Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (On Her Majesty Secret Service)

18 Kwiecień 2003, 08:55 
Kompozytor: John Barry

Orkiestracje: John Barry

Rok wydania: 1969/2003
Wydawca: EMI/Capitol

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (On Her Majesty Secret Service)

SATYSFAKCJA GWARANTOWANA - nagroda Soundtracks.plOn Her Majesty Secret Service to jeden z pięciu wielkich, bondowskich klasyków Johna Barry`ego, które ponownie wydane w 2003r zostały wzbogacone o nowe utwory. Oprócz tego rozszerzeniu i uzupełnieniu uległy kompozycje obecne na pierwszej wersji soundtracku. Z obowiązku dodam, iż na nową płytę nie zmieścił się jeden utwór. Ta wspaniała ścieżka dźwiękowa powstała w 1969r. Wtedy to w roli agenta 007 debiutował australijski model George Lazenby. John Barry dostosował swoją muzykę do nowego aktora, po raz pierwszy używając syntezatorów. Dało to bondowskiej muzyce nowe, oryginalne brzmienie. Mało kto przedtem eksperymentował w muzyce filmowej z syntezatorami na taką skalę. Zmiany w stylu bondowskiej muzyki nie były jednak tak skromne. Ten film dość istotnie różnił się od poprzednich filmów o 007. James Bond wziął w nim ślub, mniej było gadżetów, akcji, dynamiki. Duża część filmu została poświęcona na rozwój związku między Bondem a przyszłą żona. Taka fabuła sprawiła, że i w muzyce z tego filmu pełno jest melancholii, romantyzmu i brutalnie przerywanej sielanki. Nie oznacza to, że brakuje tu kompozycji akcji i suspensu. Wręcz przeciwnie - na ścieżce dźwiękowej liczącej 80 minut mamy dokładnie wszystko, co składa się na pełnowartościowy bondowski score.

W tym filmie podobnie jak w Pozdrowieniach z Rosji na początku filmu zamiast piosenki pojawia się temat instrumentalny. Ale za to jaki! Fantastyczna kompozycja tytułowa Barry`ego On Her Majesty Secret Service to prawdziwa perła wśród bondowskich tematów. Ten utwór wręcz genialnie pokazuje jedną z twarzy Bonda - chłodnego, wyrachowanego agenta jej królewskiej mości; oddaje niezwykłą i ekscytującą aurę postaci agenta 007, która przyciąga do kin miliony ludzi. Rewelacyjna melodia, atrakcyjnie brzmiąca sekcja dęta, syntezatory oraz jazzowa perkusja - to wszystko tworzy wiekopomny bondowski klasyk. Również w tematach akcji Barry użył tej melodii w różnych wariacjach i odmianach. Doskonale ilustrują one sceny śnieżnych walk i pościgów na nartach. Jak niektórym wiadomo Hal David napisał słowa do kompozycji tytułowej OHMSS ale ostatecznie i chyba słusznie słyszymy tylko wersję instrumentalną.

Nie ma piosenki tytułowej, ale są dwie inne. Główna to wspaniała, wyciszona ballada We Have All The Time In The World. Po mistrzowsku zaśpiewał ją ciężko wówczas chory Louis Armstrong. Jak się okazało było to ostatnie nagranie w jego życiu. Barry stworzył też dwie wersje instrumentalne tej piosenki. Szczególnie ta druga (nr.11), zaaranżowana na skrzypce i flet jest po prostu cudowna. Dłuższe fragmenty tej przepięknej melodii można również znaleźć w: Journey to Draco`s Hideaway oraz Bond and Draco. Motyw ten nadał niezwykłego wymiaru związkowi Jamesa Bonda i Tracy de Vicenzo. Druga piosenka na soundtracku to pozornie kontrastująca z resztą materiału, świąteczna Do You Know How Christmas Trees Are Grown w wykonaniu Niny. Mało kto wie, że *score do tego filmu miał pierwotnie zawierać w sumie pięć piosenek autorstwa Barry`ego. Oprócz wspomnianych dwóch ponoć nagrano balladę The More Things Change w wykonaniu Niny a planowano również wokalne wersje dwóch kompozycji: Who Will Buy My Yesterdays i już wspomnianego tematu tytułowego.

To rzecz jasna nie koniec atrakcji na tej płycie. Moja kolejna propozycja to This Never Happened To The Other Feller - tej kompozycji nie sposób nie zauważyć w filmie. Na opisywanym albumie utwór ten został wzbogacony o melodię z czołówki gunbarrel. Środkowa, psychodeliczna partia tej kompozycji z syntezatorami i smyczkami, perfekcyjnie oddaje zafascynowanie Bonda tajemniczą, zmysłową Tracy. Następny fragment kompozycji to ostry, brutalny temat (mamy tutaj rytmiczną sekcję smyczkową, ostre brzmienie trąbki i syntezator), który w filmie doskonale ilustruje scenę bójki. Skoro już mowa o kompozycjach, które zostały wydłużone to są to: Ski Chase, Over And Out (oba wykorzystujące motyw tytułowy) oraz Journey To Blofeld`s Hideaway. Wspomnę jeszcze o wyśmienitym, jazzowym Try, wykorzystującym nastrojowo brzmiący fortepian(dublowany przez ksylofon), improwizujący flet i kontrabas.

Pora wspomnieć o kompozycjach, które dodano do wcześniej opublikowanych. Nie są one gorsze od poprzednich. Wręcz przeciwnie, można wśród nich znaleźć prawdziwe arcydzieła. Takim majstersztykiem muzyki filmowej jest niewątpliwie Gumbold`s Safe. To jeden z obrosłych legendą utworów, których fani Bonda bezskutecznie przez wiele lat poszukiwali. Ten utwór suspensowy wprost genialnie buduje napięcie w długiej scenie w biurze herr Gumbolda. Mroczne tło tworzą tutaj syntezator i kontrabasowe *pizzicato. Główny ośmionutowy motyw jest z niesamowitym wyczuciem odgrywany na syntezatorze. Stopniowo, minuta po minucie rośnie tempo odgrywania tego motywu. Rosną emocje, powoli dołączają się perkusja i dęciaki potęgując napięcie i nastrój niepokoju. Wreszcie następuje głośna kulminacja. Muszę powiedzieć, że identycznego i tak rzucającego się w oczy sposobu na budowanie napięcia oraz użycia elektroniki nikt inny wcześniej nie zaproponował.

Po wspomnianym utworze następuje seria kapitalnych kompozycji. Najpierw psychodeliczny Bond Settles In z intrygującą, mroczną melodią na początku. Zaprawiony odrobiną seksu, romantyczny Bond Meets the Girls, którego kiepską wersję mogliśmy znaleźć na kompilacji Bond Back In Action. Następnie - piękny i cudownie romantyczny Dusk at Piz Gloria, który wprawi wrażliwszych słuchaczy w zachwyt. Wielka szkoda, że ta kompozycja nie została użyta w filmie. I wreszcie najlepszy i najcudowniejszy z nich Sir Hillary`s Night Out (Who Will Buy My Yesterdays?) w którym groza przerywa ulotny idylliczny nastrój. Kompozycja ta zawiera jedną z najpiękniejszych melodii, jakie stworzył John Barry. Jest to utwór wprost stworzony do puszczania w radio. Po tych czterech utworach mamy nieco słabszy i z pozoru chaotyczny Blofeld`s Plot, który w istocie zawiera świetną wiązankę tematów znakomicie budujących nastrój klaustrofobii i grozy. Po raz ostatni niektórzy wpadną zachwyt przy Escape from Piz Gloria. To kapitalna wersja tematu głównego OHMSS. Płytę kończy najsłabszy na płycie `Bobsled Chase` wykorzystujący motyw muzyczny z This Never Happened To The Other Feller w gorszej aranżacji.

On Her Majesty Secret Service jest powszechnie uważany za najlepszy i najambitniejszy bondowski score. Składa się na to bardzo wiele czynników. Muzyka Johna Barry`ego stanowi 60% wartości filmu i jest w nim niewiarygodnie wydajna. Niespotykane wcześniej nowoczesne połączenie jazzowo-symfonicznego brzmienia z syntezatorami przyniosło naprawdę mistrzowski efekt. Po drugie OHMSS ma dwa ponadczasowe, bez problemu rozpoznawalne tematy główne (to rzecz rzadko spotykana) i siedem innych, równie charakterystycznych, wśród których można znaleźć prawdziwe diamenty. Co za tym idzie, jak zwykle muzyka Barry`ego jest niezwykle melodyjna i atrakcyjna, czyniąc słuchanie OHMSS niezwykłym muzycznym doświadczeniem, co jak zauważyłem w zupełności zadowala niektórych słuchaczy, którzy ograniczając się tylko do czerpania przyjemności z słuchania muzyki Barry`ego, zdają się nie dostrzegać jej pozostałych, równie wielkich zalet. Po trzecie Barry tworząc niezwykłą muzyczną otoczkę dla tragicznej miłości Bonda udowodnił, że nieprzypadkowo dekadę później będzie się o nim mówiło, że jest największym poetą muzyki filmowej. Na tym zalety OHMSS się nie kończą. Myślę, że każdy, kto choć trochę zna się na muzyce dostrzeże bezsprzeczną wielkość tej partytury. Gorąco polecam OHMSS wszystkim fanom muzyki filmowej, którzy nie chcą ograniczać się tylko do najnowszej twórczości. To ponadczasowy klasyk.

Recenzję napisał(a): Damian Sołtysik   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Louis Armstrong - We Have All The Time In The World - 3:15
2. This Never Happened To The Other Feller - 5:03
3. Try - 3:26
4. Ski Chase - 3:38
5. Nina - Do You Know How Christmas Trees Are Grown - 3:20
6. On Her Majesty Secret Service - 2:35
7. Journey To Blofeld`s Hideaway - 4:51
8. We Have All The Time In The World - 3:00
9. Over And Out - 3:10
10. Battle At Piz Gloria - 4:03
11. We Have All The Time In The World - End Titles - 4:33
12. Journey to Draco`s Hideaway - 3:40
13. Bond and Draco - 4:34
14. Gumbold`s Safe - 4:59
15. Bond Settles In - 2:16
16. Bond Meets the Girls - 3:26
17. Dusk at Piz Gloria - 2:32
18. Sir Hillary`s Night Out (Who Will Buy My Yesterdays?) - 4:45
19. Blofeld`s Plot - 5:15
20. Escape from Piz Gloria - 4:52
21. Bobsled Chase - 2:00

Razem: 79:46



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Wielu uważą ten soundtrack za najlepszą bondową muzyke ale ja nie. Owszem dzieło genialne - ocena 5/5 zasłużona wpełni ale dla mnie jedynym faworytem będzie kompletny zremasterowany score z bonda "The Living Daylights". A tak prawdę mówiąć to część z tych dodanych utworów nie jest zbyt ciekawa. Najlepszy bonusowy utwór to bezapelacyjnie "Sejf Gumbold`a" ! Ale na przykład "Pościg Bobslejowy" jest tragicznym utworem - widać że mój Mistrz nie miał pomysłu co "podłożyć" pod akcję w filmie więc zdecydował się na "remiks" tematu przewodniego. Ten utwór psuje według mnie obraz płyty ale coż skoro był w filmie to zasługiwał oczywiście jak najbardziej na to żeby go umiescic. Jedyne czego tej płycie brakuję to ponad 6 minutowego motywu "James Bond Theme" który słyszymy w filmie gdy kończy się utwór "Battle At Piz Gloria" - wedug mnie tą długą zapętloną bondowską melodyjkę wydawca płyty powinien dodać do utworu "Battle At Piz Gloria" bo w filmie koniec tego utworu automatycznie "przechodzi" w bondowy temat. Szkoda bo był by to ciekawy utwór - podobny bład zastosowano w utworze "Little Nellie" z soundtracka z "You Only Live Twice" - tam też motyw "007" kończył się i zamieniał w bondową melodyjkę - połączoną stale z muzyką - i w tym przypadku też jej zabrakło a szkoda... Również trochę dziwi mnie fakt że piosenka Louisa Armstronga nie została umieszczona zamiast motywu przewodniego podczas napisów początkowych (co ztego że tytuł był inny niż tytuł filmu). Ja sam ten genialny temat przewodni dałbym na napisy końcowe... Ale to taki mały detal :)

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Moim zdaniem jest to najlepszy bondowski soundtrack. Jednak nie potrafię odmówić również mistrzostwa "The living daylights" czy "You only live twice". Ale kolega Adam jest trochę niekonsekwentny....Najpierw pisze, że nie jest to jego faworyt wśród scorów do Bonda, potem daje mu jednak najwyższą notę, a potem...znowu beszta Barry`ego za score. Nikt Ci nie odbiera tego prawa do krytyki, tylko jak to robisz Adam to nie dawaj 5 gwiazdek dla "OHMSS" bo to jest nielogiczne co piszesz. "OHMSS" ma praktycznie same mocne punkty i jego wysokie notowania nie biorą się znikąd. Nawet kiedyś obśmiewana przeze mnie kuriozalna piosenka "Do You Know How Christmas Trees Are Grown?" podkreśla przez skofrontowanie jej beztroskiego charakteru z sytuacją w jakiej jest grana - grozę i niebezpieczeństwo. Barry po prostu zastosował kontrapunkt. Natomiast "Bobsled Chase" nie uważam za "tragiczny". Adamie - może po prostu temat z "OHMSS" jest tak mocny i uniwersalny, że Barry zdecydował się go użyć i w tej scenie. Zresztą proszę zwrócić uwagę, że kompozytor użył bardzo hojnie tego głównego tematu z "OHMSS" - nie bez powodu - jest bardzo energetyczny, mocny, brutalny i definiuje charakter Bonda równie dobrze jak sam James Bond Theme. Tak samo się sprawdził jak w Ski Chase. Natomiast to, że dali go do czołówki to bardzo dobry pomysł. Głupotą byłoby zmarnowanie takiego motywu w napisach końcowych Adam!!!! Piosenka "We Have All The Time In The World" jest fantastyczna ale chyba nie pasuje za bardzo na "lokomotywę" score`u do "OHMSS"...Jest przeciwwagą dla całej reszty suspensowego i bondowskiego brzmienia. I ilustruje wątek miłosny a temat główny z "OHMSS" jest po części ilustracją nowego charakteru Bonda, którego zagrał przecież George Lazenby. To historia muzyki filmowej. I doskonały soundtrack. Barry w topowej formie.

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Ja tylko co do zdania Janusza... Juz nieraz pisałem że mam takie fajne statystyki że piątka piątce nie równa. KOnkretnie - Conanowi daję maksa i Drużynie A też. Pisałem dlaczego (bo robie klasyfikację gatunków scorów). I tak samo jest z bondami. OHMSS to lata 60 - i w tych latach dla mnie maks. The Living Daylights to lata 80 i w nich daję też maksa. A porównując te dwa scory nie robiąc mojej klasyfikacji to OHMSS jest dla mnie słabszy i tyle. Jako ocena samej ściezki OHMSS - maks (co dałem). Jako ocena mojego odsłuchu to niecały maks. W przypadku TLD w odsłuchu i ocenie jest maks i tyle :P Mam takie zasady z których juz sie nieraz tlumaczylem wiec trzeba zrozumieć :) Tak bywa poprostu. Scory dziele na lata powstania, kategorie tematyczną (muza serialowa, akcja, fantasy itp). Uff już mi sie nie chce znow tlumaczyc - odsylam do recki "A-Team" przedewszystkim...

Janusz Pietrzykowski:

Moja ocena:

Wiesz Adam, Ty chyba za bardzo kombinujesz....Jest jeden system ocen u nas na portalu i koniec. Jakieś pokręcone klasyfikacje na lata `60, `70 , `80????????? Człowieku - właśnie o to chodzi, że porównujemy według kryteriów w miarę obiektywnych scory z wszystkich dekad i wszystkich gatunków filmowych - czyli z seriali też. I jakieś inne klasyfikacje są po prostu ucieczką od obiektywizmu. Odsłuch???? Adam - coś jest po prostu dobre albo nie i tyle. I jak muzyka jest dobra albo nawet więcej - bardzo dobra - to się nie zestarzeje nigdy. I nieważne kiedy powstała - może być skomponowana nawet 100 czy 200 lat temu. Na przykład walce Johanna Straussa są tak genialnie melodyjne, że do dziś się nie zestarzały!!! I właśnie dużo muzyki klasycznej o wysokiej próbie zostało wykorzystanej w wielu filmach - na przykład w Odysei Kosmicznej mamy walce Straussa, które wspaniale podkreślają piruety stacji kosmicznej. Natomiast jest też wiele przykładów muzyki, która została skomponowana całkiem niedawno ale się już kompletnie zestarzała.

Flaco:

Moja ocena:

Jak dla mnie najlepszy Bondowski album.Nie przepadam za tego typu filmami , aczkolwiek muzyczke z nich zawsze chetnie posłucham.Interesują mnie szczególnie utwory tytułowe wykonywane zwykle przez wokalistki popowe.Ten z " W tajnej służbie " jest bardzo dobry , mimo iż nie dorasta do pięt temu z " Moonrakera ".Reszta albumu na wysokim poziomie.


  Do tej recenzji są jeszcze 3 komentarze -> Pokaż wszystkie