. One Step At A Time
16. Lost Blood
17. Lily’s Death
18. Roses Of Picardy
19. Danish Waltz 1
20. Danish Waltz 2

Projektowanie stron internetowych

Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Odtwórczy Desplat, enty z kolei na tą samą modłę, choć płytę kupiłem dla jednego rewelacyjnego tracka - 9. Olek usielnie nie bardzo chce wyjśc ze swojego comfort-zone. Ocena jest z kosmosu, biorąc pod uwagę przekrój twórczości kompozytora.

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Każdy ma prawo do własnej oceny. Mnie się podoba, ponieważ mam słabość do takiego stylu komponowania. Weź pod uwagę też fakt że Desplat obecnie tworzy średnio do 5 obrazów rocznie, ciężko oczekiwać żeby był za każdym razem wybitny i odmienny od wcześniejszych dzieł. Poza tym do takiego filmu jak ten, moim zdaniem nie pasowałoby inne instrumentarium, bo powstałby zbyt wielki dysonans. Ale do tego trzeba jeszcze obejrzeć film. A o tym nie napisałeś, odnosisz się wyłącznie do muzyki, co nie do końca jest słuszne ponieważ muzyka filmowa jak sama nazwa wskazuje, funkcjonuje w filmie :-) No i jeszcze raz dodam - każdy ma prawo do własnej oceny. Ja daję czwórkę.

Mefisto:

Moja ocena:

A ja daję trzy i pół ;)

Marcin:

Moja ocena:

Słucham tej płyty bardzo często. Jest spójna i po prostu dobra. A mój faworyt to numer 6 - Watching

hp_gof:

Moja ocena:

Ja daję tyle samo co w mojej recenzji, czyli 3,5, ale jest to takie bardzo dobre, desplatowskie 3,5, czyli score, który ze względu na gatunek filmu (brytyjski dramat) nie pozwala na szaleństwo, jest nieco wtórny względem tego co Desplat w swojej karierze i w tym gatunku już osiągnął, ale świetnie się tego słucha i uwielbiam wyłapywać wszelkiego rodzaju smaczki tego typu kompozycji. Jednym z moich ulubionych tracków na albumie jest 2. Lilys Dream ;) Ale 7 i 9 też uwielbiam. W ogóle Desplat jest the best, ale to wszyscy wiedzą :D