Soundtracks.pl - Muzyka Filmowa

Szukaj w:  Jak szukać?  
 








Aby otrzymywać świeże informacje o muzyce filmowej, podaj swój adres e-mail:



Zapisz

Prometeusz (Prometheus)

23 Lipiec 2012, 21:41 
Kompozytor: Marc Streitenfeld

Muzyka dodatkowa: Harry Gregson-Williams

Orkiestracje/Dyrygent: Ben Foster

Soliści: Richard Watkins (waltornia, tuba wagnerowska)

Chór: Metro Voices, Bach Choir, Apollo Voices

Rok wydania: 2012
Wydawca: Sony Classical

Muzyka na płycie:
Muzyka w filmie:
Prometeusz (Prometheus)

Odtwarzaj / Zatrzymaj

 Kup tę płytę w:

iTunes za 11.99
Po 31 latach Ridley Scott powrócił do kina science-fiction. Jego Łowca androidów i wcześniejszy Obcy – 8. pasażer Nostromo na stałe wpisały się w kanon filmowej fantastyki. Oczekiwania względem Prometeusza były więc ogromne, a gdy jeszcze ujawniono, że nowe dzieło Scotta ma podjąć najbardziej tajemnicze i rozpalające wyobraźnię wątki Obcego, emocje zawrzały. Prometeusz jednak nie zachwyca. Początkowe zainteresowanie, wywołane głównie urzekającą warstwą wizualną, szybko ustępuje miejsca zażenowaniu i obrzydzeniu. W miarę jak mgła tajemnicy coraz bardziej opada, film grzęźnie w kolejnych absurdach. Choć scenarzyści i reżyser dwoją się i troją, by zaskoczyć i zaszokować widza, na koniec pozostaje spora doza niesmaku i rozczarowania.

Wielką niewiadomą, jaka wiązała się z tym filmem jeszcze przed premierą, była muzyka. O współpracującym od paru lat z reżyserem Marcu Streitenfeldzie można powiedzieć wiele, ale nie to, że dorównuje artystom, którzy pisali ścieżki dźwiękowe do wczesnych filmów Scotta. Powiązanie Prometeusza z serią o Obcym dodatkowo podniosło poprzeczkę. To właśnie historiom o Ellen Ripley zawdzięczamy fascynujące ścieżki dźwiękowe Jerry`ego Goldsmitha do pierwszej części cyklu i Elliota Goldenthala do trzeciej. Po Streitenfeldzie, który w swoim dorobku ma zaledwie kilka soundtracków (w większości przeciętnych), nie spodziewałem się zbyt wiele.

Jednak choć Prometeuszowi brakuje drapieżności dzieła Goldsmitha, artystycznej ambicji muzyki Goldenthala czy rzemieślniczej precyzji ścieżek Hornera i Frizzela, to robi nie najgorsze wrażenie. Kreuje duszną i mroczną atmosferę opowieści, a kiedy trzeba efektownie *akcentuje jej najbardziej emocjonujące fragmenty. Łączy elektronikę z żywą orkiestrą i chórem w sposób wyważony, zacierając granice akustyczne. Nieraz wręcz trudno powiedzieć, czy coś zostało wcześniej nagrane, czy raczej powstało od zera na dysku komputera. Dzięki temu poszczególne utwory, mimo naładowania efektami dźwiękowymi, nie tracą muzycznego charakteru.

Prometeusz to jednak nie tylko ambient. Temat przewodni niczym romantyczna uwertura wprowadza w filmową opowieść, głębokim brzmieniem *waltorni ilustrując przepiękne kadry zawieszonej w przestrzeni samotnej planety i jej malowniczych krajobrazów (A Planet). Melodia ta powraca wielokrotnie, lecz w pełnej krasie słyszymy ją dopiero w dramatycznym finale (Space Jockey, Collision). Momentami waltornia jest elektronicznie przetwarzana, wywołując niepokój (Going In, Not Human, David).

Ilustrując najbardziej trzymające w napięciu sekwencje, Streitenfeld sięgnął do źródła, czyli do cyklu o Obcym. Rodzaj i sposób wykorzystanych środków wyrazu nie pozostawiają wątpliwości, że artysta inspirował się kompozycją Elliota Goldenthala do Obcego 3 Davida Finchera (Bait and Chase oraz Death Dance). Szczególnie wyraźne wpływy słychać w Hello Mommy – jednym z najmocniejszych, najbardziej intensywnych utworów na płycie. Jako że soundtrack z Obcego 3 należy do moich ulubionych, zapożyczenia Streitenfelda w ogóle mnie nie drażnią.

Najbardziej bezpośrednim nawiązaniem do muzycznego dorobku filmów o Obcym jest jednak cytat z tematu Goldsmitha, który pojawia się w Friend form the Past. Jego wykorzystanie to raczej ukłon w stronę fanów, gdyż nic tak naprawdę nie wnosi. Być może Ridley Scott chciał się w ten sposób zrehabilitować za poszatkowanie tamtego dzieła w 1979 r. Trudno powiedzieć. Nie jest to zresztą jedyna zagadka, jaką niesie ze sobą ta produkcja.

Muzyka Streitenfelda to nie wszystko, co można usłyszeć na soundtracku Prometeusza. Swoje trzy grosze dorzucił też Harry Gregson-Williams, który ze Scottem pracował wcześniej przy Królestwie niebieskim. Jego wkład, choć mały, okazał znaczący. To jemu zawdzięczamy jeden z najefektowniejszych utworów tej ścieżki dźwiękowej – Life. Zawiedzie się jednak ten, kto liczy, że na krążku znajdzie choć fragment „Deszczowego” Preludium Chopina, które zamykało film.

Ogólnie rzecz ujmując, najnowsza ścieżka dźwiękowa Marca Streitenfelda może nie chwyta za serce, ale na pewno nie przynosi kompozytorowi wstydu. Po przeżartej nawiązaniami do Transformersów muzyce z niedawnego Robin Hooda (choć – co warto podkreślić – niepozbawionej udanych momentów) jego ostatnie dzieło to już muzyka wyższej próby. W filmie nie tylko spełnia swoje funkcje, ale też momentami daje widzowi sporo satysfakcji. Jej słuchalność na albumie to już inna para kaloszy. Kto lubi się trochę „pomęczyć” trudniejszymi brzmieniami, nie powinien mieć z nią problemu. Mimo wszystko, jednak, mając do wyboru Prometeusza, a którąś z pozostałych pozycji z alienowej dyskografii, po muzykę Streitenfelda raczej należy sięgnąć jako jedną z ostatnich.

Recenzję napisał(a): Krzysztof Ruszkowski   (Inne recenzje autora)




Zobacz także:
Wczytywanie ...


Lista utworów:

1. A Planet - 02:36
2. Going In - 02:06
3. Engineers - 02:32
4. Life* - 02:33
5. Weyland - 02:07
6. Discovery - 02:35
7. Not Human - 01:51
8. Too Close - 03:23
9. Try Harder - 02:04
10. David - 03:02
11. Hammerpede - 02:46
12. We Were Right* - 02:45
13. Earth - 02:38
14. Infected - 01:59
15. Hyper Sleep - 02:03
16. Small Beginnings - 02:14
17. Hello Mommy - 02:06
18. Friend from the Past** - 01:16
19. Dazed - 04:32
20. Space Jockey - 01:32
21. Collision - 03:08
22. Debris - 00:47
23. Planting the Seed - 01:38
24. Invitation - 02:18
25. Birth - 01:26

Razem: 57:07

* - muzyka: Harry Gregson-Williams
** - zawiera temat z filmu Obcy - 8. pasażer Nostromo Jerry`ego Goldsmitha



Komentarze czytelników:

muse:

Moja ocena:
bez oceny

Ponieważ z niecierpliwością czekam na seans, jak najszybciej zabrałam się do lektury powyższej recenzji, bo muzyka w trailerze wydaje mi się fascynująca. Ale chociaż Autor użył ogromu słów, nie mam pojęcia o czym de facto napisał, po co, ani co O_o

Raffalsky:

Moja ocena:

zupełnie niestrawna muzyka. Instrumentalna "zgaga" która odpija się wiele minut po odsłuchu. Czasem nawet tęsknię za 25 minutowymi varese, bo takie soundtracki, na takie wydania doskonale się nadają. Może w filmie jest lepiej...

Adam Krysiński:

Moja ocena:

To ja Wam radzę - nie idźcie na ten film, chyba że chcecie się wkurzyć :) A muzyka jest i jedną z najlepszych jego części, i można to traktować jako swoiste zaskoczenie roku, bo to najlepsza praca Streitenfelda jak dotychczas.

cipher:

Moja ocena:

@muse - muzyka w trailerze nie ma nic wspólnego z tą w filmie. W trailerze zapewne słyszałaś Audiomachine.

Aleksander Dębicz:

Moja ocena:

W "Prometeuszu" Ridley Scott powtórzył przesłanie "Obcego", czyniąc je bardziej dosłownym. Chyba niepotrzebnie, choć nie bez celu. Film jest efektowny, ale nie trzyma w napięciu, jak genialny "Obcy - Ósmy pasażer Nostromo" czy nawet "Obcy: Decydujące starcie" Jamesa Camerona. Aurę tajemniczości, pieczołowicie budowaną przez autora zdjęć Dariusza Wolskiego i kompozytora muzyki Marca Streitenfelda, niweczą tanie chwyty scenariuszowe. Myślę jednak, że w dzisiejszych czasach stawianie ważkich filozoficznych pytań w komercyjnych produkcjach jest wartością samą w sobie.

"Prometeusz" utwierdził mnie w przekonaniu, że Marc Streitenfeld nie jest może kompozytorem szczególnie oryginalnym czy kreatywnym, ale na pewno czuje kino i inteligentnie ilustruje obraz. Podobnie jak w świetnym "American Gangster" i "Robin Hoodzie", artysta operuje tu jednym motywem, który nie tylko kreuje klimat, ale i sugestywnie uwydatnia przesłanie dzieła. Kompozycja ma również wiele walorów czysto brzmieniowych, o których napisał już Krzysztof w swojej recenzji. Lekceważenie Streitenfelda, a nawet pogardzanie nim (niektórzy nazywają go "szoferem", bo podobno woził kiedyś Hansa Zimmera) uważam za przejaw kompleksów. Nie każdy kompozytor musi być wybitny. Warto docenić również sprawne rzemiosło.


  Do tej recenzji są jeszcze 2 komentarze -> Pokaż wszystkie