Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Intruz (The Host)

06 Kwiecień 2013, 15:05 
Kompozytor: Antonio Pinto

Rok wydania: 2013
Wydawca: Interscope Records

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Intruz (The Host)

 Kup tę płytę w:

iTunes za 9.99
Na Intruza szedłem z obawami, świadomy grafomaństwa autorki jego literackiego pierwowzoru. Niestety, scenarzysta i reżyser Andrew Niccols nie próbował ingerować w kiczowatą fabułę powieści Stephenie Meyer, ani nawet skorygować jej żenujących dialogów rodem z najtańszego harlequina. Czy jednak ponad dwugodzinny seans był dla mnie czasem straconym? Jako miłośnik muzyki filmowej mogę powiedzieć, że nie. Intruza oglądałem z zainteresowaniem właśnie ze względu na rewelacyjną ścieżkę dźwiękową Antonia Pinto. Skupia ona wszystko to, co we współczesnej muzyce filmowej najbardziej fascynujące, a jednocześnie oferuje dużo nowego. Jestem pełen podziwu dla brazylijskiego kompozytora, że udało mu się w Intruzie wykreować niepowtarzalny klimat i uwiarygodnić emocje bohaterów.

Muzyka silnie oddziałuje na widza, zwłaszcza na początku filmu, gdy co raz zmienia swoją funkcję. Sugestywnie podkreśla emocje bohaterów, a jednocześnie efektownie wspomaga narrację. Pod tym względem szczególne wrażenie zrobiła na mnie scena pierwszego spotkania Melanie i Jareda – reprezentantów ludzkości, którzy ukrywają się na Ziemi przed jej najeźdźcami. Muzyka podkreśla siłę namiętności zakochanych, przełamującą strach przed niebezpieczeństwem (utwór Inside your mind). Pinto osiąga ekspresję przy użyciu wyrafinowanych środków. Stosuje ciepłe, ale nieckliwe harmonie oraz lotne frazy, odwracając w ten sposób uwagę od kiczowatych dialogów. Gustowne połączenie nowoczesnej elektroniki z orkiestrą symfoniczną pozwoliło odzwierciedlić tęsknotę bohaterów za dawną rzeczywistością, wydobyć uczucia ludzi w futurystycznym świecie dobrych, ale bezdusznych istot.

W Intruzie Pinto inteligentnie żongluje muzycznymi stylami. Retrospekcje, ukazujące zakochanych, wzbogacił skromnym tematem gitar, przywodzącym na myśl Brokeback Mountain Gustavo Santaolalli (Soul Mates). Z kolei do ambientowego utworu Star Crossed, wybrzmiewającego w romantycznej scenie, niespodziewanie wplótł rzewną kadencję rodem z amerykańskiego musicalu. Niespodzianek harmonicznych i brzmieniowych jest w Intruzie więcej, dlatego każdy, kto lubi się wsłuchiwać w tego typu niuanse, będzie omawianą kompozycją bardzo usatysfakcjonowany.

Na seans dobrze jest się wybrać z grupą przyjaciół. W większym gronie łatwiej wpaść w głupawkę, niezbędną do bezbolesnego odbioru niektórych scen. Bo chociaż Pinto uratował film Niccolsa, to jego wszystkich wad zatuszować nie mógł.

Recenzję napisał(a): Aleksander Dębicz   (Inne recenzje autora)





Lista utworów:

1. Outer Space
2. Soul Inside
3. Wanderer
4. Inside Your Mind
5. Soul Mates
6. Escape
7. Walk
8. Fading
9. Into The Cave
10. Mirror Mirror
11. Glow
12. Sun Inside
13. Dying Soul
14. Catch Us
15. I’m Alive
16. Kiss Me If You Can
17. River Fight
18. Star Crossed
19. Trust Me
20. Healing
21. Kill Me
22. Soul Outside
23. Goodbye Wanderer
24. One Strange World
25. Home
26. The Store
27. Radioactive (Imagine Dragons)



Komentarze czytelników:

ludi:

Moja ocena:

Zgadzam się z oceną, dobrze, że ścieżka jest lekka i zróżnicowana muzyczno-tematycznie. Chociaż z drugiej strony bywa też przeciągnięta i momentami nudna, na szczęście to nie uderza tak bardzo. Powinniśmy do grudnia jeszcze o niej pamiętać.

Mystery:

Moja ocena:

Cóż, ja zapomniałem o niej już w trakcie słuchania...

Mefisto:

Moja ocena:

Złe to jest, bardzo. Mamy nuuuudę, generic elektronikę, jednostajne tempo przez bitą godzinę i zżynki z Lord of War w tych lepszych momentach. Nie wiem Olku, gdzie widzisz tu świeże i fascynujące elementy :) - dla mnie zresztą i tak najlepszym, co album oferuje jest końcowa piosenka, co raczej za dobrze nie świadczy od muzyce Pinto.

ost-maniak:

Moja ocena:
bez oceny

Dla mnie całość nie równa, kilka dobrych fragmentów, ale zdecydowanie za mało...
www.ost-maniak.blogspot.com