Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Olimp w ogniu (Olympus Has Fallen)

11 Sierpień 2013, 08:24 
Kompozytor: Trevor Morris

Dyrygent i orkiestrator: Allan Wilson
Wykonawcy: The Slovak National Symphony Orchestra
The Lucnica Chorale

Rok wydania: 2013
Wydawca: Relativity Music Group

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Olimp w ogniu (Olympus Has Fallen)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
W ostatnim czasie pojawiło się przynajmniej kilka filmów traktujących o bohaterskich obrońcach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednym z nich jest „Olimp w ogniu” (Olympus Has Fallen). Myślę, że nikogo nie zaskoczy fabuła tego obrazu. Przedstawiając ją w skrócie, wygląda tak: jeden, przeciwko wielu, w obronie wyższego dobra (w tym przypadku symbolu amerykańskiej demokracji, czyli Białego Domu i jego najważniejszego lokatora).

Nie zdziwiłem się więc, kiedy już w pierwszych taktach ścieżki dźwiękowej do tegoż filmu usłyszałem zapowiedź heroicznej walki o dobro ojczyzny. Jednak delikatnym zaskoczeniem był fakt zatrudnienia do tego przedsięwzięcia Trevora Morrisa, który mimo skomponowania kilku ścieżek dźwiękowych do obrazów pełnometrażowych, do tej pory raczej był przeze mnie odbierany jako kompozytor serialowy (z krótkimi epizodami, dotyczącymi opraw muzycznych do gier).

Czy podołał ciężarowi jaki niewątpliwie niesie taki materiał tematyczny? Zobaczmy.

Otwierający album utwór „Land of Free” już samym tytułem nawiązuje do mocno zakorzenionej w tradycji mieszkańców obu Ameryk konkretnej postawy życiowej. Początek to spodziewane użycie sekcji dętej (a w szczególności instrumentów dętych blaszanych, m.in. rogów), potem przekazanie tematu sekcji smyczkowej. Wszystko wzmocnione klimatycznym chórem oraz charakterystycznymi wejściami instrumentów perkusyjnych – nie da się po prostu nie czuć podniosłego tonu, oczami wyobraźni widzieć flagi powiewającej na wietrze, wspomnianego wcześniej bohaterstwa i heroicznej walki do ostatniej kropli krwi.

Słuchając kolejnych nut „Land of Free” miałem wrażenie, że Morris chciał podkreślić wybrane kanony amerykańskiej kinematografii utrzymanej w tym nurcie – „Star Trek” czy „Pearl Harbor”. Zresztą, wydaje mi się, że każdy słuchacz po przesłuchaniu całego albumu znajdzie jeszcze kilka innych zapożyczeń. Ktoś może powiedzieć : to już było. I będzie miał rację. Jednak jest coś w tym sposobie prowadzenia linii melodycznej, który sprawia, że za każdym razem na chwilę się zamyślamy i niemalże sami siebie widzimy w postaci głównego bohatera.

O ile pierwsze dwa utwory utrzymane są w spokojnym, podniosłym klimacie, to już „Stage Coach Crashes/Death of a First Lady” zaczyna się od skutecznie uwierających uszy słuchacza, charakterystycznych dla kina akcji *dysonansów, w wykonaniu smyczków. Po chwili tego muzycznego chaosu do głosu dochodzi sekcja perkusyjna z *synkopowym rytmem, aby raptownie przerwać i przekazać budowanie emocji „smyczkom”, tym razem jednak w połączeniu z chórem. Efekt jaki osiągnął Morris idealnie odwzorowuje to, co dzieje się na ekranie – widowiskowa scena wypadku kolumny samochodów, konieczność ratowania ludzkiego życia i dramaturgia sytuacji z perspektywy głównego bohatera. Ponownie mamy tu do czynienia z pewnym schematycznym podejściem do muzycznego opisu obrazu i po raz kolejny ta powtarzalność wychodzi całości na dobre.

„Rocky Road Ice Cream” przynosi ukojenie i uspokojenie po pierwszych minutach energicznych motywów proponowanych przez kompozytora. Instrumentem przewodnim jest tutaj fortepian, a w tle słyszymy długie frazy wygrywane przez wiolonczele. Złamanie w pewnym sensie początkowej estetyki bardzo mi odpowiada – Morris pokazał, że umie nie tylko raczyć słuchacza kompozycjami pełnymi ostrych brzmień z chaotycznym, szybkim tempem, ale również potrafi zbudować nastrój melancholii.

Kolejne trzy utwory na liście („White House Air Attack”, „White House Ground Attack”, „Olympus Has Fallen”) należy traktować jako całość, gdzie w ciągu niespełna 20 minut doświadczamy całego spectrum wrażeń muzycznych towarzyszących niepohamowanemu, brutalnemu i bardzo efektownemu atakowi na Biały Dom (notabene, jest to jedna z lepszych wizualnie scen w filmie). Morris po raz kolejny bardzo umiejętnie dopasowuje warstwę muzyczną do tego co oglądamy na ekranie. Klimat grozy i napięcia napędzają sekcja instrumentów dętych (niskie, monumentalne brzemienia rogów i puzonów) wzbogacona o nieregularne uderzenia instrumentów perkusyjnych. W pewnym momencie możemy doszukać się rytmu rodem z motywu Bane’a ze ścieżki do „The Dark Knight Rises” – pasuje tutaj wręcz idealnie. Nieocenione jest też użycie partii chóralnych oraz przytłumionego dźwięku rogu (tym razem przed oczami pojawiają się fragmenty partytury do „Polowania na Czerwony Październik), które dodatkowo wzbogacają ładunek emocjonalny całości. „Olympus Has Fallen”, czyli część kończąca opisywaną przeze mnie sekwencję, przynosi nostalgiczny dźwięk trąbki podparty chórem, a molowa tonacja jednoznacznie sugeruje efekt zmagań głównego bohatera – Olimp upadł.

Od tego momentu kolejne utwory są już zdecydowanie tłem dla obrazów na ekranie – Morris nie chce, aby oprawa muzyczna wysuwała się na pierwszy plan i konsekwentnie tę koncepcję realizuje. Szkoda tylko, że nie postarał się o większe zróżnicowanie wśród tych kilkunastu kompozycji. Cechuje je brak zdecydowanego tematu melodycznego, większość fragmentów oparta jest w dużej mierze na bardzo żywej sekcji perkusyjnej (nieregularność *akcentów, ostre uderzenia, wrażenie chaosu), całej gamie elektronicznie modyfikowanych brzmień, pulsującym basie oraz specyficznym wykorzystaniu smyczków (charakterystyczne długie frazy lub dysonanse). I o ile kilka pierwszych utworów (z „Olympus Has Fallen” włącznie) rzeczywiście dawało nadzieję na bardzo klimatyczny, a jednocześnie świeży pomysł na muzykę do tego typu filmów, to niestety męcząca okazała się zbyt intensywna powtarzalność, niemalże „samplowość” konstrukcji kolejnych kompozycji – momentami odnosiłem wrażenie, że niektóre utwory po prostu się powtarzają.

A więc, czy Trevor Morris udźwignął ciężar gatunkowy kompozycji? Otóż moim zdaniem nie do końca. Z pewnością znajdą się osoby, którym wizja kanadyjskiego kompozytora przypadnie do gustu i z pewnością nie należy jej oceniać w kategorii niewypału, ja jednak będę zdania, że potencjał w tym przypadku nie został przez niego w 100% wykorzystany – pojedyncze, całkiem interesujące kompozycje to zdecydowanie za mało w kontekście tak rozbudowanego albumu.

Recenzję napisał(a): Piotr Sikorski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:


Lista utworów:

1. Land Of The Free - 1:40
2. The Full Package / Snowy Car Talk - 2:00
3. Stage Coach Crashes / Death of the First Lady - 2:38
4. Rocky Road Ice Cream - 1:14
5. White House: Air Attack - 7:08
6. White House: Ground Attack - 10:02
7. Olympus Has Fallen - 1:59
8. P.E.O.C. Incarceration - 2:20
9. Banning Steps into Action - 1:39
10. Triage - 0:52
11. Bannnng Gathers Intelligence - 5:10
12. Hunting Banning - 2:03
13. He`s in the Walls - 1:07
14. Saving Spark Plug - 3:51
15. Breaking Madame Secretary - 2:49
16. How Do You Know Kang`s Name? - 2:15
17. Any Regrets - 1:11
18. S.E.A.L. Helicopter Incursion - 4:45
19. Walking the Plank - 3:09
20. Pulling the Fleet - 1:22
21. Mano e Mano - 2:13
22. Stopping Cerberus - 2:24
23. Day Break / We Will Rise / End Credits - 5:05



Komentarze czytelników:

Mefisto:

Moja ocena:

Obu Ameryk? Ja bym powiedział, że połowy jednej z nich co najwyżej :) A sam score przeciętny do granic, acz z momentami.

Piotr Sikorski:

Moja ocena:
bez oceny

W sumie, jakby się tak dokładniej przyjrzeć, to chyba rzeczywiście raczej jednej połowy z nich:)
Score średni, choć znalazłem recenzje pozytywne, czasami nawet bardzo pozytywne - jak zwykle, kwestia gustu:)

Raffalsky:

Moja ocena:

Score równie mierny jak ten durny film. Bardziej muzycznie podszedł mi White House Down