Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

World War Z

02 Lipiec 2013, 20:02 
Kompozytor: Marco Beltrami

Rok wydania: 2013
Wydawca: Warner Bros. Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
World War Z

 Kup tę płytę w:

iTunes za 10.99
Tegoroczna hollywoodzka muzyka filmowa nie nastraja optymistycznie. Wśród ilustracji ostatnio wyczekiwanych blockbusterów jedynie kompozycja Antonia Pinto do Intruza zabrzmiała świeżo. Satysfakcję przyniósł też Iron Man 3 Briana Tylera, chociaż pod względem kompozytorskim nie zaoferował niczego nowego – o obydwu dziełach pisałem w osobnych recenzjach, zapraszam do lektury. Do Człowieka ze stali Hansa Zimmera mam stosunek ambiwalentny, jednak dostrzegam w nim więcej wad niż zalet. Hollywoodzka muzyka filmowa stała się męcząca, głównie ze względu na swoją powtarzalność. Być może jest to efekt nacisków producentów, dla których nowe propozycje kompozytorów są zbyt ryzykowne. Jeśli rzeczywiście tak jest, powinni się szybko zreflektować, gdyż nieświeża muzyka może zepsuć cały film, czego World War Z jest dobitnym przykładem.

Najnowsze dzieło Marca Forstera spełnia wszystkie kryteria dobrej letniej rozrywki. Trzyma w napięciu (kilka razy aż podskoczyłem na fotelu), ale i bawi, gdyż scenariusz napisano z przymrużeniem oka. Przedstawiona w World War Z wizja pandemii zombie intryguje i daje do myślenia. Pod względem wykonawczym mamy do czynienia z pierwszorzędną robotą. Szkoda więc, że ten efektowny film został zilustrowany tak sztampową muzyką.

Kompozycja Beltramiego składa się z wyświechtanych i bardzo irytujących rozwiązań, charakterystycznych dla większości hollywoodzkich produkcji. Zacznę od obecnych już niemal wszędzie, a zapoczątkowanych przez Hansa Zimmera w Incepcji długich, powtarzanych dźwięków tub i puzonów, mających spotęgować grozę. Czy już zawsze każdemu zbliżeniu czy panoramie jakiegoś strasznego miejsca (w tym wypadku jest to krajobraz miasta opanowanego przez zombie) będzie towarzyszył ten dźwięk? Tak często powtarzany zabieg daje przecież efekt odwrotny do zamierzonego, staje się autoparodią. Całą muzykę akcji Beltrami zbudował na niekończącym się ostinato smyczków, wzmocnionym motoryczną perkusją i *synkopami instrumentów dętych blaszanych oraz fortepianu. Utworom takim jak Philadelphia, Ninja Quiet, NJ Mart czy The Salvation Gates trudno nawet przyznać podstawową funkcjonalność, bo podczas seansu zwyczajnie drażnią. W kinie miałem poczucie, że banalność i prymitywizm muzyki osłabia dramaturgię efektownie sfilmowanych scen. Nawet spokojne utwory, napisane pod sceny rodzinne, sprawiają wrażenie złożonych z gotowych szablonów. Słyszymy osłuchane współbrzmienia fortepianu, któremu obowiązkowo musiano nadać nienaturalny pogłos, ckliwe frazy smyczków itp. Mizeria.

Słuchanie soundtracku w oderwaniu od obrazu jest męczarnią. Przypomniał mi on tylko o smutnym fakcie niewydania znacznie lepszego, ciekawszego i emocjonującego score’u Beara McCreary’ego z innej produkcji o zombie – serialu The Walking Dead. Na World War Z warto się jednak do kina wybrać, bo, choć trudno to przyjąć do wiadomości, muzyka to nie wszystko.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Philadelphia (4:03)
2. The Lane Family (2:47)
3. Ninja Quiet (2:54)
4. Searching for Clues (5:33)
5. NJ Mart (4:01)
6.Zombies in Coach (3:43)
7. Hand Off! (2:49)
8. No Teeth No Bite (3:25)
9. The Salvation Gates (4:24)
10. Wales (5:22)
11. Like A River Around A Rock (5:08)

Razem: 44:09



Komentarze czytelników:

Adam Krysiński:

Moja ocena:

Straszny syf. No ale to tylko Beltrami - facet, którego w całym internecie namiętnie słucha i uwielbia ledwo 3 (słownie trzech) zagorzałych fanów (w tym jeden o dziwo z Polski :D )

PrivateWitt:

Moja ocena:
bez oceny

"facet, którego w całym internecie namiętnie słucha i uwielbia ledwo 3 (słownie trzech) zagorzałych fanów (w tym jeden o dziwo z Polski :D )"

Co miałeś na myśli ?

PrivateWitt:

Moja ocena:
bez oceny

Btw. Kiedy moi drodzy można się spodziewać recenzji Pacific Rim ?

Raffalsky:

Moja ocena:

Ej no, chyba jedyny nie jestem :) Beltrami jest spoko, ta płyta jest kiepska, White House Down duuuużo lepsze :)

Tomasz Goska:

Moja ocena:
bez oceny

Niezły pocisk ze strony Olka. Ja bym tak srogo nie traktował Beltramiego. Płyta co prawda nie zapewnia rozrywki, ale od strony muzycznej nie widzę tu wielkiego faila. Jeszcze tylko zostaje mi upewnić się jak to wszystko brzmi w filmie, a to już za kilka dni. Oceny więc póki co nie wystawiam.


  Do tej recenzji są jeszcze 4 komentarze -> Pokaż wszystkie